Deprecated: Assigning the return value of new by reference is deprecated in /home/bossowski_pl/current/wp-content/plugins/falbum/FAlbum.class.php on line 1512
Józef Andrzej Bossowski » Koleją po dolinie Bobru

Koleją po dolinie Bobru

Kolej w dolinie Bobru Kolej w dolinie Bobru to linia kolejowa, która jest jedną z wielkich atrakcji Lwówka Śląskiego. Ale czy mieszkańcy miasta na pewno zdają sobie sprawę z tego.

Mam pewność, że jeszcze tak nie jest i mam nadzieję, że wkrótce to się zmieni.
Wymaga to jednak wspólnych i konsekwentnych działań, ale działań przemyślanych w każdym szczególe.

Na początek chcę przedstawić działania jakie w tej sprawie czyni “miejscowy” redaktor Nowin Jeleniogórskich Daniel Antosik.

Zachęcam mieszkańców do wnikliwego przeanalizowania tekstu, a wszystkich przeciwników informuję, że wiem jaki jestem i zachęcam do dyskusji merytorycznej o promocji miasta, a nie o mnie.

Zapora wodna w Pilchowicach Buszując po Internecie trafiłem na stronę Nowin Jeleniogórskich. Znalazłem tam opis wycieczki “Koleją przez Dolinę Bobru” wykonany przez Daniela Antosika.
Takiego pojęcia geograficznego „Dolina Bobru” nie ma, więc powinna być zwykła dolina, w której płynie sobie Bóbr, rzeka Bóbr, bo zwykły bóbr też płynąłby małą literą. Problem ten miałem przy tytule „Kolej w dolinie Bobru”. Ale nie to jest najważniejsze.

A przy okazji, jadłem danie z bobra i nie powiem było bardzo smaczne. Bardzo ciemno czerwone i lekko słodkawe mięso, a przyrządzone było smakowicie, w sosie z ziemniaczkami. Było to niestety za granicą, bo u nas bobry są pod ochroną.

Opis wycieczki wykonał mój „milaczek” będący na utrzymaniu UGiM Lwówek Śląski. To miło, że facet zaprasza na wycieczkę i od razu na wejściu zniechęca do takiej wycieczki – to takie dwa w jednym, albo rozdwojenie jaźni (paranoja) – to takie częste we Lwówku Śląskim.
Taki marketing turystyki to katastrofa.

Spacerkiem po Wleniu Pan Zbigniew L. w komentarzu napisał, że powinna być strona poświęcona takim wycieczkom.
Oczywiście zgadzam się – tylko szanowny Panie Zbigniewie problem w tym, że tam we Lwówku Śląskim nie chcą turystów i robią wszystko, żeby ich nie było.
Czy Pan tego nie dostrzega?
I chyba nie o takie zachęcanie panu chodzi?

Do czego znów się czepiam? – Spieszę wyjaśnić.

Na przykład taka nieprawdziwa informacja nie zachęca do wycieczki: „Lepiej zabrać na nią trochę prowiantu. Wybieramy się, bowiem w miejsca o marnym zagospodarowaniu turystycznym.” (wszystkie podkreślenia moje).
Ratusz i stary rynek we Lwówku Śląskim Redaktor D. Antosik napisał to już po wycieczce. Czy nie zauważył zagospodarowania turystycznego na trasie?
A może to zła wola?
Może właśnie to ma zniechęcić do odbycia wycieczki.
Sprawa jasna – zapłać jak to czyni miasto Lwówek Śląski, a coś pozytywnego napiszę.

Czytajmy dalej „zachętę” do ruszenia się z domu.
Trasa kolejowa wije się wzdłuż Bobru przecinając teren o zachwycających walorach krajobrazowych i wielkim bogactwie historycznym. O wszystkim poczytać można w najróżniejszych wydawnictwach i opisach map turystycznych.” – Jakich wydawnictwach, gdzie je można kupić, tego się nie dowiecie z tekstu (zapłać, a napiszę – łatwo można wywnioskować).
Panie Antosik, niech pan nie leje tyle wody bo będzie powódź, trochę konkretów.

Franciszkanie we Lwówku Śląskim Takie ogólniki można powiedzieć o każdym miejscu w Polsce: o „zachwycających walorach krajobrazowych i wielkim bogactwie historycznym”. Autor nie ma odwagi (może wiedzy), aby powiedzieć więcej o tych „zachwycających walorach krajobrazowych i wielkim bogactwie historycznym”.

Jeśli chodzi o rozkład jazdy, to: „Najbardziej przejrzysty rozkład jazdy pociągów kursujących na trasie znaleźć można na stronach internetowych www.lwowekslaski.pl. Choć tam, nie wiedzieć czemu brakuje informacji o ostatnim pociągu odjeżdżającym z Jeleniej Góry w kierunku Lwówka Śląskiego o godz. 16.35.” (Delikatnie – wiadomo Lwówek Śląski płaci, Lwówek Śląski ma).

Kościół i klasztor lwóweckich franciszkanów Sprawa jest jasna, „brakuje informacji o ostatnim pociągu odjeżdżającym z Jeleniej Góry w kierunku Lwówka Śląskiegobo Lwówek Śląski nie jest zainteresowany przyjazdem turystów do miasta, o czym autor nie chce powiedzieć wprost. Pokazuję to na każdym kroku, a mieszkańcy wpisujący na moim blogu sami to potwierdzają. Nie ma się, więc co dziwić ignorowaniem takich ważnych dla turystów informacji.

Wycieczkę można przygotować sobie w kilku wariantach czasowych. Możliwa jest wersja dla twardzieli, którzy są w stanie wyruszyć z Jeleniej Góry pierwszym pociągiem odjeżdżającym z dworca głównego o godz. 5.25 i np. dołożyć sobie jeszcze jeden przystanek po drodze.

Browar Hohbergów we Lwówku Śląskim Gdzie ten przystanek może być? Tylko w Siedlęcinie i nie ukrywam, że warto poświęcić te kilka minut snu. Jest tam obronna wieża mieszkalna i w niej najstarsze malowidło świeckie, ale czy „w środku nocy” o godz. 6.00 da się to zobaczyć, tego nie wiem. To rzeczywiście wariant dla „twardzieli”, powiedziałbym nawet „twardogłowych”.

Idę o zakład, że wszystko o tej porze jest zamknięte, ale głowy nie dam. Redaktor Nowin jest miejscowy, więc chyba wie, co pisze. Dostęp do obiektu o 6.00 rano warto zaproponować Luwrowi, może zmniejszą się kolejki, ale na wsi Siedlęcin?
Ręce opadają.

Mury Obronne Lwówka Śląskiego Ale dostajemy ważną informację: „nie można sobie kupić jednego biletu na przejazd tam i z powrotem całą trasą podzieloną na odcinki.” – dlaczego? Tego nie wiem.
Skoro Urząd Marszałkowski dopłaca do tej linii znaczne pieniądze, to czyż nie może wymóc na PKP biletów turystycznych z wieloma przerwami w podróży.
Chytry dwa razy traci.
Wielu leniwych turystów nie ruszy w drogę wiedząc o trudnościach – zamiast podziwiać widoki, będzie spotkanie z konduktorem, poszukiwanie drobnych, a jeśli to trafi na obcokrajowca to już całkowita klapa.

Wysiadamy. „Z zapartym trzem … Żadnych innych ludzi…” – „trzem”? może stolcem?
A dlaczego tu nie ma „żadnych innych ludzi”? – Pisał o tym w Nowinach Jeleniogórskich inny „wolny od zobowiązań” dziennikarz. O tym innym razem.

Sala ślubów lwóweckiego ratusza I znów zachęta do odbycia wycieczki: „Niestety, mocno zapuszczona okolica. Żal, że prawie w ogóle dziś nie zagospodarowana, ale co tam.” – to tylko dziennikarz tej klasy nie potrafi zobaczyć tego co w zasięgu ręki, a „niezagospodarowana” chyba pisze się razem.

A może warto zainteresować się bliżej stanicą WOPR. Może warto dowiedzieć się o prowadzonych tam szkoleniach wodniaków, możliwościach noclegów i innych atrakcjach. Nie zapłacili dziennikarzowi, więc kolejne przemilczenie i kolejna dezinformacja.

W którąkolwiek pójść stronę, wrażenia podobne.” - mocno zapuszczona okolica, czy tak to trzeba rozumieć?
Już się nie mogę doczekać zobaczenia „mocno zapuszczonej okolicy”. Taka reklama to wspaniały magnes dla turystów.

Książę Konstantyn Hohenzollern Jaki tego jest efekt – sam autor pisze: tu nie ma „żadnych innych ludzi…” – zupełnie mnie to nie dziwi. Po takiej promocji będzie dziwne jak ktoś tu przyjedzie.

Przy drodze samochody wędkarzy siedzących w ciszy na dole…” – siedzą w ciszy i rozmyślają o tej mocno zapuszczonej okolicy i poziomie autora tekstu w NJ. Czy autor tekstu wie, po jaką cholerę przyjechali ci wędkarze? Czy wie, po jaką cholerę łażą po nurcie rzeki i rzucają jakimś sznurkiem na patyku?
Taka zachęta dziennikarza Nowin Jeleniogórskich nie ma nic wspólnego z promocją terenu i atrakcyjną ofertą turystyczną dla turystów i wędkarzy. To katastrofa.

Wchodzimy na mostek. Stąd widok na imponującą zaporę od dołu i elektrownię, która z tej strony robi jeszcze większe wrażenie. Krótki, ale nie pospieszny piknik na trawie, drugie śniadanie i wracamy” – trzeba być ślepym dziennikarzem, aby z tego mostku nie zobaczyć punktu gastronomicznego (nawet z piwem lanym), toaletą i możliwością noclegu.

Pałac we Lwówku Śląskim To tylko biedny dziennikarz dorabiający w UGiM Lwówek Śląski musi „nie pospiesznie jeść kanapki na trawie”.
Nie wierzcie mu, tam jest gdzie usiąść, można wypić kawę, herbatę, zimne napoje (o piwie mówiłem), a nawet kupić widokówki i lokalne przewodniki – w tym i moje publikacje. Szkoda, że taki cienki dziennikarz tego nie zauważa.

No i Wleń.
Jedno z najstarszych miasteczek, ma atrakcję w postaci ruin średniowiecznej warowni, które warto zobaczyć. I w tej kwestii lepiej się pospieszyć, bo stare mury walą się, a ponieważ brakuje pieniędzy na ich zabezpieczenie, wkrótce może nie być już czego oglądać…” – to poważny argument. Spieszcie się, bo to się zawali. Trochę adrenaliny nie zaszkodzi, może przeżyjecie.

Agaty ze Lwówka ŚląskiegoDalej droga zamknięta. Gości straszą tabliczki o zakazie wstępu na teren zamku. Stan obiektu grozi zawaleniem. Gospodarze terenu ostrzegają przed niebezpieczeństwem …” – oczywiście olewamy tabliczki, ostrzeżenia, zakazy, skoro już tutaj weszliśmy musimy iść dalej.
To bardzo wychowawcze i racjonalne podejście do sprawy - tabliczki tylko straszą, nie ma co wierzyć w to co jest napisane - mówi autor.
To zawalenie się ruin zamku to zupełnie odrębny temat. To przez średniowiecznych partaczy budowlanych mamy teraz taki problem. Może będzie okazja i o tym porozmawiać.

Po drodze warto … obejrzeć odnawiany właśnie pałac sąsiadujący z zamkowym wzgórzem. Jest na to dość czasu. Obok też wart obejrzenia kościółek św. Jadwigi” – a może trochę informacji czy da się wejść do środka, czy zobaczymy to wszystko przez dziurę w płocie. Chcielibyśmy coś więcej, tym bardziej, że „jest na to dość czasu” – ale brakuje informacji i autor też jej nie dostarcza.
Co stracimy jak nie wejdziemy do środka kościółka?
Może nic?
To po co tu przyłazić?

Dzieje Lwówka Śląskiego We Wleniu same atrakcje zachęcające do przyjazdu: „Dwa razy okrążamy rynek i idziemy jeszcze obejrzeć niewielki pałac za Bobrem.”
Zastanawiam się czy jedno okrążenie nie wystarczy?
Po co aż dwa?
Gdyby autor zachęcił do dokładnego zobaczenia czegoś szczególnego, rozumiem. Ale dwa kółka to dla nabicia kilometrów, czy dla zabicia czasu?

A może warto panie Antosik słowo o fontannie z gołębiarką na rynku postawionej w 1914 r. w 700 rocznicę nadania miastu praw miejskich, a może coś o gołębiach, które rozsławiają miasto od ponad 500 lat i właśnie tutaj „gniazduje” wielu mistrzów świata i Polski.

Napoleon we Lwówku Śląskim A może słowo o napisie nad wejściem do ratusza nawiązującym do pożaru miasta w roku 1813, kiedy to podczas walk o miasto spłonął Wleń. A może idąc do prywatnego pałacu nad Bobrem zatrzymać się, choć na chwilę, przy obelisku upamiętniającym walki o Wleń w roku 1813 stojącym w miejscu, gdzie wówczas w karczmie spłonęło 200 żołnierzy. Rozumiem, obelisk można pominąć bo to ja go ufundowałem, ale spalony Wleń.
Dla pana Daniela ważne są okrążenia – dwa, w porywach trzy i to biegiem.

Szczerość pana Daniela Antosika w zachęcaniu do przyjazdu do Wlenia jest porażająca: „samo miasteczko zionie pustką i nudą. Lepiej, więc zaplanować sobie dłuższy spacer po przyrodniczych atrakcjach okolicy, niż liczyć na uroki miasteczka”.
A może lepiej to wcale nie ruszać się z domu?

Ratusz we Lwówku Śląskim Nuda panie Danielu jest wówczas, gdy nie ma się wiedzy. Wiedzy o historii miasta, ciekawych miejscach, walorach uzdrowiskowych Wlenia, sanatorium z długą historią wodolecznictwa, o krzyżach pokutnych, o zdarzeniach epoki napoleońskiej, o filmach, które nakręcono na rynku tego miasta, o więzieniu tutaj biskupa wrocławskiego – zdarzeniu, o którym w całej Polsce uczą się dzieci w szkole, o fabryce zegarków słynnych na całym świecie.
Zionie pustką i nudą” w głowie autora tekstu.

I wreszcie pociąg - znów punktualnie, znów elegancko, przyjemnie chłodno i wygodnie.

A może słów kilka zdałoby się jak to było drzewiej. Jak jeździł tutaj kociołek, sapał i dyszał, gwizdał i dymił, ale czas przejazdu był taki sam – nie dziwi to?
Punktualnie według rozkładu jazdy sprzed 100 lat to żaden sukces.
To wstyd.

Płakowicki wawel Docieramy do Lwówka Śląskiego.
To największe miasto na trasie z mnóstwem atrakcji i bogatym programem zwiedzania, jeśli tylko mamy na to siły i ochotę. Można wypuścić się na wycieczkę na piękne skały piaskowcowe, czyli zobaczyć Szwarcarię Lwówecką i Skały Panieńskie. Można też pójść do rynku. Obejrzeć ratusz, wystawy w muzeum, kościoły, muzy obronne, wieże bramne, ewentualnie zjeść późny obiad - bo tu jest już gdzie.

Znów tylko ogólniki: „z mnóstwem atrakcji i bogatym programem zwiedzania” i owijanie … w bawełnę.
Przeanalizujmy je:

1. „Piękne skały piaskowcowe” (Szwajcarię Lwówecką i Skały Panieńskie) – to dawna śpiewka, to kiedyś były piękne miejsca, teraz zarośnięte drzewami, ledwo widoczne nie robią żadnego wrażenia. Na Wzgórzu Kombatantów nie ma już restauracji, muszli koncertowej, pomników, toru saneczkowego – zostały krzaki i opuszczone domki campingowe, no i samotny, zapomniany obelisk upamiętniający zloty kombatantów. Przejście z jednego miejsca do drugiego zostało przerwane, trzeba iść okrężną drogą, a Skały Dziewicze, przepraszam Panieńskie, wracają do swojej dziewiczej postaci. Zarośnięte krzakami i zupełnie niewidoczne. Zapewniam, że w takiej postaci to żadna atrakcja.

pomnik i ratusz Wleń 2. „Obejrzeć ratusz, wystawy w muzeum” – to znów lipa panie redaktorze. We Lwówku Śląskim nie ma muzeum. W bibliotece jest bardzo „cienka” ekspozycja historyczna. To, co najciekawsze o tej porze i w dniach „turystycznych” wolnych od pracy niestety niedostępne.

pomnik i medal Wleń 3. Kościoły – pozamykane dla turystów. Można zobaczyć przez dziurkę od klucza.

kościół franciszkanów we Lwówku Śląskim

4. „muzy obronne” – nie znam muz obronnych we Lwówku Śląskim, są mury i rzeczywiście można pospacerować wokół miasta i tyle. Baszty bramne zamknięte, do jednej można spróbować wejść, wymaga to jednak cierpliwości. Szkoda zachodu, zapewniam, możemy tylko popatrzeć w dół, a jak się trafi na imprezę PTTK-owców to można też coś przyjąć.

Wernher 5. „Ewentualnie można coś zjeść” – ale „Czarny Kruk” ze swoim wstrętnym czarnym ptaszyskiem nie zachęca. Nie dowie się też tutaj turysta, że to stara nazwa restauracji nawiązująca do pobytu Macieja Korwina i Napoleona we Lwówku Śląskim. Że znajduje się ona w miejscu, gdzie stał dom, w którym mieszkał Cesarz Napoleon.

Do Jeleniej Góry wrócić można od razu przesiadając się bezpośrednio na peronie lwóweckiego dworca z jednego pociągu do drugiego” – to niezły wariant tej wycieczki i bardzo szczere wyznanie autora. Tutaj autor wyłożył cały sens wycieczki do Lwówka Śląskiego.
Przyjeżdżamy na dworzec i natychmiast odwrót.
Autor nawet nie zachęca do rzucenia okiem na dwie kolejowe wieże ciśnień (1895 r. i 1904 r.) widoczne z peronu.
Trochę adrenaliny – czy zdąży się przesiąść? Tylko to zaprząta uwagę autora. Jasne, że się zdąży, do Jeleniej Góry jest jeden tor. Jak ktoś już bardzo się boi, że nie zdąży, to może wysiąść na przystanku Dębowy Gaj i pooglądać pozostałości po spalonym budynku stacyjnym.

wmurowanie kamienia węgielnego Wleń Taką operację można też wykonać we Wleniu i zaoszczędzić kilka groszy. Po co się pchać do miasta, które nie czeka na turystów.

Panie burmistrzu Kaziów, czy nie wstyd panu, jak taki niemota pokazuje ignorancję w zakresie marketingu turystyki?
Czy zdaje pan sobie sprawę ile to przynosi strat mieszkańcom Lwówka Śląskiego i waszego regionu?
To kolejne pilne zadanie dla pana – poważna rozmowa z dziennikarzem. Za takie pieniądze, jakie pobiera w lwóweckim urzędzie przy okazji LLA powinien solidniej popracować, nie tylko nad lichym marketingiem pana osoby.

Dodaj komentarz