Deprecated: Assigning the return value of new by reference is deprecated in /home/bossowski_pl/current/wp-content/plugins/falbum/FAlbum.class.php on line 1512
Józef Andrzej Bossowski » Agaty ze Lwówka Śląskiego

Agaty ze Lwówka Śląskiego

Józef Andrzej Bossowski
Agaty ze Lwówka Śląskiego
Agaty ze Lwówka Śląskiego
125 x 195 mm , 48 str.,
I wyd. papier offsetowy,
II wyd. papier kredowy,
okładka: karton, kolor, lakierowana.
Szycie zeszytowe.
Agaty ze Lwówka Śląskiego
Podstawowym celem książki jest opis wycieczki (pieszej, rowerowej lub samochodowej) ze Lwówka Śląskiego do miejsca, w którym występują łatwo dostępne agaty wspaniałej urody.

W książce znajdziemy opis właściwości fizyko-chemicznych, występowanie i zastosowanie agatów, wskazówki dla początkujących kolekcjonerów, a także potrzebne narzędzia wraz z instrukcją jak i gdzie szukać agatów, to tylko uzupełnienie tej wycieczki.

Pierwsze, jednobarwne (sepia) wydanie na papierze offsetowym, pomyślane było jako “informator jednorazowego użytku”, zachęcający do zainteresowania się kolekcjonowaniem agatów.
Wydanie II, zmienione, na papierze kredowym zawiera wiele barwnych fotografii agatów, a także zdjęcia z podziemnych chodników wydobywczych.

Uzupełnieniem książki są dostępne w sprzedaży składanki kolorowych zdjęć agatów z cyklu “Minerały Ziemi Lwóweckiej”.

O komentarzach i recenzji tej książki proszę czytać w prowadzonym dzienniku.

W przygotowaniu:

  • Ametysty ze Lwówka Śląskiego.
  • Gips i anhydryt z kopalni “Nowy Ląd” koło Lwówka Śląskiego.
  • Piaskowce wokół Lwówka Śląskiego.
  • Agaty wokół Lwówka Śląskiego.
  • Uran wokół Lwówka Śląskiego.
  • Złoto wokół Lwówka Śląskiego.

Przy omawianiu mojej książki “Agaty ze Lwówka Śląskiego” pojawił się komentarz, przysłany przez “tajnego geologa”. Jest on gdzieś głęboko w komentarzach więc jego tekst może umknąć uwadze, więc raz jeszcze umieszczam tutaj. Będzie łatwiej dostępny zatem więcej osób będzie mogło się z nim zapoznać. Chyba taki cel miał “geolog”, więc mu pomogę. Komentarz jest następującej treści:
Wszystkim zainteresowanym polecam recenzję tej książeczki zamieszczoną w czasopiśmie geologicznym “Otoczak”, w której fachowcy ocenili “fachowca”.
Jakie były okoliczności powstania recenzji, którą tak poleca “geolog” proszę pytać go pod adresem geolog@wp.pl, z którego wysłał ten komentarz.
Żeby ułatwić Państwu dostęp do tej podniecającej geologa recenzji przedstawię ją tutaj w całości, z drobnym moim komentarzem. Poza tym ubiegam się o umieszczenie mojego wyjaśnienia w tym czasopiśmie. Jakie będą tego efekty również poinformuję na tej stronie.
Ale wróćmy do oryginału tekstu:
“Tytuł: Agaty ze Lwówka Śląskiego, autor: Józef Andrzej Bossowski, wydawnictwo: Bud-Stal-Test II, stron: 48, oprawa: miękka, format: 20×13 cm, rok: 2004.
Książeczka “Agaty ze Lwówka Śląskiego” poświęcona jest w całości agatom płóczkowskim. Podzielona jest na rozdziały traktują kolejno o: lokalizacji pól agatowych, metodach poszukiwania agatów, ich rodzajach, występowaniu, zastosowaniu. Całość wydana na dobrym papierze, dość bogato ilustrowana, napisana przystępnym językiem – wydawałoby się powinna doskonale zapełnić lukę na rynku wydawniczym dotyczącą agatów, wokół których powstało Lwóweckie Lato Agatowe – niestety …”
Zanim podam dalszy ciąg tej recenzji muszę dodać kilka wyjaśnień. Tak dobrze żarło i zdechło. Autor recenzji nie miał odwagi podpisać jej swoim nazwiskiem, nie jest więc aż takim fachowcem jak określa go “geolog”. Muszę w jakiś sposób zwracać się do tego autora, więc w pierwszym odruchu pomyślałem, że to Anonim. Ale Gall mógłby się obrazić, to raczej Tchórz niż Anonim. Drugie skojarzenie, to “fachowiec” z Warszawy, więc może Warszawski, ale mógłby się autor obrazić, że od wieśniaka go wyzywam albo jeszcze gorzej. Więc kolejne skojarzenie z okolicznościami powstania tej recenzji – flaszka wypitej gorzałki w Lwóweckim Ośrodku Kultury. Tam się pije kulturalnie. Autora więc będę nazywał panem Flaszeckim.
Wracając więc do uwag tej pierwszej części recenzji poza błędami językowymi (“powtarzającymi się konsekwentnie”), które w pracy takiego fachowca, zawodowca nie powinny się nigdy znaleźć, brakuje bardzo istotnej informacji, że jest to drugie wydanie książki, poprawione w wyniku dyskusji z PT Czytelnikami.
Chciałbym zwrócić uwagę na fragment recenzji poświęcony metodom poszukiwania agatów. Jest to bardzo istotne i do tego tematu wrócę za chwilę.
Kontynuujmy więc tekst recenzji:
“Agaty ze Lwówka Śląskiego są pozycją bardzo nierzetelną, zawierającą mnóstwo podstawowych błędów, które nigdy nie powinny się znaleźć w tego typu wydawnictwach. Już po lekturze tabeli na str. 4 (z której dowiemy się np.: że odmianami minerałów SiO2 są kwarc pegmatytowy, kwarc skałotwórczy i kwarc żyłowy!) zorientujemy się, że autor nie jest osobą kompetentną do pisania książek mineralogicznych. Niewątpliwie też pozycja ta nie była recenzowana przez specjalistów, a korektorka najprawdopodobniej nie miała wykształcenia geologicznego (określenia prazeolit – zamiast prazolit, skala Mohra – zamiast Mohsa – nie są literówkami, gdyż powtarzają się konsekwentnie w całym tekście!). Podsumowując: wydawnictwa takie jak “Agaty ze Lwówka Śląskiego” nie powinny nigdy znaleźć się w rękach osób, które dopiero wkraczają w świat geologii, gdyż wprowadzają więcej chaosu informacyjnego niż dostarczają rzetelnej wiedzy.”
Panie Flaszecki, to ostrzeżenie brzmi jakby to była najostrzejsza pornografia. Czy nie wie pan, że zakazany owoc lepiej smakuje. Po co ta reklama. Myślę, że nie będę musiał za nią płacić. Przeanalizujmy teraz “rzetelny” tekst tej pana recenzji. Pisze pan, że jest to “pozycja bardzo nierzetelna, zawierająca mnóstwo podstawowych błędów”. Ile tych podstawowych błędów pan wynalazł? Wypunktuję je:
1. tabela na stronie 4,
2. prazeolit zamiast prazolit,
3. skala Mohra zamiast Mohsa,
i takie to mnóstwo. Czy naprawdę te błędy mogą przewrócić w głowie młodym adeptom geologii. Zawsze mówię, że to gorzała zżera szare komórki i nie pozwala trzeźwo spoglądać na świat. Ale żeby od razu mój tekst działał tak szkodliwie? Czyżby zbyt trudny dla naukowca z Warszawy?
Przeanalizujmy więc wspólnie te błędy:
Tabela na str. 4 wzięta jest z akademickiego podręcznika geologii, pisanego przez geologa dla studentów geologii. Czy to ona ma tak namieszać w głowie? A czy pan zrecenzował już ten podręcznik? Proszę więc z pretensjami do jego autora – geologa! Spis literatury jest na końcu książki, ale aby nie ułatwiać sprawy proszę przeczytać wszystkie, przyda się to panu - zapewniam.
Drugi z “mnóstwa”: prazeolit zamiast prazolit – gdyby był pan rzetelnym naukowcem i naprawdę chciał napisać obiektywną recenzję, przeczytałby pan, panie Flaszecki, poprzednie wydanie tej książki, zobaczyłby pan, że tam używam nazwy prasiolit, tak jak w podręcznikach geologii. Nazwa nie może wprowadzać nieporozumienia. Piszę wyraźnie, że chodzi o zielone ametysty i jasno wyjaśniam skąd ta nazwa pochodzi. Od greckiego prasionos = szczypiorkowaty + lithos = kamień, lub z hiszpańskiego prasiolina = zielony kamień. Czy już ustaliliście panowie “od geologii” jak te kamienie nazywać po polsku, jeśli nie, to proszę to ustalić i dopiero wówczas będziemy rozmawiali o błędach.
A tak na marginesie to czy w ogóle widział pan taki kamień z Płóczek – jak go zwał, tak go zwał? Niepohamowana żądza znalezienia takiego cacka w płóczkowskim złożu odebrała chyba panu rozum. Gdyby uważnie przeczytał pan rozdział mojej książki poświęcony sposobowi poszukiwania agatów wiedziałby pan, że nie robi się tego koparką. Takim postępowaniem przynosi pan wstyd środowisku geologów i pracowników naukowych. Prowadzi pan do zniszczenia wspaniałego złoża, które do dzisiaj nie jest dokładnie udokumentowane, a pana rabunkowa działalność może doprowadzić do jego zagłady. A czy ma pan koncesję na wydobywanie agatów w złożu płóczkowskim? Czy wykorzystując swoją wiedzę nie robi pan przestępstwa? Czy to pana praca naukowa – czy barbarzyńska samowolka dla nielegalnego zysku? Niech ocenią to pana zwierzchnicy i prawnicy. Od dzisiaj każdy przyjazd do Lwówka “fachowców” z towarzystwa “spitych-frajerów” z Warszawy będę dokumentował. Zachęcam do tego również geologów-amatorów odwiedzających płóczkowskie pola agatowe.
Gdyby pan “rzetelnie” chciał napisać swoją recenzję, nie musiałby pan domyślać się, że nie jest pisana przez geologa. Jestem fizykiem i specjalizowałem się na UJ w Krakowie w rentgenografii strukturalnej i parę lat spędziłem przy dyfraktometrze rentgenowskim DRON.
Na stronie 5 obok wspomnianej tabeli piszę: “Mam pewne obawy. Wchodzę na “obcy teren” i dlatego liczę na wyrozumiałość uczonych geologów”. U uczonych geologów taką wyrozumiałość znalazłem, ale u p. Flaszeckiego, który za kieliszek gorzały pisze recenzję na zamówienie, takiej wyrozumiałości nie znajduję. Każdą książkę panie Flaszecki trzeba czytać ze zrozumieniem. Rozumienia czytanego tekstu uczą w szkole podstawowej i żaden dyplom wyższej uczelni nie da tego, co dobra szkoła podstawowa. Gdyby pan rozumiał to co pan czyta, może udałoby się panu napisać “rzetelnę” recenzję, a tak to powstał zwykły bełkot, z góry założonym celem.
To rozumienie tekstu przydałoby się panu również przy następnym błędzie jaki pan mi wytyka – “skali Mohra”. Jest pan zadufany w sobie i pewny swojej przewagi w posiadanym dyplomie, więc myślę, że zna pan tylko skalę Mohsa. W tekście skala Mohra pojawia się tylko raz (słownie jeden raz), a nie jak pan chce, na swój nikczemny użytek, “konsekwentnie”. Skala Mohra użyta jest poprawnie i w określonym celu, tyle że pan tego tekstu nie rozumie, albo pan go w ogóle nie czytał. W tekście nigdzie nie analizuję twardości minerałów, więc i skala Mohsa nie była mi potrzebna.
“Podsumowując – pisze pan – wydawnictwa takie nie powinny znaleźć się w rękach osób, które dopiero wkraczają w świat geologii …” – to nie prawda. Właśnie takie wydawnictwa, “pisane przystępnym językiem” – jak pan zauważył, oczekiwane są przez młodych adeptów geologii. Tego bakcyla trzeba zaszczepić w młodości. Dowodem jest popyt na to moje opracowanie. Pierwsze wydanie, opracowane na kolanie, drukowane w sepii na papierze offsetowym w mgnieniu oka rozeszło się w nakładzie 2.000 egz. Na okładce nawet nie umieściłem swojego nazwiska.
Drugie, poprawione, na papierze kredowym i z kolorowymi ilustracjami cieszy się równie dużym zainteresowaniem. Tyle, że jest to moja publikacja, a nie pana. W krótkim czasie powstanie jeszcze kilka moich opracowań geologicznych. Będzie miał pan co recenzować. Nie zależy mi na tym co pan napisze, bo to panu przynosi wstyd, ale bardzo ważne, niech pan pamięta, by nie przekręcił pan mojego nazwiska. Mogę panu nawet postawić flaszkę.
To takie recenzje pod zamówienie i w określonym celu nie mogą powstawać. To nieetyczne i nie przystoi naukowcowi. Może kiedyś pan to zrozumie.
Książka nie jest podręcznikiem akademickim, tym może się pan zająć, ma pan pole do popisu. Pokazuje pan w praktyce jak “naukowo” zdewastować złoże. Moje opracowania, informatory turystyczne, mają zachęcać do przyjazdu do Lwówka Śląskiego, zainteresować minerałami i taki cel spełniają doskonale. Robię to za własne pieniądze i na własne ryzyko. Na szczęście tylko PT Czytelnicy, a nie pan, decydują czy książka jest dobra i potrzebna im.
Szkoda, że pan swoim bezmyślnym postępowaniem zniechęca młodzież do zainteresowania geologią i daje zły przykład. Czyżby bał się pan, że młodzi natychmiast wykopią pana z pracy. To nieuniknione, lepiej żeby pan już dziś zaczął szukać nowego miejsca pracy i wziął się do solidnej pracy nad sobą.
Jak pan widzi taka publikacja jest potrzebna, nawet panu. Trzeba jednak rozumieć to, co jest w niej napisane. Nic nie poradzę, że ma pan z tym trudności. Ale pomogę panu. Do złoża minerałów idziemy z pokorą, z kilofem i łopatą, a nie koparą, panie Flaszecki, z umiarem. To chyba dzięki takim “ócunym” jak pan, na warszawskiej geologii są zawsze wolne miejsca na studiach.
Wkrótce zajmę się waszą działalnością wystawienniczą we Lwówku Śląskim. Warto już pakować manatki. W tym mieście nie lubi się obcych. Zaraz wokół nich powstanie intryga. Teraz pan jej doświadczył, niech pan to przemyśli. Każdy kto kontaktuje się z LOK we Lwówku Śląskim musi to przejść jak dzieci odrę. Proszę czekać cierpliwie, a pojawi się opis jak po bliskich kontaktach z Lwóweckim Ośrodkiem Kultury doświadczyłem tego na własnej osobie. Też z nimi smoliłem gorzałę, aż mi bokiem wyszło, i nadal wychodzi.
A tak przy okazji, czy będzie pan miał odwagę, ale rzetelnie po męsku z podaniem swojego nazwiska, miejsca pracy i tytułu naukowego, zrecenzować inną publikację “geologiczną” finansowaną przez Gminę Lwówek Śląski. Oczekuję jej jak kania deszczu, a pan będzie miał okazję wykazać się kolejnym “osiągnięciem” naukowym (phi?). Może pan nawet wpisać to do dorobku naukowego, bo dewastacją pól agatowych chyba się pan nie pochwali, to przecież plama dla całego środowiska geologów warszawskich.
Pozdrawiam przy okazji wszystkich PT Czytelników, którzy dzięki moim publikacjom zainteresowali się minerałami i trafili na płóczkowskie pola agatowe. Strzeżcie tego skarbu przed utytułowanymi wandalami z Warszawy. Zapewniam, że wszystkie moje opracowania piszę w dobrej wierze i w oparciu o dostępne publikowane wiadomości. Geologię studiował mój syn i synowa. Przy okazji ich studiów – jak babcia z serialu – przeczytałem (ze zrozumieniem panie Flaszecki) niemal wszystkie podręczniki akademickie, zalecane studentom geologii we Wrocławiu i Warszawie. Mam je nawet w swojej domowej bibliotece. Czy zanim skorzystam z wiedzy w nich zawartej mam czekać na pana recenzje?
Nic nie poradzę, że teraz obok historyków, geolog (ale taki cienki i sterowany) staje na straży “swoich dóbr”. Mały pies mocno szczeka.
mgr Józef Andrzej Bossowski
Częstochowa 24.09.2005 r.

18 razy skomentowano wpis “Agaty ze Lwówka Śląskiego”

  1. Józef Andrzej Bossowski napisał(a):

    Przepraszam,
    przez chwilę były wyłączone komentarze, ale to tylko przypadek, zapewniam.
    Andrzej Bossowski

  2. PIROP napisał(a):

    Książeczka wydana na dobrej jakości papierze z ciekawymi fotografiami ilustrującymi zawartość drukowaną. Książka napisana ciekawie, rzeczywiście może zainteresować kolekcjonerstwem agatów.. Obok podstawowych wiadomości znajdziemy tu także rzeczy, które są unikatowe i na próżno szukać je gdzie indziej – szczególnie opis podziemnych „tajnych” kopalni agatów, a także ciekawostki historyczne.
    Jak w każdej publikacji i w tej autor nie ustrzegł się błędów. W całej książeczce błędnie nazywa zielony prasiolit jako „prazeolit” – jestem tym bardziej zdziwiony, gdyż w wydaniu pierwszym nazwa była pisana poprawnie ! W błąd mogą wprowadzać nie znających się czytelników stwierdzenia autora o „zatopionych w agacie zwierzętach czy roślinach” – w rzeczywistości jest to pewnie jedna z wymownych przenośni literackich autora.
    Ogólnie książeczka spełnia stawiane jej zadnie - popularyzacji i wprowadzenia w świat agatów - bardzo dobrze, i z pewnością może rozbudzić pasje, która ma wiele pozytywnych aspektów.

  3. Józef Andrzej Bossowski napisał(a):

    Do trzech razy sztuka,
    trzecie wydanie już niebawem więc będzie okazja wyprostować te drobiazgi. Zawsze mówiłem, że pośpiech jest wskazany przy łapaniu pcheł.
    Pozdrawiam

  4. Tomasz Praszkier - nazywany przez Pana "Pan Flaszecki" napisał(a):

    Witam,

    na początek chciałem podziękować Panu za nazwę Stowarzyszenie “Spitych Frajerów”. To nie żart - właśnie wydrukowaliśmy sobie takie koszulki… Dziękujemy w imieniu całego Spirifera.
    A teraz do rzeczy - jeżeli chodzi o Pańską książkę to myślę, że nasza recenzja była poprostu rzeczowa - a nie emocjonalna jak Pańska odpowiedź.\
    W mojej opinii Pańska książka jest bardzo słaba merytorycznie i zawiera dużą ilość błędów na poziomie podstawowym. Radą na te błędy była by recenzja merytoryczna zawodowego geologa (tak postępuje się ze wszystkimi wydawnictwami, które mają być “na poziomie”). Takie recenzje są przeważnie bezpłatne i bardzo przydatne. Mogę Panu polecić np. prof. Michała Sachanbińskiego z Wrocławia.
    Jeżeli chodzi o stronę graficzną wydawnictwa to jest ona bardzo amatorska, a zdjęcia kiepskiej jakości (co w publikacjach mineralogicznych jest kluczowe). Radą było by znalezienie profesjonalnego studia, które wykona Panu skład i przygotowanie zdjęć. Oczywiście można też postawić na to, żeby książeczka była przystępna cenowo i wtedy jakość ma mniejsze znaczenie.
    Każde nowe wydawnictwa o minerałach, szczególnie Polskich bardzo mnie cieszą, gdyż jest ich niezwykle mało. Jednak muszą one trzymać pewne normy merytoryczne. Jak dla mnie Pańska książeczka takiej normy nie trzyma - być może zmieni się to w trzecim wydaniu - czego życzę Panu a przede wszystkim czytelnikom. Wydaje mi się też, że tłumaczenie iż jest Pan amatorem i za dobrze na temacie się nie zna tylko Pana ośmiesza - dlaczego w takim razie pisze książkę o czymś na czym Pan się nie zna? Jeżeli chodzi o pobłażliwość to dobra cecha… dopóki rozmawiamy prywatnie, nie na forum publicznym. Książka jest głosem na forum publicznym - do tego ważnym bo trwałym. Papier zostaje na długo w domach, bibliotekach itd. Wszystko co drukowane jest też dla wielu osób (szczególnie amatorów) traktowane jako 100% prawda. Tak więc o poziom książek trzeba dbać wyjątkowo, gdyż łatwo za ich pośrednictwem zrobić więcej złego niż dobrego. Nie ma tu więc miejsca na postulowaną przez Pana pobłażliwość.

    Z wyrazami szacunku, i z nadzieją na odpowiedź pozbawioną elementów “obrzucania błotem”,
    Tomasz Praszkiere

  5. Józef Andrzej Bossowski napisał(a):

    Szanowny panie Tomaszu,
    ma pan refleks jak bokser wagi ciężkiej na emeryturze.
    Minął prawie rok i wreszcie przypomniał sobie pan jakie bzdury wypisywał pan po pijaku na temat mojej książki.
    To wszystko bzdura co pan pisze po roku i chyba już teraz na trzeźwo.
    Swoje zdechłe dinozaury zabraliście z lwóweckiego ratusza natychmiast po moich uwagach i z wielkim niesmakiem (byłem w tym dniu we Lwówku Śl.), a wasze oceny – nie wiem kto oprócz pana pisał te bzdury – zupełnie nie pokrywają się z prawdą.
    W rozmowie z burmistrzem gminy Lwówek Śląski uzyskałem informację, że publikacja jest wartościowa i korzystna dla potrzeb regionu. Miał w tej sprawie zająć oficjalne stanowisko również na mojej stronie internetowej, ale do dzisiaj nie zrobił tego, więc teraz tuż przed wyborami zupełnie nie ma to żadnego znaczenia. To wyłącznie jego strata – może więc już dzisiaj pakować manatki.
    Wiem, że Stowarzyszenie Spitych Frajerów to nie żart – wiem to doskonale – to klan warszawskich geologów alkoholików wśród pracowników naukowych uniwersytetu warszawskiego – powinni to sobie uświadomić członkowie Senatu UW i JM Rektor UW. Muszą to sobie także uświadomić lwóweccy włodarze, zapraszający w dobrej wierze na plenerową imprezę alkoholową pracowników naukowych UW uzależnionych od alkoholu.
    Jeśli wydrukowaliście takie koszulki to zapewniam, że będzie was to bardzo wiele kosztowało – czy zna pan prawa autorskie – spróbujcie się pokazać publicznie, a natychmiast wystąpię z pełną determinacją do sądu i zapewniam, że uczynię to już dzisiaj – bo warszawskich pijaków podszywających się pod pracowników naukowych kształcących młodzież na Uniwersytecie Warszawskim będę tępił jak dżumę. Liczę w tej sprawie na pomoc Ministerstwa, PAKI i Jego Magnificjęcję Rektora UW. To skandal, że alkoholicy, zatrudnieni na geologii szafujący dyplomami uniwersyteckimi podejmują się nauczania młodzieży.
    “W mojej opinii Pańska książka jest bardzo słaba merytorycznie i zawiera dużą ilość błędów na poziomie podstawowym. Radą na te błędy była by recenzja merytoryczna zawodowego geologa (tak postępuje się ze wszystkimi wydawnictwami, które mają być “na poziomie”). Takie recenzje są przeważnie bezpłatne i bardzo przydatne. Mogę Panu polecić np. prof. Michała Sachanbińskiego z Wrocławia.”
    Panie Flaszeckiod dzisiaj to już oficjalnie – panie Tomaszu Paszkiere,
    czy pan nie potrafi rozmawiać w sprawie recenzji, którą pan popełnił, w swoim imieniu, czy brak panu wiedzy, czy nie wstyd panu iść do kasy po pensję na UW, a po naukową merytoryczną recenzję mojej książki odsyłać do mojego Przyjaciela Profesora Uniwersytetu Wrocławskiego.
    Profesor, jeśli będzie taka potrzeba, napisze recenzję mojej książki bezpłatnie – to wiem, taki jest zwyczaj naukowców Uniwersytetu Wrocławskiego, który ukończyłem. Martwi mnie jednak to, że pan, pracownik naukowy Uniwersytetu Warszawskiego, pisze krytyczną recenzję mojej książki za flaszkę wódki. To wstyd dla całego środowiska naukowego.
    Moja publikacja nie ma być ”na poziomie”, o to nich pan zabiega, aby pana recenzja, uczonego geologa, była na poziomie. Moja książka ma być ciekawa i zachęcać do odwiedzenia malowniczej i atrakcyjnej Ziemi Lwóweckiej przez wszystkich mieszkańców kraju, a nie tylko warszawskich geologów alkoholików, Spitych Frajerów.
    Merytoryczna strona mojej książki zupełnie przestanie mieć znaczenie jeśli obniży się jej cenę. Pisze pan: „można też postawić na to, żeby książeczka była przystępna cenowo i wtedy jakość ma mniejsze znaczenie.”
    Panie Flaszecki vel Tomaszu Praszkier, czy za mniejsze pieniądze można pisać większe bzdury. A gdy dyrektor LOK we Lwówku Śl. postawi panu trzy flaszki wódki to recenzja będzie inna?
    Zachęca pan, aby „o poziom książek…. dbać wyjątkowo, gdyż łatwo za ich pośrednictwem zrobić więcej złego niż dobrego.” Liczę na pana jako przekupnego naukowca i trzymam z słowo, że zajmie pan stanowisko w sprawie książek wydanych przez pana alkoholowych „fundatorów” z Lwówka Śląskiego, którzy w ostatnim czasie wydali książki – piszę o nich na swojej stronie internetowej.
    Proszę o równie „
    ostrą i pozbawioną elementów obrzucania błotem” recenzję tych książek i książki „geologicznej”, którą wydał UGiM Lwówek Śląski. Czy pan uważa, że trzeba dbać tylko o książki, które ja piszę? A inne, przy gorzale, można pominąć? Ślepyś waść cy co?
    Na lato agatowe wezmę 4 flaszki wódki – czy starczy Panie Flaszecki na pozytywną recenzję?

  6. Tomek napisał(a):

    Panie Bossowski,

    dziękuję za odpowiedź pozbawioną “obrzucania błotem”.
    Przekonał Pan mnie (i czytelników swojej strony) w pełni do swoich racji, kultury osobistej a także kompetencji. Nie ma jak rzeczowa dyskusja…
    Niech Pan powie - kto Pana tak skrzywdził, że zieje Pan takim jadem typowym dla człowieka głęboko sfrustrowanego? Czy to dzieciństwo, czy relacje w domu, czy koledzy bili Pana w szkole, a może z koleżankami słabo się układało? Niech Pan nam o tym opowie…

    A tak przy okazji na nazwisko mam Praszkier.

    Bez wyrazów szacunku,

    Tomasz Praszkier

  7. Józef Andrzej Bossowski napisał(a):

    Panie Praszkier,
    po co panu informacje o mnie, niech pan napisze o sobie, o okolicznościach powstania tej recenzji - to ona wyprowadziła mnie z równowagi i stąd taka gwałtowna reakcja.
    Mam się dobrze i z koleżankami wychodzi mi nieźle, może się pan nie martwić. Bardziej martwi mnie pana uzależnienie od alkoholu i to, że nie potrafi pan patrzeć obiektywnie na sprawy. Jest pan pracownikiem naukowym, nauczycielem akademickim i powinien pan mieć świadomość, że to co pan robi w takim grajdołku jak Lwówek Śląski odbierane jest z całą powagą.
    Niestety działa pan na moją szkodę, podrywa pan mój autorytet, a na to nie mogę sobie pozwolić.
    Z niskich pobudek dał się pan wmanewować w brudną grę organizowaną przez pana poplecznika.
    Zanim się coś zrobi trzeba myśleć jakie to przyniesie skutki. Głupio pan pyta kto mnie skrzywdził - odpowiem jasno - pan i tylko pan, i powinien pan mieć świadomość swojego błędu i jego konsekwencji.
    Niech pan nie udaje, że nic się nie stało. Bez szacunku dla mojej pracy pisał pan ten wstrętny tekst, więc nie oczekuję, że teraz może pan mieć szacunek do mnie. Nie ma pan nawet szacunku dla siebie samego więc czego można od pana oczekiwać.
    Przy okazji - nazwisko poprawiłem - i sądzę, że zacznie pan sutecznie dbać o swoje nazwisko i więcej nie da się pan wmanewrować w takie brudy.
    Może pan kiedyś uświadomi sobie, że w tym przypadku stanął pan po złej stronie.

  8. Tomek napisał(a):

    Panie Bossowski,

    Nie będę podejmował tematu “recenzji pisanej za flaszke” gdyż jest to Pańska teoria spiskowa i urojenie.
    Recenzja Pana książki była szczera i tyle. Pańskie “dzieło” to merytoryczny bełkot, i sam się Pan osmieszył publikując je pod swoim nazwiskiem. Ja nie musiałem już nic robić…
    Nie wiem czy działam na Pana szkodę (właściwie jest mi to obojętne) - wiem tyle, że jest Pan niekompetentny i nie ma Pan pojęcia o geologii (do czego sam się Pan przyznaje), a co za tym idzie nie powinnien Pan publikować nic na ten temat dopóki się Pan nie dokształci. Polecam na początek podręcznik do geografii dla licealistów…

    do zobaczenia w Lwówku,
    na spotkaniu kolekcjonerskim (chyba, że znów Pana nie wpuszczą…)

    Tomek

  9. Józef Andrzej Bossowski napisał(a):

    Oczywiście będę przed wyjściem z teleobiektywem - chętnie pokażę ciężko zapracowanych kolekcjonerów. Niech pan nie sprawia wrażenia, że poza pijaństwem mówi się tam o czymś jeszcze.

  10. Gość napisał(a):

    A tu pozytywny komentarz do książki na stronach Wydziału Geologii UW
    http://www.geo.uw.edu.pl/HOBBY/REGIO/plb_bossowski.htm
    chyba dr hab., prof. UW Andrzej Kozłowski ma inne zdanie niż Pan Tomasz Praszkier.

  11. Józef Andrzej Bossowski napisał(a):

    Pan Profesor jest naukowcem, poważnie traktującym swoją profesję, a pan Praszkier jest początkującym geologiem, który pisze recenzje za flaszkę wódki.

  12. Józef Andrzej Bossowski napisał(a):

    InterstoneWłaśnie otrzymałem ostatni numer specjalny gazety „Ekspress Interstone 2007”.
    Numer wydany z okazji XXXI Wystawy i Giełdy Minerałów i Wyrobów Jubilerskich INTERSTONE zorganizowanej w łódzkiej Hali Sportowej w dniach 6-7 października 2007 r. “W fascynującym świecie minerałów z różnych stron świata – możemy przeczytać na pierwszej stronie – spotykają się pasjonaci, kolekcjonerzy i amatorzy kamieni”.

    Interstone
    Agaty ze Lwówka Śląskiego
    Następna impreza planowana jest na marzec 2008 i rozważam wzięcie w niej udziału. O dokładnym terminie poinformuję na swojej stronie.
    Z wielką przyjemnością mogę Szanownych Państwa poinformować, że na 8 stornie tej gazety, w dziale „Trudne początki” – część VI, podane są informacje dla początkujących kolekcjonerów i książki, które mogą być im przydatne.
    Wielki to dla mnie zaszczyt, że wśród nich znalazła się i moja publikacja „Agaty ze Lwówka Śląskiego”. Wasz Starszy Kolega pisze tam, że ta książka, to powinien być elementarz dla kolekcjonerów agatów, zwłaszcza tych początkujących, a to, dlatego, że napisał ją „ich starszy kolega”.
    Strona ilustrowana jest również fotografiami agatów, które pochodzą z moich zbiorów zdjęć. Same agaty, fotografowane przeze mnie, pochodzą z kolekcji Jarosława Kosałki ze Świdnicy. Te kamienie to jak widokówki z raju. Poruszą każdego, kto choć trochę ma wrażliwości na piękno.

  13. Rosomatka napisał(a):

    Z zainteresowaniem prześledziłem ową polemikę sprzed lat. Niesie ona ze sobą dość dużą dawkę emocji, argumenty są dosadne i często ocierają się o granicę inwektywy.Ośmielam się dorzucić swoje ,,trzy grosze” jedynie z powodu wielkiego sentymentu, jakim darzę zbieractwo minerałów a agatów dolnośląskich w szczególności i choć lata mojej aktywności na tym polu już przeminęły, osobista kolekcja minerałów nadal się powiększa a ja wciąż śledzę wszelkie wątki dotyczące tej tematyki. Książki p. Bossowskiego nie znam, aczkolwiek niezwłocznie podejmę wysiłki aby ją pozyskać. W przeciwieństwie bowiem do p. Praszkiera nie zamierzam czerpać z niej wiedzy na tematy mineralogiczne, czy też geologiczne. Wyjaśnienia autora odnośnie popularyzatorskiego charakteru jego książki w zupełności mi wystarczają. Rozumiem, że podjął trud jej tworzenia z zamiłowania, może nawet pasji a ponieważ tak się składa że jest ona również moją pasją… cóż, brawa dla autora. Panu Praszkierowi pod rozwagę poddaję fakt Jego iście katonowskiej dbałości o naukową poprawność, nie ma w tym oczywiście niczego nagannego, ale nie zgadzam się z poglądem że książeczka ta zrobi młodym adeptom mineralogii wodę z mózgu i w efekcie przyniesie więcej szkody niż pożytku, to stanowczo zbyt surowy osąd. Książka ta ma, jak rozumiem, również w intencji autora - stanowić promocję regionu oraz zaciekawiać czytelnika nieobeznanego bliżej z tematem, m.inn. za pośrednictwem załączonych fotografii okazów. I tak oto dotarliśmy do clou całego przedsięwzięcia. Chcę kupić tą książeczkę aby obejrzeć kolekcję znanego zbieracza, podelektować się widokiem płóczkowskich agatów, słynnych w świecie, pięknych i niepowtarzalnych. Jak wiemy nie ma dwóch takich samych okazów i choćby z tego powodu książka p. Bossowskiego staje się dla mnie godna pożądania. Ogólnie rzecz biorąc temat główny, czyli to czego ta książka w ogóle dotyczy, jakoś Panom w ferworze dyskusji umknął. Miast tego wdaliście się w słowne przepychanki kompetencyjno-wewnątrzśrodowiskowe. O ironio - właśnie ten aspekt Waszej dyskusji niebywale mnie zafrapował, bo niesie ze sobą bardzo wiele ważnych wątków. Po pierwsze - tu pytanie do p. Bossowskiego - czy jest Pan pewien iż podział środowiska mineralogów, tudzież miłośników minerałów na ,,miejscowych” i ,,pijaków z Warszawy” jest właściwy. Osobiście jestem rodowitym Warszawiakiem z dziada pradziada a agaty w Płóczkach wygrzebywałem nożem z pegeerowskiego odłogu jeszcze w czasach kiedy leżały sobie na powierzchni po orce, t.j. w latach siedemdziesiątych/osiemdziesiątych zeszłego już stulecia (swoją drogą nieźle to brzmi!). Dla mnie, młodego człowieka zbieranie minerałów było w tamtych latach po prostu stylem bycia, wielką przygodą, poczuciem przynależności do wąskiego grona wtajemniczonych, bo wtedy o pewnych lokalizacjach, dziś powszechnie znanych, bądź zupełnie zapomnianych wiedzieli tylko wybrani. Nieliczne publikacje na temat zbieractwa traktowaliśmy z nabożną czcią a ich autorów, n.p. prof. prof. Sachanbińskiego, Maślankiewicza mieliśmy za guru. W efekcie swojej pasji odkryłem bardzo wiele ciekawych miejsc, poznałem fascynujących ludzi w kraju i za granicą, obryłem się w temacie zbieractwa do zdechu, przewertowałem wszelką dostępną mi literaturę z profilami geologicznymi i strukturą odwiertów włącznie, zgłębiłem tajniki sztuki szlifierskiej i uruchomiłem własną szlifiernię kamieni, przez pewien czas handlowałem na giełdach rodzimych i zagranicznych (choć dostęp do tych ostatnich był bez porównania trudniejszy), Jarmarku Dominikańskim a nawet na Flomarku w Berlinie Zachodnim. Wypiłem też wespół z innymi bratnimi duszami niejedną wypominaną z takim niesmakiem przez p. Bossowskiego (abstynenta jak rozumiem) flaszkę, bądź to w terenie przy ognisku, bądź w kuluarach giełd wszelakich i stwierdzić muszę że nie mam z tego powodu zbytnich wyrzutów sumienia, bo to tylko podkreślało koloryt tamtego czasu.
    Krytykuje p. Bossowski p. Praszkiera za jego akcję ,,koparkową”. Cóż, wstyd przyznać ale ja p. Praszkiera rozumiem. Żądza posiadania cennych okazów jest u prawdziwego ,,Walończyka” nie do powstrzymania, kto tego nie rozumie nigdy chyba nie przewalał ton ziemi kilofem i łopatą, nie drążył porażających dołów idąc za ,,żyłą” w Nowym Kościele, Płóczkach, Szklarach i.t.d. Także ja, za zgodą miejscowych i przy ich udziale wiele lat temu wynajętą z SKR-u koparką wyrąbałem w Gozdnie odpowiedniej wielkości dół… i co z tego? Agaty zostały wykopane, dziura na ugorze zasypana, czy zniszczenie środowiska w istocie było tak wielkie? Czy p. Bossowski widział może tereny poflotacyjne KGHM-u? Albo zapadliska na Górnym Śląsku? Odkrywki w Jaroszowie, Turoszowie, Tarnobrzegu? Czy te kacze grajdołki na nieużytkach wygrzebane przez poszukiwaczy jakoś się do tego mają? W pewnym sensie tak, ale… nie demonizujmy. Cała sprawa tkwi w rozdźwięku pomiędzy obowiązującymi przepisami a samą istotą zbieractwa minerałów. Co mówi prawo - wszyscy zainteresowani wiedzą. Zbieracz może pozyskiwać okazy z powierzchni gruntu lub z ogólnie dostępnych odkrywek i odsłonięć terenu, także z nieczynnych kamieniołomów i wyrobisk. Z czynnych - tylko za zgodą odp. czynników - dyżurnego geologa, władz kopalni, właściciela kamieniołomu i.t.p. Niedopuszczalne jest kopanie wszelkich szurfów, drążenie szybików i sztolni poszukiwawczych, używanie ciężkiego sprzętu, materiałów wybuchowych, ble, ble, ble. I co w ten sposób można znaleźć? Ano niewiele. Jakie jest zatem wyjście z sytuacji? Ano nie mam pojęcia. W swoim czasie T.P.N.oZ. podejmowało próby opracowania t.zw. Karty Zbieracza, swoistej koncesji na zbieractwo, która do czegoś tam uprawniała. Jak to się tam dalej rozwinęło nie wiem, myślę że to musi wiedzieć p. Praszkier. W każdym razie problem istnieje z dawien dawna, zbieracze płacą mandaty, czasem wskoczy jakieś kolegium, ale cóż, nie chciałbym być brutalny p. Bossowski, ani Pan, ani nikt inny raczej tego nie powstrzyma, taka karma po prostu. Kary finansowe powodują zejście zbieractwa do podziemia, analogicznie do poszukiwań z wykrywaczami metali. Reasumując tą tasiemcową wypowiedź - mój osobisty pogląd na panów utarczkę jest taki: p. Bossowski wiedziony zamiłowaniem do regionu popełnił był książkę. Drobne nieścisłości wyłapał znany w środowisku warszawskich mineralogów p. Praszkier, który z mocy swojej profesji i jak to imputuje p. Bossowski ,,stołeczności” postanowił mu troszkę dowalić. Naturalnie nie wpłynęło to dobrze na nastrój p. Bossowskiego, który w drodze rewanżu postanowił dowalić p. Praszkierowi, przy czym, zacietrzewiony, siegnął po pociski grubego kalibru (ze ,,sprzedajnym” alkoholizmem włącznie). Wszystko to wprawiło mnie w nastrój wspomnieniowo-nostalgiczny, no i przekonało do zakupu książki. To tyle.

  14. Józef Andrzej Bossowski napisał(a):

    Szanowny Panie “Rosomatka”
    I ja z wielkim zainteresowaniem przeczytałem Pana ocenę tej polemiki.
    Pozwoli Pan, że dopowiem swoje „trzy grosze”, żeby nie było niedomówień.

    Książka powstała z wielkiego sentymentu, jakim darzę swoje rodzinne strony i cudownych młodzieńczych lat, jakie upływały przy poszukiwaniu skarbów mojej ziemi. Cieszy mnie, że rozumie Pan intencje powstania książki i chęć jej kupienia. Nie do czerpania wiedzy o mineralogii czy geologii, a czystego sentymentu do zbieractwa minerałów.
    Tego niestety nie był w stanie zrozumieć p. Praszkier i może, dlatego został skreślony z listy doktorantów na UW. Pani Rektor UW nie miała nic więcej do powiedzenia na jego temat.
    Sprawa koparki używanej przez p. Praszkiera to replika w sprawie jego „dbałości o jego poprawność naukową”. Jeśli chce być tak bardzo poprawny, to niech daje swoim postępowaniem przykład „poprawności naukowej”. Widzi słomkę u kogoś, a nie widzi belki we własnym oku, a na kacu ciężko macha się kilofem i łopatą.

    Zaczynam mieć obawy, że załamanie się kariery naukowej p. Praszkiera zostało spowodowane przeczytaniem mojej książeczki, która narobiła mu wody z mózgu i dlatego wylali go z uczelni. Jestem pewien, że ten sprzedajny alkoholizm p. Praszkiera bardziej zaszkodził mu w karierze.

    Tak się złożyło, że przy okazji lwóweckiej imprezy przewijały się dwa środowiska mineralogów/geologów – miejscowych (wrocławskich profesorów) i pijaków z Warszawy reprezentowanych we Lwówku Śląskim przez p. Praszkiera zaledwie magistra, którego wylali nawet ze studiów doktoranckich. Tego podziału proszę nie uogólniać na całe geologiczne środowisko warszawskie, które wysoko cenię choćby przez fakt, że moja synowa jest absolwentką geologii na UW.

    A „swoją drogą nieźle to brzmi!”, może nawet jeszcze lepiej, kiedy w latach sześćdziesiątych zeszłego stulecia zbierało się agaty „rosnące” na polu, a sąsiedztwo przez ścianę wydziału geologii z fizyką dawało szansę kontaktu z dzisiejszymi profesorami „guru”.
    Wałęsanie się po geologicznie atrakcyjnych miejscach na terenie Dolnego Śląska było i moim stylem życia, bycia i wielką przygodą. Te wszystkie atrakcyjne miejsca pokazywałem później swoim dzieciom i z nimi wałęsałem się tam latami. Syn nawet zdecydował się studiować geologię. Jednak jego największym odkryciem geologicznym jest … synowa geolog i dwójka wspaniałych wnuków.

    Jak Pan widzi, książka ta powstała z mojej ogromnej pasji po 40 latach od pierwszych znalezisk minerałów. „Ma stanowić promocję regionu – mojej rodzinnej ziemi, mojej małej Ojczyzny – oraz zainteresować nie obeznanego z tematem PT Czytelnika”. Zrozumieli i docenili to PT Czytelnicy, którzy kupili już moją książkę i utytułowani naukowcy, ale tego niestety nie dostrzegł mgr Praszkier i zapatrzone w niego lokalne władze miasta Lwówek Śląski oraz jego partner do gorzałki dyr. Lwóweckiego Ośrodka Kultury Tadeusz Dzieżyc.
    Dla jasności sprawy, tenże dyrektor po raz pierwszy zobaczył pola agatowe i “rosnące na polu” buły agatowe dopiero przy organizacji 3-go lata agatowego, a na pola agatowe w Płóczkach sam go zaprowadziłem. Teraz wszystkie sukcesy “agatowe” przypisuje sobie i deprecjonuje prace wszystkich, którzy “maczali w tym palce”. Do ataków na mnie napuścił p. Praszkiera, a ten za flaszeczkę gorzałki dał się wystawić jak królik.

    Szanowny Panie,
    jestem normalnym człowiekiem i wiem, co się robi przy ognisku, wiem, do czego służy piwo i wiem, jak się znaleźć z flaszeczką. Problem w tym, że gorzała nie może zaćmić umysłu i być celem samym w sobie. Taką flaszeczkę i flaszeczkę, za którą p. Praszkier wypisuje bzdury wypomnę każdemu i z wielkim niesmakiem.

    Przy okazji porusza Pan sprawę „głównego tematu”, który Pana zdaniem w ferworze dyskusji umknął uwadze.
    Bez obaw, wszystko jest pod kontrolą.
    Czy Pan sądzi, że komuś tam we Lwówku Śląskim zależy na ludzkim załatwieniu problemów wydobywania (czytaj poszukiwania) minerałów? To bzdura.
    Główny cel to piwo i pieniądze, jakie przewalają się wokół niego.

    Minerały i koparka i rozwiązywanie tych wszystkich problemów, o których Pan pisze to jak piąte koło u wozu. I stąd taka ostra polemika. Kiedy poruszam poważny temat wart omówienia i rozwiązania, to okazuje się, że jestem be.
    Niech Pan popatrzy na mini skansen geologiczny usytuowany przy dawnej Promenadzie. Przez 11 lat organizowania imprezy geologicznej nie da się go „ucywilizować”. Czy kogoś ta geologia interesuje, no chyba, żeby w „kuluarach giełdy wychylić flaszeczkę”?
    Takiej flaszeczki nie akceptuję, chętnie wypiję DWIE, ale po uporządkowaniu n.p. tego skansenu.

    Akcję „koparkową” krytykuję dla zasady „poprawności naukowej”
    .
    Problem w tym, że nie ma potrzeby jej powstrzymywać, a można ją w bardzo prosty sposób zalegalizować i stosować, problem w tym, że tam nikt nie chce słuchać podpowiedzi, tam są same „ziosie samosie”, wsiśtko siami wiedzą lepiej i wsiśtko siami siobie zlobią, a do pomocy mają p. Praszkiera i flaszkę gorzałki.
    A, że nic w tej sprawie nie robią, to sam Pan widzi, i „akcje koparkowe” są dzikie, ale dają dreszczyk emocji i trochę adrenaliny – choć to nie minerał:
    - żadne materiały z konferencji naukowych do dzisiaj nie zostały opublikowane (ale wykorzystane przez Sekretarza do „własnej” publikacji UMiG),
    - przez 11 lat nie zainteresowano mieszkańców tematyką zarabiania na agatach,
    i tak można wyliczać …

    Kończę, więc i ja swoją tasiemcową uwagę do „tasiemcowego” komentarza. Książka nadal będzie promowała teren, drobne nieścisłości usunę w kolejnym trzecim wydaniu, a p. Praszkier ze swoją „stołecznością” (chyba przez spożywanie w nadmiarze STOŁECZNEJ) nie przynosi chluby środowisku geologów warszawskich.
    I mnie to „wszystko wprawiło w nastrój wspomnieniowo-nostalgiczny”, no i podniosło na duchu, że moja praca nie poszła na marne.
    Mam nadzieję, że jeszcze więcej osób przekona się do zakupu książki.
    To tyle.

  15. pawel napisał(a):

    ksiazka bardzo fajna, opinie Tomasza Praszkiera to niezadowolonego polaczka ktory nic nie osiagnal w zyciu i pewnie siedzi przed kompem i szuka komu to doj….c swoja glupawa opinia…pozdrawiam pawel

  16. Józef Andrzej Bossowski napisał(a):

    To obaj niespełnieni - “flaszecki” i dyr LOK “szuka(ją) komu to doj….c

    Dosadnie, ale to także ich język, innego nie rozumieją.

    Problem w tym, że stanowisko obu popiera i akceptuje lwówecki burmistrz Ludwik Kaziów. Pora na zmianę.

    Dzięki za wsparcie duchowe
    i pozdrawiam

  17. TADEUSZ ORLICZ napisał(a):

    Szanowny Panie Bossowski - proszę nie dawać się wciągać w maliny tzw “salonowym krytykom”. Najwięcej do powiedzenia w temacie mają ludzie, którzy sami nic nie robią. Nie czytałem Pana książki, ale to zrobię i dziękuję za krzewienie kultury i wiedzy geologicznej, co jest szczególnie ważne dla młodych! Ludzi leniwych - drażni cudza praca i kreatywność i zawsze znajdą przecinek w zlej kratce… To nasza Polska wada: “plujemy sobie nawzajem w kasze, to takie polskie to takie nasze”!

  18. Józef Andrzej Bossowski napisał(a):

    Panie Tadeuszu,
    Dziękuję Panu za wsparci duchowe, maluczkimi już przestałem się przejmować i robię swoje. Geologia to moja miłość pierwsza i wielka, zaraziłem nią syna (studiował przez to geologię) i córkę (uczestniczyła w płukaniu złota i ma jaki puchar), synowa też geolog z zawodu. To i dzięki Panu opublikuję w krótkim czasie kolejne teksty geologiczne, a ta publikacja krytykowana przez lwóweckich zawistników ma już 3 wydanie i przypuszczam, że nie ostatnie.
    Pozdrawiam i życzę miłej lektury
    Józef Andrzej Bossowski

Dodaj komentarz