07 Lwóweckie Lato Agatowe
Właśnie przygotowuję moje zdanie na temat Lwóweckiego Lata Agatowego. Jeden z internautów pisał, że to lwówecka “święta krowa”. Może właśnie dlatego, że to będzie 10 impreza, warto jej nadać szczególną rolę.
Moim zdaniem powinny z tej okazji odbyć się dwie takie imprezy - dziesiąta i ostatnia.
Pozwoliłem sobie dzisiaj 2 kwietnia 2007 r. na skopiowanie programu 10 LLA we Lwówku Śląskim. Program “wisi” na oficjalnej stronie od dłuższego czasu, więc nie ma żadnego usprawiedliwienia dla błędów i literówek tam zawartych. Nie można tego tłumaczyć pośpiechem, a tylko wyraźnym lekceważeniem odbiorców, do których jest kierowany ten program. Bardzo źle to świadczy o organizatorach i władzach miasta, które dopuszczają do prezentowania miasta dyletantów i lichych amatorów Internetu.
Wielokrotnie piszę o lekceważeniu wszystkiego i wszystkich przez dyrektora LOK, a ten program na oficjalnej stronie LLA i miasta Lwówek Śląski wyraźnie to potwierdza.
Merytoryczną stronę LLA omówię nieco później.
13 lipca 2007 ( piątek)
rynek miejski
14.00- 21.00 - Giełda Minerałów i Wyrobów Jubilerskich
scena dziecięco - młodzieżowa
12.00- 19.30 - własny program estradowy
Centrum Agatowe - rynek
16.00-Hejnał lwówecki, oficjalne otwarcie Giełdy Minerałów i Wyrobów Jubilerskich
Scena główna
16.30- Orkiestra dęta
17.30- Zespół Muzyczny
18.30- Zespół Muzyczny
20.00- Parada poszukiwaczy skarbów
20.30- Oficjalne Otwarcie X LLA
21.30- Perfekt
14 lipca 2007 (sobota)
Urząd Gminy i Miasta
12.00- Spotkanie miast partnerskich: Heidenau, Velky Šenov, Lwówek (woj. wielkopolskie), Noidans Les Vesoul , Lwówek Śląski
rynek miejski
10.00- 21.00 - Giełda Minerałów i Wyrobów Jubilerskich
12.00- 13.00 - Zakończenie Biegu Szlakiem Agatowym ( start biegu o godz. 11.00 w Płóczkach
Górnych )
13.00 - Ogłoszenie wyników i wręczenie nagród w zawodach strzeleckich o Agat X LLA
( rozpoczęcie zawodów o godz. 10.00 )
13.45 - Wręczenie nagród w zawodach wędkarskich o Agat Lwówecki
14.00 - Eliminacje, ćwierćfinały i półfinały Turnieju o tytuł Mocarza X LLA
scena dziecięco - młodzieżowa
12.00- 20.00 - własny program estradowy
scena główna
16.00 - Big El - Tur Band
( w przerwie ogłoszenie wyników i wręczenie nagród zwycięzcom konkursu na najciekawszą kolekcję minerałów )
17.00- Agatowy Turniej Miast: Heidenau, Velky Šenov, Lwówek (woj. wielkopolskie), Noidans Les Vesoul , Lwówek Śląski
18.00- kapela podwórkowa
19.00- X agatowych lat - ceremoniał obrzędowy zespołu LLA Valon
20.30- Gang Olsena
22.00- KATE RYAN
23.30- Biesiada pod gwiazdami z zespołem Akcent
15 lipca 2007 ( niedziela )
rynek miejski
10.00- 21.00 - Giełda Minerałów i Wyrobów Jubilerskich
scena dziecięco - młodzieżowa
12.00- 20.00 - własny program estradowy
scena główna
14.00- Orkiestra dęta
15.30- Zespół Muzyczny
16.30- Zespół Muzyczny LOKall
17.30- Finał turnieju o tytuł Mocarza X LLA
18.30- Zespół Za Kratą - koncert dla sponsorów
20.00- Kabaret NEO - NÓWKA
21.00- Dwa kwadranse z Ogólnopolskim Festiwalem Filmów Komediowych w Lubomierzu i Bolesławieckim Świętem Ceramiki
21.30- BAD BOYS BLUE
22.30- Babylon- ( cover Boney M )
22.30-Oficjalne zakończenie X LLA
- pokaz sztucznych ogni w wykonaniu firmy FIRE SHOW
Imprezy Towarzyszące i inne atrakcje
# Wystawa “Kamienie szlachetne”
# Wystawy fotografii minerałó prowadzone przez Jeffery’a Scovila
# Indywidualne wystawy mineralogiczne
# Konkurs na najlepszą wystawę minerałów X LLA
# Warsztaty Mineralogiczne
# Wyrobisko agatowe
# Osata Walończyków (chaty walońskie, pokazy cięcia i szlifowania agatów, obrzędy walońskie )
# Rajdy do pól agatowych
# Pokazy płukania złota
# Giełda tradycyjnego rzemiosła
# Park zabaw dla dzieci ( bungee, eurobungee, quady, kolejka tyrolska, ściana wspinaczkowa, ławka hip-hop. dmuchane zjeżdżalnie, suche baseny, diabelski młyn, autodrom, elektryczne samochody, agatowa kolejka, przejażdżki bryczką itp.)
Organizatorzy zastrzegają sobie prawo wprowadzenia zmian do programu imprezy.
Zabawnie wygląda “osata” i “minerałó”, ale kto tam na takie drobiazgi zwraca uwagę. I tak jesteśmy naj…
To tyle z programu oficjalnego.
Zastanawiam się nad celami tej imprezy i na początek omówię tylko cztery z nich:
-
- igrzyska - chleba mamy już dosyć, teraz potrzebne tylko igrzyska - po całym roku poszukiwania pracy i zdobywania środków do przeżycia (bezrobocie 30%), pora odpocząć, napić się piwa i dać dzieciom trochę rozrywki;
- zachęcanie gości do spożywania piwa podczas imprezy - muszą przecież wypić około 100.000 litrów piwa podczas 3 dni LLA - oczywiście piwa oferowanego przez firmy obce, bo miejscowy producent jest BE. To właśnie dla tych koncernów władze miasta organizują od 10 lat taką “kulturalną” imprezę - za samo wypite piwo firmy wywiozą z miasta około MILION złotych;
- zorganizowany “wywóz” pieniędzy z miasta - 90% artystów, firm, kramów i stoisk to przedsiębiorstwa obce, które zainkasują zebrane przez władze miasta pieniądze i wywiozą je z miasta. Miasto nie będzie miało z nich żadnej korzyści. Firmy te gdzie indziej zapłacą podatki, gdzie indziej zainwestują zyski, gdzie indziej utworzą miejsca pracy.
Wydawało mi się, że władze miasta “boją się obcych”, a tu niespodzianka - dbają o ich interes bardziej niż o interes własnych mieszkańców, którzy mają utrudnioną, a nawet uniemożliwioną działalność we własnych lokalach;
- promocja lokalnych działaczy - policzmy ile razy podczas największej “oglądalności” pokazuje się burmistrz i kilku lokalnych działaczy.
Zachęcam uczestników do analizy tego tematu. To bardzo wyczerpująca praca burmistrza. W ciągu 3 dni LLA przewiduję około 15 wejść burmistrza na scenę główną i łączny pobyt na niej przez około 9 godzin.
Jeśli ktoś widzi jeszcze jakieś cele to proszę o wskazanie ich. Inne, które ja dostrzegam omówię wkrótce.
Zastanowię się też nad stratami i kosztami jakie ponosi miasto i jego mieszkańcy.
Tutaj również oczekuję na podpowiedź. Sam mogę coś pominąć.
Z daleka nie wszystko widać.
Na koniec zrobię podsumowanie zysków i strat. Organizatorzy, zadufani w sobie, już dzisiaj mówią o samych sukcesach, o kolejnej nominacji do nagród … za sprzedaż piwa.
03-04-2007 o godz. 23:53
W najbliższym czasie zamierzam omówić kilka imprez kolejnego LLA. W zasadzie od 10 lat nic się w programach kolejnych imprez nie zmieniło, ale warto się nimi zająć. Tak mi się wydaje, że każdy pomysł, każda impreza powinna mieć jakiś cel. Warto więc po 10 latach zobaczyć czy ten cel został osiągnięty.
Niżej przedstawiam listę tematów, którymi będę się interesował:
1. Giełda Minerałów i Wyrobów Jubilerskich
2. Hejnał lwówecki
3. Spotkanie miast partnerskich
4. Bieg szlakiem agatowym
5. Zawody strzeleckie
6. Parada poszukiwaczy skarbów - czyli pochód 1-majowy w lipcu
7. Zawody wędkarskie
8. Turniej o tytuł Mocarza LLA
9. Turniej miast
10. Ceremoniał obrzędowy
11. Imprezy towarzyszące:
- Kamienie szlachetne
- Marsztaty mineralogiczne
- Wyrobisko agatowe
- “Osata” Walończyków
- Rajdy do pól agatowych
- Pokazy płukania złota
- Giełda tradycyjngo rzemiosła
- Park zabaw dla dzieci
Pracy jak widać mam wiele i nie ukrywam, że liczę na pomoc uczestników LLA. Może mają Państwo w tej sprawie swoje zdanie. Moje zdanie przedstawię oczywiście wraz z pełnym uzasadnieniem.
Po pełnej ocenie podam swoje pomysły, cel jaki powinny przynieść i być może sposób ich realizacji.
07-04-2007 o godz. 00:54
Wielokrotnie spotykam się z zarzutami internautów, że czepiam się LLA i władz miasta. “tradycyjnie dopieprza pan dyr.LOK i wiesza psy na Agatowym Lecie.” - pisze jeden z internautów. Dla wyjaśnienia mówię w sposób bezpośredni, że w mieście jest potrzebna taka impreza letnia, ale musi mieć ona jakiś sens. Musi być nakierowana na mieszkańców, na ich aktywizację zawodową, na ich wzbogacanie się, na firmy lokalne i lokalnych kupców, na sprzedaż lokalnej produkcji, na promocję miasta – jego zabytków i atrakcji turystycznych, na tworzenie w mieście czegoś trwałego.
W takiej postaci, w jakiej LLA funkcjonuje dzisiaj, nie ma to sensu. Impreza nastawiona jest na firmy zewnętrzne, na wywożenie pieniędzy z miasta, na promocję obcych firm, które nie przynoszą miastu żadnych korzyści. W związku z tym nazwa imprezy nie ma zupełnie znaczenia – może to być Lwóweckie Lato Bananowe, Lwóweckie Lato Piwa, i nic się nie zmieni. Agat, banan, piwo to tylko puste słowa. Niczego istotnego nie przedstawiają.
“…w mieście jest duże bezrobocie, bieda, brak perspektyw….” - możemy dowiedzieć się od internautów.
Ale czy może być inaczej? Lepiej?
Otóż tak, mogło być inaczej, lepiej, mówiłem o tym wielokrotnie i powtarzam to nadal. Tylko zamiast dyskusji na ten temat słyszałem, że jestem rudy i mam krzywe nogi i inne tego typu komplementy, a dyrektor LOK jest nieomylny i tylko on wie, co jest dobre.
Dzisiaj z podniesioną głową mogę powiedzieć, że te 10 lat LLA to stracony czas i pieniądze. To klęska organizatorów i władz miasta. Jedynie grupa małolatów oczekuje imprezy, by podczas jej trwania mogli się legalnie opić piwem.
Zaniechanie jest równie wielkim przestępstwem jak działanie niezgodne z prawem. Jeśli nie udzieli się pomocy potrzebującemu i on umrze, to odpowie się tak samo jak za zabójstwo. I nic nie pomoże tłumaczenie, że ja mu nic nie zrobiłem. Właśnie trzeba było coś zrobić i to jest zaniechanie.
Co więc można było zrobić, jeśli już trzeba realizować pomysł „młodego” Gelerta, by agaty z pobliskich Płuczek wykorzystać do promocji miasta? Tak, to on wymyślił Lato Agatowe, choć burmistrz i dyrektor LOK sobie przypisują ten pomysł, a Gelertowie nie są dopuszczani do imprezy, bo, po co ma się wydać prawda.
Dzisiaj przedstawię tylko hasła, które systematycznie będę rozwijał. Może uda się wyjaśnić mieszkańcom, że władze miasta powinny realizować pomysły, w których mieszkańcy Lwówka, a nie ich przedstawiciele, są podmiotem działań. Pora by impreza organizowana przez władze miasta była skierowana na rzecz pomocy mieszkańcom, a nie na ich szkodę.
Zatem:
1. Jeśli we Lwówku Śląskim motorem rozwoju miasta mają być agaty i miasto ma z nich słynąć, i na nich się bogacić, to trzeba te agaty wydobywać. Nie mogą to być agaty brazylijskie, importowane przez firmy zewnętrzne. Moi przeciwnicy zaraz powiedzą – to wydobywajcie, czego chcecie od władz miasta. To nie nasza sprawa.
Otóż nie, widzę to zupełnie inaczej. Omówię to nieco dalej i będę powtarzał do znudzenia.
2. Trzeba wskazać mieszkańcom miejsca ich występowania, nauczyć mieszkańców sposobu ich rozpoznawania i wydobycia, obróbki i przygotowywania z nich różnych pamiątek. Trzeba stworzyć warunki do ich produkcji – dzisiaj herb zastrzeżony, nazwa miasta zastrzeżona i życie zastrzeżone tylko dla władz – reszta do piachu.
Tych problemów nie załatwi Lato piwno – bananowe. W miejscowej szkole zawodowej trzeba uruchomić dwa kierunki nauki: pozyskiwanie kamieni ozdobnych i obróbka kamieni ozdobnych.
Do realizacji można wykorzystać wiedzę i doświadczenie pracowników naukowych Uniwersytetu Wrocławskiego i specjalistów sąsiedniej kopalni anhydrytu, i otworzyć złoże agatów do celów badawczych, naukowych. Korzystać z niego mogą uczniowie, studenci geologii, pracownicy naukowi Uniwersytetu Wrocławskiego i poszukiwacze skarbów.
Gdyby ten mój pomysł był zrealizowany przed kilku laty, to dzisiejsze jubileuszowe LLA mogłoby się szczycić sukcesami. Dzisiaj szczyci się tym, że każdego roku na imprezie wypija się coraz więcej piwa fabrycznego.
3. Co da miastu otwarcie takiego złoża?
Same korzyści. Da możliwość znalezienia pracy przy pozyskiwaniu kamieni. Zdobycie nowych zawodów poszukiwacza kamieni ozdobnych, szlifowania i wytwarzania pamiątek regionalnych. Da młodym mieszkańcom wiedzę, możliwości i nadzieję na lepsze jutro. Dzisiaj będą się uczyć szlifować miejscowe agaty, później inne kamienie ozdobne, a w końcu zaczną szlifować diamenty.
Już słyszę pusty śmiech moich lwóweckich adwersarzy. Zachęcam, więc do odbycia wycieczki do Idar-Oberstein w Niemczech. Podobne do Lwówka dwa miasteczka (dzisiaj jedno) zaczynały od złoża agatów znacznie gorszego niż to wspaniałe z Płuczek. Dzisiaj nadal złoże jest otwarte, za kilka euro można sobie tam pokopać i coś znaleźć, nadal odbywa się impreza plenerowa, tylko mieszkańcy bawią się tym, bo przez cały rok szlifują diamenty.
Jak widać Lwówek i jego mieszkańcy dzięki swoim NARCYZOM zapatrzonym w siebie stracili całe 10 lat na igrzyska i piwo. Krótko mówiąc przechlali 10 lat tak ważnych dla przemian społecznych. To jest powodem mojej krytyki. W mieście nikt nie żyje z agatów, no może jeden Wacek, ale i tak miasto nie stawia go za wzór i nie pomaga w rozwoju jego działań.
4. A jak to wygląda we Lwówku Śląskim dzisiaj?
Miasto i organizatorzy LLA promują przestępców. Tolerują handel agatami pochodzącymi z nielegalnego pozyskiwania. Nadleśnictwo Złotoryja nie może sobie poradzić ze zniszczeniami zasobów leśnych czynionymi przez „kopaczy” agatów w okolicy Nowego Kościoła, a lwóweckie władze tolerują, a nawet zapraszają tych wandali na imprezę i umożliwiają im sprzedaż wydobytych tam kamieni. Kodeks Karny określa chyba taką działalność jako paserstwo. Może w tej sprawie wypowie się lwówecki prokurator.
Szkoda, że burmistrz nie dostrzega dyskomfortu, w jakim znajdują się pracownicy Nadleśnictwa Złotoryja. Przez cały rok ścigają kopaczy-wandali, a we Lwówku Śląskim przychodzi im razem świętować. Takich rzeczy uczą w dobrych szkołach podstawowych i nazywa się to „kindersztuba”. Czego Jaś się nie nauczył, to Jan nie umie.
A może lokalny Urząd Skarbowy, tak aktywny przy kontrolowaniu firm, zainteresuje się czarną, bo już nie szarą strefą, dla której miasto Lwówek Śląski organizuje warunki do handlu kradzionymi kamieniami i jeszcze się tym szczyci. Co więcej, temu procederowi zapewnia bezkarność i oprawę artystyczną polewaną piwem fabrycznym. Lokalne piwo, wielokrotnie nagradzane na wielu konkursach jest dla władz miasta BE. A mówią, że tylko picie metanolu pada na wzrok. Najciemniej widać pod latarnią.
c.d.n.
26-04-2007 o godz. 18:04
Witam mistrzu, kogo jak kogo ale Wacka na wzór ?!
c.d.n.
26-04-2007 o godz. 19:07
Wacek, ten osobnik od lat kopał ( w Płóczkach,Nowym Kościele,Różanej i inne..),może lepiej zabrzmi- wydobywał minerały nielegalnie .Czyni to do dzisiaj, dowodem jest przyłapanie na gorącym uczynku jego z kolegą ( kopiących koparką,3-tygodnie temu).Prał brudne pieniądze z minerałów na różnych giełdach,a podatku nie zapłacił ani grosza.
Władze oferowały lokal,zabierały na imprezy z gminą(zarabiał chłopczyna na cieciu i sprzedaży),ale chyba nie ma jaj jeżeli tyle lat i nic…
c.d.n.
26-04-2007 o godz. 19:54
Pniok-u
chwileczkę i powolutku. Ustalmy fakty. Czy pozyskiwanie, wydobywnie minerałów jest legalne czy nie?
Do zbiorów własnych, na powierzchni itp. - legalne. To przez długi czas robił Wacek, a ja od ponad 40 lat.
Wydobywanie koparką do celów handlowych - nielegalne i karalne. “Wacka przyłapano na gorącym uczynku” - jego nie trzeba łapać, on chce legalnie żyć z agatów, a jak potrzebny na pokaz - to Wacek jest cacy. “Władze zabierały na imprezy z gminą” - bo tylko Wacek ma agaty i tylko Wacek wie co z nimi można zrobić. Reszta to agaty brazylijskie.
Jak potrzebny - to dobry, jak nie, to zły. Chyba nie chce się dzielić i zaczyna dostrzegać swoją cenę.
Problem w tym, że jak Wacek wydobywa koparką to jest łapany na gorącym uczynku. Koparka jako narzędzie przestępstwa powinna więc zostać natychmiast zarekwirowana. Ale się nie da, bo jak przyjadą pijaki z Warszawy - Flaszecki i spółka, to tą samą koparką mogą kopać dowoli i bez grzechu, mają obstawę władz.
Może więc pora ustalić co jest dobre, a co złe.
Jeśli wydobywanie jest nielegalne i złe - to dlaczego władze miasta przygotowują dla przestepców stragany, robią wycieczki na pola agatowe dla nieświadomych przestępstwa turystów (do tego są to tereny prywatne) i zapraszają ich do przestępstwa. Po co są więc rajdy do pól agatowych? Czy za to dyrektor LOK jest zgłaszany na człowieka roku, a impreza do certyfikatu wojewody.
Tak właśnie działa Lwóweckie Lato Agatowe - czysta paranoja.
Proszę więc o szacunek dla Wacka - choć “tyle lat i nic” - niczego się nie dorobił, mówiąc krótko. Wacek ma wiedzę, którą mało kto posiada, a to jest cenniejsze niż gruby portfel w kieszeni.
Od 10 lat władze zachęcają do wydobywania agatów, więc czy władze chcą, żeby wydobywać agaty czy wprowadzają mieszkańców i gości w błąd? Krótko mówiąc czy tylko mydlą ludziom oczy? Wacek zrozumiał to dosłownie, a teraz jest “łapany na gorącym uczynku” - bo Wacek już nie jest potrzebny władzom. Toż to paranoja.
Teraz do picia gorzały mają warszawskich naukowców z Uniwersytetu. Chlanie gorzały z wykształciuchem to coś, a z Wackiem teraz to wstyd.
Obcym z Warszawy - to władze same załatwią koparę, a swojego Wacka - do piachu. Teraz wiadomo dlaczego przez cały rok nie ma w mieście agatów i nikt z nich nie chce żyć.
Po co więc to Lato Agatowe? - pytam.
Wacek zna złoże w Płóczkach lepiej niż wszystkie warszawskie wykształciuchy razem wzięte. Wacek to kopalnia wiedzy o występowaniu agatów w Płóczkach - tylko trzeba umieć z niej korzystać. Poniżanie Wacka sprawia, że jego praca zamiast wzbogacać wiedzę o złożu powoduje wzbogacanie kolekcji zagranicznych zbieraczy o unikatowe okazy z Płóczek, a Lwówek Śląski ma marne resztki mało warte.
Ale czy kogoś z władz to intresuje. Najważniejszy jest stołek i piwo fabryczne.
Kończmy więc tą agatową paranoję, albo róbmy to z głową.
Przy okazji Pnioku załatwiliśmy jeden temat Lata Agatowego - przestępczą imprezę pod nazwą “rajdy do pól agatowych“.
I co - skreślamy?
Czym teraz się zajmiemy? Czekam na propozycję.
14-05-2007 o godz. 14:39
W zeszłym roku obiecywał Pan pewien pokaz koło namiotu Kopalni Nowy Ląd i oczywiście Pan stchórzył. Może w tym roku odważy się Pan odważy ???
14-05-2007 o godz. 15:09
Jak pan będzie trzeźwy, to proszę popatrzeć na zdjęcia wieży ratuszowej z zegarem, które zrobiłem we Lwówku podczas LLA w ubiegłym roku.
Są od roku na mojej stronie.
Czy to pan daje takie oferty “od tyłu” z oddechem na plecach?
Myślałem, że naukowiec z Warszawy ma jakieś lepsze pomysły.
Jak pan pije gorzałę z dyrektorem LOK to i te zboczenia niech pan z nim załatwia.
Zachęcam również - panie Praszkier - do równie bliskich kontaktów z burmistrzem, może wreszcie zobaczy kogo zaprasza do miasta.
14-05-2007 o godz. 16:25
Panowie!!! Trochę powagi. Jubileuszowe LLA powinno zamienić się w kilkudniową żałobę - między innymi ono doprowadziło do upadku jednaej z ostanich firm w mieście - browaru. Chyba, że teraz mieszkańcy będą zarabiać w czasie Lata Agatowego, Zlotu Mikołajów i tym podobnych imprezach. Jedynym rozwiazaniem jest zamiana Lwówka w wesołe miasteczko na stałe - będzie i Jesień, Zimia i wiosna Lwówecka.
14-05-2007 o godz. 16:40
Panie Ryśku,
ma pan rację. Nic nie poradzę, że z takimi uzależnionymi warszawskimi wykształciuchami bez kinrersztuby kolegują się lwóweccy działacze.
Lwówek nie musi być wesołym miasteczkiem, ma tak bogatą historię jak mało które miasto. Tylko brakuje mu gospodarza i doradców.
Pozdrawiam
15-05-2007 o godz. 01:50
Proponuję, żeby pan Bossowski startował w następnych wyborach. Na pewno to zmieni oblicze miasta !!! Do dzieła panie Bossowski, koniec gadania - czas działania !!
15-05-2007 o godz. 04:23
Panie Praszkier,
niczego nowego pan nie wymyślił, gdyby był pan zainteresowany tym miastem i losami jego mieszkańców, to znałby pan to, co w tej sprawie mam do powiedzenia.
Pan jednak pilnuje tylko swoich partykularnych interesów i jest w mieście tylko wówczas gdy przynosi to panu korzyści - tym się zdecydowanie różnimy.
O tym kto będzie burmistrzem miasta decydują po pierwsze mieszkańcy, a po drugie, jeśli by tego chcieli abym startował w wyborach - to wiedzą gdzie mnie znaleźć i nie potrzebują pana pośrednictwa. Jestem tam wystarczająco często i na trzeźwo widzę wszystkie problemy dnia codziennego.
Pokazuję też, że przy odrobinie dobrej woli można je szybko rozwiązać. Trzeba tylko chcieć. Pokazuję jak te problemy rozwiązać i skąd wziąć na to pieniądze, a pan przyjeżdża tam aby wyciągać pieniądze, bez żadnych efektów dla miasta.
Zapewniam pana, że promocja Lwówka na odludziu w Maroku nie przyniesie mieszkańcom Lwówka Śląskiego żadnych korzyści, a miasto płaci za druk tego plakatu. A może też sponsoruje pana wyjazdy - proszę opowiedzieć o tym mieszkańcom. Warto by wiedzieli ile kosztuje ich pana wizyta w tym mieście.
Dzisiaj wystarczy, że przez swoją stronę internetową pokażę mieszkańcom prawdziwe oblicze pseudodoradców, takich jak np. pan - uzależnionych od alkoholu i o wyuzdanych propozycjach.
15-05-2007 o godz. 20:35
To się Pan doigrał… Kradzież praw autorskich w Pana wieku??? To nie moje zdjęcie i użył go pan bez zgody autora. Zawiadomienie w tej sprawie trafiło już do prokuratury.
Jak będzie pan karany to chyba nie będzie pan mógł kandydować ??? To była by straszna szkoda…
15-05-2007 o godz. 22:00
Panie Praszkier,
niech pan mniej pije gorzały. Ona naprawdę niszczy szare komórki. Dla normalnie inteligentnego człowieka poznanie prawa autorskiego nie jest trudne, dlatego dziwi mnie pana radość ze złożenia zawiadomienia w prokuraturze. Widocznie gorzała już zeżała panu większość szarych komórek. Jeśli to nie pana zdjęcie to nic panu do tego. Jak dostanę pozew w tej sprawie to natychmiast go opublikuję.
Proszę też o informację jak prokurator pana ośmieje. Głupawo panu będzie, ale w kieliszku znajdzie pan ukojenie lub uścisku gejowskim z oddechem na plecach.
Takie głupoty pan pisze, że chyba nigdy pan nie trzeźwieje. Na funkcje wybierane może kandydować nawet alkoholik - ma pan więc szansę.
A szkoda jest wtedy gdy krowa nasra do studni - bo to ani woda ani nawóz.
Muszę wysłać do JM Rektora Uniwersytetu Warszawskiego wniosek, by zrobił swoim niedouczonym naukowcom (pan jako wzór takiego dyletanta) szkolnie na temat prawa autorskiego. Aż wstyd, że ktoś nadał panu jakieś tytuły naukowe. Mogą one powalać dyrektora lwóweckiego LOK czy burmistrza, ale pana ignorancja przekracza wszystkie granice.
Tą naszą korespondencję podrzucę linkiem JM Rektorowi UW. Niech wie kto podrywa opinię uczelni na prowincji.
Przepytam też mieszkańców Lwówka Śląskiego, którym brakuje pieniędzy na śniadanie dla dzieci, jakie efekty ekonomiczne dla mieszkańców miasta widzą z promocji na bezdrożach Maroka. Czy to dobrze ulokowane pieniądze?
A może to pana prywatny interes, by na karku mieszkańców zubożałego miasta wyrobić sobie wejścia w Maroku. Tam nikt nie da panu koparki do poszukiwania agatów. Można to robić tylko na powierzchni, a chciało by się tak jak we Lwówku Śląskim koparą.
Czy to te pytania wyprowadzają pana z równowagi? Mieszkańcom też się krew gotuje gdy dowiadują się o tych sprawach.
15-05-2007 o godz. 22:47
Pani Bossowski tak czy inaczej ukradł pan zdjęcie a na dodatek podpisał je, że wykonał je jakiś Praszkier.
Co pan ma taką fobię koparkową? Czy to jakieś napady maniakalne? Czy prawdą jest co mówią mieszkańcy lwówka, że leczy się pan psychiatrycznie? Że zmiany są nieodwracalne? Może zrobimy na LLA jakąś zrzutkę na leki dla pana?
15-05-2007 o godz. 23:28
Panie Praszkier,
Bardzo proszę o dużą zrzutkę, pieniądze chętnie przekażę na śniadania dla głodnych dzieci ze Lwówka Śląskiego. Jest ich bardzo dużo i bardzo głodnych więc i kasy potrzeba dużo.
Tylko dlaczego chce pan to zrobić we Lwówku. Niech pan to zrobi wśród kadry naukowej Uniwersytetu i przywiezie forsę do Lwówka na tacy. Niech mi pan wierzy, że w potrzebie niemal każdy z mieszkańców podzieli się ze mną ostatnią kromką chleba.
Z panem chyba tylko burmistrz i dyr. LOK, i to gorzałą.
Oj, widzę, że ma pan pietra o swoją pracę i pieniądze jakie wyciąga pan z kasy Lwówka.
Już się pan boi nawet swojego nazwiska. Zmiękła rura. Czuje pan strach i oddech na plecach, pocą się ręce. Chyba pan lekko przetrzeźwiał. Taki strach paraliżuje rozum. Już czuję, że przygotowuje pan tekst aby mnie przeprosić za wszystkie impertynencje i zaapelować o to samo do burmistrza i dyr. LOK. To może być jedyne pana rozsądne działanie.
Może nie warto jechać na LLA i odpuścić sobie na stałe Lwówek Śląski. Niczego już pan tam nie wyciągnie - przeciągnął pan strunę.
Wiem znacznie więcej niż się panu zdaje. Dokumentuję całą naszą korespondencję, IP, adresy, zasoby itp. krótko mówiąc wszystko co pan pisze.
Ostatnio bawię się informatyką więc mogę trochę pobuszować po pana komputerze. Niech pan pamięta, że każde wejście do sieci to potencjalne zagrożenie. Nawet pan nie wie jakie paskudztwa można w nich zainstalować.
Niech pan do swojej brudnej pijackiej zabawy nie wciąga mieszkańców miasta i nie obraża ich, znają mnie i moją rodzinę od ponad 60 lat. Niech się pan nie martwi o moje zdrowie psychiczne, lepiej niech się pan zajmie swoją wątrobą i szarymi komórkami - gorzała bardzo wrednie działa na nie.
16-05-2007 o godz. 01:30
A ja słyszałem, że rządał pan pieniędzy od miasta w zamian za to, że przestanie je szkalować. Odmówli panu i dla tego teraz ma pan te wszystkie psychoczne problemy. Czy to prawda? Naprawdę używa pan tak podłych i niskich chwytów? Wiedziałem, że powinien się pan leczyć ale, że jest pan aż taką kanalią… Wstyd panie Bossowski, wstyd…
16-05-2007 o godz. 02:27
Panie Praszkier,
przekroczył pan wszelkie normy.
Na początek, jako naukowcowi, doktorowi nie przystoi pisać z błędami ortograficznymi. Do tego są programy edycyjne, które mają słowniki i można to wszystko poprawić. Tyle, że pracownik naukowy (phiiii…) Uniwersytetu Warszawskiego nie potrafi z tego korzystać. Ale jest autorytetem dla dyr. LOK we Lwówku Śl. – to ten sam poziom, parter, a nawet piwnica.
Panie Praszkier,
to pana kolejne pomówienie. W przeciwieństwie do pana mam odwagę o wszystkich sprawach pisać publicznie, więc proszę mi nie imputować kolejnych bezsensownych propozycji.
Gdybym żądał - to przez “ż”, a nie jak pan proponuje, przez „rz” – „rządał” - pracownik naukowy Uniwersytetu Warszawskiego - wstyd panie dr Praszkier. Gdyby miał pan jakieś dokumenty, to już dawno byłby pan w prokuraturze. Nawet ze swoim zdjęciem - pisze pan – że poleciał do prokuratury. Pan myśli, że tam czekają na alkoholika, że nie mają co robić. To kolejne pomówienie wyjdzie panu bokiem. Ostrzegam pana po raz ostatni.
Nikogo nie szkaluję. Wyciągam na światło dzienne to, co pan załatwia pod stolikiem. Ostrzegałem pana wiele razy - dzisiaj przeszedł pan sam siebie. To zwykły kac moralny. Pana ostateczna porażka.
Jest pan już na dnie i niech pan nie ciągnie za sobą na to dno pana lwóweckich kompanów. Oni nie będą się mieli gdzie podziać. Niech pan zrozumie ich trudną sytuację. W zagrożeniu wpuszczą pana w kanał.
Jeśli przyjdzie panu jeszcze spotkać się z J.M.Rektorem to może wówczas pan wytrzeźwieje i otrzeźwieje. Takie spotkanie może mieć pan lada moment.
Powstrzymywałem się z informacją do J.M.Rektora. Zrobię to jutro. Daję panu ostatnią szansę na wytrzeźwienie i zastanowienie się. Oczekuję przeprosin i odwołania wszystkich pomówień szczegółowo wyspecyfikowanych.
16-05-2007 o godz. 02:47
Panie Bossowski, straszyć to sobie pan możesz swoich sąsiadów ze szpitala i biegać z donosami do dyrektora oddziału.
Ja poprostu pytam o pewne sprawy otwarcie. Chodzą takie głosy to pytam u źródła. Rozumiem, że pan nie zaprzecza tylko odwraca kota ogonem?? Tak się spodziewałem…
Tak przy okazji to nie jestem doktorem ani nie pracuję na Uniwersytecie Warszawskim… Ach te urojenia…
A tak poza wszystkim to nie myslał pan, żeby coś samemu zrobić zamiast tylko opluwać innych? Może samemu zainicjuje pan coś we Lwówku? Coś konstruktywnego. Łatwo wszystkich opluwać w wariackim amoku ale trudniej zrobić coś konstruktywnego. Przecież nikt panu nie zabrania. Chyba że choroba jest już na tyle zaawansowana…
16-05-2007 o godz. 02:56
Coś mi się wydaje, że lada moment wyląduje pan na oddziale, o którym pan tyle mówi.
Tyle razy mówiłem panu, że gorzała zżera szare komórki.
Ma pan jeszcze tylko 12 godzin na przeprosiny - czas nieubłaganie leci.
16-05-2007 o godz. 23:15
Moim zdaniem obaj Panowie jesteście pogięci. Lato Agatowe to jedyna rozrywka w tym mieście i powinno takich być więcej. A Ty pan Bossowski przestań wkońcu oczerniać je…
19-05-2007 o godz. 14:05
No tak zabawa niezła - można się sokojnie uwalić na rynku i posłuchać muzyki, ale dla mnie to zabawa na Titaniku. Dosłownie nic z niej nie wynika i choćby przyszło stu wystawców i zjadło sto kotletów - miasto upada. Tu nikt młody juz nie chce (nie może) zostać. Ciszej nad tą trumną.
19-05-2007 o godz. 18:32
Może i miasto upada, a może i nie. A co działo sie takiego wielkiego te 20 czy 30 lat temu? Teatry uliczne… Rzeczywiście, impreza przynosząca krociowe zyski dla miasta i mieszkańców. Integrująca wszystkich, a goście przyjeżdżali aż z Australii… Wszyscy ludzie się kochali, nie było bezrobocia, a po uczciwej pracy pili tylko lwóweckie piwo…
Może starczy tych banałów?
Jeśli ktoś nie lubi Lata Agatowego to nie musi w nim uczestniczyć (no chyba że mieszka w rynku); dla mnie ta impreza jest oklepana i nudnawa, ale ma swój urok i oznacza wręcz, że miasto całkowicie nie wegetuje kulturalnie. Natomiast co do reszty imprez to uważam, że mogłoby ich być nieco więcej a LA skrócić do 2 dni.
Nieprawdą jest, ze nikt młody nie chce tu zostać, polecam przejść się po mieście i zobaczyć kto pracuje… Dziesiątki 20′latków.
Natomiast nikt nie broni im wyjeżdżać i zarabiać konkretne pieniądze. Natomiast w sprawie rozwoju gminy czy powiatu, tak naprawdę najwięcej do powiedzenia maja posłowie i rząd (odsyłam do ustaw i rozporządzeń)…
Ja widzę, że nie jest różowo, ale przynajmniej nie atakuję władzy lokalnej, skoro sam nic nie zrobiłem by pomóc miastu. A wy panowie, co zrobiliście poza ciągłym opluwaniem i gnojenie?
Pan Bossowski z jednej strony chce rzekomo zmian na lepsze, a z drugiej robi największą antyreklamę miasta w internecie - czyli na świecie! Zamiast pomóc miastu, zareklamować go jak najlepiej, i wówczas być zaproszonym do współpracy przez władze samorządowe, którym zaoferuje swe pomysły - do tej pory nie zrobił nic poza wydaniem książek. Czyli sam zrobił to, co krytykuje (por. inne teksty powyżej). Tu sprzedaje a kasę zabiera z miasta.
Dlatego słabo wierzę w dobre intencje pana Bossowskiego. Jeśli chce pomóc swemu rodzinnemu miastu, to niech nie prowadzi wojny medialnej, tylko włączy się w kampanię na rzecz promocji miasta.
Ja nie mam pomysłów na jego ożywienie, wiec stoję obok i uczestniczę w imprezach. Może to złe i niepatriotyczne. Ale przynajmniej nie szkodzę…
19-05-2007 o godz. 21:37
Pozwolicie panowie, że za jednym zamachem odpowiem wszystkim panom. Nieco później odpowiem raz jeszcze każdemu z panów z osobna.
Część wojska natychmiast wyjechała, reszta na moją prośbę została. Wśród wojska był wójt gminy, właściciel „szwalni” zatrudniający 70 osób, dyrektor przychodni specjalistycznej, właściciel sklepu i ze zdumieniem słuchali wulgarnego dyrektora LOK we Lwówku Śląskim.
Aby przybliżyć mieszkańcom miasta czas pobytu we Lwówku cesarza Napoleona „Napoleon we Lwówku Śląskim”. Dostałem od władz miasta stragan, na którym prezentowałem swoją książkę. Przed moim straganem T. Dzieżyc ustawił inny stragan, tak by do mnie nikt nie mógł dojść, z informacją dla zdezorientowanego faceta, że ja nie płacę za stragan, to nie mogę mieć żadnych uwag. Tak wygląda współpraca z waszym „kulturalnym” dyrektorem. Wszystko, co nie pochodzi od niego jest złe.
W czym rzecz.
Piszą panowie:
„…to jedyna rozrywka w tym mieście i powinno takich być więcej…”
„…to zabawa na Titaniku. Dosłownie nic z niej nie wynika…”
„…ta impreza jest oklepana i nudnawa…”
a dalej, to i do panów chyba się odnosi:
„…przestań w końcu oczerniać je…”
i dalej pyta jeden z panów:
„A wy panowie, co zrobiliście poza ciągłym opluwaniem i gnojenie?”
Otóż proszę pana „himalaja” – zrobiłem dużo, a nawet jeszcze więcej niż pan to sobie może wyobrazić. Warto, aby pan poświęcił trochę czasu i poczytał coś na mojej stronie. Jest tam znacznie więcej niż tylko informacja o moich książkach.
Mimo to, że mieszkam daleko od Lwówka Śląskiego aktywnie uczestniczyłem w funkcjonowaniu Lata Agatowego. Prowadziłem nawet centrum Agatowe, to przed wieżą ratusza, biłem lwówecką monetę (8 wzorów) z miedzi i mosiądzu, stworzyłem suche pieczęcie na pamiątki z imprezy, stworzyłem pamiątkowe medale Lata Agatowego (złocone, srebrzone, miedziane i mosiężne – po 5 wzorów) – jakiś zabłąkany może pan jeszcze kupić w księgarni, wydałem dwa numery gazety na Lato Agatowe – Gazeta Agatowa, opracowałem materiały związane z postawieniem w rynku obelisku upamiętniającego pobyt cesarza Napoleona w mieście.
Jeszcze kilka przykładów …
Zaproponowałem ustawienie popiersia Napoleona, wykonane przez profesora uznanego artystę plastyka, absolwenta krakowskiej ASP. Miasto nie poniosłoby z tego tytułu żadnych kosztów. Władze nie zaakceptowały mojego pomysłu, twierdziły, że prymitywni mieszkańcy zaraz go pomalują farbą, zniszczą i będzie wstyd. Zdecydowali, że sami załatwią obelisk, wydłubią własnymi siłami postać Napoleona i tak powstał potworek w środku miasta.
Wreszcie obelisk powstał i został uroczyście w mieście odsłonięty.
Do uroczystości wszyscy wypinali pierś, wojsko w strojach historycznych, z karabinami i armatami przyjechało do miasta na mój koszt. Dyrektor LOK, Tadeusz Dzieżyc, obiecał, że da wojsku pełną aprowizację, wyżywienie i „elementy” potrzebne do siedzenia przy ognisku (mięso, kiełbasę, piwo, pieczywo). Do podpisywania umowy z Lwówkiem Wielkopolskim było wspaniale, pozowanie do zdjęć, pokazy, wojsko w tle, nie lada atrakcja.
Jeśli tego panowie nie widzieli dołączę do tej odpowiedzi odpowiednie fotografie.
Kiedy wojsko czasów napoleońskich stawało się większą atrakcją niż całe Lato Agatowe dyr. Dzieżyc nie dotrzymał słowa. Ja i wojsko, które przywiozłem zaczęło uwierać. T. Dzieżyc otwartym tekstem mówił do wojaków – „jak się nie ukryjecie to wypierdolę was z miasta”.
Czy wam nie wstyd za takiego dyrektora?
Czy uważacie że to można tolerować?
Kiedy publicznie mówię o tych sprawach i nikt w mieście na to nie reaguje, to oznacza, że władze miasta dają oficjalne przyzwolenie na takie postępowanie.
Ja się z tym nie zgadzam i mówię o tym jasno i głośno – nawet na cały świat.
To nie ma nic wspólnego z Latem Agatowym, to czyste chamstwo, a wulgarny facet nie może być od kultury. Niech zacznie kulturę od siebie.
Podczas imprezy lwóweccy oficjele potłukli antyramy, ale to ja je wypożyczyłem, więc to ja musiałem pokryć koszty przycięcia szkła u lwóweckiego szklarza.
Dyrektor LOK doznał amnezji – złapał go chyba Alzheimer albo pije zbyt dużo gorzały.
Dyrektor LOK nie dotrzymał słowa i nie pokrył kosztów przyjazdu i odwiezienia wojska do Legnicy. Przywiózł je Bolek Kowalski samochodem ZHP, przyczepę wypożyczył bezpłatnie właściciel warsztatu samochodowego “Dakar“, a ja pokryłem koszty paliwa.
Dyrektor LOK nie dotrzymał słowa w aprowizacji wojska, a pierwszy pokaz dezaprobaty naszego przyjazdu pojawił się, kiedy zamiast umówionych 12 osób przyjechało nas 14. Dla dwóch osób dyr. Dzieżyc nie chciał wydać talonów na obiad po 3,50 każdy (razem 7,- zł), za które chciałem zapłacić mu gotówką. Te dwie osoby nie poszły razem z resztą wojska na obiad. Czy panowie dobrze kojarzą – 7,- zł stało się nagle problemem? Jeden wystrzał z armaty kosztuje 40,- zł.
Choć ustaliłem z dyr. LOK, że wojsko wykona pokazy musztry i strzelania z armat podczas Lata Agatowego, bidulek zapomniał umieścić to w programie Lata, choć nie ponosił żadnych kosztów związanych z pokazem. Nawet mnie o tym nie poinformował. Zaplanowany pokaz wykonaliśmy więc dla kilku mieszkańców ul. Sienkiewicza.
Czy wiecie panowie o tych zdarzeniach? Piszę o nich na swojej stronie. Zachęcam do czytania. Naprawdę warto.
A jeśli panowie uważają, że to mało, to w sprawie Napoleona np. w ratuszu zrobiłem wystawę swoich eksponatów, oraz tych wypożyczonych – prywatnie – z innych muzeów. Pokryłem koszty wszystkich formalności i transportu. A przypominam, że mieszkam w Częstochowie. Były więc warcaby z kości słoniowej, którymi grał cesarz podczas pobytu we Lwówku Śląskim. Była pruska chusta z roku 1812, na której umieszczono rysunki wyśmiewające Napoleona. Żadnej pomocy ze strony władz. Wystawę otwierał burmistrz i starosta w asyście “mojego” wojska historycznego. Były salwy karabinowe i asysta wojskowa. Widzieliście fotki? A miasto nie dało nawet 1 złotówki.
Innym razem, we Lwówku Śląskim w Sali Rycerskiej zrobiłem wystawę z własnych zbiorów prawie 100 grafik ilustrujących wydarzenia roku 1813. Podczas tej wystawy miała się odbyć promocja mojej książki „Napoleon we Lwówku Śląskim“. Na własny koszt wydrukowałem ulotki reklamowe, na własny koszt zrobiłem ich kolportaż i zaprosiłem wszystkich zainteresowanych.
Niestety sala godzinę przed imprezą została zajęta przez władze miasta na promocję wstąpienia do Unii. W spotkaniu władz uczestniczyły, więc osoby, które przyszły na spotkanie ze mną. Nikt nie powiedział mi ani dziękuję ani przepraszam. Moja praca i moje pieniądze zostały spożytkowane na potrzeby władz i Unii. Jeszcze tego samego dnia zdemontowałem wystawę i wyjechałem do Częstochowy.
W czerwcu zrobiłem w Dreźnie wystawę w muzeum Kraszewskiego, które jest filią muzeum drezdeńskiego. Wydrukowałem na własny koszt ulotkę w j. niemieckim i zaproszenia. Wystawa była poświęcona szlakowi Napoleona od Drezna do Lwówka w sierpniu 1813 roku. Nosiła tytuł “Śladami Napoleona“. Ani na otwarciu tej wystawy, na której był wspaniały koncert fortepianowy i około 100 Drezdeńczyków, ani przez 4 miesiące jej trwania, nikt z władz Lwówka nie pofatygował się przyjechać zobaczyć ją. To tylko 200 km i potencjalni klienci - turyści, a wystawa promowała przecież Lwówek Śląski.
A jakie było podziękowanie?
Dyrektor LOK, Tadeusz Dzieżyc postawił Tomaszowi Praszkierowi flaszkę wódki (stąd się wziął Flaszecki), aby napisał wredną recenzję mojej książki „Agaty ze Lwówka Śląskiego”.
W sprawozdaniu lwóweckiej biblioteki te moje wystawy znalazły się jako wykonane przez bibliotekę i jej dyrektorkę.
Jedni mówią, że to tupet, a inni, że to czysta bezczelność. A ta pani nadal jest dyrektorką i chwali się moją pracą.
Czy nadal, po tych kilku przykładach, chcecie mnie namawiać na współpracę z tymi władzami? Kiedy prowadzę męską rozmowę w zaciszu gabinetu, to zaraz po mieście idzie plotka, że burmistrz wezwał mnie na „dywanik”.
Panowie – z waszymi władzami to jak z AIDS – nie słuchaj plotek poznaj fakty.
Jak mnie przeproszą i poproszą o pomoc, natychmiast zapominam o wszystkim. Ale będę grał w otwarte karty. Żadnych spraw pod stołem. Wszystko do publicznej wiadomości.
Czy nadal pan słabo wierzy w moje intencje?
Czy można pracować z takimi ludźmi, którzy za plecami szyją mi buty?
Na czyj rachunek mam teraz pracować?
Kto chce się jeszcze chwalić moją pracą? - panie “himalaja”.
Czy pan naprawdę uważa i poważnie mówi twierdząc, że “do tej pory nie zrobił nic poza wydaniem książek.” 20, słownie: dwadzieścia, tytułów poświęconych miastu to rzeczywiście nic. Proszę pamiętać, że do mojej pracy miasto nie dołożyło ani jednej złotówki. Dostało ponad 50 000 egzemplarzy informatorów promujących miasto. Niech pan popyta ile to to kosztuje i ile w tym czasie miasto wydało na swoje wydawnictwa promocyjne.
Piszę o nich i ich poziomie na mojej stronie. Proszę uważnie poczytać.
Mój wkład w książki w żywej gotówce to około 250.000,- zł - a pan ma tylko niesprawiedliwe uwagi, choć szczerze pan przyznaje, że sam nic nie zrobił. Co to dla pana takie pieniądze, to nic.
Jeśli się pan nie zna na pieniądzach, to nich pan nie zabiera głosu. Jak książki były wydawane w Częstochowie - było źle, teraz są wydawane we Lwówku - też źle. Czy wie pan o co panu chodzi? Czy tylko tak pan pieprzy bez sensu?
Kiedy władze Lwówka Śląskiego działały na moją szkodę, ufundowałem obelisk i medal pamiątkowy we Wleniu. Wrósł on już w tradycję miasta. Mieszkańcy sami dbają o jego otoczenie, zawsze jest czysto, wykoszona trawa i ludzie mieszkający we Wleniu, których nawet nie znam, kłaniają mi się i zawsze znajdą chwilę na zamienienie kilku życzliwych słów. A we Lwówku …
Sami widzicie.
20-05-2007 o godz. 01:00
Jak piszemy na poważnie to przy okazji i ja coś sprostuję.
Stwierdzenie, że za flaszkę napisałem recenzję to oczywiscie bzdura. Książkę dostałem od Tadeusza Dzierżyca, który był z niej dumny i bardzo zadowolony, że ktoś w końcu napisał coś o agatach.
Ja na poczatku też byłem pełen podziwu, bo jestem fanem wszelkich wydawnict popularyzujących nauki o Ziemi, szczególnie tych “oddolnie” wydanych. Byłem fanem, aż do czasu gdy jej nie przeczytałem… Recenzje napisałem taką na jaką książka zasługuje, a nawet może napisałem zbyt łagodnie. Warto też wspomnieć, że moja recenzja była merytoryczna, a pan odpowiedział obrażając mnie i wyzywając od przekupnych naukowców, flaszeckich, spitych frajerów itd. Od tego momentu przestałem traktować pana poważnie uznając, że jest pan niezrównoważony i zakompleksiony. Dlatego “robiłem sobie jaja”…
Podsumowując: obrażając mnie, nie zmieni pan faktu, że książka jest napisana naprawdę na tragicznym poziomie merytorycznym. Trzeba uderzyć się w pierś i dać ja do recenzji komus kto ma choć minimalne pojecie o geologii i mineralogii - tak jak robi się ze wszystkimi książkami na świecie.
Na koniec jeszcze kilka sprostowań - koparka, którą rzekomo demolowalismy pola agatowe w rzeczywistości była użyta do zakopania dołów po koparce używanej przez pana pupila Wójtowicza i jego kolegów. Doły trzeba było zakopać, żeby uczestnicy “Rajdów Agatowych” w nie nie powpadali i się nie połamali.
Jeżeli chodzi o korzysci, które rzekomo mam (czy też my jako stowarzyszenie - mamy) z pomocy przy organizaji LLA to nie wzieliśmy nawet złotówki za wszystko co robimy przy LLA. Za niektóre rzeczy odbieramy zwrot kosztów i tyle. Wszystkie wystawy, eksponaty, prelekcje, warsztaty itd. organizujemy, prowadzimy całkowicie bezpłatnie, a często sami pokrywamy koszty.
Na koniec dodam, że gdyby nie Tadeusz Dzierżyc, którego równie często jak mnie pan obraża - to LLA niegdy by nie powstało i nie rozrosło się do rangi największej imprezy kolekcjonerskiej w kraju z dalszymi perspektywami na rozwój.
20-05-2007 o godz. 02:20
Panie Praszkier,
widzę, że nareszcie pan przetrzeźwiał, przypomniał sobie swoje nazwisko i niech pan nie udaje, że robi pan sobie jaja. Jeden chciał zażartować i puścić bąka, a zesrał się w portki.
Jestem luzak, ale aż tak bardzo to na żartach się nie znam.
Cała nasza internetowa korespndencja poszła do JM Rektora UW. Dostał pan czas i niestety nie wykorzystał pan tej szansy. Ja nie żartuję w poważnych sprawach i nie rzucam słów na wiatr.
Kłamie pan jak najęty - nawet z tym doniesieniem do prokuratury.
Koparą poszukiwał pan agatów po Lecie, więc to bzdura, co pan pisze. Po Wacka przyszła do domu policja i sam łopatą zakopał doły, których nie pozostawił.
Jak jeszcze ktoś we Lwówku Śląskim uwierzy, że agaty to jego szansa, to lada moment wyląduje w pierdlu. Tak działają lwóweckie władze.
Może pan indywidualnie nie wziął kasy, bo to parzy, ale inne granty to i owszem. Nic pan nie mówi o kosztach druku plakatu do promocji Lwówka Śląskiego na bezdrożach w Maroku, ani o poprzednim plakacie, na którym nie znalazło się miejsca na lwóweckie agaty.
Może poszperamy w fakturach?
Wasza megalomania, którą widocznie zaraziliście Tadka Dzieżyca, daleko rozminęła się z potrzebami miasta i jego mieskańców. Oni potrzebują recepty na przetrwnie, a nie na igrzyska. Te dinozaury, konferencje naukowe, diamenty, wystawy, to dobre w dużym ośrodku akademickim. Dla mieszkańców miasta to katastrofa, to kolejny stres i frustracja, bo pokazuje jak im daleko do wielkiego świata. W jakiej beznadziejnej sytuacji znaleźli się nie ze swojej winy. Nie dobijajcie ich!
Według mnie ta impreza powinna dać szansę na rozwój miasta. Jedną szansę organizatorzy LLA utopili w piwie fabrycznym. Browar regionalny został zamknięty dzięki waszej wspólnej idei. Zlikwidowano 70 miejsc pracy!
Brakło wam trzeźwego spojrzenia na sprawę.
Kolejną grupą poniżaną przez organizatorów LLA to lwóweccy kupcy. Organizatorzy zawłaszczyli sobie miasto i działają na ich szkodę. To także i ich miasto, panowie. To oni nękani przez wszystkich i za wszystko powinni mieć szansę na pokazanie się, na zarobienie kasy, na uszycie sobie strojów kupieckich, na wzmocienie finansowe i zintegrowanie się lokalnych kupców.
Ale nie, do tego nie można dopuścić, będę pokazywali rogi i co wtedy. Kładź kasę na stół to cię dopuścimy do stołu pańskiego.
Tu widać wyraźnie, to MY u władzy i WY do słuchania.
Teraz, w tym roku, organizujecie warsztaty fotograficzne nt. fotografowania minerałów. Oczywiście przyjadę i skorzystam.
Ale czy pan się zastanowił, że z tego 1 może 2 mieszkańców miasta będzie tym zainteresowanych, a nikt z tego nie będzie mógł wyżyć. Ani jedno dziecko nie uzyska możliwości zjedzenia śniadania przed pójściem do szkoły. Ani jedno dziecko nie zyska ciepłego posiłku w szkole.
Czy to do pana dociera?
Mieszkańcom trzeba dać szansę na zarabianie pieniędzy, trzeba im pomóc, podpowiedzieć pomysł, podać rękę, a czasami dać gwarancje i poprowadzić ich za rękę. Oni nie mają pracy, oni się boją, że sami ze swoim biznesem nie dadzą sobie rady. Trzeba im pomóc założyć biznes np. “Kukurydza na ciepło” - a pan im serwuje warsztaty z fotografowania minerałów. Każdemu trzeba zaoferować zakup Nikona albo Haselblata. Co tam 5.000,- zł na aparat i drugie tyle na komputer i oprogramowanie, tyle to każdy we Lwówku ma jak idzie po zapałki.
Czy nie czuje pan tej przepaści, tego rozminięcia się z potrzebami mieszkańców?
Niestety tego pan nie widzi, patrzy pan z pozycji Warszawki gdzie są najwyższe pensje i w miarę dużo miejsc pracy, a nie z poziomu zubożałego miasta i jego mieszkańców. Oni pana wogóle nie interesują.
To w tej materii jest mój sprzeciw, a nie w idei imprezy plenerowej.
Panowie, i jak pan jest trzeźwy, to i do pana apeluję, zejdźcie na ziemię. Tu nie chodzi o największą imprezę, ona nikomu nie przynosi korzyści - poza wami, geologami. To wy chwalicie się tym wielkim wydarzeniem, to wam przynosi ono splendor, to wy dzięki temu dostajecie większe dotacje, to wy możecie podpierać się tą imprezą na organizowaniu wyjazdu do Maroka czy Indii. To wy możecie się chwalić, że robicie więcej niż Uniwersytet we Wrocławiu. Już profesorowie z Wrocławia nie są potrzebni, zrobili swoje, mogą odejść. Opamiętajcie się!
Czy dokładnie wyjaśniam po co jest Lwóweckie Lato Agatowe w takim wydaniu?
To są wasze zyski z imprezy - panie Praszkier. Grosze, które może wam wypłacić miasto możecie olać i to jest powód, dla którego jesteście w mieście, nadymacie balon geologiczny i przy okazji dymacie mieszkańców Lwówka Śląskiego.
Lwóweccy działacze liczą w tej sprawie na swoje “medale” za wasze wystawy, konferencje. Na wyróżnienia i nagrody, tyle, że do tej pory nikt głośno na ten temat nie mówił. Ja nie godzę się by dyrektorka biblioteki chwaliła się moimi wystawami jak swoimi. A pan godzi się. Bo to wasz wspólny interes, a nie sprawa mieszkańców i ich problemów. Nikt chyba nie zastanawiał się nad celami tej imprezy, nikt tego nie analizował - było głośno i dużo ludzi, więc chyba dobrze.
Już chyba pora mówić o tych sprawach otwartym tekstem.
Dymacie mieszkańców na każdym kroku. Te malutkie ludziki ze Lwówka Śląskiego będące przy korycie, nadymają się jak balon, bo wkrótce puszczą kolejnego bąka. Dadzą ludziom szansę na opicie się piwem przy jakiś rykach na scenie, ale nie dadzą szansy na poprawienie ich losu, kiedy miasto już zostanie posprzątane. Nie dadzą szansy na znalezienie pracy, nie dadzą widoków na lepsze jutro. Znów mieszkańcy zostaną oszukani, że to wszystko dla dobra miasta. Igrzyska zamiast chleba.
I to pan bierze w tym wszystkim udział i gra tam pierwsze skrzypce, wyłącznie dla własnych korzyści. Niech pan uczciwie pokaże swój dorobek naukowy, niech pan pokaże jakie osiągnięcia zdobyte na karku mieszkańców Lwówka Śląskiego wypisuje tam na uczelni i we wnioskach na dotacje.
Ma pan odwagę o tym napisać. Niech pan nie mydli oczu mieszkańcom Lwówka jakim to bezinteresownym jest pan zbawcą. Nawet dokłada pan do imprezy, bidula.
Jak pan sam nie opowie, to zacznę gmerać i napiszę. Poproszę też tak dociekliwego dziennikarza Daniela Antosika - on na usługach władz lwóweckich powinien wszystko wiedzieć.
20-05-2007 o godz. 13:53
Jeżeli chodzi o koparkę to jedeyny raz w życiu kiedy jej używałem w okolicach Lwówka to było przed LLA, więc niech się pan o to czepia Wacka i jego kolegów z Lwówka, którzy na codzień używają tego typu sprzętu.
Jeżeli chodzi o plakaty to są chyba normalną formą reklamy, a ich druk po angielsku czy niemiecku jest niezbędny, aby ściągnąć zwiedzających z zagranicy. Zdjęcie z Maroka zostało zrobione przez kolegów Wacka z Lwówka, którzy tam będąc zabrali ze sobą plakat, więc niech przestanie pan nudzić o sponsorowaniu wyjazdów przez LLA.
Jeżei chodzi o granty to nie wiem o czym pan mówi, prócz grantów KBN żadnych innych nie mam. LLA nie jest działalnoscią naukową więc niegdzie się jej nie wpisuje. Jeżeli interesuje pana moja naukowa działalność to niech poszuka pan sobie w internecie.
Argumenty o uciskanych mieszkańcach, czy jak pan to nazywa “dymanych”, to zupełnie brednie. 40 tysięcy zwiedzających, w tym rosnąca liczba osób z zagranicy, mieszka w lwóweckich hotelach, kupuje w lwóweckich sklepach, korzysta ze stacji benzynowych itd. Warto też zaznaczyć, że LLA nie jest częścią programu walki z bezrobociem, a mimo to dzieki LLA ma miejsce największy zastrzyk pieniędzy “z zewnątrz” dla zwykłych obywateli. Jeżeli tego pan nie rozumie to naprawde nie mamy o czym rozmawiać…
Warto też zaznaczyć - bo być może pan o tym nie wie - że LLA w całości się samofinansuje i mieszkańcy nie dokładaja nawet grosza. Tak więc do kieszeni sklepikarzy, pracowników sklepów, dostawców żywności, hotelarzy, pracowników hoteli, restauratorów i pracowników restauracji itd (de facto pośrednio lub bezposrednio zarabiają prawie wszyscy mieszkańcy) trafia duża ilość pieniedzy, która nigdy by do nich nie trafiła, gdyby nie LLA. Podkreślmy jeszcze raz, że mieszkańcy nie płacą za to ani grosza.
Może więc czas przeprosić wszystkich których pan obrażał???
20-05-2007 o godz. 14:25
Skoro Lwówek jest taki bee… to czemu nie zrobi pan napoleońskiej imprezy we Wleniu, gdzie zarobią mieszkańcy, dzieci będę miały na śniadanie, bezrobotni znajda pracę, młodzież nie wyjedzie.
Przecież ci ludzie często się nie znają albo nie przepadają za sobą, a i tak indywidualnie uważają, że czyni pan niewyobrażalną szkodę miastu licznymi oszczerstwami, pomówieniami, antyreklamą itd.
Czemu? Bo nie dałby pan rady, poza dennym obeliskiem itp. nic pan nie zrobił. ;-(
Skoro we Lwówku we Lwówku atakują pana działacze kulturalni, władze, geolodzy, historycy, bibliotekarze i zwykli mieszkańcy… to może coś jest nie tak. Pewnie spisek tajemniczego układu
Ja i inni bylibyśmy za panem a może i wszyscy, tylko pan nie chce się zmienić. Mi nie przeszkadza, że zarabia pan na mieście ze swych książek i to jest pana święte prawo. Faktycznie kilka razy zrobił jakieś imprezy, ale tylko po to by lepiej sprzedać własne książki np. Napoleona we Lwówku. Ile pan sprzedał tych książek tysiąc, dwa tysiące… po 10 zł na czysto - czyli może nawet 10-20 tys. Więc koszty występu grupy zwróciły się ze sporym zyskiem. I gratuluje panu, to pański dochód. I niech pan sobie robi z tą kasa co pan chce. Taki mecenas jak pan na pewno dał coś z tej kasy na biedne i głodne dzieci - nieprawdaż?
Może naprawdę warto, by został pan organizatorem imprezy we Wleniu i pokazał, że nie rzuca pan słów na wiatr. Niech ta impreza przebije lwówecką.
A tak na marginesie.
Polecam dowiedzieć się jakie są skutki organizowania lokalnych imprez w Gryfowie, Lubomierzu i wielu okolicznych miastach, gdzie zasady imprezy są podobne oraz zyski i straty. Tych się pan nie czepia.
Czy na lecie agatowym ma być 5 wystawców ze Lwówka z okolicznymi agatami? Kto przyjedzie na taka imprezę? Działania muszą być wielotorowe i nie można zamykać się w skorupie samych agatów i piwa. Dlatego dinozaury, wystawy i eksponaty z całego świata.
20-05-2007 o godz. 18:30
Szanowny panie himalaja.
A ja mimo opluwania mnie przez władze miasta promuję go na każdym kroku. Np. każdego roku, w Dzień Turystyki, na rynku w Legnicy. To są potencjalni turyści, którzy mogą przyjechać do Lwówka Śląskiego. Ostatnio odwiedził Legnicę burmistrz i sekretarz ze Lwówka, ale nie podeszli do mojego stolika. Znów za plecami szyli mi buty.
Ma pan chyba rozdwojenie jaźni. To albo coś zrobiłem, albo nic.
No nie da się być w połowie w ciąży.
“…poza dennym obeliskiem itp. nic pan nie zrobił…”
“…Faktycznie kilka razy zrobił jakieś imprezy…”
Myśli pan, że ci ludzie się nie znają? Pisze pan:
“…Przecież ci ludzie często się nie znają albo nie przepadają za sobą…”
Ci, którzy mają do mnie pretensje to burmistrz, dyr. LOK i dyr. biblioteki oraz pan Flaszecki, uzależniony z Warszawy. Sądzi pan, że oni się nie znają?
Jestem odmiennego zdania, działają wspólnie i w porozumieniu. Ich się pan nie czepia za:
- chamstwo dyrektora LOK,
- za chwalenie się moją pracą przez dyrektorkę biblioteki, bo to, co potrafi dyrektorka biblioteki to może się pan dowiedzieć przy recenzji książki “Co warto zobaczyć …”
- za tolerowanie tych działań przez burmistrza,
- za poziom kultury pana Flaszeckiego - pracownika naukowego UWarszawskiego, za jego obleśne propozycje itp.
- za brak pomysłu w mieście na rozwój turystyki. 3 dni LLA nie postawi na nogi mieszkańców miasta, jak to sobie tłumaczy pan Flaszecki.
Czepia się pan mnie, że mam odwagę wyrażać własne zdanie i mówić o tym co mi się nie podoba. Jeśli widzę jakiś problem, to mówię jak go rozwiązać i skąd na to wziąć pieniądze. A czy pan wie, że pow. lwówecki ma najniższy wskaźnik wykorzystania pieniędzy unijnych. Tak są zachwyceni sobą, że zapominają o bożym świecie - niech pan zastanowi się nad tym. Tego się pan nie czepia. Znów ja panu uwieram?
Na każdym kroku proszę, żeby pisać o problemach, które poruszam, a pan znów o mnie, że jestem rudy i mam krzywe nogi. To już wiem, jaki jestem. Teraz proszę o zdanie o problemach, które poruszam.
Przecież nikogo nie zmuszam do tych działań, o których piszę, proponuję i wyrażam swoją opinię, niech pan poczyta wszystkie teksty i wówczas wyraża swoje zdanie.
Jeśli chce pan coś radzić co ja mam zrobić, to niech pan pierw się weźmie do roboty i da dobry przykład, a jak będzie pan robił rozsądne rzeczy, wówczas dołączę do pana (jeśli poprosi mnie pan o to) i zrobimy coś wspólnie.
“Ja nie mam pomysłów na jego ożywienie, wiec stoję obok i uczestniczę w imprezach” - pisze pan.
Czy jak opluwają mnie to mam mówić, że deszcz pada? Tego pan chce?
20-05-2007 o godz. 19:36
W Legnicy sprzedawał pan książki dla własnego zarobku. To fakt niepodważalny. Na tym samym stoisku nie widać ani jednej broszury, folderu czy innego gadżetu reklamującej miasto. Szczególnie, że nie było to stoisko “lwóweckie” lecz misz masz różnorodnych pańskich publikacji (co dowodzi celu zarobku a nie promocji). Możemy mówić, że książki to reklama a sprzedającym zachwalał pan miasto i zachęcał do odwiedzenia. Ale czy tak było… Śmiem wątpić
Pan robi swoje, a władze swoje. Czasem lepiej czasem gorzej. Ja też. Ja miasta nie zamierzam promować bo nie mam za co ani kreatywności. Żyję tu sobie i patrzę. Pan widzi szkodliwość władzy, a ja że przynajmniej coś robią. Pan twierdzi że też, ale powtarzam po raz trzeci - nie dla tego miasta.
I niech pan nie zachowuje się jak dziecko z tymi tekstami o tym, ze ktoś z władzy nie podszedł w Legnicy - po tym co pan złego robi, a albo zwyczajnie zepsuł działaniem na swej witrynie i publicznie w mieście.
Zarzuca pan niski poziom mi czy pracownikowi naukowemu, robiąc to samo! A wszystko bo napisał kilka niepochlebnych zdań? Do tego może prawdziwych o książce. Panie, miej pan honor a nie jakąś maniakalną vendettę (groźby, wyzwiska itp). Mam pan zdjęcia jak Praszkier jest pijany? Ma pan badania alkomatem albo krwi. NIE! Tylko pomawianie, nieustanne, monotonne i żałosne. Pan nigdy nie był pijany i nie pracuje czy pracował na uczelni? Ja byłem i jeszcze kiedyś będę. Nawet jak wypił to i co? Spokojnie panie Bossowski, więcej luzu i dystansu…
No a imprezy we Wleniu pan nie zrobi. Dlaczego? Chyba każdy już wie…
20-05-2007 o godz. 20:38
panowie, jaja wam ogolic i do piaskownicy, taki jest poziom waszej dyskusji
22-05-2007 o godz. 19:08
Drogi Himalaja!
Zdejmij te różowe okulary - gdzie pracują we Lwówku młodzi ludzie? Właśnie padła jedna z ostanich, dużych firm - browar. To miasto upada. Wystarczy ruszyć sie trochę poza rynek. Przecież przez ostatnie 17 lat we Lwówku nie wybudowano ani jednego bloku mieszkalnego. Prze ostanie kilka lat nikt tutaj nie zainwestował. Lwówek starzeje się w zastraszajacym tempie. Za chwilę zamkną szpital i nic nie zostanie. Nie widać inwestorów i inwestycji. Tak naprawdę ożywa jedynie w czasie Lata Agatowe, później świeci pustkami.
23-05-2007 o godz. 12:18
Browar padł i to nie po raz pierwszy, więc może znajdzie się inwestor, jak kiedyś Bauer. Jeśli chodzi o młodych polecam wycieczkę bp. do urzędu miasta i gminy, do art w dawnych Płakowicach.
Są dokonywane remonty, a co do bloków to nie są one jedynym wyznacznikiem - polecam tym razem wycieczkę na osiedla i policzenie ile domów wzniesiono przez ostatnie 10 lat!
A ponadto, gdzie miałby stanąć taki blok, wliczając teren pagórkowaty, tereny zalewowe i prywatne działki? Nawet nie ma miejsca.
Lwówek leniwie idzie do przodu i bardzo dobrze - po co tu dziesiątki blokowisk
komuna wystarczająco zeszpeciła miasto…
Dziesiątki młodych tez jedzie na zachód i wraca z kasa, budując się pod Lwówkiem z racji braku rozsądnych działek (niektórzy nie lubią iść przez godzinę w górę np. po X-dywizji)
Oczywiście brakuje tu inwestorów strategicznych i władza mogłaby zrobić coś więcej (lepsze plany zagospodarowania przestrzennego, fundusze europejskie). To fakt, ale to jest związane znacząco z infrastrukturą, która wymaga środków ponad realne dochody gminy. To zamknięte koło…
24-05-2007 o godz. 13:06
Himalaja - może Ciebie stać na domek, ale ja i wielu młodych ludzi myślą o mieszkamiu w bloku lub domu wielorodzinnnym. Jak zapewne wiesz takich ofert w mieście nie ma, a ceny z tego powodu są tragicznie wysokie. Co do młodych ludzi - ilu ich pracuje w UGIM - 4- 5 - nie rozsmieszaj mnie. Wystarczy zerknąć na oferty Powaitowego Urzędu Pracy - w naszym mieście marazm i tragedia. Liczba ludności w ostanim okresie spadło o około 1000 osób - to efekty braku mieszkań i pracy. We Lwówku nie ma nie tylko inwestorów strategicznych - tu nie ma żadnych inwestorów, pomimo, że płacimy za jakieś bzdurne certyfikaty. Wtym roku dostaniemy nastepny - ciekawe ile miesc pracy się pojawi. Co do terenów budowlanych - nie było ich, gdyz przez lata nie uchwalono planu zagospodarowania przestrzennego. Myślę, zdobre samopoczucie mają jedynie urzędnicy, nauczyciele i inni żyjący z naszych podatków. Na koniec - nie znam nikogo z młodych ludzi, którzy by wrócili do Lwówka z Anglii lub Irlandii , bo i po co?
Pozdrówka
27-05-2007 o godz. 08:42
Właśnie wróciłem z Lwówka Śląskiego i jakoś nie zauważyłem tam entuzjazmu w mieście zbliżającym się „zastrzykiem pieniężnym”, jaki niesie LLA.
Pan Praszkier z euforią pisze:
„…LLA w całości się samofinansuje i mieszkańcy nie dokładaja nawet grosza. Tak więc do kieszeni sklepikarzy, pracowników sklepów, dostawców żywności, hotelarzy, pracowników hoteli, restauratorów i pracowników restauracji itd (de facto pośrednio lub bezposrednio zarabiają prawie wszyscy mieszkańcy) trafia duża ilość pieniedzy, która nigdy by do nich nie trafiła, gdyby nie LLA. Podkreślmy jeszcze raz, że mieszkańcy nie płacą za to ani grosza.”
Panie Praszkier, może na kamieniach to pan się i zna, ale z organizacją turystyki i ekonomiką turystyki to ma pan poważne kłopoty.
Jeden zastrzyk, choćby był największy to nie pomoże przetrwać roku żadnej firmie i właśnie w tym jest problem. Nie można nadymać balonika i „pęknąć go” – jak mówi Kubuś Puchatek. Ten “agatowy” zastrzyk pieniędzy to jak morfina dla umierającego na raka. Nic nie pomoże, a łatwiej znieść cierpienie. Nikt nie zbuduje nadziei na takim zastrzyku. To czyste igrzyska.
Czy LLA spowodowało wzrost miejsc noclegowych we Lwówku Śląskim? – hotel jeden i noclegownia przy stadionie, restauracja sztuk jeden – w roku 1945 były 23 restauracje we Lwówku.
Jeśli chodzi o samofinansowanie LLA to chyba też liczymy inne pieniądze. Pan liczy zamknięcie budżetu LLA, a ja liczę wszystkie koszty, które ponosi miasto.
Jakie to koszty?
Poczynając od LOK-u, w którym pan spędza tyle czasu przy gorzale, zamkniętym w sierpniu, bo „pękaciele balonów” puścili bąka – dziećmi w mieście zajmuje się ulica. Rodziców nie stać by wysłać je nawet na najtańsze kolonie, a LOK zamknięty. Wałęsają się więc po ulicach. Może warto porachować ile strat przynosi mieszkańcom LLA w tej materii? Czy pracownicy LOK są na urlopach podczas przygotowania LLA?
A policja?
Wzmożone służby podczas LLA nie zmieniają jej budżetu. Przecież nikt tam nie pracuje społecznie. To, co „wypracują” podczas LLA, zabraknie w innym czasie, a podczas LLA jest trochę więcej roboty – tylko organizatorzy nie chcą o tym mówić. Czy widział pan – panie Flaszecki – takie zestawienie „dodatkowych prac”, mówiąc po ludzku przestępstw, powstałych w wyniku LLA? To nawet nie chodzi o bandyckie, rasistowskie napady czy np. napaść na kierowcę PKS. Chodzi nawet o drobne wykroczenia, które wymagają „załatwienia”. Czy nadal pan twierdzi, że miasto nic nie dokłada? Że LLA samo się finansuje?
A służby komunalne?
Czy i one pracują gratis? Czy w tym czasie pracownicy mają urlopy i są na garnuszku LLA? Używany sprzęt, transport, praca pracowników – to wszystko na koszt LLA? A może mieszkańcy coś dokładają? Może mieszkańcy i wspólnoty mieszkaniowe utrzymują firmę na swoje potrzeby, a władze wykorzystują na potrzeby LLA i dymają … balon?
A Straż Pożarna? Też w okresie LLA jest na urlopie i pracuje na jego rachunek?
Czy wyliczać panu dalej ile do LLA dokładają mieszkańcy?
Ile tracą kupcy, którym pracę dezorganizuje LLA, tego pan nie widzi? Tak, ci sami kupcy, z których podatków utrzymują się urzędnicy i „działacze” LLA przez cały rok, a w okresie LLA działają na ich szkodę. Nawet za stoisko kupców żądają zapłaty – tego pan nie widzi? To wszystko rekompensowane jest przez budżet LLA? Aż chciałbym zobaczyć taki budżet.
Dla jasności sprawy wyjaśniam:
nie neguję potrzeby istnienia takiej imprezy,
neguję jej oderwanie od życia, od potrzeb mieszkańców.
Miastu jest potrzebny plan rozwoju turystyki i turyści przez cały rok, a LLA, czy jak by się nie nazywało, ma być podsumowaniem zysków i nagrodą dla mieszkańców i turystów.
Pisze pan Praszkier: „rosnąca liczba osób z zagranicy, mieszka w lwóweckich hotelach” – zachęcam pana do poczytania materiałów Urzędu Statystycznego w tej sprawie zanim pan zabierze głos. Gada pan bzdury. To tylko panu się tak wydaje. Wszystko znajduje się w Internecie, proszę poczytać i dopiero zabierać głos. To naprawdę poważna sprawa – niech pan nie rzuca słów na wiatr.
Chyba najwięcej obcokrajowców mieszkało w lwóweckim hotelu, kiedy spotkaliśmy się tam podczas rodzinnych Świąt Wielkanocnych.
A przy okazji to “himalaja” ma chyba rację. Jak turyści kupią moje informatory o Lwówku Śląskim to pojadą zwiedzać Lublin.
Podsumowaniem tematu może być opinia przedstawiona wyżej przez “Jurand”-a:
“… dobre samopoczucie mają jedynie urzędnicy, nauczyciele i inni żyjący z naszych podatków. Na koniec - nie znam nikogo z młodych ludzi, którzy by wrócili do Lwówka z Anglii lub Irlandii, bo i po co?”
Tyle czasu na dyskusję poświęcam właśnie po to, by dobre samopoczucie mieli mieszkańcy, a młodzi ludzie mieli po co wracać do Lwówka Śląskigo. Lwówek Śląski to naprawdę atrakcyjne miasto, trzeba go jednak przygotować jak dobre danie dla turystów.
Mięso jest w każdym markecie, a tylko dobry restaurator zrobi z niego wykwintne danie i uzupełni go deserem.
Sam deser na stojąco nie wystarczy. Loda … na patyku, można mieć wszędzie.
01-06-2007 o godz. 17:04
Drogi Panie Bossowski,
nie znam Pana, nie znam Pana rodziny i jak przypuszczam nikt we Lwówku Pana nie zna. Jak czytam Pana farmazony i Pana “partyjnych” kolegów to mnie (zaczerpnięte z młodzieżowego slangu) “na pawia” zbiera. Jak czytam te wasze wywody to mnie w Wacku strzyka:/ Wszyscy jesteście jak okupanci Lwówka! Nikomu z Was tak naprawde nie zależy na rozwoju miasta i na losie jego mieszkańców. Zamiast gadać takie pierdoły i snuć bezsensowne rozważania zaprzągłby Pan do pracy tych nierobów z Urzędu Miasta i pokierował pracami nad poprawieniem obecnej sytuacji. Lwowek staje się miastem emerytów i rencistów! Młodzi stąd wybywają bo nie mają tu żadnych perspektyw…!!! Z poważaniem BORSUK
01-06-2007 o godz. 17:58
Panie “Borsuk”
proszę ten tekst przekazać do burmistrza, UMiG i do LOK, bo to tam popadają w samozachwyt i zapominają o waszej (młodych) sprawie. Serwują panu atrakcyjną oprawę LLA by mógł się pan opić piwem do syta, a pan ma mnie za “okupanta Lwówka”.
Podczas LLA przestanie pana w “wacku strzykać” - bo będzie pan szukał TOY-TOY-a i o “pawia” będzie łatwiej.
Nie wiem dlaczego pan swojego “Wacka, w którym strzyka” pisze z dużej litery. Taki wielki, czy tak mocno strzyka?
Jeśli pan mnie nie zna, to znaczy, że jest pan młody widać i mało interesuje się miastem, a sam nie zabiegam by poznać pana.
Mam znajomych z innej półki.
Większość “tych nierobów z Urzędu Miasta” czyta moje teksty i bez rozgłosu realizuje sprawy, o których mówię. Myślę że przyjdzie czas, że pomyślą i o “losie jego mieszkańców“.
Też widzę, że “Młodzi stąd wybywają bo nie mają tu żadnych perspektyw…!!!” i stąd te moje “farmazony” i “bezsensowne rozważania“.
Z poważaniem
Andrzej Bossowski
02-06-2007 o godz. 17:36
Panie Bossowski,
Prosze nie pisać Borsuk w ” “, gdyż jest to Panie moje nazwisko, z którego jestem dumny. A tym “(…)nie zabiegam by poznać pana.
Mam znajomych z innej półki.” to mnie Pan bardzo zranił… Co Pan Panie takie dziwne wnioski wysnuwa??? Czy Pan ma mnie za frajera?! Co Pan myśli że z tego powodu ubolewam???:D:D:D A o pawia to rzeczywiście będzie mi łatwiej bo zobacze Pana paskudny ryj… Niech Pan o mojego Wacka będzie spokojny… Niech się Pan lepiej o swojego zatroszczy. Ciekawi mnie zatem jakie to sprawy realizują niby te nieroby z UMiG… Gadasz Pan takie farmazony jakby Pan miał niewiadomo jakie wpływy w tym mieście. Nie zna Pana ani moja matka, ani babka, a tak w ogóle to wyglądasz mi Pan na wieśniaka… Nie ma to jak na wsi rankiem…Pachnie gnojem i rumiankiem:D A tak na marginesie: Niech Pan zajrzy do obory, Pana przyjaciele “z innej półki” Pana wzywają. Z poważaniem BORSUK
02-06-2007 o godz. 17:40
I niech Pan nie blokuje komentarzy:/ aż tak bardzo sie Pan boi? Z Borsukiem Pan nie wygra…
03-06-2007 o godz. 00:44
Miałam 12lat jak wyjechałam z rodzicami ze Lwówka.Prawie w każde wakacje przyjeżdżam do tego miasteczka. Nie patrzę na Lwówek oczami beztroskiego dziecka jak kiedyś, teraz widzę moją dalszą rodzinę zmagającą się z bezrobociem.Chciałabym bardzo wrócić ale brak perspektyw w tym mieście jest przytłaczający. Tak piękne miasto z taką ilością zabytków upada aż serce boli.Panie Bossowski bardzo jestem wdzięczna za przewodniki które przydały mi się bardzo w szkole plastycznej do różnych prac.Cieszę się ze ktoś stara się “reklamować “miasteczko w swoich książkach.Większość ludzi ucieka a pan nie przed problemem jaki ciąży na tym mieście.Czasami czytając tę stronę myślę że walczy pan z “wiatrakami”.Moi kochani jeśli chcecie dawać osądy na czyjś temat spróbujcie najpierw kogoś poznać.Przecież wszystkim chodzi o dobro miasta i mieszkańców prawda?
16-07-2007 o godz. 04:51
Byłem po raz kolejny na X LLA. Uważam, że impreza ta zadomowiła się na trwale w kalendarzu imprez turystycznych na Dolnym Śląsku. Z roku na rok przyciąga coraz więcej turystów i o to przecież w końcu chodzi. Propaguje mineralogię wsród wszystkich tym zainteresowanych. A do tego jest wielką fiestą. I o to w końcu chodzi. Z radością czekam no kolejną edycję. Bo jest to miejse spotkań. Spotkań ze znajmomi, daje możliwość porozmawiania, dyskusji …
I jest to szansa dla Lwówka .. Pomaleńku może osiągnąć poziom: z początku morawskiego Tisnova …. a z czasem może i nawet Saint Marie-aux-Mines …
I oby tak dalej …
Wszelkiego typu spory, waśnie, kłótnie - uważam za jałowe - jako niczemu dobremu nie sprzyjające …
i tyle na ten temat ..
To był pierwszy i ostatni mój post w tej sprawie.
Jacek Bogdański “Agaty Gór Kaczawskich”
EOT
16-07-2007 o godz. 05:10
Sprawy służbowe niestety uniwmożliwiły mi wyjazd na LLA - czego niezwykle żałuję. Jednak czytając niezwykle burzliwą polemikę zastanawiam się, czy aby w przyszłym roku aby warto planować wyjazd? Mam wątpliwości. Jeśli bowiem pobyt mojej skromnej osoby ma być częściwym przyczynkiem upadku miejscowej gospodarki (vide browar), jeśli miast informacji o ciekawostkach, relacji z imprez - napotykam w necie ostre pyskówki - zaczynam wątpić w sensowność wyjazdu. Powiem szczerze, że wolę w tym czasie zaparkować w Kowarach, w Złotym Stoku, w Stroniu - może bez otoki - zgoła sympatycznej, uważam - ale dać upust swojemu kamologicznemu maniactwu.
Patrząc na materiały otrzymane przeze mnie po zgłoszeniu chęci przyjazdu muszę zupełnie obiektywnie stwierdzić, że do tamtego etapu impreza była przygotowana dobrze. Jej ostatecznych rezultatów nie było mi dane, niestety, poznać.
Chcę podkreślić, że jestem gorącym zwolennikiem imprez o charakterze czysto lokalnym, promujących okoliczne atrakcje, ciekawostki, staram się w takowych uczestniczyć. Wierzcie mi, Szanowni Interlokutorzy - gdyby nie LLA nie sądzę bym kiedykolwiek o Lwówku usłyszał, zaś plany odwiedzenia miasteczka miałyby raczej niski priorytet.
Dlatego też - licząc, że Lwówek uda mi się nawiedzić, najchętniej z okazji kolejnego - jak zwykle jubileuszowego XI LLA, mam nadzieję, że niesnaski w niepamięć puszczone zostaną, zaś przedstawione przez uczestników forum słowa krytyki po przemyśleniu pozwolą na uniknięcie błędów w przyszłości.
Z pozdrowieniami,
Artur Dybowski
17-07-2007 o godz. 03:59
koles masz zdrowo nawalone w kaczan. z tego co piszesz wynika ze nic nie wiesz o tej imprezie a udajesz wielki autorytet. nawet mylisz nazwiska ludzi. najpierw dwa razy pomysl jak nastepnym razem bedziesz pisal takie glupoty
20-07-2007 o godz. 21:54
“a pan znów o mnie, że jestem rudy i mam krzywe nogi”
Nie wiem panie Bossowski, czy jest pan rudy, czy krzywy i w dodatku jest mi to obojętne. Przypuszczam natomiast, że jest pan pomyleńcem, charakteryzującym się chorobliwym pragnieniem odegrania znaczącej roli w zdarzeniach, które z nieznanych mi powodów uznał pan za odpowiednie tło do kreacji swych odchyłek. To obojętne mi nie jest.
Przebrnąłem przez pański bełkot, próbuję teraz postawić się na miejscu organizatora Lwóweckiego Lata Agatowego i dochodzę do następujących wniosków. Otóż panie Bossowski, będąc organizatorem takiej imprezy, ani przez pięć minut nie zaprzątałbym sobie głowy poziomem bezrobocia w mieście, aktywizacją zawodową, szkolnictwem, nauczaniem i obawami mieszkańców, stawianiem tychże na nogi, losem lokalnych firm, lokalnych
kupców i lokalnych produktów. Nie troszczyłbym się także o bardzo głodne dzieci, o ciepłe posiłki dla nich, o to, gdzie się wałęsają, ani tym, na co nie stać ich rodziców. Nikomu też nie pomógłbym w założeniu biznesu “Kukurydza na ciepło”, nie podpowiadałbym pomysłów, nie prowadził za rękę, nie podawał ręki i nie dawał jakichkolwiek gwarancji na cokolwiek.
Co zatem bym robił?
Otóż panie Bossowski pilnowałbym tylko i wyłącznie własnych partykularnych interesów. Rozumiem przez to dążenie do jak najlepszej organizacji imprezy, za którą byłbym odpowiedzialny - zatroszczyłbym się o miejsca dla wystawców, efektowne eksponaty, bogatą ofertę na giełdzie, sprawny przebieg pokazów, warsztatów, imprez towarzyszących i tym samym o dobrą zabawę dla zgromadzonej publiczności. Także o to, by miała gdzie na miejscu co zjeść, wypić i miała się gdzie wysikać. Tylko tyle i aż tyle.
Czy miasto cokolwiek do moich działań dołoży, pozostawiłbym woli i trosce jego władz, sam zaś, z wielką przyjemnością i bez najmniejszego skrępowania przyjąłbym wszelki splendor spływający na me barki za dobrze wykonaną pracę. Także bardziej wymierne, a należne mi korzyści. Nie widziałbym w tym nic niestosownego.
Być może przez to wszystko wydam się panu, panie Bossowski człowiekiem pozbawionym ukochanej przez pana kindersztuby… Nie dbam o to. Analizuj pan głębiej swoją. Cytuję:
“Ostatnio bawię się informatyką więc mogę trochę pobuszować po pana komputerze. Niech pan pamięta, że każde wejście do sieci to potencjalne zagrożenie. Nawet pan nie wie jakie paskudztwa można w nich zainstalować”.
21-07-2007 o godz. 02:21
No i minęło kolejne Lato Agatowe.
Impreza taka sama jak każdego roku, znów tylko trochę większy odpust - szwarc mydło i powidło - pachnidła przy rożnach, wspaniale się komponują.
Zostałem we Lwówku trochę dłużej, żeby posłuchać komentarzy na jego temat. Zebrać trochę materiałów. I co mogę powiedzieć.
Krytyka ciasnoty trochę pomogła - ciągi komunikacyjne znacznie lepsze.
No i piwo, piwo i piwo na każdym kroku.
Nawet ART Płakowice, - o którym nic nie wiem - zamieniło swój namiot na bar piwny. Teraz już wiem, że słynie on ze spożywania piwa fabrycznego.
Ale po kolei. Sądzę, że należy się słów parę każdemu z internautów.
Na początek BoRsUK:
widać to pupilek dyrektora LOK, posługuje się tak jak on równie wulgarnym językiem. Wychowywał się widocznie na ulicy, bo LOK natychmiast po LLA zamyka swoje podwoje. A nawet w czasie roku szkolnego nie chce przyjąć grup na prowadzenie zajęć z młodzieżą.
To jest problem wychowawczy, na który stale zwracam uwagę władzom miasta.
Później “Kama”, młoda osoba zatroskana problemami z jakimi spotykają się na co dzień mieszkańcy miasta. Szczęśliwa, bo nie musi tej mizerii oglądać każdego dnia.
“Tak piękne miasto z taką ilością zabytków upada aż serce boli.” - pisze.
I mnie serce boli, Szanowna Pani. Ale jak Pani widzi, nie wszyscy chcą to zauważać.
A Pan Jacek Bogdański:
pisze krótko “jest to miejsce spotkań. Spotkań ze znajomymi, daje możliwość porozmawiania, dyskusji …
I jest to szansa dla Lwówka…“.
Ale nie uważam, że jest to szansa dla Lwówka Śląskiego. Impreza bez celu to katastrofa.
Pan ocenia igrzyska, a ja szukam, jak na takich igrzyskach mogą zarabiać mieszkańcy. Proszę przepytać w tej sprawie lwóweckich kupców. Przez następny miesiąc mogą zamykać interes lub robić łapankę na klientów.
Miasto ma unijną forsę na promocję produktu regionalnego - tylko nie ma takiego produktu. Było piwo - ale browar zamknięty, czy LLA to produkt regionalny? Przez pozostałą część roku nikt z mieszkańców nie zajmuje się tym kamieniem.
Czy nie uważa Pan, że pana i moje książki mogą być wspaniałym uzupełnieniem tej imprezy. Chciałbym poznać Pana zdanie jakby się Pan czuł kiedy organizator LLA za flaszkę wódki zleci napisanie krytycznej oceny Pana książki?
Pan Artur Dybowski pisze:
I to jest Panie Arturze kolejny problem, który podnoszę w związku z promocją miasta.
“jestem gorącym zwolennikiem imprez o charakterze czysto lokalnym, promujących okoliczne atrakcje, ciekawostki, staram się w takowych uczestniczyć. Wierzcie mi, Szanowni Interlokutorzy - gdyby nie LLA nie sądzę bym kiedykolwiek o Lwówku usłyszał, zaś plany odwiedzenia miasteczka miałyby raczej niski priorytet.”
Grupa będąca u władzy założyła, że miasto nie jest atrakcyjne turystycznie i nic nie robi w tym kierunku by stało się atrakcyjne.
Nie zgadzam się z tym i mówię to głośno na każdym kroku. Pan jest doskonałym tego przykładem skutków takiego działania.
Miasto, w którym opracowywano prawa lokacyjne, na bazie których powstało wiele polskich miast,
miasto, w którym miał siedzibę niedoszły król Polski,
miasto, o najstarszej lokacji na prawach wzorowanych na prawie magdeburskim,
miasto, w którym znajduje się najstarszy nagrobek świecki przedstawiany w podręcznikach historii,
miasto, w którym Aleksander hrabia Fredro po raz wtóry wstąpił do Wielkiej Armii,
miasto, w którym przez 3 dni przebywał Napoleon i tutaj osobiście kierował bitwą nad Bobrem,
miasto, w którym było najwięcej kopalń złota ...
czy wyliczać dalej.
A pan dowiaduje się o istnieniu takiego ważnego miasta o 800 letniej historii przy okazji odpustu i pochodu 1-majowego.
To jest przedmiotem mojej krytyki. To zaniedbanie władz, w wyniku którego cierpią biedę jego mieszkańcy.
Jeśli chodzi o udział w takich lokalnych imprezach to zupełnie Pana rozumiem. Też je lubię. Co więcej uczestniczę w nich przez cały rok co drugi tydzień - w Czechach, Niemczech, a ostatnio w Rosji. W sierpniu jadę do Anglii.
Jak Pan widzi, mam możliwość porównania takich imprez. "słowa krytyki po przemyśleniu pozwolą na uniknięcie błędów w przyszłości." - pisze Pan, a ja zgadzam się z Panem, i właśnie taki jest cel mojej krytyki.
Ale natychmiast po Pana wpisie może Pan przeczytać chyba wychowanka LOK, katastrofę edukacyjną lwóweckich pedagogów. Problem w tym, że zaraz po zakończeniu LLA przygotowuje się następne, a nie wyciąga się wniosków z właśnie minionego.

Może warto przeanalizować zgłoszenia na pogotowiu ratunkowym, interwencje policji, bójki, wypadki śmiertelne, pijaństwo dzieci i młodzieży, zachowanie młodzieży na drogach wylotowych z miasta po zakończeniu imprezy, śmieci pozostawione na ulicach itp.
"black_spider" - to katastrofa LLA, o której mówię. Mówię publicznie i głośno z nadzieją, na uniknięcie błędów w przyszłości.
A Pan Andrzej Pełka - “pilnowałbym tylko i wyłącznie własnych partykularnych interesów.” - pisze.
I tak to wygląda we Lwówku Śląskim. Szczerze i bez owijania w bawełnę.
Prywata ponad wszystko.
“Nie widziałbym w tym nic niestosownego.” - a ja Szanowny Panie widzę w tym niestosowne zachowanie i mówię o tym głośno.
“Przebrnąłem przez pański bełkot” - dobrze pan to nazywa, “przebrnął” pan, ale niestety niczego pan nie zrozumiał. Czytanie ze zrozumieniem i panu sprawia kłopot. Zachęcam więc jeszcze raz do dokładnego przeczytania moich tekstów. W razie kłopotów, każdy nauczyciel nauczania początkowego (dzisiaj zintegrowanego - klasy 1-3) udzieli panu korepetycji z czytania ze zrozumieniem.
Cytowane przez pana zdanie skierowane było do pana Flaszeckiego, który miał kłopoty ze swoją tożsamością. Jak pan widzi pomogło. Lekko przetrzeźwiał.
21-07-2007 o godz. 05:06
“Ostatnio bawię się informatyką więc mogę trochę pobuszować po pana komputerze. Niech pan pamięta, że każde wejście do sieci to potencjalne zagrożenie. Nawet pan nie wie jakie paskudztwa można w nich zainstalować”.
Gdyby pana, panie Bossowski traktować poważnie, a nie jak mało szkodliwego pomyleńca, to odnośnie cytowanego powyżej zdania (niezależnie do kogo było skierowane), korepetycji mógłby panu udzielić prokurator. Z pewnością także szybko by pan przetrzeźwiał, a nawet i z większym zrozumieniem zaczął odczytywać samego siebie.
21-07-2007 o godz. 12:04
Szanowny Panie Andrzeju,
widzę, że bardzo pan tęskni do czasów, kiedy sprawy wolności słowa rozstrzygał prokurator. Nie były to najlepsze czasy, więc nie znajdzie pan poparcia w tej sprawie nawet wśród prokuratorów.
Niech pan zostawi prokuratorom trochę czasu np. na przeanalizowanie sprawy sprzedaży wydawnictw finansowanych z budżetu miasta. Takie wydawnictwa powinny być rozdawane bezpłatnie. To ewidentne przestępstwo i zwracam panu na to po raz kolejny uwagę, a pan nie podejmuje żadnych działań w tej sprawie. Może się pan wykazać i prześledzić pracę prokuratury.
A jeśli chodzi o buszowanie po cudzych komputerach chętnie skorzystam z bezpłatnych korepetycji w tej sprawie. Bardzo interesuje mnie sposób zabezpieczenia przed takimi działaniami. Proszę podjąć się tego zadania - jeśli pan potrafi. Czy jest pan kolejnym lwówczaninem, który chce się chwalić cudzą wiedzą i pracą?
Zapewniam pana, że informatyka rozwija się znacznie szybciej niż zmieniają przepisy prawa, więc niech pan da spokój prokuratorom. Ale jak ma pan taką wiedzę, proszę wskazać mi prokuratora, o którym pan mówi, natychmiast skorzystam z jego wiedzy w tej sprawie. To, panie Andrzeju, nie zabawa w picie piwa na LLA, to wielki światowy problem. Cieszę się, że pan zaczyna to sobie uświadamiać.
Ta wiedza pana powala, więc szuka pan bezradnie sposobów powstrzymania rozwoju nauki. Jedyne co panu przychodzi do głowy to prokuratura. To pozostałości w pana umyśle z minionej epoki. Daj pan spokój. Mamy rok 2007. Kiedyś załatwiała takie sprawy Święta Inkwizycja, ale i ona nie powstrzymała rozwoju nauki.
Wkrótce uświadomi pan sobie, że i telefon przestaje być anonimowym środkiem łączności. Każda rozmowa i każde połączenie telefoniczne może być zarchiwizowane (nagrane).
A wszystko panie Andrzeju przez te atomy!
22-07-2007 o godz. 02:14
“widzę, że pan tęskni do czasów, kiedy sprawy wolności słowa rozstrzygał prokurator”
Tak? Gdzie pan to widzi? Zachowuje się pan jak bandyta i kwalifikuje to jako wyraz wolności? Jak to wolność pozwala panu komuś grozić?
“nie znajdzie pan poparcia w tej sprawie nawet wśród prokuratorów”
Nie szukam. Napisałem - “Gdyby pana, panie Bossowski traktować poważnie”
“zwracam panu na to po raz kolejny uwagę, a pan nie podejmuje żadnych działań w tej sprawie”
Po raz kolejny? Na co i po raz który, bo nie zauważyłem. Co więcej nie czuję się zobowiązany do podejmowania jakichkolwiek działań na pana życzenie.
“A jeśli chodzi o buszowanie po cudzych komputerach chętnie skorzystam z bezpłatnych korepetycji w tej sprawie. Bardzo interesuje mnie sposób zabezpieczenia przed takimi działaniami.”
Nie panie Bossowski, pan nie o zabezpieczeniach pisał, ani nie o zainteresowaniu nimi. Pan jak pospolity bandzior groził tutaj jednemu z organizatorów LLA, tym, że włamie się pan do jego komputera, który to czyn wśród cywilizowanych i psychicznie zdrowych ludzi jest kwalifikowany jako przestępstwo.
“Czy jest pan kolejnym lwówczaninem, który chce się chwalić cudzą wiedzą i pracą?”
Czym chcę się chwalić? Czyją i jaką pracą? Czy tym, że pan może “trochę pobuszować” w … cudzym komputerze?
“Cieszę się, że pan zaczyna to sobie uświadamiać”
Co mianowicie ja zaczynam “sobie uświadamiać” i z czego pan się cieszy?
“Ta wiedza pana powala, więc szuka pan bezradnie sposobów powstrzymania rozwoju nauki”
Jaka wiedza mnie “powala” i jakich to sposobów szukam, by powstrzymać rozwój nauki?
“Wkrótce uświadomi pan sobie, że i telefon przestaje być anonimowym środkiem łączności. Każda rozmowa i każde połączenie telefoniczne może być zarchiwizowane (nagrane).”
Co też pan powie? Już wkrótce sobie uświadomię? Hm… No dobrze, niech będzie, tylko nie widzę związku, ani z tematem, ani z tym wszystkim, co tu wcześniej napisałem. A może ja panie Bossowski telefonowałem do pana, ale o tym nie wiem? Jeśli tak, to nagrywaj pan. Chętnie posłucham, o czym żeśmy to rozmawiali.
22-07-2007 o godz. 03:15
Oj panie Andrzeju,
widzę u pana poważne problemy w czytaniu ze zrozumieniem.
Jedno co pocieszające to to, że jest pan na dobrej drodze. Pierwszy etap nauki czytania ze zrozumieniem to stawianie pytań. Bardzo dobry sposób uczenia się. Z czasem przyniesie efekty.
Szkoda tylko, że czyni pan to tak publicznie. Pan nadal będzie mieszkał w tym mieście i mieszkańcy będą mogli poznać wszystkie pana słabości.
Do tego puszczają panu nerwy, a to nie jest najlepszy doradca.
Gdyby pan coś więcej wiedział na temat informatyki, to słyszałby pan o zawodach dla hackerów z bardzo wysokimi nagrodami za złamanie zabezpieczeń komputerów. Pan to nazywa bandytyzmam, widocznie terminy kryminalistyki - bandytyzm, przestępstwo, prokurator - są panu bliższe niż nauka i wiedza. To pana wybór.
Jeśli powstaje jakaś broń - np. ta proca w Korei, to poszukuje się innej, która ją zwalczy - np. amerykańska tarcza antyrakietowa instalowana w Polsce. Może pan tego nie jest w stanie zrozumieć. Jak można się włamać do komputera, a do takiego jak pana, to dziecko dzisiaj może się dostać, to nie ma to nic wspólnego z bandytyzmam, a wyłącznie wiedzą i umiejętnością.
Pan, który nie jest w stanie tego zrobić, a nawet zrozumieć, szuka niewybrednych epitetów i pomocy prokuratora, zamiast wiąć się za naukę.
Ci, którzy wiedzą o takich możliwościach zabezpieczają swoje komputery przed nieproszonymi gośćmi - ale to trzeba potrafić, szanowny panie, i to nie sprawa dla prokuratora, a pana niewielkiej wiedzy na ten temat.
Dzisiaj komputer musi być zamykany tak jak pana komórka z przetworami z działki. Jeśli zostawi pan ją otwartą, to niech pan nie ma pretensji o wejście nieproszonych gości. Włamanie jest wtedy, jak ktoś panu wyłamie drzwi, a nie jak wejdzie do otwartej komórki.
Co więcej, przy poziomie pana wiedzy internetowej, to pan umrze i nie będzie miał świadomości, kto? kiedy? i w jakiej sprawie? buszował po pana komputerze. Poziom pana tekstów pokazuje, że szkoda czasu na zajmowanie się tym tematem.
22-07-2007 o godz. 05:44
“Oj panie Andrzeju, widzę u pana poważne problemy w czytaniu ze zrozumieniem.”
Niewątpliwie panie Bossowski. Zresztą nie u mnie pierwszego. Nie zastanawia to pana, panie Bossowski?
“Pierwszy etap nauki czytania ze zrozumieniem to stawianie pytań.”
Drugi, to udzielanie rzeczowych odpowiedzi - może pan spróbuje jednak, co?
“Bardzo dobry sposób uczenia się. Z czasem przyniesie efekty.”
No właśnie oczekuję… Proszę odpowiedzieć na postawione przeze mnie w poprzednim poscie pytania.
“Szkoda tylko, że czyni pan to tak publicznie.”
A to dlaczego szkoda? Być może panu szkoda. Mnie nie i co więcej, nie uważam czasu tu spędzonego za stracony. Ponadto pan, panie Bossowski już się wypowiedział odnośnie tzw. szkody. Cytuję: “szkoda jest wtedy gdy krowa nasra do studni - bo to ani woda ani nawóz”. Prawda, że ślicznie?
“Pan nadal będzie mieszkał w tym mieście i mieszkańcy będą mogli poznać wszystkie pana słabości”.
W którym mieście jeśli pan łaskaw panie Bossowski?
“Do tego puszczają panu nerwy, a to nie jest najlepszy doradca.”
Wcale nie gorszy od pana, a jednak namolnie usiłuje pan doradzać nawet tym, którzy pańskich porad nie potrzebują. Hm…? No i co z tym zrobimy, panie Bossowski?
“Gdyby pan coś więcej wiedział na temat informatyki, to […]”
Tak, tak, tak… Dziękuję za wykład, ale jego treść nie ma żadnego związku z bandycką groźbą na jaką sobie pan tutaj pozwolił i od której teraz wieje pan w popłochu, jak gówniarz złapany na kradzieży jabłek. To dwa, całkowicie odrębne zagadnienia.
“Jak można się włamać do komputera, a do takiego jak pana, to dziecko dzisiaj może się dostać, to nie ma to nic wspólnego z bandytyzmam, a wyłącznie wiedzą i umiejętnością.”
Panie Bossowski, nie należy pisać “do takiego jak pana”, tylko - do takiego jak pański. Proszę stosować formy zgodne z polską pisownią. To mi pozwoli uniknąć problemów “w czytaniu ze zrozumieniem”. Podobnie włamanie się, czy też jak pan woli, “wejście” w posiadanie informacji zapisanej w cudzym komputerze, nie ma nic wspólnego z “bandytyzmam”, tylko z bandytyzmem. Pan zwracał tu komuś uwagę na tzw. literówki, czy może to znów ja miałem problemy “w czytaniu ze zrozumieniem”…?
“Pan, który nie jest w stanie tego zrobić”
Owszem, nie jestem w stanie “tego” zrobić, ani też nikomu grozić, że to zrobię. Nie jestem szubrawcem. To pan, panie Bossowski, nim jest.
“Ci, którzy wiedzą o takich możliwościach zabezpieczają swoje komputery przed nieproszonymi gośćmi - ale to trzeba potrafić, szanowny panie, i to nie sprawa dla prokuratora, a pana niewielkiej wiedzy na ten temat”.
Pan, panie Bossowski, nie zachęcał organizatora LLA, do tego żeby zabezpieczył swój komputer, tylko groził pan włamaniem do niego, czyli popełnieniem przestępstwa. Co więcej, groźba której się pan dopuścił, niosi wszelkie znamiona próby szantażu. Kogóż jak nie bandytę i szubrawca stać na tego rodzaju argumenty w dyskusji? “Trzeba potrafić”? Pewnie, że trzeba. Tak samo jak trzeba potrafić otworzyć zamek za pomocą kawałka drutu - i tu i tam włamanie. Mnie tego rodzaju “wiedza” nie interesuje. Pozostawiam ją takim, jak pan i nie zamierzam z panem w tej materii konkurować.
“przy poziomie pana wiedzy internetowej, to pan umrze i nie będzie miał świadomości, kto? kiedy? i w jakiej sprawie? buszował po pana komputerze”.
Jak to nie będę wiedział, kto? Będę wiedział - na przykład ktoś taki jak pan. Czyż to nie mówi bardzo wiele?
“Poziom pana tekstów pokazuje, że szkoda czasu na zajmowanie się tym tematem”.
To się pan nim nie zajmuj. Oczekiwałem odpowiedzi na moje pytania, a nie tego, żeby się pan zajmował “tym tematem”. Zauważył pan to, czy może problemy “w czytaniu ze zrozumieniem” panu przeszkodziły?
22-07-2007 o godz. 13:58
Panie Andrzeju,
szkoda mojego cennego czasu na bicie piany.
Mam zatem propozycję - jutro, - bo dzisiaj prokurator załatwia tylko sprawy kwalifikujące się na 24 godziny - niech pan zgłosi przestępstwo i sprawa zamknięta. Do czasu kiedy sprawy nie rozstrzygnie sąd - jestem niewinny. Musi pan to sobie uświadomić. Wszelkie epitety pod moim adresem naruszają prawo, którego pan tak broni. Po pana powrocie z prokuratury, gdzie pana ośmieją, możemy wrócić do sprawy.
Jeśli nie ma pan zamiaru tego sfinalizować w sądzie to po co pan zaczyna bicie piany. Niech pan będzie mocny nie tylko w gadaniu i biciu piany, ale i w czynach.
Podam panu wszystkie potrzebne do złożenia pozwu informacje, a czy jest pan gotowy uczynić to samo?
Po drugie - jeśli pan nie jest mieszkańcem Lwówka Śląskiego i nie używa własnego imienia, to wie pan jak taki człowiek się nazywa - jest panu bliska terminologia kryminalistyczna.
Po trzecie - to nikogo nie zmuszam do stosowania moich propozycji i korzystania z moich rad. Robię to na prywatnej stronie, za własne pieniądze i jeśli pan wchodzi do mojego prywatnego ogródka i stara mi się ubliżać za to, że coś mówię - to delikatnie mówiąc jest pan mało kulturalny. Ale co tam, niech pan sobie ulży.
Raz jeszcze zapewniam pana, że czytanie moich tekstów i korzystanie z moich rad nie jest obowiązkowe - to są moje prywatne uwagi, na mojej prywatnej stronie internetowej, prowadzonej za własne pieniądze. Może pan je czytać, korzystać z nich i to, szanowny panie, jest wolność słowa.

Daję możliwość komentowania moich tekstów i cieszę się, że pan z tego korzysta. Robi pan to jednak na swój rachunek.
“namolnie usiłuje pan doradzać nawet tym, którzy pańskich porad nie potrzebują. Hm…? No i co z tym zrobimy, panie Bossowski?” - pisze pan.
Ano nic nie zrobimy.
Szanowny panie Pełka - w internecie działa takie coś, co nazywa się SPAM. To taka wredna rzecz, której starają się pozbyć wszyscy internauci, a ona namolnie usiłuje nam coś doradzać, oferować.
Panie Andrzeju, czy nie widzi pan różnicy w tym zdarzeniu. Nie wysyłam do pana namolnych SPAMÓW, nie nalegam by pan czytał moje teksty, zupełnie mi nie zależy by je pan rozumiał. Wchodzi pan na moją prywatną stroną z własnej woli, czyta pan teksty z własnej woli i do tego stara się pan mnie obrażać.
Widzi tu pan jedno ze zdjęć jakie opublikowałem na swojej stronie. Brud i smród we Lwówku Śląskim. Niech pan dzisiaj popatrzy na te miejsca. Posprzątane, naprawione płoty, czysto. Oczywiście to nie ja zrobiłem porządek, ale moje uwagi lekko przyspieszyły działania.
Czy myśli pan, że obrażając mnie coś się zmieni w sytuacji Lwówka Śląskiego? Nadal będzie zapadłą dziurą, o której mało kto słyszał. Ale jak to coś zmieni, to niech pan sobie używa dowoli.

Chciałbym żeby Lwówek Śląski był miastem atrakcyjnym dla turystów przez cały rok - a nie przez 3 dni LLA.
Proszę się nad tym zastanowić.
Jeśli panu nie odpowiadają moje uwagi, jeśli nie chce pan ich znać i słuchać, to proszę nie wchodzić na moją stronę, do mojego prywatnego ogródka, i będzie pan miał spokój. Będzie się panu lepiej spało i będzie pan mniej nerwowy. Ale to pana wciąga jak narkotyk. Nie może się pan doczekać nowych informacji i czeka pan, żeby mi dołożyć. Sprawy miasta Lwówek Śląski są dla pana zupełnie obce. Panu zależy tylko na biciu piany.
Ci, którzy moich porad nie potrzebują nie wchodzą na moją stronę i mają święty spokój ze mną i moimi uwagami, i pana do tego zachęcam.
Ale te 300 osób, które każdego dnia odwiedzają moją stronę widocznie coś ciekawego na niej znajdują. Chcą znać moje zdanie, choć nie muszą się z nim zgadzać i nie muszą postępować według moich wskazówek. To dla nich poświęcam tyle czasu na zbieranie i opracowywanie informacji, które umieszczam na stronie.
Niech pan jednak nie uważa, że czas pobytu na mojej stronie, to czas stracony. Czegoś się pan nauczył. WIE PAN CO TO SZKODA, dowiedział się pan coś o informatyce, ulżył pan sobie używając obelg. Słowem same korzyści. Teraz niech się pan wyluzuje.
Zapraszam do ponownych odwiedzin.
Przygotuję specjalnie dla pana kilka przepisów ziółek na uspokojenie.
A np. burmistrz i starosta lwówecki dzięki mojej podpowiedzi zobaczyli, że Stanisława S. - dyrektorka biblioteki nie nadaje się na to stanowisko i spuścili ją w kanał. Jak pan widzi czytają moje uwagi, nawet systematycznie drukują moje teksty i zbierają w teczce. Nie wysyłają podziękowań, ale i nie ubliżają jak pan.
Widać różne szkoły wychowania.
Ale jeśli naprawdę chce pan rozwiązać jakieś problemy mieszkańców Lwówka Śląskiego i ma pan w tej sprawie jakieś pytania to chętnie panu, w miarę mojej wiedzy i umiejętności odpowiem i podpowiem. Może pan również czytać do woli moje teksty i korzystać z rad. Nie namawiam by się pan z nimi zgadzał - to pana wolna wola.
Proszę się jednak zajmować problemami, które poruszam, a nie moją skromną osobą.
24-07-2007 o godz. 03:23
Czasu, to pan ma bardzo dużo, panie Bossowski. Zużywa go pan tutaj lecząc się swoistą terapią zajęciową na cudzy koszt i dając upust
trapiącej pana paranoi. Usiłuje się pan przy tym kreować na lwóweckiego męża opatrznościowego, a naprawdę jest pan, jak już napisałem, pomyleńcem i pospolitą szumowiną. Sam pan to udowodnił kilkakrotnie. Fakt, że usiłował pan zastraszać kogoś popełnieniem wobec niego przestępstwa, w zupełności wystarcza mi do wyrobienia sobie zdania o tym, kim pan jesteś i na jakie chwyty pana stać. Ponadto dyskutuje pan tutaj nie z ludźmi, na których przypuszcza pan nieustanne ataki, ale z produktami swej schorowanej wyobraźni i jako taki jest pan nie tylko szumowiną, ale i zwyczajnym szkodnikiem. Łatwo przekonać się o tym śledząc choćby tylko naszą tutaj “dyskusję”. W przeciwieństwie do mnie [”musi to pan sobie uświadomić”], pan nie musi sobie tego uświadamiać, ponieważ po pierwsze, jak widzę, nie jest pan w stanie, a po drugie, nie jest dla mnie aż tak bardzo ważny poziom pańskiej świadomości. Interesuje mnie przede wszystkim ukazanie śledzącym naszą “dyskusję”, pańskiej destrukcyjnej roli i jak pan widzi, realizuję to bez jakichkolwiek skrupułów, przekonany, że tylko takie postępowanie pozwoli ją nieco neutralizować. W związku z powyższym, mało mnie interesuje prywatność pańskiej strony i wydane przez pana na nią pieniądze. Używa jej pan z premedytacją do działań na szkodę organizatorów LLA i za to bierze pan teraz ode mnie baty. Nie zwykłem bowiem, przechodzić koło szumowin pańskiego pokroju obojętnie i biernie patrzeć jak się panoszą.
W moim pierwszym poscie panie Bossowski, usiłowałem zwrócić pana uwagę na niedorzeczność wielu zastrzeżeń, jakie podnosił pan pod adresem organizatorów LLA. Daremnie. Tkwi pan bez reszty w (prywatnym jak i ta pańska strona) ogródku swego ciasnego intelektu, trapiących pana paranoi i upodobań do pojmowania rzeczywistości jako nieustającego spisku przeciw panu. Stąd biorą się te bzdurne i niepozostające w jakimkolwiek związku z tematem, wypowiedzi o moich prokuratorskich tęsknotach, sugestie jakobym chciał zawłaszczyć jakieś tam pańskie sukcesy, usiłował powstrzymywać rozwój nauki, bzdety o nagrywaniu rozmów telefonicznych, o moich “puszczających” nerwach i domniemania na temat mojej anonimowości, poziomie mojej “internetowej” wiedzy, bądź niewiedzy, umiejętności czytania i rozumienia (pełny przegląd powyżej) - cały ten pański nieustający i monotonny bełkot. Szczerze mówiąc, na początku miałem jeszcze rys nadziei, że kryje się pod nim choćby jakaś odrobina rozsądnej myśli, jednak zawiódł pan na całej linii, co więcej - pogrążył się do reszty w moich oczach. Tak, wiem, zauważyłem to już, że chętnie ucieka pan na pozycję uciemiężonego przez siły zła i niezrozumianego przez otoczenie dobrego człowieka, pragnącego utulić w nieszczęściu na przykład “bardzo głodne dzieci” etc… Cóż jednak komu po pańskim zaangażowaniu, które nakazuje panu chwytać się w “trosce” o ich byt chwytów poniżej pasa? I pan, panie Bossowski dziwi się, że przedstawiciele władz Lwówka nie chcą podejść do pańskiego stolika? Wygląda na to, że są bardzo rozsądnymi ludźmi. A skąd ja się tu wziąłem i dlaczego o tym wszystkim piszę? Ano stąd panie Bossowski i dlatego, że sam się nieco interesuję i mam w sobie bardzo wiele sympatii dla ludzi zainteresowanych minerałami. Przypuszczam też, że w przyszłym roku odwiedzę Lwóweckie Lato Agatowe, a dziś organizatorom tego sympatycznego przedsięwzięcia życzę kolejnych owocnych dziesięciu lat obecności w Lwówku Śląskim. Pana zaś, panie Bossowski nich ktoś bliski otoczy życzliwą i serdeczną opieką. Myślę, że jest panu bardzo potrzebna.
PS:
Moje prawdziwe imię i nazwisko panie Bossowski, brzmi tak jak w nagłówku tego postu, a mój adres może pan odnaleźć w Internecie lub w moim komputerze. Mniemam, że przy pańskiej “internetowej” wiedzy nie powinien pan mieć z tym większego kłopotu.
24-07-2007 o godz. 18:19
Ano mam panie Pełka tyle czasu ile trzeba. Pracuję 25 godzin na dobę i jak przyzwoity lekarz godzinę wcześniej wstaję.
Na forach dyskusyjnych puszy się pan jak przyzwoity mądrasek, a tu na mojej stronie, odkrywa pan swoje prawdziwe oblicze. Używa pan języka jak w przyzwoitym łódzkim rynsztoku.
Wylewa pan potok słów i tyle, a ja jestem fizykiem z pierwszego zawodu i wolę konkrety.
Pytam, więc po raz kolejny, kiedy pan zgłosi do prokuratury moje przestępstwo?
A może to tylko bicie piany? Strachy na Lachy?
Nadal się pan niezdrowo podnieca jakimiś swoimi urojeniami, a jak przychodzi do czynu to pana nie ma. Więc, po co pan mi ubliża i bije bezmyślnie pianę. W psychologii to wyraz niemocy, wyraz braku możliwości rozwiązania problemu, wyraz bezradności powoduje agresję i używanie języka wulgarnego.
Na panu widać kliniczny przypadek takiej bezradności, o którym na mojej uczelni koledzy uczyli studentów psychologii. Oni też są gośćmi na mojej stronie, więc będą mieli szansę wykorzystać pana teksty do zajęć ze studentami.
Niech pan znów nie traktuje maniakalnie tej informacji jako szantaż. Ta strona jest ogólnie dostępna, więc każdy może czytać i analizować pana teksty, a ja jeszcze do tego zachęcam.
To naprawdę wspaniały materiał do badań.
Na mojej stronie prowadziłem dyskusję na temat lwóweckiego piwowarstwa.
Równie pusta, jak dyskusja z panem.
I co?
Otóż otrzymałem taki oto, email, którego fragment przytaczam bez wiedzy i zgody autora:
“W chwili obecnej piszę rozprawę doktorską poświęconą problemom funkcjonowania przemysłu piwowarskiego w Polsce po roku 1989. W swojej pracy uwzględniam również wpływ zakładów piwowarskich na lokalną gospodarkę oraz społeczność. W trakcie poszukiwań informacji na temat lwóweckiego browaru natrafiłem na Pana stronę internetową, na której znalazłem sporo interesujących informacji. …”
Dyskusja z panem to wspaniały materiał dla psychiatrów i psychologów. Poinformuję pana, kiedy będzie wykorzystana do badań naukowych nad pana psychiką.
Dla fizyków czy informatyków bardziej się liczą rozwiązania zerojedynkowe: czarne - białe, tak - nie, jest - nie ma, itp…
Pisze pan, “żem”: “pogrążył się do reszty w moich (pana) oczach”.
Szanowny panie, czy mogę mieć szacunek do faceta używającego języka rynsztoku?
Niech pan popatrzy na swoje “argmenty”:
- trapiącej pana paranoi
- pomyleńcem i pospolitą szumowiną
- popełnieniem wobec niego przestępstwa
- swej schorowanej wyobraźni
- jest pan nie tylko szumowiną, ale i zwyczajnym szkodnikiem
- szumowin pańskiego pokroju
- swego ciasnego intelektu, trapiących pana paranoi.
Czy to są argumenty inteligentnego człowieka, czy to w ogóle są argumenty?
Czy może pan spokojnie popatrzeć w lustro i powiedzieć sobie - jestem ponad to wszystko, jestem kulturalnym człowiekiem, wychowawcą, badaczem, “kamieniarzem”, jestem inteligentnym człowiekiem i potrafię takiemu prymitywnemu człowiekowi jak Bossowski, przedstawić rzeczowe argumenty i odpowiedzieć na pytania, które stawia?
Panie Pełka, to nie mnie pan charakteryzuje tymi epitetami, to pan wystawia sobie świadectwo, to pan, jeśli włączy się do pomocy organizatorom LLA w jakiejkolwiek formie, będzie tym wulgarnym facetem, który nie potrafi rzeczowo dyskutować. Dołączy pan do Flaszeckiego i innych, którzy dają powody do atakowania organizatorów LLA - a tych przeciwników w mieście jest bez liku.
Mieszka pan daleko, więc nie wie pan, w jakie bagno może pan trafić.
I kolejny raz pana pytam, czy ubliżając mi, załatwi pan np. problem “sprzedaży wydawnictw finansowanych z budżetu miasta” praktykowany we Lwówku Śląskim?
To jest przestępstwo, a pan nie lubi przestępstw. To jest oczywiste przestępstwo i panu to nie przeszkadza, a czepie się pan mnie o jakieś wyimaginowane w pana wyobraźni przestępstwa. Niech pan będzie konsekwentny, panie Pełka.
Czy pan zwalcza przestępstwa? Czy pan zwalcza tylko to, co wg pana jest przestępstwem?
Kiedy zwracam panu uwagę na nieprawidłowości, kiedy pokazuję, co mi się nie podoba, to pan pastwi się nade mną i chwali, że to “za to biorę teraz od pana baty.”
Ale czy w ogóle jakikolwiek problem to załatwi?
Czy zmieni pan wulgarnego i nadużywającego alkoholu dyr. LOK?
No, może rozładuje pan swoje napięcie psychiczne. Jest pora wakacji i chyba pora by wybrał się pan na krótki odpoczynek. Magnez dobrze panu zrobi na taki rozstrój nerwowy.
I na koniec, czy może się pan zainteresować problemami, które poruszam, a nie mną.
26-07-2007 o godz. 00:03
Moje zdanie jest takie- lubie LLA i uczestnicze w nim kazdego roku. Ogladam minerały wystawy i dobrze się bawię. Imp0reza jest bardzo dobra burmistrza o którego tak wiele osób krytykuje po prostu nie słucham. No fakt przy otwariu lata słucham bo muszę, oglądają pochód nie da się nie słyszeć na reszte przemowien na scenie nie zwracam uwagi bo mam ważniejsze rzeczy do zrobienia. Dla mnie osobiście burmistrz może być 24 h na dobę na scenie albo też nie. Piwo na takiej imprezie jest potrzebne ludzie bawią się, spotykają a organizacja imprezy pod kątem technicznym jest bardzo dobra. Oczywiście jak w każdej “grupie” zdarzaja się obrzygane menty ale tego już nikt nie zmieni. Prawda jest taka, że mieszkańcy Lwówka przynajmniej ich większośc żyje od LLA do LLA bo więcej masowych atrakcji w tym miescie niestety nie ma a LLA jest szczególną imprezą. Ciężko żeby miasto z takiej imprezy czerpało ogromne zyski no gdyby każda złotówka z każdego sprzedanego piwa szła do kasy miasta byłaby inna rozmowa ale tak nie ma i nie będzie. Kupcy płacą za 3 dni wynajmu straganów,place itd i to są te zyski a impreza staje się z roku na roku co raz to bardziej popularna i bardziej nagłośniona. To jest moje zdanie kazdy może mieć inne.
P.S Apropo dyr. LOK na LLA widziałem go raz nie potrafię powiedzieć o nim złego zdania ponieważ osobiście nigdy mi nie zaszkodził nie widziałem go zataczającego się nie wyklinał nikogo przy mnie takze na ten temat nie mogę się wypowiedzieć.
26-07-2007 o godz. 02:10
“Wylewa pan potok słów i tyle, a ja jestem fizykiem z pierwszego zawodu i wolę konkrety”.
Całe szczęście, że nie z ostatniego. Zważywszy zwłaszcza na wszystkie pańskie tutaj “konkrety” mógłbyś pan ludziom nieźle namieszać w głowach…
“Pytam, więc po raz kolejny, kiedy pan zgłosi do prokuratury moje przestępstwo?”
Nigdy panie Bossowski. Natomiast przytoczę panu jeszcze raz ten jakże pyszny, a znaczący dla pańskiego wizerunku fragment postu. Napisał pan, cytuję:
“Wiem znacznie więcej niż się panu zdaje. Dokumentuję całą naszą korespondencję, IP, adresy, zasoby itp. krótko mówiąc wszystko co
pan pisze. Ostatnio bawię się informatyką więc mogę trochę pobuszować po pana komputerze. Niech pan pamięta, że każde wejście do
sieci to potencjalne zagrożenie. Nawet pan nie wie jakie paskudztwa można w nich zainstalować”
To nic innego jak groźba popełnienia przestępstwa i próba szantażu. Trzeba panie Bossowski doprawdy mieć w głowie kukurydzę na ciepło zamiast mózgu, żeby publicznie wyjechać z czymś takim. Może więc, zamiast pytać mnie po raz n-ty, kiedy udam się do prokuratury, skieruj pan swe kroki do miejscowej poradni zdrowia psychicznego. O pańskim wizerunku po tym tekscie, panie zatroskany o “bardzo głodne dzieci” już pisałem i wszystko to podtrzymuję.
“Nadal się pan niezdrowo podnieca jakimiś swoimi urojeniami, a jak przychodzi do czynu to pana nie ma. Więc, po co pan mi ubliża i bije bezmyślnie pianę. W psychologii to wyraz niemocy, wyraz braku możliwości rozwiązania problemu, wyraz bezradności powoduje agresję i używanie języka wulgarnego. Na panu widać kliniczny przypadek takiej bezradności, o którym na mojej uczelni koledzy uczyli studentów psychologii.”
Zgadza się panie Bossowski. Bezradność ludzi wobec pomyleńców pańskiej klasy jest dość powszechna. Dlatego między innymi niektórzy z nich nie podchodzą do pańskiego stolika. Ja jestem ambitniejszy - próbuję.
“Oni też są gośćmi na mojej stronie, więc będą mieli szansę wykorzystać pana teksty do zajęć ze studentami. Niech pan znów nie traktuje maniakalnie tej informacji jako szantaż. Ta strona jest ogólnie dostępna, więc każdy może czytać i analizować pana teksty, a ja jeszcze do tego zachęcam..To naprawdę wspaniały materiał do badań”.
Tak, tak… Teraz kreuje się pan na znawcę psychologii… Ciekawe, że nie potrafi pan zdiagnozować własnych dolegliwości, ale… pojmuję intencje. Oto JA jestem bezradny i pogrążony w niemocy, a WAS jest wielu panie Bossowski. Pan, pańscy koledzy, ich studenci, wszyscy wy razem plus jeszcze “każdy”, będziecie analizować moje teksty. Zadrżałem. Drżyj i pan panie Bossowski, żeby przy okazji nie odbiło im, aby przeanalizować pańskie, bo wynik tej ciężkiej harówy będzie dla pana katastrofalny. Oooo! Jeszcze widzę są razem z panem doktoranci przemysłu piwowarskiego… No, panie Bossowski - siła was! Jakie jeszcze “autorytety” przywoła pan, by uwierzytelniały pańskie odchyłki?
“Dyskusja z panem to wspaniały materiał dla psychiatrów i psychologów. Poinformuję pana, kiedy będzie wykorzystana do badań naukowych nad pana psychiką”.
Tak panie Bossowski, proszę mnie koniecznie poinformować. Nie zapomnij pan tylko dokumentować tego wszystkiego, oraz trzymać w
stałej gotowości przy telefonie aparatury nagrywającej.
“Szanowny panie, czy mogę mieć szacunek do faceta używającego języka rynsztoku? Niech pan popatrzy:
- trapiącej pana paranoi
- pomyleńcem i pospolitą szumowiną
- popełnieniem wobec niego przestępstwa
- swej schorowanej wyobraźni
- jest pan nie tylko szumowiną, ale i zwyczajnym szkodnikiem
- szumowin pańskiego pokroju
- swego ciasnego intelektu, trapiących pana paranoi”.
Patrzę i widzę, że wszystko jest w jak najlepszym porządku panie Bossowski. Trapi pana paranoja (pchnęła pana nawet do czynu mającego cechy przestępstwa), masz pan schorowaną wyobraźnię, jest pan szkodnikiem, szumowiną i pomyleńcem dla którego jedyną godną
uwagi rzeczywistość stanowią produkty własnej wyobraźni. Podtrzymuję. To nie jest “język rynsztoku”. To pański wizerunek na który sam pan tutaj zapracował.
“Czy to są argumenty inteligentnego człowieka, czy to w ogóle są argumenty?”
To nie są argumenty, to są fakty opisane adekwatnymi dla nich słowami. Owszem, trzeba wiele inteligencji aby sklasyfikować pańskie
brednie. Boję się czy mi jej wystarczy.
“Czy może pan spokojnie popatrzeć w lustro i powiedzieć sobie - jestem ponad to wszystko, jestem kulturalnym człowiekiem, wychowawcą, badaczem, “kamieniarzem”, jestem inteligentnym człowiekiem i potrafię takiemu prymitywnemu człowiekowi jak Bossowski, przedstawić rzeczowe argumenty i odpowiedzieć na pytania, które stawia?”
Niech się pan zatroszczy o swoje odbicia (niekoniecznie tylko te lustrzane) i o te wszystkie odpowiedzi, których nie ja panu, ale pan mnie nie udzielił, powielając zamiast tego swój nieustający bełkot.
“I kolejny raz pana pytam, czy ubliżając mi, załatwi pan np. problem “sprzedaży wydawnictw finansowanych z budżetu miasta”
praktykowany we Lwówku Śląskim?”
Doskonale, że pan o to pyta panie Bossowski. Nie, nie załatwię, bo nie obchodzi mnie nic sprzedaż jakichkolwiek wydawnictw, podobnie jak nie obchodzi mnie jakiś tam szef lwóweckiego LOK-u, oraz tamtejsza bibliotekarka o której mi pan tu truje. Jeśli zaś stwierdził pan popełnienie przez kogoś oczywistego przestępstwa i ma pan na to dowody, to wal pan do prokuratury z powiadomieniem. Był pan? Mnie owo (domniemane, czy nawet oczywiste) przestępstwo “nie przeszkadza” tak samo jak setka popełnionych dzisiejszego dnia innych przestępstw. Nie dlatego, że je pochwalam lub toleruję, ale dlatego, że pozostają one poza moją wiedzą i wpływem.
“Kiedy zwracam panu uwagę na nieprawidłowości, kiedy pokazuję, co mi się nie podoba, to pan pastwi się nade mną”
Panie Bossowski. Gdybyś pan zechciał zrozumieć sens mojego pierwszego tutaj postu (nie jest przecież zakamuflowany) i odnieść się wprost do jego treści, to nie miałbym aż tak wielu powodów do tego, aby “pastwić” się nad panem, jak mam teraz.
“I na koniec, czy może się pan zainteresować problemami, które poruszam, a nie mną”.
Powtarzam jeszcze raz - zainteresowałem się nimi w pierwszym moim poscie, jednak w pańskich kolejnych odpowiedziach zamiast odniesienia do tego, znajduję nieustające potwierdzenie, że największym problemem tutaj jesteś pan właśnie. Niemniej jeszcze raz zachęcam - proszę odnieść się do treści mojego pierwszego postu. Jest tu trochę wyżej.
26-07-2007 o godz. 02:43
Tak mnie jeszcze refleksja naszła panie Bossowski. Oto groził pan, cytuję:
“Ostatnio bawię się informatyką więc mogę trochę pobuszować po pana komputerze”.
Teraz, panie Bossowski, ja z kolei mogę “trochę pobuszować” po pańskiej stronie. I buszuję jak pan widzi. Nazywa to pan pastwieniem się nad panem. Prawda, że nieprzyjemne? Nie lubię zadufanego w sobie, tryumfującego skurwysyństwa panie Bossowski. I dla tego tu jestem. Prokuratura nie jest mi potrzebna. U mnie znajdujesz pan to, na co pan sobie zasłużył.
26-07-2007 o godz. 03:08
Panie Marcinie,
i ja lubię lato agatowe, i ja uczestniczę w nim każdego roku, oglądam a nawet kupuję minerały i piwo, spotykam się ze znajomymi i dobrze się bawię.
Ale to nie o to chyba chodzi i nie w zabawie jest problem.
Pisze pan: “więcej masowych atrakcji w tym mieście niestety nie ma…“.
I to jest cały problem. Władze miasta założyły błędnie, że Lwówek Śląski jest miastem mało atrakcyjnym turystycznie i tego bezsensownego założenia trzymają się kurczowo. Wygląda na to, że jakby komuś bardzo zależało, żeby to miasto było mało atrakcyjne dla turytów.
Tu nie chodzi o więcej masowych atrakcji, tu chodzi o przygotowanie miasta dla i na potrzeby turystów, przygotowanie rzeczy i miejsc, których poszukuje turysta.
I w tej materii nic się nie dzieje. Brakuje informacji, brakuje wyobraźni władz, brakuje świadomości mieszkańców. W mieście trwa nieustanna walka o przetrwanie, ale to mieszkańcy walczą o przetrwanie. Gdyby to była impreza na przetrwanie dla turystów, to by zjeżdżali się z całego świata, ale takiego pomysłu nie ma.
A inna sprawa, którą pan porusza - nieszczęsne piwo. A “gdyby każda złotówka z każdego sprzedanego piwa szła do kasy miasta byłaby inna rozmowa ale tak nie ma i nie będzie” - pisze pan.
Teraz to musztarda po obiedzie i nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Ale gdyby na LLA sprzedawano wyłącznie piwo lwóweckie?
2 miliony etykiet rocznie z nazwą miasta trafia do ludzi w całej Polsce?
Czy pan sobie wyobraża taką sytuację?
To każda złotówka ze sprzedanego piwa zostałaby w mieście, jako wypłata dla pracowników, jako podatek, jako reklama i w każdej innej formie.
Na każdej fotografii zrobionej w mieście widać reklamę miasta Lwówek Śląski.
A tak LLA promuje TYCHY, miasto zupełnie obce mieszkańcom, no chyba że mają jeszcze Fiata 126p. Na fotografiach z miasta wyjeżdża reklama zupełnie innego miasta z tym samym wrednym napojem. Pan myśli, że tam ktoś się tym brzydzi - miasto Tychy ma darmową reklamę na koszt mieszkańców Lwówka Śląskiego.
Zyski i podatki trafiają do zupełnie innej kasy. To nie mieszkańcy miasta mają pracę przy produkcji piwa.
I jakie z tego ma miasto zyski?
Czy potrafi pan wymienić je literalnie?
Nazwać po imieniu lub określić kwotą?
Pisze pan -”impreza staje się z roku na roku co raz to bardziej popularna i bardziej nagłośniona“.
I jakie z tego płyną korzyści dla mieszkańców?
Zamiast za 50.000,- zł ze sceny będzie wył facet za 100.000,- zł i to jest taka różnica. A nadal będzie to tylko trochę większy odpust - szwarc, mydło i powidło. Nadal to tylko igrzyska.
Czy pan nie dostrzega, że miasto nie żyje z agatów?
Mieszkańcy ich nie wydobywają, nie obrabiają, nie ma pamiątek, bo miasto nie zabiega o turystów. Nie ma dla kogo ich robić, nie ma komu sprzedawać. Miasto chroni swój herb, swoją nazwę i gnije w tej ochronie.
Tak może postępować Kraków, który już musi się bronić przed turystami, przed masowymi turystami, przed stonką. Ale nie Lwówek Śląski, w którym każdy turysta to skarb na wagę złota - a i tak jest ignorowany, więc drugi raz nie przyjedzie i nie zachęci innych. Tak to działa panie Marcinie.
Lato Agatowe wyciąga z kieszeni mieszkańców ostatnie grosze. Taka jest natura Polaków, postaw się, a zastaw się, bo mamy festyn. Pieniądze wywożą straganiarze z całej Polski, bo to o nich zabiegają władze miasta, o ich interes dbają, a nie o interes mieszkańców.
Dla mieszkańców burmistrz na scenie przez 24 godziny jak pan sobie życzy i rozrywki do oporu. Problemy mieszkańców zaczynają się po zakończeniu LLA.
Czy śmierć młodego człowieka w związku z LLA warta jest tego?
Czy LLA to aby nie są zbyt wysokie koszty dla mieszkańców?
A czy widział pan co się dzieje na drogach wylotowych z miasta po zakończeniu imprezy?
Czy zastanowił się pan czy to nie są zbyt wysokie koszty negatywnej opinii jaką wywiozą przypadkowi podróżni jadący w tym czasie w okolicy Lwówka Śląskiego?
A jeśli chodzi o dyrektora LOK, to nie wiem czy chce się mu pan podlizać czy to szczera prawda, że jest abstynentem? Czyżbym miał kolejny sukces w leczeniu choroby alkoholowej?
To pozory, alkoholizm jest nieuleczalny.
O wyskokach dyr, LOK podczas tego Lata napiszę osobno. Tak się jakoś składa, że zawsze trafiam w najmniej odpowiednie sytuacje. Siedzę przecież spokojnie, bawię się z wnukami i piję piwo, dużo piwa, bo to przecież lato agatowe!
Na ten problem zwracają nawet uczestnicy forum, które pan administruje:
“ulice i chodniki pełne syfu, dowody na to, że lato agatowe to impreza służąca żłopaniu piwa i darciu gęby zarówno za sceny jak i spod sceny albo w sąsiednich uliczkach, sikaniu tam, gdzie się stoi… a to wszystko pod pozorem imprezy kulturalnej.“
26-07-2007 o godz. 03:28
Panie Pełka,
i ja jestem przekonany, że to nie prokurator panu jest potrzebny, a dobry psychiatra.
A tak mnie pan straszył prokuratorem, ośmiał pana chyba nieźle i stąd taka furia?
Od razu mówiłem, że to głupi pomysł, przekonał się o tym już p. Flaszecki, a teraz pan wyciąga nieświeże danie.
Ma pan szansę pisać do oporu, pojemność serwera jest na tyle duża, że przetrzyma pana posty (może ktoś z pana znajomych będzie chciał to czytać, podrzucę im linki, żeby nie musieli szukać). Potrzebuję takiej piany jak kania dżdżu. Zapewniam pana, że dzięki panu zyskuję sympatię mieszkańców. Wbrew pana wyobrażeniu znacznie większą szkodę przynosi pan sobie, Flaszeckiemu, którego pan tak broni, imprezie niż mnie. Po mnie taka piana spływa jak po kaczce (choć i to może pan uznać za szkodliwe, za przestępstwo politycznie).
A na temat Lata Agatowego pisze jasno jeden z mieszkańców na lokalnym forum:
“ulice i chodniki pełne syfu, dowody na to, że lato agatowe to impreza służąca żłopaniu piwa i darciu gęby zarówno za sceny jak i spod sceny albo w sąsiednich uliczkach, sikaniu tam, gdzie się stoi… a to wszystko pod pozorem imprezy kulturalnej.”
Wiem, że właśnie to panu się podoba, mnie znacznie mniej. Ale tak to już jest - jeden lubi pomarańcze, a drugi jak mu nogi śmierdzą. To pana wybór.
Uparcie wraca pan do swojego pierwszego posta. I co tam pan ciekawego pisze: “pilnowałbym tylko i wyłącznie własnych partykularnych interesów.”
Nie ma się czym chwalić, panie Pełka, tak właśnie postępują władze Lwówka Śląskiego - pan to popiera, a ja nie.
Czy mogę mieć w tej sprawie swoje zdanie?
Wolę, żeby mieli na uwadze 10.000 mieszkańców niż swoją prywatę, swój partykularny interes. Za to biorą pieniądze z kasy miasta i w tym celu zostali wybrani przez mieszkańców. Swoje interesy niech robią za własne pieniądze.
Nic panie Pełka nie poradzę, że mamy różne podejście do sprawy.
Ja szanuję pana zdanie choć się z nim nie zgadzam, a pan mi ubliża.
Niech pan sobie jeszcze raz ulży, na zdrowie … psychiczne.
26-07-2007 o godz. 04:29
Jesteś pan niezawodny panie Bossowski. Zwłaszcza w tak przez pana podnoszonym temacie “czytania ze zrozumieniem”
Oto na mój tekst
“Prokuratura nie jest mi potrzebna. U mnie znajdujesz pan to, na co pan sobie zasłużył”, odpowiada pan następująco:
“Panie Pełka,
i ja jestem przekonany, że to nie prokurator panu jest potrzebny, a dobry psychiatra. A tak mnie pan straszył prokuratorem, ośmiał pana chyba nieźle i stąd taka furia?”
Oto standard pańskich możliwości “czytania ze zrozumieniem”.
————————————————————————–
Dalej pisze pan, że jeden z uczestników LLA napisał o nim tak:
“ulice i chodniki pełne syfu, dowody na to, że lato agatowe to impreza służąca żłopaniu piwa i darciu gęby zarówno za sceny jak i spod sceny albo w sąsiednich uliczkach, sikaniu tam, gdzie się stoi… a to wszystko pod pozorem imprezy kulturalnej.”
Zaś ja widzę jeszcze innego który napisał zupełnie inaczej:
“Panie Marcinie,
i ja lubię lato agatowe, i ja uczestniczę w nim każdego roku, oglądam a nawet kupuję minerały i piwo, spotykam się ze znajomymi i dobrze się bawię”.
Może zatem niech pan ustali jakiś obowiązujący wzorzec, co panie Bossowski?
—————————————————————————–
I jeszcze jedno - proszę nie zmieniać treści swoich postów w czasie kiedy na nie odpowiadam. A ponieważ we wprowadzonej poprawce poruszył pan kilka interesujących wątków, do tematu wkrótce powrócimy.
26-07-2007 o godz. 05:34
Panie Pełka,
pisze pan “Prokuratura nie jest mi potrzebna.” i zgadzam się z panem, panu potrzebny jest psychiatra, dobry psychiatra.
Powtarzam panu to kolejny raz. Może pan to zrozumie.
Czy to pana dziwi, że ja lubię lato agatowe, i ja uczestniczę w nim każdego roku, oglądam a nawet kupuję minerały i piwo, spotykam się ze znajomymi i dobrze się bawię.
A po imprezie:
“ulice i chodniki pełne syfu, dowody na to, że lato agatowe to impreza służąca żłopaniu piwa i darciu gęby zarówno za sceny jak i spod sceny albo w sąsiednich uliczkach, sikaniu tam, gdzie się stoi… a to wszystko pod pozorem imprezy kulturalnej.” - taką opinię wyraża mieszkaniec miasta.
Czego pan tu nie rozumie?
Jest fajna zabawa, ale uczestniczą w niej też ludzie tacy jak pan, mało kulturalni. To jedna strona medalu.
Czy to pan rozumie?
Można pić piwo, bawić się i zachowywać się kulturalnie.
Pan tego może nie rozumie, bo pan, tak jak ci co zostawiają “ulice i chodniki pełne syfu, dowody na to, że lato agatowe to impreza służąca żłopaniu piwa i darciu gęby zarówno za sceny jak i spod sceny albo w sąsiednich uliczkach, sikaniu tam, gdzie się stoi… a to wszystko pod pozorem imprezy kulturalnej.”, dodatkowo używa wulgarnego języka. Ci co zostawiają ten syf na ulicy posługują się takim samym językiem jak pan.
Moim zdaniem, impreza nie przynosi oczekiwanych przeze mnie zysków mieszkańcom miasta.
Czy to zdanie pan rozumie?
Co na ten temat mówi mieszkaniec miasta: Po imprezie “ulice i chodniki pełne syfu, dowody na to, że lato agatowe to impreza służąca żłopaniu piwa i darciu gęby zarówno za sceny jak i spod sceny albo w sąsiednich uliczkach, sikaniu tam, gdzie się stoi… a to wszystko pod pozorem imprezy kulturalnej.”
Czy to pan rozumie?
Jeszcze raz panu powtórzę: “impreza służąca żłopaniu piwa i darciu gęby“.
Czy pan to rozumie? Taką opinię wyraża mieszkaniec miasta.
Chce pan poznać obowiązujący wzorzec:
ja lubię lato agatowe, i ja uczestniczę w nim każdego roku, oglądam a nawet kupuję minerały i piwo, spotykam się ze znajomymi i dobrze się bawię.
A mieszkańcy miasta widzą po imprezie:
“ulice i chodniki pełne syfu, dowody na to, że lato agatowe to impreza służąca żłopaniu piwa i darciu gęby zarówno za sceny jak i spod sceny albo w sąsiednich uliczkach, sikaniu tam, gdzie się stoi… a to wszystko pod pozorem imprezy kulturalnej.“
Ile razy to jeszcze trzeba panu powtarzać. Może sie pan tego nauczy na pamięć. Mówią, że jak ktoś ma odchylenia psychiczne to ma zdolności w innej materii. Niech pan sprawdzi, może panu dobrze funkcjonuje pamięć.
Warto spróbować.
Tyle już ma pan korzyści z wizyt na mojej stronie, że boję się, że może panu zaszkodzić ten nadmiar wiedzy, a lekarze teraz strajkują.
26-07-2007 o godz. 13:00
W Łodzi odbył się konkurs Prezentacja Jednego Talerza w kategorii szkoły. Młodzież wykazała się bardzo dużą pomysłowością jak i niezwykłymi umiejętnościami, przygotowując konkursowe dania.
Do konkursu przystąpili:
….
Andrzej Pełka – Zespół Szkół Ponadgimnazjalnych nr 4 z Łodzi
„ Filet z indyka w sosie borówkowym”
Andrzej Pełka – Zespół Szkół Ponadgimnazjalnych nr 4 z Łodzi
„ Tatar ze śledzia”
….
Niestety bez powodzenia.
30-07-2007 o godz. 19:32
Poszukałem trochę śladów Lata Agatowego w internecie i coś znalazłem:
“O ho, ho! O ho, ho!


Grzebnąłem w necie, patrzę i widzę, że Lwóweckie Lato Agatowe ma nie tylko entuzjastów, ale i zaciekłych przeciwników. Zęby i pazury są “w robocie”. Także dosadne określenia odbiegające aż nadto daleko od tematu minerałów. Zresztą sami sobie wyróbcie pogląd, jeśli oczywiście zechcecie przez to wszystko brnąć:
http://www.bossowski.pl/strona-robocza-glowna-a/07-lwoweckie-lato-agatowe/
Mnie tylko przypomniało się, jak w zeszłym roku jeden z listowiczów
po relacji z mistrzostw w Kletnie, odsyłał mnie z moją publikacją do
Urbana, podczas gdy w ich krytyce okazałem się nader łagodny.
Oczywiście Bartku, jeśli proszę Cię o relację z Lwówka, to chodzi mi
o jak najbardziej mineralną stronę imprezy. Czyje piwo tam sprzedawali,
i ile kto na tym zarobił, to już nie mój problem. Jeśli zaś tego typu imprezy budzą u niektórych ludzi aż tak negatywne emocje, to zamiast brać w tym udział, lepiej mi będzie znikać na ziemniaczanych hałdach mojego Zalesia.
Andrzej” Pełka oczywiście na:
http://lists.man.lodz.pl/pipermail/mineraly/2007/07/0089.html
Jeśli chodzi o mineralną stronę imprezy, jubilerów, handlarzy minerałami to oczywiście straganów we Lwówku Śląskim moc. Ale agatów z Płóczek jak kot napłakał. Niestety po imprezie wszystko zamiera. Jak nie będziesz miał czasu wpaść na LLA, to po herbacie - musisz czekać cały rok.
To jest problem, który z mojej strony spotyka się z tak ostrą krytyką. Na LLA zobaczysz i kupisz wyroby z agatów brazylijskich, zobaczysz kamienie z całego świata, ale miejscowe złoża agatów zamknięte dla mieszkańców.
Nikt ich nie wydobywa zawodowo, nikt ich nie obrabia, nikt z ich nie wytwarza pamiątek. Amatorskich zbieraczy (kopaczy) ściga lokalna policja, a właściciel pola goni widłami. Przez cały rok miasto jest wrogo nastawione do turystów. Traktuje ich jak intruzów.
Turyści zajmują miejsca parkingowe, chcą oglądać zabytki po godzinach pracy, a nawet w czasie wakacji - to przecież niedopuszczalne. Urzędnicy też chcą mieć urlopy latem i wolne dni “wolne” i wolne po godzinach pracy urzędów.
To właśnie dlatego moje “zęby i pazury są “w robocie”.
06-08-2007 o godz. 06:13
Ostatnio bawię się informatyką więc mogę trochę pobuszować po pana komputerze. Niech pan pamięta, że każde wejście do sieci to potencjalne zagrożenie. Nawet pan nie wie jakie paskudztwa można w nich zainstalować.
Ja bawię sie informatyką od dłuższego czasu i może czeka cię lekka zdziwka ale włamać sie do czyjegoś kompa to nie taka prosta sprawa. A już na pewno nie dla takiego lamera jak ty.
Jak chcesz możemy wymienić się IP i zobaczymy czyj komp pierwszy padnie.
Potwierdzasz tylko to co wcześniej pisałem, ze nie masz pojęcia o sprawach o których piszesz a mimo to chcesz uchodzić za eksperta.
10-08-2007 o godz. 18:24
Zachęcam Państwa do dyskusji na temat Lata Agatowego na naszym lwóweckim forum pod adresem www.lwoweksl.eev.pl
11-08-2007 o godz. 10:56
To właśnie dlatego moje “zęby i pazury są “w robocie”.
Szkoda jedynie że te pazury nie współpracują z głową.
16-08-2007 o godz. 14:20
Panie “black_spider”,
dziękuję za bardzo przemyślane argumenty, rzeczową dyskusję i nienaganny język.
Mam nadzieję, że stanie się pan atrakcją turystyczną miasta, lub chociaż zostanie pan zatrudniony w Informacji Turystycznej do pierwszego kontaktu z turystami.
Pana wyczerpująca wiedza i atrakcyjne jej prezentowanie trzeba stawiać za wzór do naśladowania dla młodzieży.
To wzór współpracy głowy z pazurami. To taki Podhalański Niedźwiadek do fotografowania z turystami - nieubliżając niedźwiedziom.
Nareszcie jeden pozytywny element w rozwoju turystyki we Lwówku Śląskim.
16-08-2007 o godz. 15:07
Z lwóweckimi turystami współpracowałem wiele razy i nie mieli zastrzeżeń ani do poziomu mojej wiedzy ani do sposobu jej prezentowania. Ale chyba znam przyczynę. Turyści to normalni ludzie pragnący poznać nasze piękne miasto a nie dziadek - nie ubliżając starszym ludziom - który cały czas próbuje mu dokopać. Nie wiem czym to jest spowodowane -może jakiś uraz z przeszłości. Miasto sie rozwija i żeby tego nie zobaczyć trzeba mieć klapki na oczach albo po prostu nie chcieć tego zauważyć.
16-08-2007 o godz. 20:58
No tak,
przyznaję, że nie widzę, że miasto opływa dostatkiem i cierpi na nadmiar turystów.
To chyba wiek i kłopoty ze wzrokiem.
Wszędzie pełno turystów, hotele pełne, miejsca zarezerwowane na dwa lata do przodu, restauracje prześcigają się w serwowanych daniach, na każdym kroku pamiątki ze Lwówka Śląskiego, dziesiątki straganów z agatami, parkingi dla autokarów zawsze pełne, ulicami przewalają się tłumy turystów, na każdym kroku biura obsługi turystów, które prześcigają się w poziomie świadczonych usług, sala teatralno-widowiskowa tętni życiem, kino z najnowszym repertuarem …
tak, tego nie widzę i nie widzę tych normalnych turystów.
Niestety, nie widzę też dostatku mieszkańców.
Ale widzę np. zapyziały parking na wlocie od Jeleniej Góry.
To uzupełnienie zupełnie zbędne, bo to jedyny parking na ulicach wylotowych miasta. To wasza wizytówka dla turystów - czego ja nie dostrzegam. Inaczej widzę reklamówkę miasta.
Parkingu dla autokaru nie ma żadnego.
Nie dostrzegam, że “Miasto się rozwija i żeby tego nie zobaczyć trzeba mieć klapki na oczach albo po prostu nie chcieć tego zauważyć.”
Kiedy staram się, między innymi panu, pokazać braki, które trzeba jak najszybciej naprawić, żeby turyści chcieli przyjechać do miasta, pan uważa, że staram się komuś czy miastu “cały czas próbuje mu dokopać.”
A to, że miasto nie jest przygotowane do przyjmowania turystów i “żeby tego nie zobaczyć trzeba mieć klapki na oczach albo po prostu nie chcieć tego zauważyć.”
Różnie patrzymy na sprawę. Pan siedzi na co dzień w tym grajdołku, a ja jestem turystą i patrzę na to wszystko inaczej. Zachęcam, żeby i pan spróbował i posłuchał co mówi dziadek.
To dziadkowie mogą przywieźć do miasta swoje wnuki i zostawić w nim kapuchę.
Czy ma pan jakąś ofertę dla dziadków?
Może plac zabaw z atrakcyjnie suszącą się bielizną?
W całej gminie Lwówek Śląski istnieją dwa gospodarstwa agroturystyczne - czy widział je pan?
Zapraszam, proszę je zobaczyć - okolica to syf, kiła i mogiła. Smród, brud i ubóstwo. Jeśli pan tego nie dostrzega, to “może jakiś uraz z przeszłości“.
Szkoda, że zapachów jeszcze nie da się umieścić w internecie.
“Turyści to normalni ludzie pragnący poznać nasze piękne miasto” i trzeba o nich dbać i zabiegać. Jeden niezadowolony turysta zniechęci 20 potencjalnych gości miasta. Trzeba mieć tego świadomość.
Niech pan uważnie, bez uprzedzeń, z troską o swoje miasto przeczyta to co piszę na stronach mojej witryny.
Umieściłem w galerii zdjęć fotki z nad bajorka w Rakowicach. Cieszą się ogromnym zainteresowaniem i choć mija już rok nic nad wodą nie uległo zmianie. Fotki z brudem przy LO trochę pomogły, jest czyściej.
Czy mam panu pokazać kolejną porcję zdjęć jak wygląda “nasze piękne miasto” czekające na turystów?
Wolę działać pozytywnie i pokazywać sukcesy.
Musi ktoś ponosić odpowiedzialność za zaistniałą sytuację.
Gospodarzem miasta jest burmistrz i to on ponosi pełną odpowiedzialność. Mówię o tym jasno i bez owijania w bawełnę.
Dawniej jak spadł śnieg, to zamiast zbierania śniegu zbierała się egzekutywa i nikt nie ponosił odpowiedzialności.
Dobrze, że pana te czasy ominęły.
Teraz “pracownicy sezonowi” (to ci, których się wybiera) muszą ponosić odpowiedzialność za zaniechanie.
Chciałbym, żeby miasto się rozwijało i jedynym problemem był nadmiar turystów. Jeśli pan tego nie dostrzega, to “trzeba mieć klapki na oczach albo po prostu nie chcieć tego zauważyć.“
11-09-2007 o godz. 17:29
Dyskusja jakoś się nie klei, więc w wolnej chwili krótko przedstawię zagrożenia, jakie czyhają na internautów. Ta wirtualna przestrzeń, podobnie jak świat, w którym żyjemy ma również swoje ciemne miejsca. I tu i tam grasują oszuści, szpiedzy i plenią się choroby.
Tak było od początku istnienia komputerów, ale Internet przyczynił się do jeszcze większego i groźniejszego oddziaływania “szkodników”. Wprawdzie takim klasycznym niszczycielem plików nadal pozostał wirus, bo pozostałe paskudztwa ukierunkowują się na zdobywanie informacji z cudzych komputerów.
Dawni hakerzy stali się teraz bardziej szpiegami. Chcą pozostawać w cieniu i tylko zdobywać cenne informacje (z cudzych komputerów).
Najczęstszymi kanałami, którymi docierają do naszych zasobów są strony WWW i poczta elektroniczna.
Warto, więc lepiej wiedzieć, co to jest zombi, spywere, wirus, robak, trojan, phishing, rootkit, keylogger czy backdoor.
Te wszystkie paskudztwa opiszę w innym miejscu swojej strony.
I to bez względu na to czy się ja komuś podobam czy nie i co kto o mnie myśli te paskudztwa funkcjonują obiektywnie w sieci.
Trzeba umieć się nimi posługiwać, w pewnych okolicznościach może być przydatne, ale i trzeba umieć się przed nimi bronić.
Każde, dosłownie każde, wejście do sieci (do Internetu) niesie za sobą groźbę infekcji. Warto o tym wiedzieć, mieć tego świadomość i starać się zabezpieczać swój komputer jak najlepiej.
Tak jest zbudowany ten świat i zapewniam, że to nie ja jestem wszystkiemu winien i to nie ja staram się zbawić cały świat.
Czy jest sens aby jeszcze ktoś wystawiał agaty?
A może nauczyć dyrektora LOK przyzwoitości, aby dotrzymywał danego słowa kolekcjonerom?
Dobra rada, z tym gościem wszystko na piśmie i przy świadkach.
22-09-2007 o godz. 19:02
Zadziwia mnie Pan
.TOTALNIE ! Robi Pan wykład z zagrożeń jakie niesie za sobą internet a potem mimochodem i tak Pan drąży temat Lwówka.No i oczywiście dyr.LOK musi w nim wystąpić , bo jakżeby inaczej.
22-09-2007 o godz. 19:09
p.s. Doszedłem do wniosku ,że nie ma najmniejszego sensu dywagowanie z Panem.Skutków żadnych,oprócz tego, że pan sobie na nas poużywa.Ogarnęła Pana nie troska o Lwówek ale zwyczajna obsesja, a ja nie mam zamiaru Pana nakręcać jeszcze bardziej.Więc w trosce o Pana zdrowie odpuszczam sobie , co nie znaczy ,że nie będę tu zaglądał.Wszystkiego dobrego.;)
22-09-2007 o godz. 21:02
Trudno,
powodzenia, a ja i tak będę dążył, żeby Lwówek Śląski stał się Wielką Atrakcją Turystyczną.
Jeśli ma pan w tym przeszkadzać to lepiej niech pan stoi z boku i śledzi rozwój sytuacji.
Zobaczy pan, kiedy zmienicie zdanie na TAK, ilu ojców będzie miał ten sukces. Bo będzie to wielki sukces.
To pana ostrzegałem między innymi. Ja jestem spokojny o siebie i swój komputer. Mam nieco zabezpieczeń, a w ostateczności to poza systemem nic nie mam na dysku.
Wszystko jest na innym kompie poza siecią.
23-09-2007 o godz. 00:13
Ostatnie słowo na niedzielę.Pisze Pan:To pana ostrzegałem między innymi. Ja jestem spokojny o siebie i swój komputer. Mam nieco zabezpieczeń, a w ostateczności to poza systemem.
:):):):):).Daj Pan spokój.Ja się z Panem grzecznie żegnam a Pan mnie straszysz wirusami???Pan chyba faktycznie jest co najmniej niepoważny.Jako “informatyk”powinien Pan wiedzieć ,że to broń obosieczna.I co mnie u licha obchodzą pańskie komputery??Opanuj się Pan .
Aha , i nie spywere a SPYWARE , jeżeli już .;)
23-09-2007 o godz. 00:24
I ja pana żegnam grzecznie i jestem pewien, że pan tu wróci.
Żegnam bez żalu, bo i tak nic pan nie wnosi do dyskusji poza zachwytem moją osobą.
Ciekawość zeżre pana, a będzie jeszcze trochę ciekawostek.
A może słów parę o garniturach na wsi?
Zobaczymy ile pan wytrzyma, a przypominam, że w poniedziałek jadę do Lwówka Śląskiego na spotkanie z wami. Już dziś zachęcam do przygotowania się do dyskusji o mieście i szansach na rozwój turystyki.
Dzięki za szpiega, poprawię. Wirusy to prehistoria.
01-10-2007 o godz. 21:24
Witam!
Z zainteresowaniem przeczytałem Pańskie forum, na którym pojawiają się głosy dotyczące Lwóweckiego Lata Agatowego. Można do tej imprezy mieć bardzo różne podejście. Jednego nie można tej imprezie odmówić. Jest to jedyne wydarzenie, które promuje miasto Lwówek Śląski, czy to sie komuś podoba czy też nie. Ponad to również mieszkańcy miasta na tej imprezie zyskują - przecież ktoś przez te kilka dni kupuje w tutejszych sklepach, płaci za noclegi, kupuje benzynę na stacjach benzynowych itp. Można się oczywiście spierać czy poza tym jednorazowym wydarzeniem powinno się w mieście dziać coś innego i jakiego typu atrakcje Lówek Śląski ma do zaproponowania poza Lwóweckim Latam Agatowym (LLA). Lecz nie o atrakcjach chciałbym tu napisać.
W Pańskim wpisie z dnia 11 września 2007 zabiera Pan głos w sprawie przyznawania nagród za wystawy minerałów pokazywane w ramach LLA. Pisze Pan: “… nagrody zabierają zawodowcy z Warszawy (…) Warszawiakom trzeba płacić haracz - nagrodami za kolekcje.” Niestety mija się Pan tu nieco z prawdą. Nagrody za kolekcje minerałów prezentowane przez indywidualnych zbieraczy, jak Pan zapewne wie, przyznaje specjalna komisja, w której skład wchodzą m. in.: prof. Sachanbiński, prof. Grodzicki (obaj z Uniwersytetu Wrocławskiego), dr Stępisiewicz (kustosz Muzeum Wydziału Geologii Uniwersytetu Warszawskiego) oraz moja skromna osoba. Przyzna Pan, iż posądzanie prof. Sachanbińskiego czy też prof. Grodzickiego o to, iż ściągają oni “harcz” na rzecz “Warszawiaków” jest co najmniej nie na miejscu.
Aby rozwiać Pańskie możliwości w tej materii pragnę Pana poinformować, że przyznawanie nagród o których Pan pisze odbywa się na podstawie oceny trzech “parametrów” wystawianych kolekcji. Po pierwsze ocenia się jakość prezentowanych okazów i ich wartość (nie chodzi tu oczywiście o wartość materialną, lecz o ich walory muzealne, ekspozycyjne i dokumentacyjne). Po drugie ocenia się jakość opisu merytorycznego kolekcji. Po trzecie ocenia się “oprawę graficzną” pokazywanych eksponatów. O tych wymaganiach uczestnicy wystawy są poinformowani odpowiednio wcześniej. Niestety w Polsce cały czas pokutuje pogląd, że wystarczy do gabloty włożyć okazy (im więcej tym lepiej) , opatrzyć je byle jak podpisami i ekspozycja już gotowa.
Podczas ostatniego Lwóweckiego Lata Agatowego prezentowano niejednokrotnie kolekcje zawierające okazy unikalne, o świetnych walorach ekspozycyjnych, kolekcjonerskich i naukowych. Jako przykład może posłużyć kolekcja minerałów z Gór Sowich. Jakość wystawionych okazów czyniła z tej kolekcji niemalże murowanego kandydata do pierwszej nagrody. Niestety zabrako odpowiednich opisów i objaśnień (ot chociażby tego czym z geologicznego punktu widzenia są pegmatyty, jak się tworzą i jakie występują w nich minerały).
Pisze Pan, iż:”Warszawiakom trzeba płacić haracz - nagrodami za kolekcje”. Otóż przegnę Pana poinformować, że w podczas ostatniego Lwóweckiego Lata Agatowego żadnej nagrody nie otrzymała osoba z Warszawy. Jak Pan dobrze wie pierwszą nagrodę, ów “haracz za kolekcje”, otrzymał kolekcjoner z Krakowa, za kolekcje malachitów pochodzących z Afryki. I nie ma tu znaczenia, że nie są to okazy z Polski. Po prostu kolekcja ta spełniła w najlepszy sposób wszystkie stawiane jej wymagania. Okazy były naprawdę super (jest to zapewne najlepsza kolekcja malachitu pochodzącego z Afryki znajdująca się w zbiorach Polskich), nie zabrakło odpowiedniego opisu merytorycznego i graficznej oprawy prezentowanej kolekcji.
Mam nadzieję, iż moje wyjaśnienia rozwiały Pańskie wątpliwości dotyczące nagród przyznawanych kolekcjonerom indywidualnym podczas Lwóweckiego Lata Agatowego.
Z poważaniem
dr rafał Siuda
Instytut Geochemii, Mineralogii i Petrologii
Wydziału Geologii
Uniwersytetu Warszawskiego
02-10-2007 o godz. 03:57
Szanowny Panie Doktorze,
Dziękuję za rzeczowe i wyczerpujące wyjaśnienie zasad konkursów geologicznych. Od paru lat w imprezie uczestniczę jako widz. Nie interesuję się regulaminami i konkursami.
Informacje, jakie prezentuję uzyskałem od aktywnych uczestników LLA, zawiedzionych kolekcjonerów agatów płóczkowskich. Kolekcjonerów, którzy własną pracą utworzyli unikatowe zbiory lokalnych kamieni.
Brak szacunku dla ich zaangażowania i ich pasji powoduje bezpowrotną utratę wspaniałych okazów. To, czego oczekują od święta agatów rozmija się z rzeczywistością.
Wysoka komisja podczas LLA wyżej ceni malachity z Afryki niż lokalne agaty.
I to budzi mój sprzeciw i frustrację lokalnych „kopaczy” agatów. Impreza lekko dryfuje na zaplecze geologii, a zapomina o potrzebach społeczności lokalnej.
Znam osobiście prof. Michała Sachanbińskiego i prof. Andrzeja Grodzickiego, to nie tylko wielcy naukowcy, ale i wspaniali ludzie.
I to, że idea konkursu jest postawiona na głowie to nie jest wina Panów Profesorów.
To brak wyobraźni organizatorów.
Ale po kolei.
Pisze pan: „Można do tej imprezy mieć bardzo różne podejście.”
I pozwoli pan, że będę miał do LLA inne niż pan podejście. Ustalmy jednoznacznie – nie jestem i nigdy nie byłem przeciwnikiem takiej imprezy plenerowej. I nie ma to znaczenia czy jest to LLA (agatowe), LLP (piwne) czy LLM (majtkowe).
Igrzyska muszą być i czasami trzeba się napić piwa, a nawet ciutkę opić. Ale np. nie przystoi pracownikowi naukowemu z UW załatwiania potrzeb fizjologicznych na plakat wystawcy amatora. To musi bulwersować i mam nadzieję, że włączy się pan do wyeliminowania takiego człowieka z kręgu organizatorów. Przynosi wstyd Pana uczelni, miastu i uczestnikom wystawiającym swoje zbiory. I to nie ważne czy jest to udokumentowany fakt, bo samo podejrzenie o takie działanie musi budzić sprzeciw.
Coś musiało leżeć u źródeł tej opinii, a to daje powody do myślenia. Może alkoholu wokół agatów zbyt wiele? Agatka, jak pisałem, jest zaraźliwa, ale żeby od razu tak się odkażać.
Po raz kolejny powtarzam, że igrzyska powinny być podsumowaniem całorocznych działań, to takie agatowe dożynki. Niestety agaty są na szarym końcu, a nawet nie istnieją, poza nazwą imprezy. Miasto nie żyje z agatów, nikt ich nie wydobywa i nikt ich nie obrabia.
Moje podejście jest, zatem zupełnie inne.
Impreza, moim zdaniem, powinna wieńczyć dzieło, dawać szansę mieszkańcom zaprezentowania swoich wyrobów, pokazania możliwości, zachęcenia artystów do wykorzystywania tego surowca pochodzącego ze Lwówka Śląskiego.
Pan jako geolog chyba wie, jaką furorę zrobił krzemień pasiasty użyty po raz pierwszy przed kilku laty przez częstochowskiego artystę.
Dlaczego takiej furory po 10 latach promocji nie zrobił lwówecki agat?
Dlatego protestuję tak głośno i mówię bez owijania w bawełnę, że to marnotrawstwo pieniędzy i impreza bez celu.
Złoże niegdyś dostępne „po cichu” dzisiaj po 10 latach promocji zupełnie niedostępne. Czy jest, zatem sens promowania nadal agatów? Po 3 dniach imprezy agaty giną z pola widzenia władz i mieszkańców.
To o tym mówię Panie Doktorze.
Ale czy ta impreza jeszcze promuje agaty?
Pisze pan bez ogródek – „Podczas ostatniego Lwóweckiego Lata Agatowego prezentowano niejednokrotnie kolekcje zawierające okazy unikalne, o świetnych walorach ekspozycyjnych, kolekcjonerskich i naukowych. Jako przykład może posłużyć kolekcja minerałów z Gór Sowich.”
Szanowny Panie Doktorze,
A co to wszystko ma wspólnego z Latem Agatowym? Z Lwówkiem Śląskim? Czy to ze Lwówka Śląskiego pochodzą te „okazy unikalne, o świetnych walorach ekspozycyjnych, kolekcjonerskich i naukowych? …” czy „kolekcja minerałów z Gór Sowich”. Czy wystawiają je mieszkańcy Lwówka Śląskiego?
Krótko mówiąc, co z tego wszystkiego zostaje we Lwówku Śląskim dwa dni po LLA?
NIC.
I to jest przedmiotem mojej krytyki.
„nagrodę, ów “haracz za kolekcje”, otrzymał kolekcjoner z Krakowa, za kolekcje malachitów pochodzących z Afryki.” – i co z tego ma Mariolka z Osiedla czy Kasia z Płakowic.
Czy Lwówek Śląski to zagłębie geologów, czy mieszkańcom już tylko brakuje umiejętności przygotowania ekspozycji kamieni z Afryki?
Zróbcie panowie te ekspozycje na Uniwersytecie. Tam je nagradzajcie, tam je eksponujcie. Mieszkańcy miasta poszukują pracy przez cały rok, a nie przy sprzątaniu po gościach LLA raz w roku.
A co z tym wszystkim mają wspólnego agaty?
To tylko kwiatek do kożucha.
Pan mówi o imprezie, dużej z rozmachem, wystawcami, kolekcjonerami, wystawami geologicznymi – tylko nie mówi pan nic o celu, jaki ta wielka i kosztowna impreza ma osiągnąć. Jeśli celem ma być uciecha dla gawiedzi, to, po co angażować w nią takie pieniądze i nadwyrężać budżet miasta.
Nigdy nie ma tak dobrze, żeby nie mogło być lepiej.
„Jest to jedyne wydarzenie, które promuje miasto Lwówek Śląski, …” – pisze pan dalej.
I to Panie Doktorze budzi mój sprzeciw.
Taka jednorazowa impreza, która pana zdaniem daje zyski mieszkańcom, to po raz kolejny powtarzam, to jak zastrzyk morfiny. Daje ulgę przy umieraniu. Nikt nie rozwinie interesu na bazie 3 dniowej imprezy, nikt nie powiększy miejsc w hotelu, nie zwiększy zaopatrzenia, krótko mówiąc nic się nie zmieni. Proszę zobaczyć ile sklepów w tym czasie jest zamkniętych. Impreza uniemożliwia im normalną pracę – to tak na marginesie.
„Otóż pragnę Pana poinformować, że w podczas ostatniego Lwóweckiego Lata Agatowego żadnej nagrody nie otrzymała osoba z Warszawy.” Dziękuję za sprostowanie.
Widzę, że miałem mało dokładne informacje “z ulicy”. A może dla równowagi będzie Pan uprzejmy podać wyniki z lat 2005 i 2006 we wszystkich kategoriach. Widać jest potrzeba dokładniejszej informacji o kosztach imprezy, nagrodach, przepływie pieniędzy. To budzi emocje “na ulicy” i stąd błędne informacje.
Może organizatorzy nie chcą ich ujawniać. Wystarczy kopiuj - wklej i już wszystko jest np. na mojej stronie, chętnie i często odwiedzanej przez uczestników LLA.
„Mam nadzieję, iż moje wyjaśnienia rozwiały Pańskie wątpliwości dotyczące nagród przyznawanych kolekcjonerom indywidualnym podczas Lwóweckiego Lata Agatowego.”
Dziękuję Panie Doktorze za szczegółową informację w sprawie rozstrzygnięcia konursu.
Niestety nie rozwiała ona moich wątpliwości w sprawie idei konkursu. Słyszałem, że podczas przygotowywania ekspozycji jednego z wystawców (bez jego udziału), organizatorzy uszkodzili przywiezione okazy, nie chcieli zapłacić kosztów transportu i zwrócić symbolicznych strat za uszkodzone okazy.
Czy to tak jest, że organizatorzy urządzają ekspozycję, a później ją oceniają?
Tego też nie rozumiem?
A wszystko się zgadza oprócz kasy.
Te wszystkie zdarzenia w powiązaniu z nadużywaniem alkoholu przez organizatorów budzą moje wątpliwości o szlachetności działań panów. Nie są dotrzymywane ustne umowy, więc jeśli Pan Doktór będzie po raz kolejny uczestniczył w organizacji tej imprezy, to proszę zwrócić uwagę na te drobiazgi.
Komisariat policji nie powinien być miejscem rozstrzygania sporów, a o LLA napiszę jeszcze coś jutro.
Mam nadzieję, że odcina się pan od słów innego pracownika naukowego Uniwersytetu Warszawskiego Tomasza Praszkiera, który pisze: “na początek chciałem podziękować Panu za nazwę Stowarzyszenie “Spitych Frajerów”. To nie żart - właśnie wydrukowaliśmy sobie takie koszulki… Dziękujemy w imieniu całego Spirifera.”
Bo jeśli pijaństwo jest celem Stowarzyszenia Spirifer to znaleźliście panowie dobre miejsce w LOK we Lwówku Śląskim. Tam się rzeczywiście pije. Mam jednak nadzieję, że ten cel ma tylko kilka osób i zostaną one szybko wyeliminowane. Liczę na pana.
Z poważaniem
mgr Józef Andrzej Bossowski
10-10-2007 o godz. 14:20
Wielce Szanowny Panie Doktorze,
Słyszałem, że mimo wszelkich uwag na temat LLA, przygotowywana jest kolejna impreza.
Z Pana informacji wynika, że jest Pan mocno zaangażowany w te prace i bierze Pan aktywny udział w organizacji imprezy w zakresie tematów geologicznych, więc do Pana kieruję kilka moich uwag. Władze miasta są jak ściana i do nich nic nie dociera. To takie ziosie siamosie.
Może Panu uda się zrozumieć mój punkt widzenia i wybrane pomysły zastosować we Lwówku Śląskim.
Pisze Pan o zasadach konkursowych jasno i wyraźnie.
„Po pierwsze ocenia się jakość prezentowanych okazów i ich wartość (nie chodzi tu oczywiście o wartość materialną, lecz o ich walory muzealne, ekspozycyjne i dokumentacyjne).
Po drugie ocenia się jakość opisu merytorycznego kolekcji.
Po trzecie ocenia się „oprawę graficzną” pokazywanych eksponatów.”
Podkreśla Pan, że najważniejszy konkurs geologiczny podczas LLA ocenia merytoryczną wartość eksponatów, kolekcję minerałów dobrze opisaną i wspaniale wyeksponowaną. Proszę zwrócić uwagę, że regulamin nic nie mówi, że ma być to kolekcja minerałów znalezionych przez właściciela, a może być kolekcja np. kupiona w całości. I nic nie mówi, że kolekcja ma mieć cokolwiek wspólnego z Lwówkiem Śląskim.
Czy to naprawdę o to chodzi władzom Lwówka Śląskiego, by znaleźć człowieka, który najwięcej zainwestuje w minerały?
Kupi opisaną kolekcję, pokaże we Lwówku Śląskim i zdobędzie nagrodę?
Czy i Panom pomysłodawcom organizującym ten konkurs też o to chodzi?
Aż mi się nie chce wierzyć.
Lwóweckie Lato Agatowe z samej nazwy powinno promować AGATY, to po pierwsze.
Powinno promować AGATY ze Lwówka Śląskiego (powiedzmy okolic – powiatu lwóweckiego i może sąsiednich) – to po drugie. To tylko taka zbieżność z tytułem mojej książki.
Po trzecie, konkurs powinien mieć jakiś cel powiedzmy lokalny, np. zachęcić okolicznych mieszkańców do zainteresowania się agatami w różny sposób.
Wreszcie po czwarte, jeśli już angażuje się w sprawę picia piwa podczas LLA warszawskich geologów, to powinien on przynieść i korzyści geologom. Tak naprawdę to wrocławskim geologom – bliższa ciału koszula.
Jakie?
Otóż bardzo duże korzyści, a nawet jeszcze większe. Korzyści, które mogą być przełomem w ocenie i badaniach lwóweckich agatów i innych kamieni.
Do omówienia tych spraw za chwilę wrócę, a teraz popatrzmy jeszcze na regulamin konkursu. Ocenia on „po pierwsze … jakość prezentowanych okazów i ich wartość … ich walory muzealne, ekspozycyjne i dokumentacyjne”.
Chciałbym Pana zapytać, jako geologa, specjalistę, jurora, czy ten punkt konkursu po 10 latach LLA posunął wiedzę o lwóweckich agatach choćby o krok?
Podpowiem Panu odpowiedź - NIE!
Czy pozwolił stworzyć np. we Lwówku Śląskim kolekcję lokalnych agatów o wybitnych „walorach muzealnych, ekspozycyjnych i dokumentacyjnych”?
I znów podpowiem Panu odpowiedź - NIE!
Czy we Lwówku Śląskim po 10 latach promowania i nagradzania kolekcji geologicznych powstała wzorcowa kolekcja złoża płóczkowskiego, która daje obraz jego wartości?
Znów podpowiem Panu odpowiedź - NIE!
Czy te zgromadzone w lwóweckiej bibliotece agaty płóczkowskie mają „walory muzealne, ekspozycyjne i dokumentacyjne”?
Znów podpowiem Panu odpowiedź - NIE!
Czy to ta lwówecka kolekcja zapiera dech w piersiach i do niej mają dorównywać inni wystawcy?
Znów podpowiem Panu odpowiedź - NIE!
Zatem pytam Pana, Szanowny Panie Doktorze, czyż nie pora zacząć pracę od podstaw?
Czy to nie najwyższy już czas stworzyć w mieście kolekcję agatów z prawdziwego zdarzenia? Nie uczyni tego dyrektorka biblioteki. To ponad jej siły. Ona nawet nie wie jak wygląda książka, więc nie wymagajmy od niej jeszcze wiedzy o agatach.
To do Was Szanowni Panowie Uczeni, i do Pana Panie Doktorze APEL, byście przekonali lokalne władze o takiej potrzebie, a WY swoją wiedzą i autorytetem możecie nadać jej odpowiednią rangę. Później napijemy się piwa.
A ja za flaszkę gorzałki będę deprecjonował jej wartość - żartuję. Będę wychwalał ją ponad wszystko.
Niech tylko zaistnieje taka kolekcja!
Boję się tylko, że dyrektorka biblioteki Stanisława Sikorska schowa ją pod stół, jak czyni to z pasiakiem z obozu koncentracyjnego czy “głową” z pomnika Bluchera, no i jeszcze może nie pozwolić jej promować, ale z tym będę zmagał się później.
Teraz niech tylko zaistnieje taka kolekcja!
Niestety większość okazów trzeba będzie kupić i stale kupować, bo stale będzie się pojawiało coś nowego. To Panowie mogliby przy okazji zarobić, ale jesteście altruistami, więc zrobicie to gratis. Stale słyszę, że robicie to dla przyjemności.
Taką kolekcję urządzić trzeba od zaraz, a podczas kolejnego LLA, jeśli takie będzie, w drodze konkursu wybrać lokalny agat o największej wartości „muzealnej, ekspozycyjnej i dokumentacyjnej”, wycenić go w złotówkach, i jeśli właściciel zechce go sprzedać to miasto (organizatorzy) powinni go zakupić do lwóweckich zbiorów.
Lwóweckie agaty wydobywane są już ponad 50 lat i żal serce ściska, że najładniejsze i najcenniejsze okazy znajdują się poza miastem i stale z niego znikają.
W taki to sposób w ciągu 10 lat powinna powstać wspaniała kolekcja, wzorcowa kolekcja agatów o wartości muzealnej, właściwie wyeksponowanych, właściwie opisanych i uświadamiających mieszkańcom wartość użytkową i wartość materialną lokalnego złoża.
Ale nie powstała i dlatego w miejscowych gablotach lwóweckiej placówki muzealnej leży trochę agatowych odpadów. A miejscowe ziosie samosie nadal nadymają się jak balony, kiedy na LLA wystawcy przywiozą trochę agatów brazylijskich i wspaniałe wyroby z tych agatów.
Niestety nie ma pomysłu, aby miejscowy agat był wydobywany i przerabiany na miejscu dla korzyści materialnych mieszkańców i dla chwały miasta.
A dostojne grono geologów ekscytuje się malachitami z Afryki i już chyba zapomniało, że wokół Lwówka Śląskiego występują agaty i to one powinny być na świeczniku i to one - AGATY - powinny przynosić dobrobyt mieszkańcom i sławę miastu.
Jeśli Panów nie interesują AGATY to przestańcie szargać ich dobre imię imprezami alkoholowymi, jakimi staje się LLA. Przestańcie mącić ludziom w głowie jakimiś tam agatami.
Dzisiaj może wystarczy informacji na temat pierwszego punktu regulaminu konkursu.
Zapewniam, że omówię też pozostałe.
11-10-2007 o godz. 18:18
Mimo braku reakcji Szanownego Pana Doktora pozwalam sobie wrócić do tematu, jakim był „Konkurs na najlepszą wystawę minerałów X LLA”.
Pan dr Rafał Siuda z Instytut Geochemii, Mineralogii i Petrologii Wydziału Geologii Uniwersytetu Warszawskiego poinformował mnie, że główną nagrodę w konkursie otrzymał „kolekcjoner z Krakowa, za kolekcje malachitów pochodzących z Afryki”. Dodał, że „jest to zapewne najlepsza kolekcja malachitu pochodzącego z Afryki znajdująca się w zbiorach Polskich.”
Pan Doktór nie dodał, że to zaszczyt ogromny, że przez 3 dni LLA jego uczestnicy mogli oglądać tą wystawę. Zachwyt nad nią powinien być tak wielki, że dzieci mieszkańców miasta przez cały rok nie muszą jeść śniadań, a rodzice zamiast biadolić nad swoim losem, powinni wziąć się za kilofy i ruszyć do Afryki na poszukiwanie takich malachitów.
No Szanowni Mieszkańcy Lwówka Śląskiego, kto utworzy lepszą kolekcję malachitów afrykańskich?
Do roboty, nie obijać się czy stać w kolejce w Urzędzie Pracy.
Organizatorzy LLA dają prostą receptę na zarabianie. To przecież dla Was i za wasze pieniądze po raz jedenasty organizują Lwóweckie Lato Agatowe i wspaniałe konkursy. Korzystajcie z tego do woli.
Wówczas nie będzie problemów z zakupem podręczników szkolnych. Organizatorzy LLA jasno pokazują sposób rozwiązania problemów materialnych. Oprócz kasy za malachity można jeszcze zgarnąć dodatkową kasę za wygranie konkursu.
Regulamin konkursu jest jasny i zrozumiały.
„Po pierwsze ocenia się jakość prezentowanych okazów i ich wartość (nie chodzi tu oczywiście o wartość materialną, lecz o ich walory muzealne, ekspozycyjne i dokumentacyjne).
Po drugie ocenia się jakość opisu merytorycznego kolekcji.
Po trzecie ocenia się „oprawę graficzną” pokazywanych eksponatów.”
Kilofy w dłoń i ruszajcie do Afryki.
O dokładne położenie miejsc występowania malachitu w Afryce oraz kosztach i sposobach dostania się do nich pytajcie organizatora LLA dyr. LOK Tadeusza Dzieżyca, tel 075-782-45-32.
Zaraz po przywiezieniu z Afryki furmanki kamieni, już na miejscu sortujemy je. Te o wysokich „walorach muzealnych, ekspozycyjnych i dokumentacyjnych” zostawiamy na wystawę konkursową, a te pozostałe o dużej wartości materialnej puszczamy jubilerom, którzy już czekają u drzwi naszych. Kasy sypną tyle, że bachorom starczy jeszcze na studia w Oxfordzie.
Pamiętajcie tylko o dobrym udokumentowaniu złoża. Przecież za wami pójdą inni i będą tam rozwijali technologie przerobu malachitów na miejscu, po co te odpady wozić do Lwówka Śląskiego. Następnym razem przywieziecie tylko sam miód.
Teraz, kiedy mamy już wyselekcjonowane okazy na wystawę bierzemy się za merytoryczny opis kolekcji. Napatrzyliście się na ekspozycje nagrodzoną i nie wiecie jak to zrobić, trzeba było robić notatki, nieuki. Za rok możecie jeszcze jakąś wystawę zobaczyć, tym razem może z Australii. Tam są opale, no i też ciepło przy kopaniu.
No powiedzmy, że jakoś uporacie się z tym opisem merytorycznym, macie przecież doświadczenie 10 lat obcowania z minerałami. A jak nie, to na studia do Warszawy, tam na geologii wolnych miejsc bez liku. Czekają na was. Wątpię czy nauczą was jak zrobić taki opis merytoryczny, bo jeśli jest tam większa grupa „Spitch Frajerów” to prędzej poznacie działanie gorzały. Wybierzcie zatem Wrocław.
Teraz pora na oprawę graficzną pokazywanych eksponatów. Oj nie wystarczy bibułka, kartka papieru i flamaster. Potrzeba coś więcej. Zaoszczędziliście na śniadaniach dla dzieci to spokojnie możecie zatrudnić grafika, on wam tak to oprawi, że komisji wylezą gały.
Tylko ostrożnie, nie dopuszczajcie do swojego zbioru organizatorów LLA. Oni najczęściej są na fleku, potłuką wasze okazy, nie zapłacą za koszty transportu, nie dotrzymają słownych ustaleń, zatem przed przystąpieniem do konkursu wszystko na piśmie, i fotografować, i patrzeć na ręce. I grzecznie, i potulnie, bo jak się nie spodobacie organizatorom to „wysoki geolog” osika plakat waszej wystawy. Nic nie da zgłoszenie tych zdarzeń w komisariacie policji. Szkoda waszego czasu.
Jak będziecie spolegliwi pierwszą nagrodę macie jak w banku, no chyba, że decyzje będą inne, bo ktoś kupi sobie lepszą kolekcję od waszej i zwinie wam nagrodę przed nosem.
Zostaną wam wspaniałe wspomnienia z Afryki i trochę kamieni. Dzieci będą mogły dostać szóstkę z geografii, bo oprócz mineralogii poznają dokładnie geografię Afryki.
Same korzyści.
Tylko żadnego kombinowania z agatami z Płóczek. To złoże musi poczekać na zmianę pracowników sezonowych. Macie za sobą szkołę przetrwania, więc dacie sobie radę i w Afryce.
I to wszystko dzięki wspaniałej imprezie Lwóweckie Lato Agatowe. Specjalne podziękowania za znalezienie miejsca pracy proszę wysyłać na ręce burmistrza:
Ludwik Kaziów
UMiG Lwówek Śląski
Al. Wojska Polskiego 25
59-600 Lwówek Śląski
lub emilką: burmistrz@lwowekslaski.pl
Zainteresowanym przypominam, że przed wyjazdem trzeba zaszczepić się na kilka choróbsk. To trochę trwa, więc na jedenaste LLA możecie nie zdążyć, ale na dwunaste - jak znalazł.
Powodzenia
Andrzej Bossowski
12-10-2007 o godz. 00:37
Szanowny Panie
Cieszę się, że nie może się Pan doczekać odpowiedzi od mojej skromnej osoby. Wynika to z braku wolnego czasu. Początek roku akademickiego jest zawsze bardzo absorbujący. Jeśli uzbroi się Pan w nieco cierpliwoeści, to postaram się, w miarę możliwości, odpowiedzieć na wszystkie Pańskie pytania.
Martwi mnie tylko jedno. W swym poście z dnia 11 pażdziernika 2007 obraża Pan tych, o których dobro ponoć Pan zabiega - mieszkańców Lwówka Śląskiego. Pisze Pan bowiem o nich: “zamiast biadolić nad swoim losem, powinni wziąć się za kilofy i ruszyć do Afryki na poszukiwanie takich malachitów”, “Do roboty, nie obijać się czy stać w kolejce w Urzędzie Pracy”, “bachorom starczy jeszcze na studia w Oxfordzie”, “trzeba było robić notatki, nieuki”. Gratulacje.
Pisze Pan również: “Jak będziecie spolegliwi pierwszą nagrodę macie jak w banku”. Tak więc, mimo moich wyjaśnień, nadal podważa Pan obiektywność komisji, która przyznaje nagrody za kolekcje minerałów, pokazywane w ramach LLA. Komisji, członkiem ktorej są m. in. prof. Sachanbiński i prof. Grodzicki z Uniwersytetu Wrocławskiego. Profesorowie, których podobno tak Pan ceni. Dalej pisze Pan, że “komisji wylezą gały” podczas kolejnego LLA. Takie sformuowanie zapewne ucieszy, a może nawet i rozbawi prof. Sachanbińskiego. Jak dosłownie pękam ze śmiechu. Lecz przecież pracuję na Wydziale Geologii Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie “jest tam większa grupa „Spitch Frajerów”.
Pozdrawiam i gratuluję wykwintnej polszczyzny
dr Rafał Siuda
IGMiP
Wydziału Geologii
Uniwersytetu Warszawskiego
12-10-2007 o godz. 01:10
Szanowny Panie Doktorze,
czy Pan nie dostrzega w tym tekście kpiny z całej sytuacji “konkursowej”.
Zapewniam Pana, że mieszkańcom Lwówka Śląskiego nie jest do śmiechu i żadnego z nich nie zachęcam do wyprawy do Afryki.
Toż to czysta paranoja.
Jeden z internautów pisze wprost: “tu mieszka ponad 10 tysięcy ludzi, którzy mają swoje problemy codzienne i bezrobocie aż się mózg lasuje.”
A dla panów to czysty śmiech.
Jeszcze raz Panu powtarzam, to nie praca komisji jest zła i nieobiektywna, to sama idea takiego konkursu jest bez sensu.
Pozdrawiam i dziękuję za uznanie w zakresie mojej wykwintnej polszczyzny.
mgr J.Andrzej Bossowski
fizyk, wolny jak motylek
25-10-2007 o godz. 18:16
“Krakowski Klub Geologiczny Spirifer powstał jesienią 1997 roku, jako oddział istniejącego już od 1989 roku „Spirifera” z Warszawy. Głównym powodem połączenia z warszawiakami była obustronna chęć integracji …”
To tylko lekkie przypomnienie panu Doktorowi, że zdobywca nagrody pochodzący z Krakowa to też swój człowiek (chociaż nie z Warszawy). Krótko mówiąc powinienem chyba zmienić tekst, że to nie haracz dla Warszawiaków, a dla “bezinteresownych” członków Spirifera.
26-09-2009 o godz. 00:59
wiekszego chama od Szanownego Pana REdaktora nie znam!
10-10-2009 o godz. 15:20
Dziecino,
tak mało jeszcze wiesz i nie znasz jeszcze dyrektora Lwóweckiego Ośrodka Kultury Tadeusza Dzieżyca.
Przy nim to ja jestem pikuś, Pan Pikuś.
20-08-2011 o godz. 22:18
Witam
(32 lata) i z doświadczenia wiem, że pewnymi rzeczami nie warto się stresować, bo można tylko wrzodów dostać (wiem z własnego doświadczenia).
Tekst trochę “stary” ale nie sposób się z nim po części nie zgodzić.
Jednak Lwóweckie Lato Agatowe jest jedną z największych imprez tego typu w kraju i szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie zlikwidowania go.
Mankamenty są (chodzi mi o tę jarmarczno - odpustową część), niepotrzebnie władza się wpycha na taką imprezę (jak ktoś wpycha się wszędzie z polityką to zaraz dostaję “piany”). Ale z drugiej strony co mnie odwiedzającego imprezę (mam około 400 kilometrów) obchodzą problemy, że ten z tym, a ten z tamtym, ten z takiej partii a ten daję łapówki itp. Jestem w miarę młody
Lwówek Śląski to bardzo piękna miejscowość, okolice przepiękne (dużo zamków, śliczne widoki) i nie rozumiem dlaczego nie wykorzystujecie swoich atutów. Już sama podróż autem (jako pasażer, bo wtedy nie trzeba się skupiać na kierowaniu) dostarcza pięknych widoków zza okna, można się w Dolnym Śląsku zakochać.
Pozdrawiam i więcej optymizmu
02-10-2011 o godz. 05:46
Najłatwiej jest narzekać zamiast samemu coś zrobić
31-10-2011 o godz. 05:54
Od@#$ się od Spirifera