Deprecated: Assigning the return value of new by reference is deprecated in /home/bossowski_pl/current/wp-content/plugins/falbum/FAlbum.class.php on line 1512
Józef Andrzej Bossowski » 03 Kilka słów o piwie i browarze

03 Kilka słów o piwie i browarze

kapselTekst, który tutaj umieszczam jest odpowiedzią na komentarz internauty i jest umieszczony w innym miejscu. Jednak sprawa, której dotyczy wymaga szerszego omówienia. Ten tekst będzie więc początkiem szerszych rozważań na temat piwa produkowanego przez lokalne browary.
Chcę zająć się znalezieniem odpowiedzi na pytania:
Czy piwo (dobre piwo) produkowane przez lokalny browar może promować miasto?
Czy piwo może być traktowane jak produkt regionalny?

i … Czy i co miasto zyskuje na promocji tego produktu?
Może ten pierwszy tekst, odpowiedź na komentarz, zachęci do podjęcia dyskusji na ten temat.
podstawka Czysta natura
Szanowny Panie,
prawda, jak zwykle leży po środku. Cały problem powstał chyba od momentu zmiany nazwy browaru, kiedy Browar Lwówek Śląski zmienił się na Browar Śląski. Ale to przecież pomysł pazernych lwóweckich radnych - może warto odsłonić nazwisko tego pomysłodawcy.
Nie mam zamiaru nikogo bronić w tym sporze - to nie moja sprawa. Faktem bezspornym jest, że taki lokalny browar to ogromny atut. To wielka promocja miasta, a jeśli produkuje dobre piwo to sukces podwójny.
Piwo KsiążęceJestem pewien, że 3/4 ludzi zapytanych w Polsce z czego słynie Lwówek Śląski wymieni piwo. To przecież nie problem, żeby mieszkańcy kupowali piwo. Tam mogą mieszkać sami abstynenci. Ważne by piwo było magnesem do przyjazdu turystów do Lwówka Śląskiego i promowało miasto. Wielu z nich przyjedzie tam wyłącznie po to żeby napić się piwa. Do tego musi być dobra atmosfera. To co się dzieje wokół lwóweckiego browaru nie przynosi nic dobrego, ani miastu, ani browarowi.
Działam w Bractwie Piwnym i widzę ilu jest ludzi zakręconych tematem piwa. Nie chodzi tylko o picie piwa. To cała jego otoczka. Kapsle, etykiety, podstawki, otwieracze … Nigdy mi do głowy nie przyszło, że to taki wielki świat. Organizowane są wycieczki po browarach - na Ukrainę, Słowacja, Czechy. Wielkie promocje i giełdy. Jednak cały ten świat połykają wielkie korporacje, które produkują piwa fabryczne - wszystkie jednakowe, różnią się tylko etykietą.
Piwa z małych browarów mają swoją markę, swój styl - to największy ich atut. Niestety nie czuje pan tego. Deprecjonuje pan np. Chmielaki w Krasnymstawie. Był pan tam? To środowisko, w którym powstawał najwyższej jakości chmiel. I co? Kompanie kupują chmiel poza Polską, a producentom pozostały tyczki, na których sami mogą się powiesić. A może warto zapytać okolicznych rolników jak wspominają czasy kiedy zbierali jęczmień browarniany. Ale co to dla pana, przcież bez piwa też da się żyć. To niech pan zaproponuje organizatorom Lata Agatowego imprezę bez piwa … wyśmieją pana. Bez piwa nie da się tego zrobić. Pierwszy to dyrektor LOK usechłby, jak róża bez wody.
DSC_0862A może zrobić mniejszą imprezę i tylko z piwem Bauera. No ale jak tu promować Niemca? To takie szowinistyczne myślenie. To piwo jest lwóweckie, nasze, polskie, a teraz to nawet “unijne”, szanowny panie.
To przez szowinizm, inny, to piwo ma też niemieckie nazwy. Jak nie może być polskie, lwóweckie - to może będzie Schlesische i kupować go będą dawni mieszkańcy i ich rodziny. To błędne koło. Opamiętajcie się.
Czy pan sądzi, że jak polska firma wybuduje autostradę w Niemczech to Niemcy przestaną nią jeździć bo ona polska? Śmiać mi się chce.
Widzę, że nigdy nie prowadził pan swojego interesu. Niech pan popatrzy na lwówcki browar - wielki teren, nieruchomości - i porówna go z browarem w Piwnicy Świdnickiej we Wrocławiu. Czy widzi pan różnicę. Obie firmy produkują piwo na lokalny rynek, a jaka różnica w kosztach.
Browar lwówecki to firma z dawnej bajki, trzeba mu pomóc żeby obronił się przed rekinami od piw fabrycznych, a przy okazji promować siebie - wzajemnie. Herb miasta i logo browaru powinno wszędzie występować razem. Ale herb miasta jest zastrzeżony, przerabiałem to na moich książkach. To kolejna głupota radnych (bezradnych). Jedyne wyjście to promować herb przedwojenny - ten prawdziwy, historyczny, na który powołuje się miasto na swojej stronie internetowej. No ale on jest niemiecki - wyjścia nie ma, bo brakuje dobrej woli i właściwego porozumienia.
W maju ubiegłego roku była wspólna impreza browaru i miasta. Czy tylko na potrzeby wyborów? Teraz 4 lata można browar olewać. Niech radzi sobie sam i przynosi podatki do kasy. Czasami trzeba stracić, żeby później zarobić. Takie jest życie. Te ulgi podatkowe, zgodne przecież z prawem, wrócą kiedyś do miasta.
Browar przygotowuje w dawnej słodowni Muzeum Browarnictwa. Czy widział pan już zgromadzone eksponaty? Czy ma pan wyobrażenie ile trzeba w taką sprawę zainwestować? Czy wie pan ilu turystów może przyciągnąć do miasta ta atrakcja? Wsparta drugim muzeum techniki spowoduje przyjazd wielu grup turystów. To będą prywatne obiekty, o które będą dbali właściciele. Będą dbali by były czynne w czasie dogodnym dla turystów, a nie dla urzędników.
Niech pan zobaczy co teraz może przyciągnąć turystów do miasta: zamknięte baszty, imitacja muzeum w ratuszu, zamknięty ratusz, zamknięta czarna wieża (niezagospodarowana), sala ślubów dostępna w godzinach pracy urzędników …, a komu na tym zależy. Wszyscy i tak pierwszego dostają wypłatę - od burmistrza po sprzątaczkę. Czy chciałby pan aby i browar stał zamknięty? - to największy skarb tego miasta!
Zawiść, uprzedzenia, bezinteresowna niechęć, niedbalstwo pracowników, brak lojalności sprzedawców regionalnych” - tak to szczera prawda. Niech pan popatrzy na krzywy krawat na butelce piwa. Sam się tak przykleił? To przecież niedbalstwo pracowników. Sam jeszcze tego samego dnia wylałbym takiego pracownika na zbity pysk. To potrafi zepsuć markę najlepszego piwa. No, ale to protegowany … burmistrza.
Robiłem promocję swojej książki “Browar Hohbergów we Lwówku Śląskim” w jednym z lokali koło Częstochowy. Kupiłem na tą imprezę 120 butelek piwa “Książęce“. Ponad 100 butelek miało krzywo przyklejone etykiety i krawaty, były brudne, miały poprzyklejane odłamki szkła i watę. Wstyd mi było. Czy to Bauer kontroluje wychodzące butelki z linii? Dziwi się pan, że czasami trzeba coś przewietrzyć. Ja nie.auto browaru
Regionalny sprzedawca przy okazji załatwia tysiące spraw z wyjątkiem sprzedaży piwa (no nie ten na zdjęciu podczas LLA).
Za każdym razem, kiedy jestem we Lwówku, zabieram moim znajomym nawet 120 butelek lwóweckiego piwa. Nie mogą się doczekać kiedy pojadę następnym razem. Zaproponowałem, żeby regionalny sprzedawca zorganizował tutaj w Częstochowie sprzedaż piwa lwówckiego - jest znane i będzie chętnie kupowane. Przyjechał do mnie na 10 minut aby mu wskazać z kim ma podpisać umowę. Zapytam Bauera czy on jeszcze pracuje?
piwo KsiążęceProblem w tym, że Bauer nie rozumie języka polskiego, a nikt z pracowników nie mówi po niemiecku. Tu jest problem. Poza tym nie istnieje tam marketing, licho pracuje dział sprzedaży, krótko mówiąc kuleje organizacja pracy. Ale dziewczyny muszę przyznać obiektywnie są tam urocze, a piwo warzą przednie.
Podczas następnego pobytu we Lwówku Śląskim sprawdzę wszystkie punkty sprzedające piwo i sprawdzę czy sprzedają piwo lwóweckie.
Po powrocie zamieszczę listę.
A tak przy okazji może wyliczy pan te żądania kierowane do władz. Chętnie je poznam.
Ocenię też jaką pozycję zajmuje browar na rynku pracy we Lwówku Śląskim. A może pan wie?
Pozdrawiam
Andrzej Bossowski

A to odpowiedź na kolejny komentarz:

Sprawdzę w GUS-ie, jaka jest pozycja browaru na lwóweckim rynku pracy. Tu nie ma co kombinować. Albo to znaczący w mieście zakład pracy (i trzeba go chronić), albo nie.
Takie konkursy jak Chmielaki to wielka sprawa. Lokalne browary same z własnej woli poddają się ocenie – jurorów i konsumentów. Piwosz natychmiast rozpozna „siki”. Nie startują tam kompanie, bo ich wszystkie piwa są jednakowe, fabryczne, wszystko kontrolowane elektronicznie. To nie sztuka piwowarska – to przemysł i reklama. Szkoda, że właśnie takie działania wspiera Lwówek Śląski.
Takie konkursy to wspaniała okazja zaprezentowania produktu i regionu, w którym jest produkowany. To musi się dziać równolegle. To bez sensu, że piwo, lokalny produkt znajdujący uznanie konsumentów, przez lokalne układy i zawiść jest deprecjonowany. Jeśli browar ma odwagę poddać swoje wyroby publicznej ocenie to musi być pewny, że wytwarza dobry produkt. Lokalna społeczność powinna wspierać takie działania.
Niestety Lwówek Śląski bez wroga publicznego nie może się obyć. W ubiegłym roku ja byłem obiektem ataków, w tym roku browar – a kto będzie następny? Szpital – natychmiast zamknąć, Żwirownia – co tu obcy z Zielonej Góry będzie nam grzebał w naszej ziemi – zamknąć, co jeszcze …? Jeśli to panu sprawia przyjemność to informuję, że obie lwóweckie słodownie stoją zamknięte. Może się pan napatrzeć dowoli.
Czy nie można wspólnie działać na rzecz tego miasta, czy wszystko trzeba niszczyć? Twórzmy, a nie niszczmy. Wspierajmy się, a nie walczmy.
… on myśli jak Niemiec i chce aby tu było jak w Niemczech. To dobrze – wprowadza porządek, wprowadza dokładność, punktualność, czystość … A niestety nasza kultura jest diametralnie różna.” I tu z panem się zgadzam – brud, niedbalstwo, złodziejstwo … to nasza „wspaniała” cecha. A te niemieckie porządki lekko uwierają.

Pan Bauer robi czasami imprezy na terenie dawnej słodowni. Tylko ceny tego piwa są takie, że ludzie przychodzą ze swoim, kupionym na mieście.
Szanowny panie – zorganizowanie imprezy kosztuje. Sam pan widzi, że browar to nie kura znosząca złote jaja. Uczestnicy zamiast kupować bilety wstępu na imprezę płacą więcej za piwo. Tak to działa. Kompanie płacą za udział w LLA, a kasę zbierają od uczestników imprezy. Jak klient jest cienki, to kupuje piwo tam gdzie jest taniej – w miejscowym browarze. Tak właśnie działa wzajemne wyniszczanie się. Władze miasta zamiast szukać pozytywnego rozwiązania dla społeczności lokalnej stale rozkręcają tą spiralę absurdów. Czy tam we Lwówku Śląskim nie ma już ludzi spolegliwych, trzeźwo, bez uprzedzeń, myślących? Takich, którzy zobaczą coś więcej niż czubek swojego nosa i swój fotel? Zapewniam pana, że da się zorganizować imprezę taką jak „Oktoberfest”. Do tego potrzeba tylko ludzi, którzy pozytywnie patrzą na piwo. Czy pan wie ile piwa wypija się we Lwówku Śląskim podczas LLA? Czy pan naprawdę sądzi, że to AGATY są celem tej imprezy? Niech pan rozsądnie pomyśli. Agaty to wyłącznie mydlenie oczu. Nic by się nie zmieniło gdyby imprezę nazwać LLB – Lwóweckie Lato Bananowe. Ani agatów, ani bananów nie ma we Lwówku Śląskim. Celem jest wyłącznie PIWO. Dużo piwa, taniego, przemysłowego, fabrycznego piwa – bo to tylko piwo finansuje całą zabawę. Lokalny browar to zakała dla organizatorów.
Słodownia nowaMiasto robi imprezę, a lokalny browar mógłby na niej zarobić. To niemożliwe. Kompania zarobi, zabierze kasę i nikomu to nie przeszkadza. Jest daleko i nikt nie wie ile zarobiła, i komu posmarowała … smalcem, i nikogo to w oczy nie kłuje. I to jest dobre. To chwali lokalna władza. A Pan? Rozumiem, że i panu odpowiada takie rozwiązanie. Co oko nie widzi to sercu nie żal.

Jeśli chodzi o zmiany kadrowe to jeszcze raz panu podkreślam. Uważam, że jest to wina wyłącznie ludzi. Nie utożsamiają się ze swoim miejscem pracy. Nie tworzą zgranej załogi. Rotacja kadr powoduje tymczasowość i słabe przygotowanie do wykonywania pracy na swoim stanowisku. Brak samodyscypliny. Tego nie da się wyegzekwować w tak nerwowej atmosferze. Ale zapewniam pana, że jeśli browar raz zostanie zamknięty, to już nigdy nie wznowi produkcji. Warto się nad tym zastanowić.
Chyba nie ma pan doświadczenia z kierowaniem dużym zespołem pracowników. Mam za sobą doświadczenia z firmą zatrudniającą 450 osób. Trzeba było stale pilnować by dobrze wykonywali pracę. Dzisiaj firmy już nie ma, a ja mam się dobrze – dziękuję.

Akurat temat zmiany nazwy jest dobrze znany. Miasto zażądało opłat za używanie w nazwie browaru nazwy miasta. To bieda chyba odebrała radnym rozum. Tak się zaczął konflikt trwający do dzisiaj i stale jest potęgowany. W oczy kłuje autobus, samochody, sposób bycia właściciela. To jest ta zawiść, o której piszę.

Szanowny panie, niech pan nie zmusza by każdy uczył się języka polskiego. To lokalna władza ma obowiązek znać języki obce i obsługiwać PT-entów. To nie ważne czy Bauer jest odporny na wiedzę, czy go ten język mierzi, to nie pana sprawa. On jest właścicielem firmy i nie musi znać języków obcych. Jesteśmy w Unii, w której na działaczach samorządowych leży obowiązek znajomości takich języków, by mogli obsłużyć osoby prowadzące na ich terenie działalność gospodarczą. Właściciel ma pieniądze, a resztę może mieć w … nosie.
Jeśli gastarbeiterzy potrafią się w 3 miesiące nauczyć języka, to, dlaczego pracując we Lwówku Śląskim w niemieckim browarze, jak pan mówi, żaden z nich nie mówi po niemiecku. Czy mierzi ich ten język? Nie ma na to żadnego usprawiedliwienia.
butelki
I najlepiej jakby Starosta z Burmistrzem stali przy nalewakach.” - pisze pan. To chyba nie najlepszy pomysł. Spadłaby sprzedaż, bo np. dyrektor LOK nie mógłby już kupić piwa. Ale poważnie. Browar ma produkować dobre piwo i dbać o jego markę. Browar nie prowadzi sprzedaży detalicznej. palnikTo miejscowi kupcy powinni się tym zajmować, ale władze miasta powinny stworzyć im takie warunki, aby mogli to robić w dogodnym dla miasta, a przede wszystkim dla turystów miejscu i na dogodnych, promocyjnych warunkach. To żadna łaska, to wspólny interes. To władze powinny zabiegać o stworzenie takich warunków, a nie właściciel browaru. We Lwówku Śląskim jest to postawione na głowie, bo brakuje tam widać ludzi światłych. Potrafiących inaczej patrzeć na świat, dzisiaj już globalną wioskę.
kadzie
W swoim apelu do mieszkańców miasta, 011 rynek dolny, umieściłem kilka fotografii bez tekstu. To jest miejsce, o którym napiszę więcej. Miejsce, które warto przystosować dla turystów. Zaproponuję coś na podstawie obserwacji w innych miastach. Trochę cierpliwości.
brzeczkaNie rozumiem tylko pana, dlaczego deprecjonuje pan jakość piwa produkowanego we Lwówku Śląskim. Czy jest pan lepszym znawcą od piwoszy w kraju i zagranicą? Czy pan wie, co pan mówi? Czy pan sobie zdaje sprawę, jakie pan czyni szkody swojemu miastu?
Piwo - nie, Chmielaki - nie, browar - nie, Bauer - nie, … niech się pan przestawi na pozytywne myślenie! Na TAK.
Piwo - TAK, Chmielaki - TAK, browar - TAK, Bauer - TAK, piwo “Książęce” we Lwówku na każdym kroku - TAK, … TAK, TAK i jeszcze raz TAK.

Widzę, że do pana nie docierają żadne argumenty. Jest pan zacietrzewiony jak lwóweckie władze. To do niczego dobrego nie prowadzi. Apeluję o rozsądek i chwilę zastanowienia. Bauer naprawdę może stracić cierpliwość i pieprznąć drzwiami, ale na tym straci tylko miasto. Browar stoi w centrum miasta i zajmuje ładny kawałek ziemi. Można go rozebrać i wybudować tam mieszkania do sprzedaży. Tylko będzie jeszcze trudniej o pracę, aby zarobić na te mieszkania. Warto czasami popatrzeć szerzej. Okaże się, że zamiast burmistrza będzie we Lwówku Śląskim wójt, a może wystarczy sołtys. Wszystko wielkimi krokami ku temu zmierza.

Będzie się pan mógł modlić, by sąsiadowi krowa zdechła - jeśli jeszcze ktoś będzie miał krowę.
Pozdrawiam

Częstochowa 22 lutego 2008

Jeszcze raz wracam do postawionego wyżej pytania:

Czy piwo może promować region i miasto?

piwo opat Na stronie browar.biz pojawiła się informacja i dyskusja o możliwości reaktywowania browaru w Radkowie:
Piwosze z Radkowa już zacierają ręce. Pamiętają produkowaną w ich browarze Górską Perłę. Piwo ma jednak nie tylko cieszyć ich kubki smakowe, ale promować miasto i region.
W lutym władze Radkowa chcą podpisać porozumienie z Ryszardem Kempińskim, biznesmenem z Wrocławia, który jest właścicielem budynków dawnej wytwórni piwa, a także szefami czeskiego browaru z pobliskiego Broumova (produkują piwo Opat). Wszystkie trzy strony są zainteresowane ponownym uruchomieniem produkcji w Radkowie.
Czesi otworzą rozlewnię piwo Opat
Dla miasta takie lokalne piwo to znakomita promocja – mówi Jan Bednarczyk, burmistrz Radkowa.
- pisze Romuald Piela w POLSKA Gazeta Wrocławska z 14 lutego 2008.

Lokalne piwo to znakomita promocja! - radzę zapamiętać te słowa burmistrza Radkowa.

Teksty wytłuszczone polecam szczególnej uwadze mieszkańcom i władcom Lwówka Śląskiego, którzy doprowadzili do zagłady miejscowy browar.

Z nazwy Browar Lwówek Śląski 1209 zniknął pierwej Lwówek i został Browar Śląski 1209, a później zniknął i sam browar choć piwo zdobywało wiele nagród i wyróżnień nadawanych przez konsumentów.
Widać, że to nie tylko ja uważam, że piwo, a tym bardziej dobre lokalne piwo, może promować miasto i region.
We Lwówku Śląskim piwo nadal pozostanie BE i nie ma co liczyć, że coś się zmieni, choć piwo warzono przednie. Nie tracę jednak nadziei.
W Radkowie mają odwagę wznowić produkcję piwa, które sami mieszkańcy nazywali “Zemsta Radkowa” czy “Kwasiżur” - a może to były takie same działania jak we Lwówku Śląskim? Jak swoje, lokalne - to musi być złe. Tylko zagraniczne może być dobre. Nawet reklamy są robione łamaną polszczyzną - jak obcy chwali to musi być dobre.
A może mieszkańcy Radkowa docenili rolę piwa dopiero gdy obudzili się z ręką w nocniku.
Czyżby znów Polak mądry po szkodzie?.

Pozdrawiam
Andrzej Bossowski

33 razy skomentowano wpis “03 Kilka słów o piwie i browarze”

  1. Frakutek napisał(a):

    No, to sobie Pan na mnie poużywał!Nie rozumiem dlaczego zawsze Pan musi każdemu kto ma inne zdanie na pewne rzeczy, zawsze dowalić że sandały spadną??Odniosłem się do sytuacji browaru jako zwykły mieszkaniec miasta.Pan jest amatorem piwa-ja nie.Pan jest znajomkiem pana Bauera -ja nie.I to Pan panie Józefie nie zostawia suchej nitki na Lwówku, jeżeli tylko ma pan okazję.Nie mam najmniejszego zamiaru dywagować z Panem na ten temat.Mnie w ogóle sprawa browaru nie rusza.Będzie czy nie, nie moja w tym głowa.Opisałem pod wpływem chwili kilka faktów a Pan to wykorzystuje do walki z lwówecką władzą jak zwykle. I tradycyjnie dopieprza pan dyr.LOK i wiesza psy na Agatowym Lecie.
    Odniosę się tylko do trzech spraw i z mojej strony temat zamykam :

    1.cytat-”Nie rozumiem tylko pana, dlaczego deprecjonuje pan jakość piwa produkowanego we Lwówku Śląskim. Czy jest pan lepszym znawcą od piwoszy w kraju i zagranicą? Czy pan wie, co pan mówi? Czy pan sobie zdaje sprawę, jakie pan czyni szkody swojemu miastu?”—- Bo ja proszę pana pamiętam smak i renomę piw lwóweckich za komuny .Większość Polaków również wie czym było lwóweckie piwo kiedyś.Nie dzisiaj.
    To tak jakby zapytać,z czym kojarzy się Wawel.Wielu odpowie,że ze smokiem.Tylko,że po smoku pozostała jama i blaszany wizerunek potworka.
    2.cytat”-to nie pana sprawa. On jest właścicielem firmy i nie musi znać języków obcych”. — i tu się pan bardzo myli.Poznanie kultury i języka kraju w którym się żyje,świadczy o człowieku i jest w pewnym stopniu okazaniem szacunku narodowi tego kraju.I tym się zdobywa sympatię mieszkańców.Jakoś szefostwo ART może mówić po polsku.

    i ostatnie:-”. Uważam, że jest to wina wyłącznie ludzi. Nie utożsamiają się ze swoim miejscem pracy. Nie tworzą zgranej załogi. Rotacja kadr powoduje tymczasowość i słabe przygotowanie do wykonywania pracy na swoim stanowisku. Brak samodyscypliny. Tego nie da się wyegzekwować w tak nerwowej atmosferze.”
    Proszę pana, pracownika trzeba szanować, stworzyć mu warunki do pracy.Należy zrobić dużo ,aby on dla firmy zrobił wszystko.Jak ma być dobrze skoro bierze się ludzi z pośredniaka,którzy o produkcji piwa nic nie wiedzą .Wiedzą jedynie i oni i on ,że po 3 miesiącach się rozstaną i na ich miejsce przyjdą inni. Też na krótko.
    Może Pan wie co tu jest grane???I dlaczego jest tak???
    I wydaje mi się ,że to nie ja działam na szkodę miasta Lwówek Śląski.Gdy tak się wczytam w tego bloga, to jestem tego zupełnie pewien.Pozdrawiam.

  2. Józef Andrzej Bossowski napisał(a):

    Szanowny Panie „frakutek”,
    Dlaczego pan ma od razu jakieś pretensje. Jest problem, który trzeba przedyskutować. Prezentuje pan swoje zdanie na sprawę, a ja swoje. Przecież nie mam do pana o to żadnych pretensji, o to, że mamy różne zdania. Chętnie się z panem spotkam, postawię kawę czy drinka, bo piwa pan nie lubi i możemy na spokojnie porozmawiać.
    Proszę zrozumieć, że nie mam żadnych uwag do pana. Jest problem, który trzeba jakoś rozwiązać. Nie widzę powodów, żeby się pan obrażał.
    Pan odnosi się do sytuacji browaru jako zwykły mieszkaniec miasta, a jako osoba z zewnątrz, która nieco inaczej widzi ten sam problem. On mnie nie dotyczy. Wiem jednak z racji wieku i doświadczenia, wielu podróży po świecie i kontaktów z ludźmi na całym świecie, co to jest Mała Ojczyzna. A lokalny produkt, każdy – piwo, ser, kiełbasa, pamiątki, agaty, piaskowce, gips, poeci, malarze – to wielkie elementy tej Małej Ojczyzny.
    To wszystko, w wielkiej harmonii, musi być pielęgnowane, pieszczone, wychwalane ponad miarę, bo to jest nasza tożsamość. To właśnie nasza Mała Ojczyzna. To nie granice, nie bariery, nie zasieki ograniczają naszą Małą Ojczyznę, to ludzie, którzy się z nią utożsamiają, ludzie, którzy się do niej przyznają, ludzie, którzy ją promują.
    Jak nie będzie tych elementów identyfikacji to taka Mała Ojczyzna ginie, traci swoją tożsamość, przestaje istnieć. Sama, bez aktywności ludzi przyznających się do tej Małej Ojczyzny i identyfikujący się z nią, przestaje funkcjonować jako samodzielny byt.
    Jeśli będą tylko biura, szkoły, fabryki itp. to taki byt nie stanowi tej Małej Ojczyzny. To tylko czysta administracja, miasto, powiat, gmina. To tylko puste słowa. Dodane do tego lokalne piwo „Książęce”, ser Jadwigi, kiełbasa wiejska, pamiątki Maryli, agaty Wacka, piaskowce z Żerkowic, gips z Nowego Lądu, poeci, malarze, zaczyna dopiero tworzyć środowisko, które kreuje swoją Małą Ojczyznę.
    We Lwówku Śląskim powstał konflikt wokół lwóweckiego piwa. Piwa znanego w Europie, uznanego przez wielkie bardzo kompetene gremia, a deprecjonowanego w mieście jego produkcji. Przez zwykłą niechęć do właściciela browaru, neguje się znaną i uznaną markę piwa, na którą pracowano przez 60 lat. Teraz, w imię zupełnie niejasnych powodów, ten wspaniały towar, w swoim własnym środowisku jest niszczony. To budzi mój sprzeciw.
    Staram się panu w najbardziej czytelny, może zbyt dosadny sposób, pokazać, że takie postępowanie przynosi szkodę tej waszej Małej Ojczyźnie. Czy to są działania sterowane, czy bezmyślne postępowanie mieszkańców, tego nie wiem. Wiem natomiast, że takie postępowanie jest złe. I staram się między innymi i panu to wyjaśnić.
    I tu szanowny panie nie chodzi wcale o piwo. Ta sprawa dotyczy każdego z innych produktów – sera, kiełbasy, pamiątek, agatów, piaskowców czy gipsu. LLA we Lwówku funkcjonuje od 10 lat, a agaty we Lwówku można kupić dopiero od roku, kiedy facet kupił kamienicę ze grube pieniądze i zobaczył, że można podpiąć się pod LLA i odbić sobie tą inwestycję. Dotychczas w mieście przez 10 lat agaty można było zobaczyć tylko podczas LLA. Jak mieszkańcy i władze zobaczą, że robi na tym interes to też się do niego dobiorą. Na temat agatów i LLA będę jeszcze pisał.
    Chciałbym, aby zrozumiał pan, że piwo to nie problem Bauera. On wyprodukuje i sprzeda. Rzecz w tym, że piwo to także miejsce jego produkcji, to magnes, który przyciągnie ludzi, to towar jak każdy inny, utożsamiany z miejscem produkcji. Jeśli ktoś będzie chciał spróbować piwa „Książęcego” to przyjedzie do Lwówka, a nie do Białegostoku. Ale dzisiaj to szybciej napije się tego piwa w Białymstoku niż we Lwówku. I to jest problem, to jest to, o czym mówię.
    Dam panu przykład z Częstochowy. Większe podmioty w mieście (w tym Jasna Góra, Urząd Miasta, biura podróży, restauracje, hotele itp.) utworzyły firmę, która nazywa się CzOT (Częstochowska Organizacja Turystyczna). Każdego roku wydaje certyfikaty na produkt regionalny, danie regionalne, pamiątkę itp. Może pan o tym poczytać na mojej stronie. Ta organizacja wydając takie certyfikaty bierze na siebie reklamę tych produktów zawsze i wszędzie – na wystawach, w lokalnej prasie, na targach turystycznych, i gdzie tylko. Robi to na własny koszt, z własnych zysków. Jeśli uzna coś za swoje to promuje to do upadłego.
    A niech pan zobaczy, co jest we Lwówku. Uznane przez autorytety piwo jest wstrętne dla władz miasta. Tego chyba nikt na świecie nie potrafi zrozumieć.
    Tu nie można mieszać spraw personalnych, lokalnych ambicji, lokalnych brudów z produktem lokalnym. To ten produkt promuje miasto i cały region, promuje waszą Małą Ojczyznę. Nie może taki produkt uwierać mieszkańców. To oni muszą się z tym dobrym produktem utożsamiać i nie jest ważne czy to jest piwo, ser, czy kiełbasa. Lokalne brudy zamiećcie pod dywan.
    Podkreśla pan, że właściciel ART mówi po polsku. I co z tego? Kto w Polsce zna taką firmę? Kto we Lwówku wie, co ona produkuje? A poza tym nazywa się Płakowice, które nie istnieją, bo nie mogą się nazywać Lwówek Śląski, bo znów pazerne władze wystąpią o opłaty. Czy pan rozumie, o czym mówię? Nie wiem, dlaczego pan się na mnie boczy? Niech pan powie jak te problemy wyjaśnić mieszkańcom Lwówka, a nie obraża się? To naprawdę poważny problem.
    Jeśli ma pan inne zdanie, to niech mnie pan przekona, może nie mam racji? Niech pan nie rzuca haseł, a fakty.
    Mówi pan, że jestem znajomkiem Bauera. Otóż mam taki zwyczaj, że jak mnie coś interesuje, to staram się to poznać i wyjaśnić. Umiem rozmawiać w kilku językach, więc nie mam problemów z porozumieniem się z właścicielem browaru, który mówi po niemiecku. Idę do faceta, mówię co mnie interesuje i rozmawiamy. Jeśli przekona mnie do swoich racji to wiem, w czym problem. Rozmawiam osobiście i prosto w oczy. Nie słucham plotek, staram się poznać fakty. Jeśli ma pan jakiś problem związany z browarem, to bez problemów z panem pogada. No niestety po niemiecku. Czy trzeba być znajomkiem, aby rozmawiać? Inteligentni ludzie po prostu rozmawiają nawet na najtrudniejsze tematy i potrafią mówić o wszystkim prosto w oczy, a nie tylko pod przykryciem i za plecami.
    Mówi pan, że nie zostawiam suchej nitki na Lwówku.
    Szanowny panie, nie mam najlepszych doświadczeń w kontaktach z władzami miasta. Jak pan oceni fakt, kiedy po rozmowie z burmistrzem, po wyjściu z jego gabinetu, dowiaduję się, że byłem u niego na dywaniku. Może musi on sobie poprawić samopoczucie, ale wyrosłem już z krótkich spodenek, żeby jakiś kacyk mi ubliżał. Czy uważa pan za rozsądne, że dyrektor LOK, za flaszkę wódki załatwia z pracownikiem naukowym Uniwersytetu Warszawskiego krytyczną recenzję mojej książki, a burmistrz zaciera ręce, że wreszcie ktoś mi dopieprzył.
    Musi mieć pan świadomość, jakie macie władze.
    Niech pan nie licytuje smaku dzisiejszego piwa „Książęce” i tego z czasów komuny – jak pan pisze. Było ono wówczas reglamentowane, i co by nie było to było dobre, jeśli w ogóle było. W tym czasie sprzedawałem hektolitry tego piwa w Gryfowie Śląskim i dziennie latem sam wypijałem 20 butelek. Spragnionym woziłem go nawet nad Jezioro Złotnickie. Wówczas to nie renoma, a wyłącznie popyt znacznie przewyższający podaż, decydowały o piwie.
    A jeśli chodzi o znajomość języków obcych, to tak jest. Jedni znają, inni nie. I to nie ma nic wspólnego z szacunkiem. W 6 językach porozumiewam się dobrze, a w pozostałych 4 nieco gorzej, i co? Czy mogę liczyć na szacunek wśród mieszkańców Lwówka? Rugają mnie jak burą sukę, bez żadnego szacunku. Niech pan im wytłumaczy, że należy mi się szacunek.
    Pisze pan o szanowaniu pracownika w browarze, o warunkach pracy…, a czy był pan kiedyś w browarze, czy widział pan te stanowiska pracy, o których pan mówi? Może warto się tam wybrać? W soboty browar jest udostępniany dla wycieczek, kosztuje to kilkanaście euro, można poznać warunki pracy i cykl produkcyjny, a na koniec degustować piwa dowoli. Czy skorzystał pan z tej okazji – jestem pewien, że nie, bo jak pan sam pisze – mnie w ogóle sprawa browaru nie rusza. Więc, o czym rozmawiamy? O plotkach?
    Pozdrawiam

  3. Frakutek napisał(a):

    Szanowny Panie Józefie.Mnie nie tak łatwo obrazić:).Jestem ze Lwówka i sprawy w które chce się wrabiać mieszkańców mnie poruszyły.Do tej pory absolutnie mnie browar nie interesował.W momencie przeczytania tego listu otwartego , po prostu się zdumiałem.
    Nowa władza od kilku miesięcy a Pan Bauer dalej prowadzi tę swoją wojenkę z ratuszem.Jak co roku.Przynajmniej w mediach, gdyż dosyć często jest widywany w towarzystwie” prominentów”:):) lwóweckich i nie biją się bynajmniej.Jedne media piszą o sukcesach inne o porażkach.Czyżby taka stara propaganda sukcesu ?
    Pisze Pan ” Mała Ojczyzna”.Ja myślę iż takowe przestały istnieć , tak samo jak zaniknął w narodzie patriotyzm.Tego się już nie odzyska.Chyba ,że kraj nawiedzi kolejna narodowa katastrofa.Np.kolejna kadencja wiadomo kogo:):).Wtedy naród wypruje z siebie patriotyzm.Albo i nie.
    A tak całkiem na serio , w mieście jest duże bezrobocie, bieda,brak perspektyw.I niech mi Pan wierzy -mieszkańcom nie w głowie zajmować się problemami browaru, czy też korzystać z uroków letniego dzionka przy piwku ze znajomymi.Może kiedyś, jak ten kraj znormalnieje.
    Tak naprawdę , to problemem Pana Bauera interesuje się może kilkanaście osób.W większości internauci, bo mieszkańcy nic nie wiedzą o sprawie.
    Byłem dzisiaj u fryzjera.I Pan sobie wyobraża.Facet , który zna wszystkie nowiny z miasta wywalił oczy, słysząc o sytuacji w browarze.
    Zresztą nie ma co dalej drążyć tego.Poczekamy i zobaczymy ,co będzie dalej.
    Chociaż mimo,wszystko miło by było usłyszeć ,że lwóweckie piwo smakuje jak “Basztowe” kiedyś.
    Co do rugania Pana przez co niektórych,bo nie można mówić iż wszyscy .
    Widocznie zalazł Pan komuś za skórę.Zresztą pańskie posty dotyczące Lwówka takie są.O zabytkach pisze pan z pietyzmem.Zaś cała reszta najczęściej obrywa.Ludzie takie rzeczy biorą bardzo osobiście.A skutki Pan odczuwa.
    Zresztą każdy ma paru wyjątkowo serdecznych przyjaciół, którzy robią co mogą aby umilić życie.Sam mam takich ,ale już dawno ich przestałem zauważać i jest całkiem znośnie.I wcale nie odczuwam potrzeby aby im odpłacać pięknym za nadobne.I to ich dopiero w…..a.Pozdrawiam:)

  4. Józef Andrzej Bossowski napisał(a):

    Szanowny Panie,
    bardzo spodobał mi się pana stosunek do sprawy. Gratuluję dystansu.
    Jestem we Lwówku kilka razy w miesiącu i interesuje mnie wszystko, co wiąże się z tym miastem. Spotykam się z dawnymi mieszkańcami, spotykam się ze znajomymi, robię zdjęcia wszystkiego i dużo, analizuję, jakie jest zainteresowanie moimi książkami, patrzę, jakie widokówki są dostępne w sprzedaży, analizuję czy są w mieście grupy turystów, wieczorem wypiję piwo, a następnego dnia ładuję do samochodu kartony z piwem i wracam do domu.
    Zdarza się, że wiem znacznie więcej, o tym, co się dzieje w mieście niż mieszkańcy. Martwi mnie bezrobocie, kłopoty finansowe wielu moich znajomych i to, że tak mało turystów przyjeżdża do miasta.
    Myślę, że nie dziwi się pan, że podkreślam, że za to wszystko jest odpowiedzialny samorząd. Krótko mówiąc miasto nie jest nastawione na obsługę turystów. Co więcej, uważam, że miasto nie jest zainteresowane ich przyjazdem.
    Jakaś grupa działaczy ubzdurała sobie, że to miasto nie jest atrakcyjnie turystycznie, jest miastem przelotowym, więc nie ma co zabiegać o turystów. To ogromny błąd w rozumowaniu. Miasto nie ma koncepcji obsługi turystów i nic nie robi w tym kierunku.
    Jedyne zadęcie w roku związane z LLA jest nastawione na promowanie lokalnych VIP-ów, a nie na mieszkańców. Mieszkańcy dostają trochę piwa, trochę hałasu, urzędnicy zachłystują się wizytą TV i tyle. W mieście nie zostaje nic trwałego. Ogromne sumy, jakie „przewracane” są w związku z organizacją LLA nie zmieniają sytuacji mieszkańców będących w trudnej sytuacji finansowej.
    Krytykuję taką formułę LLA, bo to firmy z zewnątrz zarabiają pieniądze w mieście i wywożą je stąd. Piwo, kukurydzę, chleb ze smalcem, kiełbasy – myślę, że mieszkańcy potrafią sprzedawać sami. Do tego lokalni kupcy. No, ale musi być w ratuszu wola, by zainteresować się dolą mieszkańców, a takiej nie widzę. I to jest przedmiotem mojego sprzeciwu.
    W moim zamyśle jest priorytet w udziale mieszkańców w organizację imprezy, promowanie lokalnych wyrobów i firm, a przy okazji stworzenie elementów trwałych, dających mieszkańcom nadzieję na lepsze juto. O tych sprawach dokładnie będę pisał w swoim blogu i na stronach mojej witryny.
    Niczego nie owijam w bawełnę, walę prosto w oczy, no i obrywam. Dobrze, że spływa to po mnie jak po kaczce. Piszę swoje książki i tylko proponuję jakieś rozwiązania. Godzę się na ich stosowanie, ale nie na przypisywanie sobie autorstwa moich pomysłów. Z tego właśnie powodu też mam we Lwówku Śląskim trochę „serdecznych” przyjaciół.
    Jeśli chodzi o lokalne piwo i prominentów, to tak jest. Kruk krukowi oka nie wykole. Do pracy w browarze kierowani są po protekcji, a w głowach nadal została komuna. A dla przypomnienia smaku piwa „Basztowe” poszukam etykiet tego piwa i wstawię na stronę. Może lekko sklei harmonię naszych kontaktów internetowych.
    Jeszcze raz dziękuję za sympatycznego posta
    i pozdrawiam z deszczowej Częstochowy.
    Andrzej (bo na co dzień takiego używam imienia) Bossowski.

  5. Greg napisał(a):

    1) “Szanowny panie, niech pan nie zmusza by każdy uczył się języka polskiego. To lokalna władza ma obowiązek znać języki obce i obsługiwać PT-entów.”

    Otóż jeśli Polak chce robić interesy w Niemczech, to musi znać język niemiecki. Chyba że zna Pan jakichś niemieckich samorządowców, którzy nauczyli się języka polskiego, by obsługiwać polskich petentów.
    Otóż prawda jest taka, że to nie władze powinny znać języki, którymi posługują się wszyscy cudzoziemcy chcący robić interesy na terenie danej gminy czy powiatu, ale interesanci powinni znać język kraju, do którego przybywają i z mieszkańcami którego chcą nawiązać nić porozumienia.

    2) “Problem w tym, że Bauer nie rozumie języka polskiego, a nikt z pracowników nie mówi po niemiecku. Tu jest problem. Poza tym nie istnieje tam marketing, licho pracuje dział sprzedaży, krótko mówiąc kuleje organizacja pracy.”

    Problem całej tej sprawy tkwi właśnie w ostatnim zacytowanym zdaniu. Mamy wolny rynek i nawet Pan Bauer musi poddać się jego zasadom. Oczywiście nie podejrzewam go o to, że o tym nie wie, bo sam urodził się i wychował w kraju o gospodarce wolnorynkowej. Mam jednak wrażenie, że Polskę traktuje jako kraj, w którym górę bierze myślenie sowieckie i liczy na to, że wystarczy rzucić hasło o krwiożerczych koncernach, zmechanizowanej, masowej produkcji oraz nieuczciwym marketingu i reklamie, które promują produkty gorsze, a polski homo sovieticus łyknie to w mig i chętnie przyłączy się do żądań państwowego wsparcia, dotacji i preferencji podatkowych dla produktów “lepszych”. A może by tak Pan Bauer pomyślał o postawieniu na nogi działu marketingu i sprzedaży, tak jak to zrobiły dobrze dziś prosperujące “duże” browary? Panu Bauerowi wydaje się jednak, że zamiast inwestować w marketing i sprzedaż, skuteczniej będzie wywołać medialne larum i pisać odezwy do ludu w gazecie Urbana. To bardzo dobre miejsce dla publikowania tego typu roszczeń. Gazetę tę czytają właśnie pogrobowcy poprzedniego systemu, którym wydaje się, że wystarczy, tak jak za komuny, produkować. Otóż nie. Dziś wyprodukować każdy głupi potrafi. Ale nie każdy potrafi, to co wyprodukował, sprzedać.
    A jak nie potrafi, to go rynek eliminuje. Tak samo jak wyeliminował tysiące innych nieefektywnych przedsiębiorstw. Jeśli Pan Bauer uważa, że nie potrzebuje działu marketingu i sprzedaży, to niech zwróci się do wielbicieli piwa Książęcego (dla jasności - uważam je za jedno z najlepszych piw, jakie kiedykolwiek piłem) aby wsparli DOBROWOLNYMI datkami jego browar. A nie, jak obecnie, żąda wsparcia ze strony władz. Takie wsparcie było by bowiem PRZYMUSOWYM dotowaniem finansowanym przez WSZYSTKICH mieszkańców miasta czy też gminy. Wszystkich, to znaczy również tych, którzy piwa Książęcego nie piją i nie lubią, abstynentów, ludzi z uczuleniem na chmiel, a przede wszystkim tych, którzy uważają, że ICH pieniądze (oddawane w formie podatków) powinny być przeznaczane na inne cele.

    3) “Chciałbym, aby zrozumiał pan, że piwo to nie problem Bauera. On wyprodukuje i sprzeda.”

    To w takim razie przeciwko czemu tak protestuje?

    4) “Podkreśla pan, że właściciel ART mówi po polsku. I co z tego? Kto w Polsce zna taką firmę? Kto we Lwówku wie, co ona produkuje?”

    A mimo wszystko mówią po polsku. Browar jest znany, a Bauer po po polsku nie mówi. Czyżby uważał Pan, że ta “sława” zwalnia go od jakichkolwiek starań o chęć porozumienia z mieszkańcami?

    5) “Idę do faceta, mówię co mnie interesuje i rozmawiamy. Jeśli przekona mnie do swoich racji to wiem, w czym problem. Rozmawiam osobiście i prosto w oczy. Nie słucham plotek, staram się poznać fakty.”

    Aby poznać fakty, należy wysłuchać racji obu stron. Chyba że racje drugiej strony traktuje się zawsze jako plotki. Druga strona nie ma bowiem kontaktów w “Rzeczpospolitej” i “NIE”.

    Pozdrawiam

  6. Józef Andrzej Bossowski napisał(a):

    Witam Pana,
    i mimo późnej nocy postaram się odpowiedzieć panu na stawiane pytania. Chciałbym tylko, żeby pan zrozumiał, że nie jestem ani właścicielem tego browaru, ani jego udziałowcem, ani rzecznikiem prasowym, ani doradcą podatkowym, ani … To, co mnie zachwyca, to wysoka jakość piwa produkowanego w lwóweckim browarze, wspaniały smak i wieloletnia tradycja, niestety obejmująca również okres komuny. Wówczas też, choć może to pana bardzo smuci, produkowano dobre, wysokiej jakości piwo.

    To, o czym piszę, to nie problem, kto powinien uczyć się języków obcych. Daje pan przykład Niemiec. Chyba nie miał pan tam kontaktów z policją. Każdy z nich mówi po polsku, a nasza policja … wystawi panu mandat za niemanie świateł. Oglądam teraz program na PLANETE o obozie koncentracyjnym w Mauthausen w Austrii (tam „odpoczywał” mój ojciec) – wszyscy młodzi Austriacy uczestniczący w programie mówią po angielsku. A we Lwówku Śląskim leżącym przy granicy niemieckiej …. chce pan zmusić Niemca do nauki języka polskiego. Zna on kilka innych, ale we Lwówku Śląskim i tak się nie dogada. A jak ma pieniądze, to zatrudni takiego tłumacza, który używa nawet perfum określonej marki.

    To nie problem języka, czy pan tego nie rozumie, to problem uprzedzeń, zacietrzewienia, zawiści, ksenofobii … To problem szkoły, wychowania, tolerancji, tradycji domowej, wyrozumiałości, chęci współpracy. To są problemy związane z browarem, a nie to czy ktoś zna język obcy. To bezinteresowna zazdrość wszystkich i o wszystko, o browar, o samochód, o wyjazdy zagraniczne, o ładne dziewczyny, o obnoszenie się z bogactwem, o ulgi podatkowe (to nasze pieniądze – nie damy) … to, szanowny panie Greg, nas (a raczej ich) boli.
    W Polsce trzeba się wstydzić, że jest się bogatym. Ten problem dotyka wszystkich - przemysłowców, gwiazdy filmowe, a przy okazji i właściciela lwóweckiego browaru.

    Jak pan widzi, to nie problem w nawiązaniu nici porozumienia. Z Węgrami przyjaźnimy się, choć jeden drugiego ni w ząb nie pojmuje. Proszę się nad tym zastanowić. To problem stopnia cywilizacji, to problem szerszego patrzenia na sprawę, to problem właściwego wykonywania pracy, za którą bierze się pieniądze, to problem świadomości, samokontroli i solidności w pracy. Minęły czasy, kiedy nie nauka, a chęć szczera, robiła z żołnierza oficera (dyrektora). Wyśmiewa pan te czasy, a jednocześnie toleruje takie postępowanie. Właściciel fabryki zatrudnia specjalistę, który zna język polski, zna polskie prawo, zna polskie dokumenty i to on ma się kontaktować z urzędnikami. Właściciel może wypić szampana podczas oficjalnych spotkań i wznieść toast w swoim języku. A jak ktoś nie rozumie języków obcych, to nie powinien w takich spotkaniach uczestniczyć. Na naukę nigdy nie jest za późno.

    Czy pan słyszał o idei miast partnerskich? To jeden z elementów wymuszający naukę języków obcych i dający możliwość praktycznego ich wykorzystywania. Niech pan popatrzy na lwóweckich urzędników. Za unijne pieniądze wydają informator, w którym pokazują, że nie wiedzą nawet jak wygląda flaga państwowa Niemiec. To jest to, o czym mówię. To bezmyślność i jawne lekceważenie partnerów. Partnerstwo to tylko działania na pokaz. To jak dawni członkowie partii – jak rzodkiewki – na wierzchu czerwoni, a w środku biali. Nic się nie zmieniło. Nadal maluje się trawę na zielono, ale tak jest na całym świecie. To tylko w TV inaczej wygląda.

    A tak naprawdę, to czy jest pan przekonany, że mieszkańcy chcą nawiązać taką nić porozumienia? Ja jestem pewien, że nie … i to jest problem, o którym mówię. To problem, że z obcym można lepiej załatwić sprawę. Takie informacje trudniej przeciekają do wiadomości mieszkańców, a na własnym podwórku wszystko jest transparentne. Wiadomo, kto i co proponuje, a pod stolikiem nie można nic załatwić. A z obcymi – kamień w wodę. Dlatego lepsze są kompanie piwowarskie niż lokalny browar.

    sam (właściciel) urodził się i wychował w kraju o gospodarce wolnorynkowej” - pisze pan.
    A co to ma wspólnego z lwóweckim browarem. A co ma wspólnego wychowanie i urodzenie właściciela z pracą w jego fabryce. Coś widzę, że i pana uwiera jego życie prywatne czy narodowość. Uwiera pana cała historia Polski powojennej – to delikatnie mówiąc, czyste uprzedzenia. To w panu, w pana głowie, pozostało: „myślenie sowieckie, krwiożercze koncerny, polski homo sovieticus, żądania państwowego wsparcia, dotacji i preferencji podatkowych dla produktów “lepszych”, wywoływanie medialnego larum i pisanie odezwy do ludu, a nawet pogrobowcy poprzedniego systemu”. Co do tego wszystkiego ma piwo wysokiej jakości produkowane przez Browar Śląski 1209 we Lwówku Śląskim. Problem, że browar nazywał się kiedyś Lwówek Śląski i miasto było promowane przez miliony etykiet na butelkach produkowanego piwa. Piwa wysokiej jakości. To na życzenie władz miasta zmienił on swoją nazwę - żeby było jasne.

    Ale z gruntu myli się pan pisząc, że: „Dziś wyprodukować każdy głupi potrafi. Ale nie każdy potrafi, to co wyprodukował, sprzedać”. Nie sztuka wyprodukować byle co. Sztuka wyprodukować dzieło sztuki i takie dzieło sztuki produkuje browar we Lwówku Śląskim. Uznaje jego wysoką jakość cała Polska … z wyjątkiem Lwówka Śląskiego. To jest problem, o którym mówię. Czy potrafi mi pan to wytłumaczyć? Czy potrafi mi pan wyjaśnić, co jest powodem takiego postępowania? Dla ułatwienia podpowiem panu, że Lwówek Śląski nie jest środowiskiem odosobnionym. To nie tylko tu we Lwówku Śląskim jest „jasne piwo i ciemny lud”. Podobne zjawiska obserwuję też w innych miejscach.

    Szanowny panie Greg. Może ma pan więcej informacji w sprawie dofinansowania lwóweckiego browaru, ja takich informacji nie mam. Nie wiem, w jakiej sprawie browar ubiega się o ulgi podatkowe i w jakiej wysokości. Są to informacje jawne i kiedyś czytałem o tym na tablicy ogłoszeń w UMiG we Lwówku Śląskim. Nie były to szokujące sumy, ani banalne powody. Szkoda, że jeśli jest to problem dla mieszkańców, to dlaczego nie domagają się jawności pełnej z umieszczeniem tych spraw w Internecie. Czy tam się sprawy załatwia pod stolikiem, a strona internetowa, martwa jak śnięty karp. Nie sądzi pan, że lepiej dyskutuje się o sprawach, o których wszystko wiemy. Może pan wie o dotacjach, ja nie. Proszę więc o przedstawienie faktów.

    To w takim razie przeciwko czemu tak protestuje?” - pyta pan. Tak szczerze to sam nie wiem. Może to zabieg marketingowy, może to wykorzystanie jakiegoś przepisu (bezsensownego zapewne), że po przekroczeniu pewnego poziomu produkcji traci się jakieś ulgi akcyzowe. To mnie nie interesuje. Każdy zabieg prowadzący do celu, dający dobry i tani produkt – jest uzasadniony. Od samej góry wiemy, że wszystko jest na granicy prawa, wszystko można „falandyzować” itp. Nadal nie ma ludzi niewinnych, tylko są źle przesłuchani. W tych sprawach nic się nie zmienia. Jakby nie patrzeć - przez ten dziwaczny strajk, końcowy efekt został osiągnięty. Cała Polska wie o problemie. Problemie lokalnego produktu, na lokalnym rynku. Rozwiązaniem tego szerszego problemu muszą się zająć wszyscy, a tematem promocji wspaniałego “Książęcego” ze Lwówka Śląskiego - władze miasta.

    Ale ja protestuję przeciwko wszelkim działaniom władz miasta na szkodę jedynego małego browaru na Dolnym Śląsku, przeciwko deprecjonowaniu ocen fachowców i smakoszy, przeciwko bezmyślnym działaniom na szkodę marki piwa, na którą pracowało wiele pokoleń. Jestem zdania, że tylko wspólne działania browaru i władz miasta mogą dać zadowalające efekty. Korzyści dla miasta i browaru. A tu widać, że zacietrzewienie jest tak daleko posunięte, że trudno mówić o współpracy. Może ktoś zainteresuje się funduszami Lata Agatowego, bo to może wyjaśnić wiele spraw, związanych z tym bursztynowym napojem. Czy sądzi pan, panie Greg, że piwo „Książęce” będzie lepiej smakowało, jak właściciel nauczy się języka polskiego? No niech pan, panie Greg, nie żartuje. To tylko koszerna wódka zmienia smak, jak ma podpis Rabina, na piwo to nie działa.

    Na koniec chcę panu wyjaśnić, że trudno mi jest pojąć działania władz Lwówka Śląskiego i jego mieszkańców. Mają podane na tacy skarby – herb miasta liczący 500 lat (sami zmieniają na nowy), zabytki – mające prawie 800 lat, których nie wymieniają na tablicach info, unikatowe pomieszczenia – niestety niedostępne dla turystów, i uznane przez specjalistów i smakoszy piwa – i sami je deprecjonują. To niepojęte. Przeciwko temu i ja protestuję. A pan? Jeśli nie, to proszę i mnie przekonać.

    Czy ta “sława” zwalnia go od jakichkolwiek starań o chęć porozumienia z mieszkańcami?” - pisze pan. Szanowny panie Greg. O jakim porozumieniu pan mówi. Mieszkańcy dostają na tacy bardzo dobry produkt – piwnego mercedesa, a oni chcą zlikwidować jego fabrykę.
    Zamiast szczycić się tym produktem, promować go, podpinać się pod markę, dewaluują jego wartość, degradują go do pospolitego „sikacza” dla oszczymurków. Czy pan jest to w stanie zrozumieć? Niech mnie pan przekona, że tak trzeba! Tak zdegradowano tam 500 letni herb miasta.
    Coś zniszczyć to prosta sprawa, ale zbudować to już trudniej. O rzeczach budowanych we Lwówku Śląskim napiszę innym razem. Przy takich działaniach, wkrótce Lwówek Śląski będzie wioską w powiecie Gryfów Śląskim.

    Aby poznać fakty, należy wysłuchać racji obu stron.” - pisze pan. Niestety zaniechałem osobistych kontaktów z UMiG we Lwówku Śląskim. Po wyjściu dowiaduję się, że byłem na dywaniku u burmistrza. Ja, na dywaniku …i jeszcze u burmistrza obcego miasta. Nie śmieszy to pana?
    Zwrócę się więc w tej sprawie w oficjalny sposób, z zapytaniem do władz miasta, ale “emilką”, na adres burmistrza. Podobne zapytanie wyślę do browaru. Tekst mojego zapytania opublikuję na stronie i razem będziemy czekali na odpowiedź. Wspólnie poznamy racje obu stron. Po co nam pośrednictwo “Rzeczpospolitej” i “NIE”. A jest pan przekonany, że druga strona nie ma kontaktów w “Rzeczpospolitej” i “NIE”? Trzeba tylko znać Prawo Prasowe i wówczas kontakty nie są potrzebne. Dla wielu widać nauka jest bolesna.

  7. Greg napisał(a):

    1) “Daje pan przykład Niemiec. Chyba nie miał pan tam kontaktów z policją. Każdy z nich mówi po polsku”

    Przyznam, że to dla mnie nowość. Widocznie mało wiem o niemieckich policjantach i ich lingwistycznych talentach.

    2) “To bezinteresowna zazdrość o (…) ulgi podatkowe (to nasze pieniądze – nie damy)’

    W takim razie ja też chcę takie ulgi. Kto mi je da?
    Oczywiście, że to nasze, podatników, pieniądze. Niezależnie od tego, czy przedsiębiorca ma pochodzenie niemieckie, polskie czy rosyjskie nie może być tak, że dostaje publiczne pieniądze, tylko dlatego, że nie radzi sobie ze sprzedażą. W normalnym kraju, taki biznes upada, a w jego miejsce pojawia się nowy, efektywniejszy, który potrafi sobie poradzić bez państwowych dotacji. I gwarantuję Panu, że taki efektywny przedsiębiorca we Lwówku się pojawi (zakładając że obecny upadnie - w co wątpię, bo uważam tę sytuację jedynie za medialną grę) i na pewno rozwinie marketing i sprzedaż, czego Pan Bauer najwidoczniej nie robi (o czym niżej).

    A jeśli uważa Pan, że nieefektywna działalność Pana Bauera jest warta dotowania, to proszę zorganizować akcję społeczną mobilizującą wszystkich tych, którzy pragną DOBROWOLNIE dołożyć się z własnej kieszeni do podtrzymania rzekomo bankrutującego browaru. Dlaczego żąda Pan aby do tego interesu dokładali się wszyscy podatnicy?

    3) „sam urodził się i wychował w kraju o gospodarce wolnorynkowej”. A co to ma wspólnego z lwóweckim browarem. A co ma wspólnego wychowanie i urodzenie właściciela z pracą w jego fabryce.

    Ma to wspólnego, że jak napisałem, Pan Bauer powinien zasady wolnego rynku znać. A nie użalać się nad faktem, że nie chcą kupować, tego co on wyprodukuje. Nie wystarczy wyprodukować, trzeba jeszcze umieć to sprzedać. A jak Pan Bauer traktuje potencjalnych kupców? Proszę poczytać:
    http://tiny.pl/cwwg

    Ta i wiele innych wypowiedzi w tym wątku wnosi dużo do tematu. Czy Pan Bauer naprawdę myśli że wszyscy będą błagali na kolanach o możliwość zakupu jego piwa? W gospodarce wolnorynkowej to sprzedający zabiega o kupca, a nie na odwrót. A Pan Bauer widocznie o tym zapomniał.

    4) “Minęły czasy, kiedy nie nauka, a chęć szczera, robiła z żołnierza oficera (dyrektora).”

    Zgadzam się - minęły. Dlatego uważam, że nie wystarczy chcieć aby ludzie kupowali piwo. Trzeba jeszcze umieć je sprzedać.

    “Wyśmiewa pan te czasy, a jednocześnie toleruje takie postępowanie.”
    Toleruję? W którym momencie. Proszę wskazać ten fragment mojej wypowiedzi, który by na to wskazywał.

    5) “Coś widzę, że i pana uwiera jego życie prywatne czy narodowość. Uwiera pana cała historia Polski powojennej – to delikatnie mówiąc, czyste uprzedzenia.”

    Wszystkie podane wyżej a także w poprzednim poście opinie powtórzyłbym w całej rozciągłości, gdyby właścicielem browaru był rodowity Polak i jednocześnie wysnuwał takie żądania, jakie wysnuwa Pan Bauer. To Pan w swoich wypowiedziach rozbudza narodowościową hucpę, próbując przekonywać, że wszystko co złe spowodowane jest rzekomą antyniemieckością Polaków.

    6) “To w panu, w pana głowie pozostało „myślenie sowieckie, krwiożercze koncerny, polski homo sovieticus, żądania państwowego wsparcia, dotacji i preferencji podatkowych dla produktów “lepszych”, wywoływanie medialnego larum i pisanie odezwy do ludu, a nawet pogrobowcy poprzedniego systemu”.”

    Uważam to za bezpodstawne oskarżenie. Proszę uzasadnić i podeprzeć swoją opinię użytymi przeze mnie słowami.

    7) “Uznaje jego wysoką jakość cała Polska … z wyjątkiem Lwówka Śląskiego.”
    “To nie tylko tu we Lwówku Śląskim jest „jasne piwo i ciemny lud”. Podobne zjawiska obserwuję też w innych miejscach.”

    To już teraz nie rozumiem.

    8) “Nie wiem, w jakiej sprawie browar ubiega się o ulgi podatkowe i w jakiej wysokości. (…) Może pan wie o dotacjach, ja nie. Proszę więc o przedstawienie faktów.”

    Proszę bardzo:

    “Rzeczpospolita” 20.01.2007
    “Zdaniem burmistrza Bauer chce podhasłem patriotycznego uświadamiania zmusić władze do promowania piwa. I przypomina, że samorząd Lwówka już wspiera przedsiębiorcę, np. jego piwo jest wymieniane w materiałach promocyjnych miasteczka jako produkt regionalny. Podczas dorocznego festynu Agatowe Lato browar jako jedyny nie musiał stawać do przetargu na obsługę imprezy. Ludwik Kaziów mówi też o licznych ulgach dla przedsiębiorcy. - To pół miliona zł umorzeń i milion zł odroczeń podatkowych -wylicza.”
    http://arch.rzeczpospolita.pl/a/rz/2007/01/20070120/200701200106.html

    Pozdrawiam

  8. Józef Andrzej Bossowski napisał(a):

    Szanowny Panie Greg,
    Coś mi się wydaje, że powinniśmy zająć się biznes-planem lwóweckiego browaru. Rozważyć decyzje kadrowe, ocenić dział handlowy, dział marketingu, strukturę handlu i dystrybutorów.
    Czy Pana to naprawdę interesuje? Mnie nie?
    W lwóweckim browarze nie mam żadnego interesu i nie interesuje mnie system naprawczy dla tego browaru. Nie warto rozmydlać tematu. Niech tym zajmie się właściciel i kupcy, którzy chcą handlować z browarem.
    Dla mnie ważne jest PIWO, dobre piwo produkowane przez lwówecki browar i tylko ono mnie interesuje. To wielkie dzieło sztuki, to mercedes wśród piw, piwo uznane przez wiele gremiów, piwo znane w całej Polsce i nie tylko. To piwo i tylko ono jest przedmiotem mojej troski. Protestuję przeciwko jego deprecjonowaniu.

    Cały czas pokazuję i to również panu staram się uświadomić, że jest to wspaniały produkt, który może postawić na nogi podupadające miasto. Dać szansę ludziom, mieszkańcom, którzy stracili już ostatnią nadzieję na lepsze jutro. Niestety żadne argumenty ani do pana, ani do władz miasta, nie docierają.

    Niech pan wyjedzie (wyjdzie, bo to blisko) do lasu, oderwie się od ludzi i pomyśli jak można zarobić trochę grosza. Ma pan dwie ręce i nic więcej. Ani grosza w kieszeni, żadnej perspektywy na uzyskanie pracy, żadnej wizji jutra. Nie założy pan firmy, bo nie ma pan zdolności kredytowych, nie zna pan języków, nie zarobi pan na tłumaczeniach, od 10 lat jest Lato Agatowe – ale pan nie potrafi ani znaleźć agatów ani obrobić ich, więc wydaje się, że jest sytuacja bez wyjścia. Otóż nie …

    Ma pan pod ręką browar, browar, który produkuje dobre, uznane piwo. I tylko ono stwarza panu pewną nadzieję. Nie potrzeba go reklamować, ono jest znane i poszukiwane. Natychmiast znajdzie pan nabywców, uzyska pan kredyt kupiecki i zaczyna pan sprzedawać piwo.
    Życzliwe władze (tego niestety brakuje w mieście), na preferencyjnych warunkach, udostępniają panu zamkniętą piwnicę w ratuszu albo salę dawnej Rycerskiej i zaczyna pan handlować piwem. Robi pan spotkania na temat oceny smaku piw, na temat gatunków piw, szerzy pan kulturę spożywania piwa, szerzy pan wiedzę o jego produkcji, o jego historii, o historii browaru, zaprasza pan kuracjuszy ze Świeradowa do zwiedzania browaru, zaprasza pan kuracjuszy z Wlenia – to i kolej coś zarobi, zaprasza pan kolekcjonerów na giełdy briofilów, robi pan targi piwne, konkursy piw, sprzedaje pan moje książki o piwie lwóweckim, sprzedaje pan kufle porcelanowe, robi pan…, robi …. , a nie tylko narzeka.

    Miasto wreszcie zauważy, że piwo jest znane w całym kraju, że miasto zyskuje pozytywny rozgłos, hotelarze powiększają ilość miejsc noclegowych, restauratorzy zaczynają z panem konkurować, wprowadzają nowe formy zainteresowania piwem, miasto błaga na kolanach właściciela browaru by zmienił nazwę na Browar Lwówek Śląski, w mieście zaczyna funkcjonować Muzem „piwa i słodu”, powstaje Muzeum (dom) Hohbergów, “sprzedajemy” wizerunek jego grobowca. Cały Bolesławiec przestawia się na produkcję kufli do piwa lwóweckiego, Panienka z Niwnic nie nadąża z malowaniem kufli do piwa, pojawiają się różne gadżety piwne, kolekcjonerzy zabijają się o ich zdobycie, sklepy w ratuszu sprzedające dotychczas meble czy ciuchy przestawiają się na tematykę piwną, Lato Agatowe przekształca się w Lipiec z Piwem, albo Lato Piwa Książęcego, albo Lwóweckie Lato Piwa - to co jest tyle, że dotychczas z woli waszych władz zarabiają na nim kompanie piwowarskie. Zabierają kasę i tyle ma z tego miasto.
    Co się dzieje?
    Browar zaczyna zatrudniać 240 osób, zamiast dzisiaj 50, w muzeum piwa pracuje 30 osób, 5 sklepów sprzedaje tylko gadżety piwne, 20 sklepów sprzedaje piwo w różnych atrakcyjnych opakowaniach, pracuje 15 restauracji na cały gwizdek (w 1945 we Lwówku było ich 24), zarabiają przewodnicy turystyczni, wszystkie obiekty zabytkowe zaczynają na siebie zarabiać, przyjeżdżają turyści z Drezna – tylko 200 km, wycieczki szkolne – takiego muzeum nie ma w okolicy, a dodatkowo pracuje muzeum techniki i przyrody. Lwówek Śląski odwiedzają goście odpoczywający w Karkonoszach, mieszkańcy legnickiego zagłębia miedziowego, Wrocławia, Zielonej Góry wszyscy w promieniu 100 km od miasta – bo dzisiaj to rzut beretem.
    Mówi pan, że jakiś niemota z Gdańska czy Szczecina nie mógł uzyskać zgody na sprzedaż lwóweckiego piwa - i bardzo dobrze. To nie piwo ma jeździć po kraju na wycieczki, to piwosze mają jeździć za piwem. Po kraju niech jeździ piwo fabryczne, telewizyjne, koncernowe - czysta chemia w butelce z etykietą piwa, wyjałowiona i odporna na wszystko, o terminie 100 lat przydatności do spożycia. Piwo świeże niepsteryzowane nie może jemu nijak dorównać - czy pan to rozumie. Zanim ono dotrze do Białegostoku to już jest przeterminowane. To klient z Białegostoku ma przyjechać do Lwówka Śląskiego napić się piwa. Przy okazji zje chleb Bułkowskiego, kiełbasę Niebieszczańskich, a jak mu będzie dobrze to i przenocuje u Jadzi. Ale o to wszystko musi zabiegać miasto. To władze miasta muszą roztoczyć wizję i przygotować plan działań.
    Nie można widzieć wroga we wszystkim co was otacza, mieszkańcy Lwówka Śląskiego - opamiętajcie się. Zniszczenie tej fabryki mercedesa piwnego to niewybaczalny błąd. Już wystarczy zniszczeń! Zniszczono herb miasta, zniszczono historię miasta, zniszczono starą zabudowę, zniszczono namiastkę muzeum w baszcie - dość. Teraz pora budować!

    Niech pan sobie wyobrazi, że napój, który wg pana jest trunkiem obszczymurków, stawia w krótkim czasie całe miasto na nogi. Zaczynają wpływać do miasta zyski z każdej działalności. Zarabiają restauratorzy, sklepikarze, rzemieślnicy, artyści, drukarze (etykiety, podstawki, opakowania, reklama), zarabiają studia graficzne – projektanci, zarabia transport, zarabiają wszyscy … a na początku było tylko dobre piwo i ulgi podatkowe. Czy jest pan w stanie sobie to wyobrazić? Ma pan taką wyobraźnię?
    Tylko wie pan czego w tej zabawie brakuje?
    Brakuje rozsądku, brakuje gospodarza, który tym wszystkim pokieruje, podpowie i pomoże. Brakuje zgody, zrozumienia, planu działania i współdziałania, planu pomocy mieszkańcom. Krótko mówiąc brakuje oleju w głowie.
    Jest tylko zawiść i zacietrzewienie. Goście na stołkach patrzą jak coś „załatwić”, a nie jak planowo postawić na nogi całą sytuację w mieście. I pan widzi wszystko, tylko nie to co jest istotą sprawy.

    Podejmuje pan dyskusję o znajomości języka polskiego przez właściciela browaru, o dotacjach, o ulgach podatkowych, o wszystkim … ale nie interesuje pana brak pomysłu we Lwówku Śląskim na wspólny interes. Interes przynoszący korzyści miastu, mieszkańcom, no i browarowi. Tak browarowi, bo to on może być praprzyczyną wszystkiego. Koncerny, które wywożą z miasta pieniądze niczego dobrego w nim nie stworzą. Na kopertę pod stołem może załapać się kilku z „komitetu”. Mieszkańcy mogą liczyć tylko na dobry interes całego miasta. Do nich koperta nie dotrze, nie rozwiąże ich problemów, oni muszą mieć burmistrza takiego, który ma wizję rozwoju miasta, zna wszystkie karty i potrafi z nich ułożyć POKERA.
    Oprócz piwa, motorem rozwoju miasta mogły być AGATY - mogły, ale po 10 latach “pijaństawa” już nikt o nich nie chce słyszeć. Przy okazji i piwu się dostaje. Do tego tematu wrócę w innym miejscu.

    Nasłuchał się pan bzdur w telewizji o wolnym rynku i plecie pan trzy po trzy. Niech pan pomyśli, że zamknięcie browaru we Lwówku to dodatkowa katastrofa dla miasta, to dalsza pauperyzacja mieszkańców. Niech się pan zastanowi, co pan opowiada. Chce pan pojedynku mrówki ze słoniem. Zamknięty browar nigdy się nie dźwignie. Jak nie będzie lokalnego browaru, jako odskocznia, to i kopert pod stołem nie będzie, to i będą gorsze warunki udziału w zabawie. Tak się kończy igranie z ogniem i tego właśnie oczekują koncerny piwne, a władze miasta dzielnie im pomagają. Kompanie piwowarskie już doprowadziły do zamknięcia ponad 2000 browarów w Polsce. Dzisiaj lwówecki browar produkujący wspaniałe piwo to ostatnia szansa dla mieszkańców. To jedyny i ostatni browar na Dolnym Śląsku, który jeszcze opiera się koncernom. Zniszcie go i na złość jeszcze odmroźcie sobie uszy.
    Niech pan poczyta na mojej stronie na temat ostatniego spotkania bractwa piwnego w Częstochowie. Piwa, które serwowaliśmy dziennikarzom zaskoczyły wszystkich. Niestety lwóweckiego nie było. Pozwalam panu taką imprezę skopiować we Lwówku Śląskim póki jeszcze tam browar istnieje.
    Zamiast bełkotu o wszystkim, oczekuję od pana pozytywnego planu na wykorzystanie piwa do promocji miasta. Niech pan zacznie myśleć pozytywnie, a nie uczestniczy w nurcie barbarzyńskich dewastatorów tego, co jeszcze ocalało po zmianie ustroju.
    Zachęcam do patrzenia na TAK, budujmy nie niszczmy, Szanowny Panie, budujmy coś nowego, coś naszego, trochę inwencji i mniej narzekania.
    Dla poprawy pana samopoczucia pokazuję, że Lwówek nie jest odosobniony w odwracaniu się od produktu regionalnego. Częstochowski PSS też zachwycony jest piwami koncernowymi. To pozostałości w mózgu po dawnym systemie - pij tylko piwa z państwowych browarów (dzisiaj koncernowych).
    Pozdrawiam

  9. Józef Andrzej Bossowski napisał(a):

    Panie Greg,
    kopiuję niżej tekst, który cytuje pan z gazety. Chciałbym podyskutować na temat tego tekstu. Może nie z panem, bo pan jest nastawiony na NIE z założenia. Może inaczej, przedstawię panu mój punkt widzenia w tej sprawie. To naprawdę bardzo ważny problem. To sprawa ambicji burmistrza, a nie istoty sprawy. Podkreślenia w tekście to moje dzieło. Chciałbym zwrócić uwagę na fragmenty, do których będę się odnosił.

    “Rzeczpospolita” 20.01.2007
    “Zdaniem burmistrza Bauer chce pod hasłem patriotycznego uświadamiania
    zmusić władze do promowania piwa. I przypomina, że samorząd Lwówka już wspiera przedsiębiorcę, np. jego piwo jest wymieniane w materiałach promocyjnych miasteczka jako produkt regionalny. Podczas dorocznego festynu Agatowe Lato browar jako jedyny nie musiał stawać do przetargu na obsługę imprezy. Ludwik Kaziów mówi też o licznych ulgach dla przedsiębiorcy. - To pół miliona zł umorzeń i milion zł odroczeń podatkowych -wylicza.”

    Jak pan widzi ten wasz burmistrz też nie rozumie sprawy. Bauer chce zmusić go do promowania piwa. Czy pan to rozumie?
    Do pipidówki jaką staje się Lwówek Śląski, przyjechał cywilizowany facet z kasą i produkuje wspaniały towar. Towar bardzo wysoko oceniany przez specjalistów. Producent pokazał, że potrafi wyprodukować wspaniałe dzieło, potrafi go wypromować, nie boi się stanąć ze swoim produktem do konkursów, potrafi znaleźć uznanie potencjalnych klientów i specjalistów, zdobywa nagrody i prestiż, dla siebie i miasta, w którym produkuje. Czy miasto uczestniczyło choć w jednym konkursie? Można się pokazać - ale przy piwie lokalnym, nie, nigdy, ono jest BE.
    Teraz piłka znajduje się po drugiej stronie.
    Miasto uzyskuje towar wysokiej jakości. Ten towar może doprowadzić do rozwoju całego miasta, piszę o tym obszerniej nieco wyżej i co?
    Fabrykant robi krzywdę biednym mieszkańcom, że nalega na władze, aby wykorzystały jego wspaniały produkt do promocji miasta, do rozwoju regionu, do ulżenia doli mieszkańców zdychających z głodu bez pracy i nadziei na przyszłość.
    Nalega, bo ten tytułowy “ciemny lud” nie dostrzega w jasnym piwie swojej szansy, może jedynej i już ostatniej szansy. To przecież nie o promowanie piwa chodzi, czy tam we Lwówku potraficie to pojąć, to o wasze dobro chodzi, o waszą szansę na rozwój miasta. Co tam jeszcze macie oprócz piwa - zastanowił się pan. Już wszystko jest zamknięte i zniszczone.
    Zdecydujcie wreszcie, po co ten grajdołek z “ciemnym ludem” jest jeszcze siedzibą władz powiatowych. Toż to skończona zabawa, ostatni gasi światło. Pierwszy stanę za sztandarem zlikwidowania powiatu lwóweckiego i odebranie miastu praw miejskich. Toż to ostatnia wiocha zabita deskami. To wstyd nazywać to to miastem, i burmistrz który wypiera się własnego produktu lokalnego. Wspaniałego produktu, uznanego, produktu, który daje szansę rozwoju wszystkim - to trzeba być ślepym aby tego nie dostrzegać albo mieć złą wolę. To nie miasto promuje browar - póki co, to browar promuje miasto. Musicie mieć tego świadomość.
    Burmistrz wspiera przedsiębiorcę bo wymienia lokalny produkt w materiałach promocyjnych” - wymienia, ale z obrzydzeniem. To nie chodzi o wymienianie produktu lokalnego. Czy to tak ciężko zrozumieć? Ten produkt lokalny to szansa dla miasta i o tym mówi jego producent i ja staram się wam to wytłumaczyć. To piwo nie wymaga reklamy, ono już ma swoją markę. Teraz to szansa dla was, dla rozwoju miasta, a nie browaru. Tego nie da się rozłączyć - piwo i miasto, to jak autor i jego dzieło, są na zawsze związani. I tylko wspólne działania dają korzyści.
    Browar jako jedyny nie musiał stawać do przetargu w obsłudze imprezy” - no tego to zupełnie nie rozumiem. Firma działająca w mieście, produkująca wspaniały wytwór, dzieło sztuki, na swoim podwórku ma stawać do przetargu aby podczas zdarzeń w mieście mogła promować swój produkt - to się nie mieści głowie. W tym lwóweckim Urzędzie Miasta to chyba ktoś spadł ze schodów na głowę. A może sklepikarze też powinni stawać do przetargu. W czyim interesie działają wasze władze? Za wrogów mają własnych mieszkańców, kupców i firmy w mieście. Czy wasz UMiG to firma zarobkowa i zwalcza konkurencję? Czy tam się coś komuś nie pomyliło? Wiem, że sprzedaje swoje wydawnictwa, ale prowadzić jeszcze swój biznes - to chyba jakieś nieporozumienie.

    Szanowy panie Greg, tu widać jak na dłoni cały problem. Ten problem to Lwóweckie Lato Agatowe. Impreza organizowana przez Urząd Miasta przeciwko swoim kupcom i producentom. Impreza, zbierająca haracz na kompanie piwowarskie, artystów, promująca lokalnych VIP-ów, ale nieprzynosząca trwałych rozwiązań dla miasta i jego mieszkańców.
    To burmistrz pierwszy wypina pierś przed władzami województwa za produkt turystyczny, którego nie ma, dyrektor LOK kandyduje na człowieka roku, a w mieście jak była bieda, tak nadal pozostaje.
    Budżet imprezy LLA ponad 100.000,- zł jest wywożony z miasta. W mieście pozostają tylko koszty, koszty, których nikt nie wlicza do budżetu imprezy. Koszty ponoszone przez policję (dodatkowe dyżury), straż pożarną, służby miejskie, administrację itp.
    Miasto popiera podczas Lata Agatowego wszystkich pseudo-kolekcjonerów, na wydrę niszczących pola agatowe w okolicy Nowego Kościoła, uczonych geologów warszawskich, którzy koparkami niszczą lwóweckie agatowe złoża, ale nie dostrzegają lokalnych kupców, mieszkańców, producentów - a głównie producenta piwa, który właśnie w takiej imprezie plenerowej może poprawić swój budżet.
    To jest problem, nad którym powinien się pan zastanowić. Nie będzie potrzeba ulg, jeśli miasto będzie działało normalnie.
    Problem Lata Agatowego przybliżę panu w innym miejscu. Może wreszcie i fiskus się nim zainteresuje i wojewoda, i organizacje oceniające produkt turystyczny. A problem piwa rozwiąże się sam.
    Rewanżuję się linkiem do browar.biz/forum
    http://www.browar.biz/forum/showthread.php?p=654483#poststop
    Może to pomoże zrozumieć problemy lokalnego piwa we Lwówku Śląskim.
    http://www.browar.biz/forum/showthread.php?p=662871#poststop

  10. Frakutek napisał(a):

    Panie Andrzeju trochę pan przesadził :) .Cyt:—Jak pan widzi ten wasz burmistrz też nie rozumie sprawy. Bauer chce zmusić go do promowania piwa. Czy pan to rozumie?
    Do pipidówki jaką staje się Lwówek Śląski, przyjechał CYWILIZOWANY facet z kasą ”
    To niby my jesteśmy dzikusami i słusznie w swoim tekście odnosił się pan Bauer do Afryki ??Że pan Bauer usiłuje zmuszać naszą władzę lokalną do ustępstw, to też wiadome od lat.Ale żeby zmuszać do promocji alkoholu ???
    No i ten Mercedes, to raczej taki Trabant po” Tuningu”. Kilka takich stoi na placu przy Słodowni.
    Zresztą widzę, iż jest tu niejaki kolega Greg. Bardziej obyty w temacie więc się nie wtrącam.Pozdrawiam.:)

  11. Józef Andrzej Bossowski napisał(a):

    Panie Frakutek
    no niestety to tak wygląda.

      Cudze chwalicie, swego nie znacie!

    Widzę, że i panu trudno zrozumieć problem produktu regionalnego. Tu wcale nie chodzi o piwo. Jeśli ma pan trudności ze zrozumieniem niech pan pomyśli, że w browarze produkują wspaniałą … zupę pomidorową. Zupę uznawaną przez cały cywilizowany świat kucharski, a dla pana to Trabant po tuningu… To wygotowana ścierka. Jak to panu wytłumaczyć?

    To właśnie zupełny upadek moralności w kraju, upadek szacunku dla autorytetów, upadek szacunku dla pracy, upadek szcunku dla wzorców, upadek szacunku dla opini specjalistów, dla jurorów, upadek szacunku dla konkursów, upadek szacunku dla prawa, toż to zupełny upadek człowieczeństwa…

    Czy dziwi się pan, że ktoś z zewnątrz może was traktować jak dzikusów. I mnie się nasuwa takie porównanie, ale muszę sobie zostawić coś na później…

    Szanowny panie Frakutek,
    o jakie ustępstwa chodzi. No jasne, urzędnik gminny musi pokazać kto tu jest ważny. Z pustą kieszenią, ale na wymoszczonym fotelu. To jest problem całego kraju i młodej demokracji.

    Nie może pan zrozumieć, że tu nie chodzi o promocję zupy pomidorowej (piwa), ten produkt ma swoją renomę, ma medale, ma uznanie specjalistów, tu chodzi o wykorzystanie wspaniałego produktu regionalnego do promocji miasta i regionu. Rozumie pan, ten wspaniały produkt może promować wasze miasto, dociera to do pana? Jeśli macie tam coś równie cennego jak … zupę pomidorową, z taką ilością medali i wyróżnień, to też je trzeba wykorzystać do tej promocji.

    Jeździć na wystawy, targi czy konkursy gdzie są pokazywane i mówić:
    ta zupa pomidorowa jest produkowana w naszym mieście, to dzięki wspaniałej atmosferze w mieście, wzajemnemu zrozumieniu trudnych początków, szerokiej współpracy, wzajemnej życzliwości powstaje produkt tak wysokiej jakości. Przyjedźcie do nas, inwestujcie tylko tutaj, uruchamiajcie swoje fabryki, wytwarzajcie wspaniałe produkty, a mieszkańcy pomogą wam podejmując pracę w tej fabryce i wspólnie będą obnosić się sukcesem po całym świecie.

    A jaki sygnał dzisiaj dają mieszkańcy Lwówka Śląskigo?
    Wara od naszego miasta, żadnych inwestycji, jeszcze by komuś przyszło tu produkować prezerwatywy, na których będzie umieszczana nazwa miasta. Na milionach egzemplarzy prezerwatyw. A tfu, tfu… tfu… po stokroć tfu.
    Tu ma być spokój, żadnych obcych, żadnych produktów ponad przecietność, żadnej reklamy miasta, bo jeszcze wpadnie komuś do głowy odwiedzać to miasto i trzeba będzie zainwestować w parkingi dla autobusów - obcych autobusów a za nasze pieniądze, dodatkowe ławki - za nasze, jakieś informacje turystyczne - za nasze podatki, otworzyć obiekty zabytkowe - nasze zabytki, a ktoś może jeszcze je uroczyć…
    No jeśli wam o to chodzi to nie mam więcej pytań. A tak pan rozumuje. Nieprawdaż?

    Mówi pan, że na placu przy słodowni stoi Trabant po tuningu. No właśnie czeka na swoje 5 minut w tym mieście. Na rynku, też stoi zamknięty taki stary strup (RATUSZ) po tuningu - ma wymienioną dachówkę, okna, wzmocnionę więźbę dachową. Minister Kultury wyasygnował na waszą ruderę 500.000,- zł i co z tego? Zmarnowane pieniądze, pana pieniądze, z pana podatków. Co robicie, żeby te pieniądze odzyskać od turystów, którzy mają je przywieźć do miasta, aby oglądać tego strupa po tuningu. Trabant chociaż kosztował 250,- zł (z prywatnej kieszeni) i będzie, zapewniam pana, wielką atrakcją jako eksponat w powstającym muzeum techniki. Ono jeszcze nie powstało, a pana już ten eksponat mierzi …
    Jeśli już ono powstanie - zamierzam do niego przekazać wszystkie swoje eksponaty - też będzie lokalnym produktem, też trzeba będzie włączyć go do promocji miasta. Jeszcze ono nie powstało, a pan już zaczyna wybrzydzać gromadzone eksponaty.
    To jest to, co kładę wam łopatą do głowy. Trochę więcej wyobraźni, warto popatrzeć trochę szerzej, warto wybrać swoje atuty na tacę i wreszcie zacząć promować miasto i stworzyć szerszy plan takiego rozwoju.
    Piwo, zupa pomidorowa w Hotelu Piast, kiełbasa, moje książki, chleb, ratusz, mury obronne, historia miasta - są atutami tego miasta, to one w całości wszystkie razem, a nie każdy z osobna jest produktem, który ma przyciągać turystów do miasta.

    Ale znów trzeba zacząć od początku - czy miasto chce przyciągać turystów i promować swoje produkty regionalne? - stary ratusz i dobre piwo.

      Sami musicie sobie odpowiedzieć na to pytanie.

    Jestem przekonany, że turyści wam przeszkadzają, łamią waszą kolejkę do biedy, łamią wasz porządek rzeczy, i może się zdarzyć, że władza nie będzie w stanie tego wszystkiego ogarnąć, więc straci … mocz, i przestanie być ważna. Nie będzie mogła olewać turystów, a teraz jeszcze może. Ma mocz, może już po cichu spija piwo, które sama nawarzyła.

  12. Frakutek napisał(a):

    Nie zrozumiał mnie pan:(. Mój Trabant po tuningu , to odniesienie do tego co pan nazwał Mercedesem w powyższych postach.To co stoi przy Słodowni , to wraki.
    A to co pan mi wmawia powyżej, to jakieś nieporozumienie i pańskie zdanie na temat Lwówka, nie moje.

    Aha, najnowsza plota głosi , że ktoś sprzedał teren po Słodowni pod nowe hipermarkety.Nie wiem na ile to prawda??Tak samo przerobią browar, być może właśnie na fabrykę zupy pomidorowej.Skoro nie idzie chmiel, może pójdą pomidory.Biznes to biznes i nie ma miejsca na sentymenty.

    No właśnie,a co będzie jak nie daj Bóg tak się stanie ??Co Pan wtedy powie??Pal licho piwo.Ale to w końcu zabytek, te budynki browarniane.

  13. Józef Andrzej Bossowski napisał(a):

    Cytuje mnie pan, więc myślę, że ma pan do tego cytatu jakieś zastrzeżenia - wyjaśniam więc panu szczegółowo.
    Teren nowej słodowni był własnością browaru, a jakże. Chyba naciski na podatki spowodowały, że teren został sprzedany i powstanie tam kolejny market - hipermarket - jeszcze większy od NETO.
    Może teraz sprzedawczyki obudzą się z ręką w nocniku.
    Zabrakło im wyobraźni, uwierał ich browar to teraz będą musieli stawić czoła “wielkiej powierzchni”. Czy teraz kompanie podadzą im rękę - no chyba tylko na pożegnanie. Lwóweckie piwo będzie się im śniło po nocach. Nie pomogą miejsca do parkowania pod każdym sklepem. Zbliża się pora aby gasić światło. Na poprawę samopoczucia słyszałem, że jeszcze dwa takie markety będą we Lwówku.
    Jak Kuba Bogu - tak Bóg Kubie.

    Szanowny Panie Frakutek,
    niech pan da spokój z produkcją w centrum miasta. Jeśli browar przestanie produkować piwo to niczego innego nie będzie produkował. Nikt nie dostaje szansy dwa razy.
    Nie raz powtarzałem zasadę: Nie choczesz - nie nada, zachoczesz - niebudziet. Nie chcesz to nie, ale jak zachcesz to nie będzie. Dawać i prosić byście wzięli, to zbyt dużo.

    Właściciel ma drugą firmę i nie musi paprać się z takim niesympatycznym miastem. Zamiast edukować was, produkować MERCEDESA PIWNEGO, który mógł postawić całe miasto na nogi, będzie odpoczywał na Balearach w towarzystwie uroczych kobiet. A mieszkańcy będą stali w kolejce do garkuchni.

    Browar zabytek? A kto zapłaci za jego utrzymanie. Może bezrobotni w mieście? Ach, po co wam tyle zabytków w tym Lwówku. Te, które są i tak są zamknięte dla turystów - ratusz zamknięty, wieże bramne - zamknięte, czarna wieża - zamknięta od 60 lat, i browar też będzie zamknięty. Co to zmieni?
    Ależ będziecie szczęśliwi. Będziecie mieli nowy pomnik głupoty w podziękowaniu mieszkańcom - komin browaru jako wspaniały symbol falliczny. Natychmiast wydam widokówki z tym pomnikiem.

  14. marek napisał(a):

    piwo na zdjęciu na początku artykułu wygląda na wypite :-) Panie Andrzeju na zdrowie :-)

  15. marek napisał(a):

    Pan Bauer sam nie dba o swoją firmę - od kilku dni jego strona jest niedostępna, wiec o czym my tu mówimy???

  16. Józef Andrzej Bossowski napisał(a):

    wiagraTo tak tylko wygląda, jest wspaniałe, smaczne, klarowne, a po fotografii oczywiście wypiłem go. Na swoim terenie promuję wszystkie gatunki lwóweckiego piwa, ale największy popyt jest na “Książęce”, a zimą “Dobre Mocne”. Długo jestem za kierownicą więc mogę tylko wypić to o dobrej nazwie WIAGRA.
    W tym tygodniu mam zajęcia, ale w przyszłym będę we Lwówku Śląskim. Oczywiście po lwóweckie piwo.
    Słyszałem, że browar rozpoczynie produkcję od 20 marca, albo zamknie swoją działalność na amen. Będę w tym dniu we Lwówku Śląskim. Chcę to zobaczyć i oczywiście wykonać fotki.

    Oczywiście rozpocznę fotki od komina.

    Przy okazji dziękuję za ciepłe słowa o mojej stronie. Stale coś wymyślam, ale czasami trzeba popracować na kieliszek chleba.
    Pozdrawiam.

  17. Frakutek napisał(a):

    Panie Andrzeju , dlaczego Pan się tak bardzo bulwersuje z powodu tego browaru??Pan Bauer i tak zrobi to, co sobie wcześniej zaplanował.I żebyśmy nie wiem jakie argumenty wytaczali , on i tak zrobi swoje.Ten cały cyrk ze strajkiem to tylko gra.Słodownię już sprzedał i zaraz sprzeda browar.Ja tak sobie czasami myślę co tak naprawdę nim kierowało i jaki miał cel pakując się w ten interes we Lwówku?
    Bo ciągła niemożność dogadania się z władzą lwówecką , która kilkakrotnie już się zmieniała.Ciągłe żądania zwolnień od podatków ( nadmieniam iż zawsze mu idą na rękę,teraz to fiskus nie chce odpuścić- podobno), zero inwestowania w firmę, teraz pretensje do wszystkich wokoło ,że go nie lubią i w ogóle nie chcą pić i sprzedawać piwa.A jak pisał jeden z internautów ze stron o piwie http://tiny.pl/cwwg ( chyba prowadzący handel piwem )- nie sposób się dogadać z kimkolwiek w browarze, to tak jakby celowo odstraszali klientów , nawet tych z poza naszego terenu daje do myślenia, że albo ktoś jest mało poważny albo to robi celowo.I w co gra??A może już swoje ugrał??

  18. Józef Andrzej Bossowski napisał(a):

    Szanowny panie,
    to nie browar mnie bulwersuje, to opinie niektórych mieszkańców na temat lwóweckiego piwa mnie tak bulwersują. Niepokoi mnie fakt takiego bezpodstawnego oczerniania, deprecjonowania osiągnięć, dewaluacji wartości, negowania opinii gremiów, wypowiadania opinii bez pokrycia przez mieszkańców miasta. Może inaczej, kilku nawiedzonych mieszkańców miasta w imieniu wszystkich. Wiem jak może się czuć właściciel browaru, bo sam doświadczyłem tego na własnej skórze.
    Od pewnego czasu takie nieuczciwe opinie wypowiadano w stosunku do mnie i moich publikacji. To, że robiło to kilku mieszkańców, spływało po mnie jak po kaczce. Ale kiedy robili to urzędnicy magistratu, wasi wybrańcy, to tego nie mogłem już tolerować. Czy zna pan okoliczności tej napaści na mnie i moje prace? Jeśli nie, to zachęcam do lektury mojego bloga.
    Mnie głupotę mieszkańców łatwo zrozumieć, przecież wychowałem się w tym mieście. Mój dziadek mieszkał tam od roku 1945. Wiem, kto chodził na kursy dla analfabetów, wiem, kto i jak się uczył w szkole, wiem, kto skąd przyjechał i kiedy, wiem, kto ma i jakie słabości, krótko mówiąc wiem dużo o mieszkańcach miasta. Znam i mam wiele dokumentów z dawnej historii miasta. Mogę, zatem zrozumieć opinie wypowiadane przez nich, nawet te negatywne.

    Właściciel browaru jest w znacznie gorszej sytuacji. Przyjechał w dobrej wierze prowadzić firmę w branży dalekiej od jego zainteresowań. Odniosłem wrażenie, że robi to dla zabawy, a nie dla zrobienia kasy. Kasę to już ma i nie musi dorabiać na piwie. Pokazał, że potrafi wyprodukować dobre piwo, zaprezentował go na wielu konkursach, gdzie zdobył wiele medali i wyróżnień.

    Niestety nie zdobył uznania wśród mieszkańców. On tego nie może zrozumieć. Dobrze pracuje, wytwarza dobry produkt, rozsławia miasto, a mieszkańcy działają na jego szkodę. I pan do tej grupy „szkodników” należy. Deprecjonujecie gremia konkursowe, obrażacie organizacje konsumenckie i samych konsumentów, z uznaniem wyrażających się o produkcji browaru, postponujecie jego pracę. Tego nikt nie potrafi zrozumieć, i ja też.
    Proponuje on współpracę z władzami miasta na bazie wzajemnych korzyści, to jest ona przyjmowana przed wyborami, później to już tylko schody. To dłuższy temat do dyskusji. Przedstawię swoje zdanie na ten temat nieco później.
    Miasto nie ma planu rozwoju turystyki i nawet tym nie jest zainteresowane. Ten temat dość dobrze znam. Specjalnie przyjechałem z Częstochowy (650 km, a co tam) do Lwówka na sesję Rady Miasta. Kiedy jako gość chciałem przedstawić swój plan aktywizacji miasta i nastawienie go na turystów, ale nikogo to nie zainteresowało. Burmistrz pokazywał tylko „T”.
    Ta ignoragancja władz widoczna jest do dzisiaj. Wszyscy boją się, że turyści spowodują zbyt dużą alienację mieszkańców. Zwiększające się dochody spowodują, że mieszkańcy będą zbyt samodzielni i przestaną być zależni od władz. To jeden problem.
    Drugi to bezpodstawne przekonanie władz, na bazie komuszych doświadczeń, że Lwówek to miasto przelotowe bez szans zatrzymania turystów na dłużej. To teza bez żadnego uzasadnienia. Przykład bardzo pracowitych ludzi z Brunowa i Płakowic wyraźnie pokazują upadek tej tezy. Takie komusze podejście, na bazie partyjnych ocen, to katastrofa dla miasta. To działanie na szkodę mieszkańców. Ta wasza władza to kompromitacja, nie zna podstawowych atutów miasta i nie potrafi ich wykorzystać. Nie chce tego!
    Czy nie zauważa pan, że rozwój miasta dzieje się poza ich wyobrażeniem? Brunów staje się jednym centrum turystyki, Płakowice drugim, browar trzecim, a obiekty turystyczne zawiadywane przez miasto stoją puste, zamknięte.
    To, co robią wasze władze, to promocja siebie za pieniądze gminy. Czy pan tego nie widzi? Strona w gazecie „Nowiny Jeleniogórskie” wykupiona przez miasto, wystartowała od promocji burmistrza. Później już przestało to interesować władze. Dyrektor LOK na Człowieka Roku - niech pan zgadnie w jakiej gazecie? Podpowiem - Nowiny Jeleniogórskie.
    Pozytywny wizerunek burmistrza i władz kupowano w gazetach przez korumpowanie redaktorów. Kupowano od gościa (Daniel Antosik jeszcze pracuje w gazecie) zdjęcia za duże pieniądze, a ten pisał pozytywne teksty. Nie wstyd panu takiego burmistrza, takich władz. Pisał on dobrze o władzach, a gorzej o tych, co mieli jakieś uwagi. Na szczęście o mnie nic nie pisał. Na polecenie władz nie widzieli regionalnych wydawnictw, ani w gazecie, ani w bibliotece, ani podczas LLA. Do tych wydawnictw miasto nie dołożyło ani grosza i dlatego nie były interesujące. Lepsze były wydawnictwa własne, sprzedawane z naruszeniem prawa (wydawnictwa UMiG, finansowane z budżetu miasta sprzedaje punkt IT - czy to miasto założyło firmę prawa handlowego?), z naruszeniem praw autorskich, wydawnictwa promujące urzędników, a nie miasto. Niech pan to dokładnie przeanalizuje. Stopkę redakcyjną (to najbardziej interesujące w wydawnictwach gminnych), wydawcę i fundusze. Ale to pana przecież nie interesuje – piwo jest złe, bo złe, a browar trzeba zamknąć, bo produkuje piwo złe, bo, złe, zamknąć, bo, zamknąć. Tak wygląda nasza dyskusja.
    Ale nadal chętnie o tym podyskutuję.
    Właściciel sprzedał słodownię, sprzeda browar i tyle - pisze pan. Szanowny panie, czy pan wie, co pan mówi! Czy pan prowadził kiedyś swoją firmę? Czy miał pan kontakty z fiskusem? To jak ściana. To tak jak pana rozumowanie. Płać, bo płać, a pan o piwie mówi – złe, bo złe. To taka rzeczywistość. Trzeba zapłacić podatek gruntowy i podatek od nieruchomości.
    Ile można czekać na pomysł ożywienia miasta? Ile można mówić na ten temat? To indolencja władz w zakrsie rozwoju turystyki powodowała, że obiekty stoją puste, a podatki trzeba płacić. To chyba te podatki, o których pan mówi, że są umarzane, niewiem. Nowa słodownia stoi od lat pusta i nie zarabia. Można ją było z czasem włączyć do sąsiadującego, przygotowywanego muzeum techniki, ale to inna broszka. Muzeum tworzy kościół, a on nie płaci podatków, w słodownię ma facet od piwa, więc musi za stojący pusty obiekt zapłacić podatki. Gdyby był jakiś plan rozwoju turystycznego, tam mógłby powstać parking, może hotel, baza turystyczna dla powstającego po sąsiedzku muzeum techniki. Niestety, planu rozwoju turystyki w mieście nie ma. Sąsiadujące działki pozwalały zrobić bocznicę dla skansenu kolei w dolinie Bobru i zachować pamięć o tej linii. Likwidacja nowej słodowni, sprzedanie jej na cele handlowe, spowoduje unicestwienie tego pomysłu.
    Ale dla pana to dwie różne sprawy. Nie widzi pan związku piwa, np. z koleją w dolinie Bobru, pan to niczego nie widzi, pan tylko widzi swoje władze, beznadziejnie ograniczone w zakresie wizji rozwoju turystyki.
    Męczy pana problem, co powodowało Bauerem, że pakował się w ten interes we Lwówku? A co to pana interesuje? To jego sprawa i jego pieniądze. Niech się pan zajmie swoimi pieniędzmi jeśli je pan ma. Najlepiej to zaglądać do cudzej kieszeni. Niech pan pilnuje własnej kieszeni.
    Niech pan pokaże co pan zrobił dla rozwoju turystyki w mieście? Niech się pan zastanowi, co pan mieszkaniec Lwówka zrobił, aby produkcja browaru zyskała aprobatę mieszkańców?
    Niech się pan nie wygłupia, że to alkohol i trzeba go zniszczyć. Alkohol jest dla ludzi, dla inteligentnych ludzi, a co pan zrobił, by promować kulturę picia piwa. Co pan zrobił, by np. lwóweccy alkoholicy, chorzy ludzie, jeśli już muszą pić, przestawili się np. na piwo. Mniej gradusów, mniej uzależnia, szybciej wietrzeje .. same plusy. Pana oczywiście to nie interesuje. Piwo lwóweckie NIE, bo NIE. Koniec dyskusji. Musi się pan zdecydować, czego pan chce? Czego pan chce od lwóweckiego piwa? I czego pan chce ode mnie?
    Akceptuje pan władze dążące do unicestwienia lokalnego browaru, by móc dogadywać się z rekinami od prawie piwa. Nie interesuje pana miasto, jego rozwój, interesują pana tylko układy w mieście.
    Mówię panu jasno. Browar we Lwówku Śląskim produkuje dobre piwo, zdobyło ono medale i wygrało konkursy i jest doskonałym produktem, aby mógł promować pana miasto. Ja, doświadczony waszą lwówecką bezmyślną, zawziętością, zacietrzewieniem – wypisuję się z działania na rzecz miasta.
    Będę robił swoje i za swoje. Czy to się panu podoba, czy nie.
    Znalazł pan jakiegoś sprzedawcę niemotę, który trafił na zły humor jakiejś panienki w browarze i pan z tego robi problem. Niech pan na tym samym forum, dałem panu linki, znajdzie ludzi, którzy sprzedają lwóweckie piwo, niech pan poczyta pozytywne opinie o piwie lwóweckim. Pana to nie interesuje. Pan jest nastawiony na NIE i tkwi jak ściana.
    Niech tak zostanie i tak ściany nie przekonam.

  19. Jackus napisał(a):

    Panie Józefie!!!
    Ma pan rację, ale prosze uważać, bo atakuje Pan “lwówecką świętą krowę” - Lato Agatowe. Teraz w miasteczku nie myśli się jedynie o okrągłej rocznicy tej imprezy. Co tam gospodarka, walące sięmury miejskie. Igrzysk nam trzeba, igrzysk.
    Pozdrawiam

  20. Józef Andrzej Bossowski napisał(a):

    Witam,
    właśnie wybieram się, aby poznać sytuację na miejscu. Przygotowuję swoje zdanie na ten temat. Tutaj zasygnalizowałem tylko sprawę piwa. W innym miejscu będę pisał wyłącznie o tej imprezie - plusach dodatnich i plusach ujemnych, jak mówił nasz prezydent.
    Mam nadzieję, że mieszkańcy wreszcie opamiętają się i rozliczą władze za te 10 lat. Celowo odciągam swoje uwagi, aby sprawy organizacyjne nabrały rozpędu, żeby podjęto decyzje, o których chcę pisać. Będą one identyczne jak do tej pory. Przecież igrzysk nam potrzeba, tylko igrzysk, resztę już mamy.

  21. Frakutek napisał(a):

    Miałem się nie odzywać ,ale skoro już Pan napisał odpowiedź , więc…
    Co do mnie i mojego stanowiska w temacie alkoholu bardzo się Pan myli.Ja nie jestem przeciwny alkoholowi.Ja się sprzeciwiam promowaniu alkoholu przez jakiekolwiek władze.Od tego jest reklama.

    Cytuję-”Mnie głupotę mieszkańców łatwo zrozumieć, przecież wychowałem się w tym mieście. Mój dziadek mieszkał tam od roku 1945. Wiem, kto chodził na kursy dla analfabetów, wiem, kto i jak się uczył w szkole, wiem, kto skąd przyjechał i kiedy, wiem, kto ma i jakie słabości, krótko mówiąc wiem dużo o mieszkańcach miasta.”
    Proszę Pana , Ci ludzie w większości już nie żyją a ich potomkowie wcale nie muszą być tacy sami.Panu się tylko kojarzą nazwiska a nie ludzie.Od 1965 roku trochę czasu minęło.
    Cytat-”Co pan zrobił, by np. lwóweccy alkoholicy, chorzy ludzie, jeśli już muszą pić, przestawili się np. na piwo”.
    Proszę Pana, ja nic nie muszę robić- oni od rana pielgrzymkują do sklepu firmowego browaru i siedzą chlejąc piwo pod drzwiami i w środku do zamknięcia.Cała lwówecka żulia tam przebywa .
    I ostatnie- mnie się fiskus nie pyta czy będę płacić podatki.Płaczę i płacę.

  22. Józef Andrzej Bossowski napisał(a):

    Panie Frakutek,
    cieszę się, że nareszcie zaczyna pan mówić na temat. W tej części poszukuję odpowiedzi na pytania umieszczone u góry posta. Przypomnę je, bo to długi post i dużo komentarzy:
    1. Czy piwo (dobre piwo) produkowane przez lokalny browar może promować miasto?
    2. Czy piwo może być traktowane jak produkt regionalny?
    i …
    3. Czy i co miasto zyskuje na promocji tego produktu?

    Pytam, czy dobre piwo produkowane w lokalnym browarze może promować miasto? - a co słyszę w odpowiedzi?
    Ja nie jestem przeciwny alkoholowi. Ja się sprzeciwiam promowaniu alkoholu przez jakiekolwiek władze. Od tego jest reklama.”
    Ja pytam pana czy dobry produkt, np. piwo, może promować miasto, przynosić mu zaszczyty, stwarzać, że będzie znane, spowoduje przyjazd turystów do miasta itp., a pan odpowiada, że jest przeciwny, aby miasto promowało alkohol. Czy nie dostrzega pan, że to odpowiedź nie na to pytanie. Nikt nie chce i nikt nie namawia miasta do promowania alkoholu!
    Więc jeszcze raz pana pytam - Czy dobry produkt wytwarzany w mieście może promować to miasto? Celowo w pytaniu opuściłem piwo, bo ono miesza w głowie. Pytam więc raz jeszcze - czy dobry produkt wytwarzany w mieście przynosi mu chwałę?
    Krótko - TAK czy NIE?
    Czy potrafi pan odpowiedzieć na to pytanie?
    Myślę, że nie będzie kłopotów z odpowiedzią. Szansa 50/50, ale ze wskazaniem. Nie będę podpowiadał - to takie łatwe pytanie.
    Czy teraz pan rozumie, o co kruszymy kopie? Widzi pan jak szybko rozstrzygnęliśmy nurtujący mnie problem, nawet nie przypuszczałem, że tak szybko pana przekonam.
    Już widzę, że ma pan wątpliwości – ale ten dobry produkt, to piwo, a piwo jest BE, to i produkt jest BE. A produkt BE nie może promować miasta. Czy tak pan rozumuje?
    Co to oznacza? – że to nie ważne, czy wytwarza się dobre produkty, ważne czy one nie są BE.
    Piwo jest BE, nie może promować pana miasta, prezerwatywy są BE, nie mogą promować pana miasta, co jeszcze jest BE?
    A czy gips z Nowego Lądu nie jest BE? U mnie w sklepie są ogromne fallusy robione z tego gipsu, są też podobne robione z drewna pozyskiwanego w Borach Dolnośląskich. Czy gips i drewno też jest BE i nie może promować pana miasta?

    Niech pan da spokój z tym alkoholem?
    Przecież nie mówię tu o melinach, o obszczymurkach, o marginesie, o patologii – mówię o promowaniu kultury piwa, kultury spożywania piwa i kultury pozwalającej odróżnić prawie piwo z fabryk chemicznych, od piwa – dzieła sztuki produkowanego przez małe browary.
    Kultury, pozwalającej samodzielnie poznać smak i potrafić odróżnić ten wspaniały napój od brutalnego alkoholu (prawie piwa), sprzedawanego w butelkach od piwa z odpowiednim zabarwieniem i nasyceniem dwutlenkiem węgla. Jeśli pan, inteligentny człowiek, tych dwóch spraw nie jest w stanie zrozumieć, to co tu mówić o tych inteligentnych inaczej.

    To dla ludzi takich jak pan, z góry nastawionych na NIE, przygotowuję kolejną publikację o piwie. O technologii produkcji, o składnikach, o kulturze piwa … Piwo to nie jest to, o czym pan myśli. To nie alkohol, który się w nim znajduje, to woda, przed wszystkim, z której jest produkowane, to jęczmień czy pszenica, to chmiel, to drożdże umożliwiające górną czy dolną fermentację, to butelka, to kapsel, to etykieta, to wszystkie gadżety z nim związane, to środki transportu, to nalewaki, to opakowania i reklamy, to kufle i pokale, to podstawki i atmosfera spożywania - to szanowny panie frakutek jest piwo. To jest 95% piwa i 5% alkoholu, którego się pan czepia. Zachęcam do dyskusji o tych 95%, tej istotnej części piwa, a nie o 5% marginesie. Czy pan widzi tylko margines, w piwie, w obszczymurkach, w mieszkańcach. Pomówmy o istocie sprawy – o 95%.

    Zachęcam do zmiany nastawienia do tego produktu i innego, bardzie pozytywnego patrzenia na sprawę. Nie może widzieć pan w tym produkcie zła, ani w piwie, ani w winie, a nawet w gorzale. To element naszego życia, sam pan o tym wie. To nieodłączny element naszego życia. Od niedzielnej mszy do stypy. Bez alkoholu trudno by było żyć, a nawet umrzeć. Ale nie można w nim widzieć całego zła.

    Nie produkujmy we Lwówku kawy, bo ma kofeinę – wredny narkotyk, nie produkujmy herbaty – bo ma jeszcze gorszą teinę, nie produkujmy frytek – bo mają jakąś tam francę. Czy rozumie już pan, że to nie tędy droga. To nie piwo jest złe. To sposób rozumowania jest zły.

    Ale powiedzmy, że się mylę, i piwo samo w sobie jest złe, to dlaczego pan nie protestuje – a może będzie pan protestował, zachęcam, - przeciwko piwu dostarczanemu w ogromnych ilościach do miasta na LLA. Na specjalne życzenie władz miasta. Na każdym kroku reklama, na każdym kroku nalewak. Czy to piwo nie ma alkoholu (chyba nie bo kierowcy piją i jadą samochodem), to piwo jest dobre, to piwo promuje miasto, te brudne pieniądze uzyskiwane od kompani za sprzedaż piwa są dobre, igrzyska za nasączanie mieszkańców alkoholem są dobre – a może to rozdwojenie jaźni.

    W innym punkcie mojej witryny umieściłem stronę poświęconą LLA – zachęcam do dyskusji i na ten temat.
    Widzi pan ile to problemów w jednej butelce piwa? A my jeszcze nie zakończyliśmy dyskusji na pierwsze pytanie, a w zapasie mamy jeszcze dwa. I o nich jeszcze tu napiszę.
    Pozdrawiam

  23. Frakutek napisał(a):

    Już Panu odpowiadałem na te pytania, ale chyba nieuważnie Pan czyta moje posty.ad.1 tak ,ad2 tak ,ad3 może dużo.Tylko że musi być chęć współpracy pomiędzy nie mieszkańcami, tylko Panem Bauerem a ratuszem.
    A P.Bauer od lat nie przejawia chęci nawiązania wzajemnej współpracy.Niestety z jego strony nigdy nie było takiej chęci.Były i są tylko roszczenia.I niepoważne argumenty, typu pracodawca.Ludzie mają na ten temat swoje zdanie, gdyż w większości tam pracowali , lub ktoś z najbliższych.Piwo jest jakie jest.Nie ma wielu zwolenników.
    Pisał Pan iż będzie w mieście.Niech Pan porozmawia z P.Bauerem coby zrobił spotkanie z mieszkańcami i wytłumaczył o co mu chodzi.O co walczy , co zamierza , co ma na myśli mówiąc o współpracy z mieszkańcami?Tylko że On tego nie zrobi, gwarantuję to Panu.Bo my , dla niego nigdy nie będziemy godnymi partnerami.My jesteśmy motłoch dla Pana Bauera.I panie Andrzeju, być może z innym właścicielem i władze i ludność znalazłyby wspólny język ale nie z tym Panem.Bo On tego nie chce.

    ps.Ten pański wihajster do liczenia znowu nawala.Trzeciego posta mi uwalił.

  24. Józef Andrzej Bossowski napisał(a):

    Panie Frakutek,
    Nareszcie zaczynamy poważnie rozmawiać.
    Zanim wrócę do tematu piwa, wezmę raz jeszcze na reedukację mojego Anti-spama. Jeszcze raz przepraszam. Muszę to sprawdzić. Zachęcam do korzystania z edytora tekstu i wklejać tekst już sprawdzony. To tylko moment dłużej. Dzisiaj są urodziny mojego wnuka, jutro i w niedzielę mam zajęcia, to do poniedziałku może świat się nie zawali.
    Mam nadzieję, że browar i Bauer czyta tą dyskusję. W środę będę we Lwówku i wejdę oczywiście do browaru. Wejście do magistratu to wstyd, bo zaraz powiedzą, że byłem na dywaniku.
    Nie wiem skąd ma pan takie przekonanie, wg mnie p. Bauer w mojej opinii jest człowiekiem otwartym. Można z nim pogadać nawet na ulicy. W mojej ocenie to nic się z tym nie zgadza. Choć mówią, że trzeba zjeść beczkę soli by poznać człowieka.
    Podobnie z waszym dyr. LOK, broniłem go w każdej sytuacji do upadu, nawet przy rodzinnym stole. Wypiłem w LOK kilka skrzynek wódki i kilka cystern piwa. A dopiero życie pokazało jaka to szuja.
    Ale to co dowiedziałem się o ludziach i mieście, to moje.
    Mam swoje lata i potrafię już patrzeć z dystansu, nawet po … nad ranem.
    Propozycję spotkania z mieszkańcami przekażę jeszcze dzisiaj, no jutro. Przy okazji zrobię spotkanie z mieszkańcami i zaprezentuję swoją książkę o browarze. Uzgodnię termin i zawiadomię o wynikach na mojej stronie.
    Problem w tym, czy nie jest to musztarda po obiedzie. Skoro zapadły decyzje o likwidacji browaru, to taka propzycja jest bez sensu.
    Obiecuję, że nawet w takiej sytuacji zrobię tylko promocję książki bez obecności właściciela browaru. Będziecie państwo mogli nawciskać mi osobiście. Przy okazji złożę autografy.

    PS.
    ostatnie info z forum browar.biz:
    “Wczoraj rozmawiałem z przedstawicielem Lwówka, który powiedział, że prawdopodobnie za półtora miesiąca Browar Śląski już nie będzie warzył piwa. Teraz nie leją już w butelki, a niedługo przestaną lać już nawet w kegi. Dolny Śląsk traci swój ostatni browar.
    oby to była tylko plotka.”

    A czy pana ta wieść raduje?
    Super - przestaną produkować alkohol, phi…..

  25. Frakutek napisał(a):

    Wcale mnie to nie cieszy pomimo wszystko.Wie Pan doskonale, że mnie ten temat zainteresował tylko dlatego,że mieszkańców wrabia się jako współwinnych upadku browaru i zarzuca brak współpracy.I tak się potoczyło.Co dalej -zobaczymy.

  26. Jackus napisał(a):

    Ja tylko skromnie przypomnę, że SLD i obecny Pan Burmistrz 4 lata temu szli do wyborów z hasłem poprawy relacji z Panem Bauerem i Browarem. Mieszkańcy oczywiście nie są winni, ale co w tym mieście - Certyfikowanej Strefie Inwestycji - pozostanie jeśli upadnie jedna z ostatnich istniejących firm. Tylko Lato Agatowe.

  27. Józef Andrzej Bossowski napisał(a):

    Przed wyborami mówi się różne rzeczy bez pokrycia. Na stadionie była nawet wspólna impreza miasta i browaru, a po wyborach szara rzeczywistość.
    Jak padnie browar to przecież zostanie Certyfikowanea Strefa Inwestycjna - z dopiskiem “zakaz inwestowania obcym”, a swoi nie mają co inwestować.
    Ne jestem jednak pewien czy zostanie LLA, opiszę dokładnie jego cele i organizację. I ono może się nie ostać. Dla uczczenia 10 imprezy będzie ono podwójne - 10 i ostatnie. W takiej postaci LLA nie ma sensu!

    Frakutek 16.03 pisał: „(browar) zwala winę na mieszkańców a oni chyba są ostatnimi, których powinien obwiniać za cokolwiek
    Mówi się, że grzeszyć można myślą, mową i … zaniedbaniem. I tu mówimy o zaniedbaniu. Od 10 lat miasto ma doskonały produkt lokalny, nagradzany na wielu imprezach. Z niejasnych powodów, mieszkańcy i władze nie wykorzystywały go do promocji miasta. To ta bezpodstawna ignorancja powoduje, że miasto boryka się z biedą. Do miasta nie trafiają turyści, na każdym kroku widać stagnację i narzekania na trudną sytuację w mieście.
    To nie tylko właściciel browaru obwinia was, mieszkańców, o zaniedbanie, ale i ja mówię o tym przez cały czas. Zupełnie nie mogę zrozumieć, na co czekacie, na mannę z nieba, na wujka z Ameryki, na cudowne wzbogacenie. A może na likwidację browaru, by szukać usprawiedliwienia dla biedy.

  28. Józef Andrzej Bossowski napisał(a):
      Częstochowa 25.03.2007 r.

    Mojego monologu o piwie i browarze ciąg dalszy.
    Dyskutanci wypadli z gry, a jak na miasto powiatowe to chętnych do zabrania głosu i tak „małowato”. Dobrze, że choć czytają. Każdego dnia moją stronę odwiedza ok. 300 osób (no nie wszyscy ze Lwówka). Nie wiem czy we Lwówku Śląskim rozumieją teksty, które piszę, więc dla ułatwienia trudniejsze kwestie powtarzam dwa razy, a o innych mówię aż do znudzenia. Kropla drąży skałę.
    Dzisiaj zajmę się jednym ważnym tematem dotyczącym współpracy między ratuszem, mieszkańcami i browarem. Zwraca na to uwagę Frakutek, który zupełnie przypadkowo włączył się do tej piwnej dyskusji. Pisze on: „… musi być chęć współpracy pomiędzy nie mieszkańcami, tylko Panem Bauerem a ratuszem. A p. Bauer od lat nie przejawia chęci nawiązania wzajemnej współpracy. Niestety z jego strony nigdy nie było takiej chęci…
    Na początek popatrzmy “na miasto” i zainteresujmy się czy władze są świadome, co posiadają i o czym ma właściciel browaru rozmawiać.

    Fakty są takie:
    We Lwówku Śląskim jest browar, który sięga korzeniami XII wieku, a od XIII wieku lwóweckie piwo występuje już w dokumentach. Dzisiejszy browar funkcjonujący w tym samym miejscu od ponad 150 lat to obiekt zabytkowy, który swoją wielkością, położeniem, zajmowanym obszarem, infrastrukturą, technologią itp. wykracza poza ramy dzisiejszej ekonomii. Oprócz tego, że jest to wielka atrakcja turystyczna, to dodatkowo produkował piwo, które zdobywało niezliczone nagrody w konkursach. Jako zaproszony honorowy gość piwo funkcjonowało nawet na prezydenckich dożynkach w Spale.
    To obrzydliwe fakty.

    Jak te fakty widzą lokalne władze? Popatrzmy.
    Pokażę tylko kilka przykładów, takich spektakularnych. Zacznę od góry, od powiatu. W roku 2005 powiat lwówecki wydał publikację wspartą środkami (tak się dzisiaj nazywa pieniądze) Unii Europejskiej. Na 120 stronach znajduje się około 300 kolorowych fotografii i trochę tekstu, ale niestety nie ma ani razu wspomnianego lwóweckiego piwa ani browaru. Są jakieś psie grzyby, jakieś chwasty artystyczne, ale 800 lat piwowarskiej tradycji w mieście ani nagradzane piwo nie zasługuje na uwagę.
    Panie Frakutek, czy to właściciel browaru tego sobie nie życzył, czy to po prostu głupota i krótkowzroczność waszych władz? Niech pan sobie sam odpowie.
    Co warto zobaczyć
    Inną, moją ulubioną, publikację wydała biblioteka. Tytuł wspaniały – „Co warto zobaczyć w Gminie Lwówek Śląski?” Zachęcam do lektury. Publikacja z funduszy lokalnych, ale czy we Lwówku warto zobaczyć browar? Czy warto dowiedzieć się o jego osiągnięciach, medalach, uznaniu specjalistów, czy warto coś wiedzieć o historii lwóweckiego piwowarstwa?
    Czy wasi wybrańcy, w ogóle wiedzą, o czym mówią? Czy byli w browarze? Czy ten wspaniały zabytek widział od środka wasz dyrektor LOK? Wiedzę o lokalnych zabytkach powinien mieć taki dyrektor, czyż nie? Najdalej był wewnątrz sklepu z piwem i to mu do życia, pobierania pensji i promocji miasta zupełnie wystarcza.
    Browaru nie widział, a ile ma do powiedzenia …. Dobrze, że chociaż pije to piwo to nie mówi, że jest złe. Wie, co dobre.

    Inny przykład z Żagania. Miasta powinny współpracować ze sobą, mają tak długą i wspólną historię poprzez księcia Konstantyna Hohenzollerna, ale czy o tym ktoś wie? Podczas imprezy w Żaganiu, właściciel promował lwówecki browar i lwówecki produkt, ale lwówecki dyrektor LOK wznosił toast piwem fabrycznym. Ten nietakt zauważyli nawet organizatorzy. Chyba więcej nie zaproszą takich gości ze Lwówka Śląskiego.

    A na miejscu? Proszę bardzo. Lwówecki Ośrodek Kultury odwiedza właściciel browaru w towarzystwie niemieckiego ambasadora. Na zakończenie rozmów kulturalny dyrektor wręcza gościowi butelkę wina (niemieckiego?), do głowy mu nie wpadło, by zaprezentować gościowi wielokrotnie nagradzany lwówecki wytwór – wspaniałe piwo. Browar ma takie upominki, ale chyba jest zakaz by można je było kupić.
    Czy naprawdę nie widzicie panowie problemu? Czy to tylko wina właściciela browaru?
    Mam nadzieję, że w krótkim czasie uda się zaaranżować spotkanie: Wojewoda, Starosta, Burmistrz, dyr. LOK i p.Bauer. Jeszcze nie jest za późno, choć większość pracowników jest już na bruku, to tematów do omówienia jest wiele.

    Pan to wykorzystuje do walki z lwówecką władzą jak zwykle. I tradycyjnie dopieprza pan dyr.LOK i wiesza psy na Agatowym Lecie.” - pisze Frakutek.
    Więc może stanie pan w obronie pokrzywdzonych, biednych wybrańców miasta. Może to wzór do naśladowania, a ja się “dopieprzam”? Czy wasza lwówecka młodzież też ma tak postępować? Od kogo ma brać przykład? Dla nich Starosta, Burmistrz czy dyr. LOK powinni być autorytetami do naśladowania. Czy naprawdę są warci tego? Czy to nie republika kolesiów do natychmiastowej likwidacji?
    c.d.n.

  29. Kudłaty napisał(a):

    Witam
    Szkoda, że przedostatni Browar na dolnymsląsku może upaść, przez głupote urzedników. Z Panem Bauerem miałem okazję wiele razy porozmaiwać kilka lat temu i wiem, że ma wiele świetnych pomysłów.
    Ale widocznie wladzom Lwówka się nie podoba, że “obcy” zarządzają browarem, pewnie woleli by, żeby był od dawna nieczynny, albo najlepiej zburzony, to mieli by teren pod market:((

    Może jakąś pikietę zorganziujemy pod magistratem ogólnopolską. Ja bym chętnie przyjechał z silną ekipą z Wrocławia.
    A jak zabraknie tego piwka we Wrocku to tak może się stać.
    Pozdrawiam
    Marcin Piotrowski

  30. Józef Andrzej Bossowski napisał(a):

    Wspaniały pomysł, wchodzę.
    Krzyknę jeszcze na browar.biz
    Przyjedzie zapewne Łódź, Kraków, Warszawka i cały Dolny Śląsk.
    Takiej zawieruchy jeszcze tam nie było.
    Pozdrawiam
    Andrzej Bossowski

  31. Frakutek napisał(a):

    Napisał Pan- “Proszę bardzo. Lwówecki Ośrodek Kultury odwiedza właściciel browaru w towarzystwie niemieckiego ambasadora. Na zakończenie rozmów kulturalny dyrektor wręcza gościowi butelkę wina (niemieckiego?), do głowy mu nie wpadło, by zaprezentować gościowi wielokrotnie nagradzany lwówecki wytwór – wspaniałe piwo. ”
    :):) A moim skromnym zdaniem postąpił bardzo rozsądnie.Pan ambasador piwa , szczególnie będąc gościem browaru (jak mniemam) , miał chyba zanadto.

  32. Józef Andrzej Bossowski napisał(a):

    Panie “Frakutek”
    pan zupełnie nie wie na czym polega promocja.
    Na Akademii Ekonomicznej w Krakowie organizują podyplomowe studia Organizacja Turystyki.
    Za własne pieniądze można się tam zapisać i posiąść w tej materii wiedzę.
    Polecam.
    Skorzystałem z tej możliwości, czego i panu serdecznie życzę.
    Zamiast bić pianę porozmawiamy o konkretach.
    Pozdrawiam

  33. Józef Andrzej Bossowski napisał(a):

    Na portalu (stronie internetowej) jelonka.com pojawił się tekst “Nawarzyć lwóweckiego piwa (14)”, a pod nim kilka komentarzy.
    Nie ukrywam, że i ja dodałem tam swoje 5 groszy, ale mój tekst nie zyskał akceptacji admina i został ocenzurowany - wyrzucony, mówiąc krótko.
    Do głowy mi nie przyszło, żeby zostawić go w pamięci. Muszę go napisać raz jeszcze w tym samym sensie, ale jeszcze ostrzej, a dodatkowe komentarze zmuszają do rozszerzenia tego ocenzurowanego tekstu.

    Cóż istotnego możemy dowiedzieć się z tekstu “Nawarzyć lwóweckiego piwa (14)”:
    Samorząd województwa dolnośląskiego, który miesiąc temu zamierzał przejąć browar w Lwówku Śląskim, nie wziął udziału w drugiej licytacji.
    Członek zarządu województwa, Piotr Borys przedstawiał niedawno plany przejęcia i rozwoju upadłego browaru. Miało tam powstać multimedialne muzeum i mały lokalny browar produkujący piwo tradycyjnymi metodami
    .” (podkreślenia moje).

    To bardzo ważna informacja, “samorząd nie wziął udziału w drugiej licytacji” - bo nie mógł. To było tylko czcze gadanie.
    Nie ma na to ani pieniędzy ani możliwości.
    To zwykłe bicie piany z jaj jakie były związane z tym browarem i taka bezpłatna promocja.
    I pan Borys i burmistrz Lwówka Śląskiego wie, że to poroniony pomysł.

    Nikt tego nie chce i ten pomysł nigdy nie zostanie zrealizowany w taki sposób. Samorząd nie prowadzi działalności gospodarczej i nie ma prawa warzenia piwa. Chociaż we Lwówku Śląskim to wszystko jest możliwe.
    Książki finansowane przez UMiG Lwówek Śląski są sprzedawane - dlaczego nie mają produkować piwa i handlować nim. Dzisiaj nabijają kabzę kompanii piwowarskiej, czas już pomyśleć o swojej. Te koperty nie są aż tak duże.

    Samorząd wojewódzki liczy, że syndyk obniży cenę browaru i wtedy go przejmie. Tylko, czy wobec braku chętnych, syndyk nie zacznie demontażu wyposażenia i sprzedawania go, co by oznaczało definitywny koniec z lokalnym piwem i najstarszym na Dolnym Śląsku browarem?” - możemy przeczytać dalej.

    Obaj panowie wiedzą, że nie ma szans na “przejęcie” browaru. Tu potrzebna kapucha wyłożona na stół.
    Czy teraz to lwóweckiemu burmistrzowi piwo odpowiada. Już nie tylko chce promować miasto przy użyciu piwa, a nawet sam go produkować - no bez jaj panowie.
    To teraz obudziliście się z ręką w nocniku?
    Trzeba było pomyśleć wcześniej, kiedy browar funkcjonował, miał uznaną markę, wspaniały produkt, a odgrzewanie teraz tego “oszczanego” kotleta nie ma sensu.

    To powinien być żywy pomnik naszego regionu - do tego jaki pyszny!” - pisze w komentarzach Fan Lwóweckiego. I zgadzam się, że tak powinno być. Tylko te lwóweckie “chorągiewki” w czasie gdy browar działał deprecjonowały i browar i jego nagradzane produkty.
    Odżegnywali się od piwa i browaru, a teraz bidulkom brakuje 12 milionów na uruchomienie tylko muzeum - multimedialnego muzeum. No i chcieliby produkować jeszcze piwo.
    Opamiętajcie się, weźcie zimny prysznic i nie opowiadajcie panowie takich głupot.

    Lwówek Śląski nie ma szczęścia do muzeów. To poniemieckie - rozkradziono, drugie - zorganizowane przez harcerzy, jakoś tak samo przestało istnieć, a eksponaty uległy dyssypacji.
    To co jest dzisiaj, to też nie muzeum, tylko dział biblioteki i nazwie sugerującej, że to muzeum - placówka muzealna. Jego poziom ekspozycji urąga zdrowemu rozsądkowi.
    Kieruje nim dyrektorka biblioteki, która nawet nie wie jak wygląda książka.

    I takie niemoty, które nie są w stanie zorganizować w najstarszym mieście na Dolnym Śląsku muzeum z prawdziwego zdarzenia, i ci co nie mogą patrzeć na piwo - mają się wziąć za muzeum browarnictwa, multimedialne muzeum. O zdolnościach tych “multimedialnych” pomysłodawców świadczy katastrofalna strona internetowa Lwówka Śląskiego.
    Niezły dowcip.

    A goście nawet na tak głupich pomysłach potrafią się zaprezentować. Trzeba mieć niezły tupet.

    Samorząd wojewódzki liczy, że syndyk obniży cenę browaru i wtedy go przejmie.” - szanowni panowie samorządowcy, nie wiem czy wiecie, że komuna już upadła. Tu nie ma co przejmować, minęły te czasy. Jak syndyk obniży cenę to chętnych na ten smakowity kąsek będzie wielu. A pod stołem coraz trudniej coś załatwić.

    To prawda, że jak się będzie obracało wokół pieniędzy, dużych pieniędzy (12 milionów złotych) to można ukręcić jakieś lody. Życie pokazuje, że nawet grosze skręcone przy publikacji finansowanej przez samorząd są atrakcyjnym kąskiem.
    Młynarz ubrudzi się mąką, górnik węglem, a samorządowiec przy takich pieniądzach … no czym się może upaprać. Przecież nie piwem, tego nie znosi.

    Komentarze w sprawie tego browaru można podzielić na kilka grup:
    - pierwsza ma pretensje do Syndyka, … że chce oddać pieniądze wierzycielom,
    - druga, tych nawiedzonych, do których nie docierają żadne argumenty o wysokiej jakości produkowanego niegdyś piwa we Lwówku Śląskim,
    - i trzecia, wyrafinowanych smakoszy, którzy potrafią odróżnić perły od plew,
    - i inni (bywalcy świata), którzy wiedzą jak to powinno wyglądać.

    Jak te komentarze brzmią:
    w grupie pierwszej:
    - “Syndyka pod sąd !.To dywersja !.”
    - “Ujawnić personalia tego syndyka !. I przegnać batami z Polski !.
    - “Wygląda , że jest to antypolskie działanie !.”
    szanowni dyskutanci, przecież Syndyk jest bogu ducha winien. To przecież sami mieszkańcy i ich wybrańcy doprowadzili do upadku ten browar. To przez bezgraniczną zawiść, nienawiść i głupotę browar musiał zakończyć swoją działalność. Właściciel dbał o wspaniały produkt, który zdobył wiele nagród, a mieszkańcy miasta i okolicy uważali to za szczochy. Żadne argumenty, żadne autorytety, żadne nagrody i medale nie docierały do tych zakutych pał.
    W podobnym tonie i w tej dyskusji wypowiadają się internauci.
    - “A ja tam za darmo nie chcę tych szczochów lwóweckich“,
    repliki są dość ostre i dosadne:
    - “To wciągaj dalej denaturat.
    - “Jakbyś wypił “Książęce” zamiast szczocha hajnekena tobyś zrozumiał dlaczego to piwo jest (lub niestety było) najlepsze.

    Smakosze wiedzieli jednak co jest dobre
    :
    - “Dobrana stara receptura i wyjątkowy smak stawiały to piwo naprawdę wysoko. Szkoda że nie sprzedawali tego piwa w każdym sklepie. Może to właśnie było bolączką browaru. Ale opłacało się iść do odległego sklepu by kupić “Książęce”.”
    - “to było jedne z najlepszych piw jakie piłem i (niepasteryzowanych) i znam kila osób co myślą tak samo

    A jakie wnioski się nasuwają dyskutantom:
    - “Dlaczego, wszystko co dobre, musi … zostać zniszczone (tłumaczenie tekstu moje)
    - “browar ten jest kolejnym przykładem że w Polsce nie warto robić interesów
    - “władze Lwówka są \bezpłciowe /“.

    I tak to zwykłe piwo, ulubiony napój obszczymurków - jak twierdzą mieszkańcy Lwówka Śląskiego, wyrabia wśród turystów opinię o władzach miasta i jego mieszkańcach. To nie zachęca do odwiedzania miasta, a już zupełnie zniechęca do inwestowania w tym kołtuńskim grajdołku.

    Przepisałem na swojej stronie cytaty, bo admin większość komentarzy usuwa, może lepiej wyłączyć opcję komentowania. Nie będzie problemów.