01 Wspomnienia Legionisty - Bitwa o Twierdzę Kłodzko
Wspomnienia Legionisty - Bitwa o Twierdzę Kłodzko
Kampania pruska zwana, czwartą koalicją rozpoczęła się jesienią 1806r. Prusy wzmocnione sojuszem z Anglią i Rosją podpisanym 06.10.1806 r. były pewne, że same potrafią zniszczyć Napoleona. Nie czekały na połączenie z siłami Rosji i rozpoczęli działania wojenne.
Jednak już w październiku i listopadzie 1806 r. doszło do szeregu klęsk armii pruskiej. A po przegranych pod Jeną i Auerstedt armia ich praktycznie została rozbita. W lutym Napoleon zwyciężył pod Pruską Iławą.
Te wszystkie wieści były dla Polaków przybyłych na Śląsk z Włoch, tak długo oczekiwane, że aż nie byliśmy pewni czy, rzeczywiście tak jest w istocie. Przecież tyle było rozczarowań, tyle razy legia nasza była rozbita i tylko dzięki Dąbrowskiemu odradzała się na nowo. Dzięki jego pewności, którą nam przekazał, skąd wiedział, że losy Europy tak się potoczą?
Byłem przy Dąbrowskim od 1797 r. Śmiała idea Polaków patriotów by wywalczyć wolność Polski, na obczyźnie. Z każdym dniem stawała się coraz bardziej realna. Była to zupełnie inna wojna jak we Włoszech.
Skala działań i ilości wojska była nie porównywalnie większa. Byliśmy już po zdobyciu Twierdzy Nysa, która się poddała z powodu słabego zaopatrzenia i tylko połowy załogi, reszta dobrego wojska była w polu przy głównych siłach.
Mieliśmy już doświadczenie jak zdobywać twierdze. Mieliśmy nową strategię Napoleona geniusza z pod Tulonu, który opracował strategię zdobywania twierdz. Pierwszym elementem było odciąć obleganą twierdzę, aby nie mogła się komunikować z resztą armii i przede wszystkim zablokować dostawy żywności i broni. Następnie należało kopać transzeję do fortyfikacji na odległość kilkuset metrów od murów obronnych.
Potem trzeba było kopać drugą transzeję połączoną rowem łącznikowym z pierwszą. Takie rowy umożliwiały na względnie bezpieczne zbliżenie się do fortyfikacji tak, aby można było przystąpić do bezpośredniego szturmu na mury. Tam gdzie docierały paralele można było sypać szańce dla artylerii.
Następnie ściągano całą dostępną artylerię, przeważnie stosowano armaty burzące, dużych kalibrów 24 i 50 funtowe moździerze. Po takim przygotowaniu przystępowano do nowej strategii oblężniczej wymyślonej przez geniusza wojny, zwanej “koncentracją ognia” całej artylerii w jedno miejsce, z reguły wybierano najsłabszy punkt obrony fortyfikacji.
To właśnie ten pomysł z Tulonu dał mu szlify generalskie. Powszechnie było przyjęte, że twierdza miała wyliczony czas obrony, który uwzględniał przybycie pomocy z zewnątrz. Było wówczas w zwyczaju, że po spełnieniu tego warunku dowódca twierdzy mógł honorowo się poddać, czym chronił bronione miasto przed gwałtem i rabunkiem, który następował, jeżeli obrońcy decydowali się na walkę do ostatnich sił.
W czasie, kiedy saperzy przy pomocy kopaczy i ludności cywilnej budowali szańce do frontalnego ataku, my prowadziliśmy działania zwiadowcze. Naszym zadaniem było ustalenie liczby załogi i jakie są urządzenia forteczne i jak są bronione. W dniu 20.06.1807 r. wybraliśmy się na ostatnią wycieczkę przed atakiem, bo szańce były już usypane i ściągano ostatnie działony artylerii.
Po północy zakradliśmy się naszą wypróbowaną trasą przez bastion Żurawia, suchą fosą przeszliśmy jakiś 50 metrów i następnie wspięliśmy się na następny bastion obsadzony artylerią i grenadierami w sile ok. 150 żołnierzy. Było to nasze wypróbowane miejsce obserwacji. Zabrałem ze sobą Maciejkę, który był werblistą i lubił wyprawy zwiadowcze, można było na nim polegać, a poza tym znał świetnie język niemiecki. Usadowiliśmy się w wysokiej trawie i czekaliśmy na świt, aby obserwować, co robią i mówią Prusacy. Trafiliśmy na egzekucję szpiega, może nie byłoby nic specjalnego, gdyby nie była to egzekucja szpiega, którego oskarżono o udział w bitwie o Pułtusk po stronie Francuzów!
Było to wyjątkowe spotkanie, to był Horhe z Gdańska ten sam, który był przyczyną naszych kłopotów pod Austerlitz. W obronie jego rzuciła się markietanka z taborów wojsk Napoleońskich, również z Pułtuska. Co u licha się dzieje, przecieram oczy i nie wierzę, gdyby mi to Maciejka powiedział nigdy, ale to nigdy bym nie uwierzył.
Odczytali wyrok, pierw dostał karę chłosty na armacie i potem rozstrzelanie.
Czy to wszystko jest możliwe, czy los może płatać takie niespodzianki, powrót do kraju, Horhe, co jeszcze się jeszcze wydarzy w 1807 r.? Byłem oszołomiony. Czy to prawda czy może wiedzą o naszym punkcie obserwacyjnym?.
Nie zgłosiłem dowódcy o całym zajściu, bo, by pewnie powiedzieli, że nigdzie nie byliśmy tylko piliśmy za obozem i opowiadamy bajki. Podobną historię opowiedział mi Józef Grabowski który przy Napoleonie spędził parę lat, był z rosyjskiej strony szpieg nazywał się bodajże Bogusławski, on również bywał po obu stronach frontu, potem się kazało, że nie był bohaterem tylko podwójnym szpiegiem rosyjskim.
Bitwa rozpoczęła się od ostrzału artyleryjskiego, nasze armaty siały spustoszenie. Wyszła nasza piechota szli szykiem może 100 m i Prusacy wysłali przeciw nam, swoich grenadierów.
My w tym czasie podciągnęliśmy armaty do ognia na wprost i ładowaliśmy armaty szrapnelami.
Nasi wyszli im naprzeciw.
Mobilizacja następowała powoli. Trzeba przyznać, że nowy pobór to urodziwe wojsko, ciekawe czy równie waleczne. Piechota pruska pojawiła się nie wiadomo skąd i po pierwszej salwie szrapnelami naszej artylerii zniknęli nie wiadomo gdzie. Twierdza Kłodzko była bardzo mocną twierdzą, posiadała głębokie suche fosy, które były nie do przebycia z marszu. Tajemne przejścia i korytarze, kiedy przeciwnik pojawiał się, to zawsze z najbardziej nie oczekiwanej strony. Podejrzewaliśmy, że mogą mieć tunel pod miastem, bo hr. von Götzen dowódca Twierdzy Kłodzko często robił wycieczki na nasze tabory, poza naszą linią ścisłej obrony. Myśleliśmy, że to jakieś małe oddziały pruskie błąkają się po okolicznych górach. Dopiero po zdobyciu twierdzy odkryliśmy, co to było. Ale dokończę po bitwie.
Doszliśmy w miejsce gdzie na górce stała artyleria i piechota pruska, a tam nie ma nikogo jak by się zapadli pod ziemię. Przywołałem Maciejkę zagrał za zbiórkę, zebrał się działon Sławka, reszta wojska jak zamurowani patrzyli gdzie ci Prusacy się podziali i nie słyszeli werbla. Zwiady przed bitwą pomogły trochę, znałem suche fosy tego fortu. Ruszyliśmy sami, bo nie ma co czekać, jak wróg się cofa, to trzeba atakować, zanim przygotują następną zasadzkę, wysłałem do piechoty informację, że udajemy się w kierunku ustalonym przez nasz sztab, bez osłony. Jest taka zasada, że ten, który pierwszy wpada do twierdzy zawsze ma jakąś nagrodę, jeszcze nieogołocony sklep, czy gospodę, potem jak zjawią się dowódcy i wtedy grozi kara za szabrowanie.
Maszerujemy fosą i w pewnym momencie trafiliśmy na zwiad lub obserwatorów pruskich, a że byli to młodzi chłopcy nie mieliśmy z nimi kłopotu, dostali płazem po tyłkach i wypuściliśmy ich. Był to sygnał, że wojska pruskie są w pobliżu i rzeczywiście. Za kamiennym narożnikiem bastionu stali wszyscy Prusacy i o dziwo jak by było ich więcej. Zatrzymałem baterię załadowaliśmy kartaczami do ognia na wprost. Planowałem, że wyskoczymy zza kamiennej osłony oddamy strzał i biegiem wyskoczymy na wprost wojsk Pruskich, ale będziemy osłonięci murem suchej fosy przed pruską artylerią. Pomysł był dobry, jeżeli rzeczywiście nasi idą za nami w odległości 10 minut. Tak zrobiliśmy, po pierwszym wystrzale paru prusaków padło, dobiegliśmy pod przeciw legły mur. A przed nami płaski teren żadnej osłony przed karabinami grenadierów, załadowaliśmy raz, drugi, trzeci, a naszych nie ma. K-wa mówię dalej patrzą w dziurę, gdzie zniknęli prusacy, zamiast ruszyć tyłki do fosy, tak jak dostali rozkazy i nam pomóc.
Całe szczęście, że grenadierzy pruscy nie kwapili się do ataku. Pewnie myśleli, że chcemy ich ściągnąć na naszą baterię, a z boku dostaną uderzenie od naszej piechoty. Zostały nam już tylko dwa ładunki i po nas, ale w końcu, pokazali się nasi zwiadowcy i czujnie maszerują, a ja macham do nich, pokazuję, że teren wolny, a gdzie tam oni też myślą, że to zasadzka, na nich.
Co za czasy, nikt nikomu nie daje wiary. My wystrzeliliśmy ostatnie dwa ładunki i dotarła do nas reszta artylerii wszyscy byli już bez amunicji wtedy wydałem rozkaz baterii Bum Bum, dezertera z Austriackiej armii, który jako jedyny posiadał jeszcze amunicję, aby rozbił bramę forteczną. Spisał się bardzo dobrze, bo jedną salwą rozwalił bramę twierdzy - droga była wolna.
Zamiast w gospodzie z barmanką na zapleczu, wylądowałem w lazarecie z poparzeniami, na całe dwa tygodnie. Może i dobrze, bo działon zamiast pochwały dostał roboty obozowe poza kolejnością. Na kwaterę dostaliśmy pruski obóz ten obok bastionu “Żuraw” gdzie chodziliśmy na zwiad.
Po wyjściu z lazaretu dowiedziałem się, że bitwa w Kłodzku nie była krwawa, bo dowódcy pruscy mieli informację o zbliżającym się podpisaniu pokoju w Tylży. Cała sprawa wyszła jak po zdobyciu Kłodzka, nasi oficerowie wydali rozkaz wybicia wszystkich gołębi na ucztę. Gołębnikiem zawiadywał Ślązak mówiący po polsku, okazało się, że całe Prusy posiadają pocztę fruwającą. I tak przez przypadek nasi dzielni oficerowie przerwali pruską łączność z Kłodzka. Działało to tak, w gołębniku Kłodzka były ptaki między innymi z Twierdzy Nysa, a w Nysie ptaki z Koźla. Wiadomość zwykłą wysyłano wypuszczając trzy gołębie, a jeżeli wiadomość była bardzo ważna to pięć ptaków, te ptaki trafiały do celu, bo pochodziły z Nysy lub innego miasta gdzie wysyłano pocztę.
marek.szczerski@poczta.tp.pl
Następne wspomnienia Legionisty
tekst będzie uzupełniony współczesnymi ilustracjami z inscenizacji walk o twierdzę w Kłodzku, ale to wymaga nico czasu, przepraszam JAB. Chwilowo zapraszam do galerii zdjęć z Kłodzka.
Dla niewtajemniczonych tekst wymaga kilku wyjaśniń. Autor tekstu - Marek Szczerski - dowodził w roku 2006, podczas inscenizacji bitwy o twierdzę Kłodzką Legionem Polsko-Włoskim z Nysy. W potyczce został “ranny” podczas zbyt bliskiego wystrzału z karabinu. Jego twarz stała się “piegowata” od wbitych w nią ziaren prochu. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze i mógł uczestniczyć w inscenizacj, w której była odtwarzana bitwa nad Kaczawą.
26-08-2007 o godz. 22:31
Ciekawe te Wspomnienia Legionysty, na pewno jeszcze wrócę na tę stronkę.
29-08-2007 o godz. 11:40
Gorąco zapraszam.
W tym roku Bitwa o twierdzę Kłodzko była w tym samym terminie co “Military Odysei w Detling w hrabstwie Kent. W Anglii w miejscu gdzie stacjonował Dywizon 303.
W życiu ważne są wybory więc postanowiłem zobaczyć tę największą na świecie inscenizację historyczną i osobiście uczestniczyć. Brało w niej udział ok. 20.000 inscenizatorów. Zapraszam do oglądania zdjęć z tej imprezy.
03-09-2007 o godz. 13:01
bardzo mi sie to spodobalo moze ktos wie gdzie i kiedy odbywaja sie spotkania?
03-09-2007 o godz. 13:37
A jasne że wiem.
Właśnie wróciliśmy z Warmątowic Sienkiewiczowskich, w sobotę jedziemy do Ostrołęki, a cały kalendarz naszych zabaw, naszych tzn. Twierdzy Częstochowa jest na mojej stronie.
http://www.bossowski.pl/twierdza-czestochowa/
Poszukujemy chętnych do naszej grupy - potrzebujemy osoby, które śpiewają przy ognisku, grają na akordeonie, grają na flecie, potrafią trąbić na trąbce, walić w werbel … Do tego powinni interesować się epoką napoleońską i zdecydować się na formację wojskową - kawaleria, piechota, artyleria czy strzelcy wyborowi.
Kobiety też występują w mundurach wojskowych albo jako Markietanki ciągnące za wojskiem.
Zapraszam,
kontakt ze mną
andrzej@bossowski.pl