„Wojenne tajemnice Dolnego Śląska”
Równocześnie z Rezolucją Parlamentu Europejskiego potępiającą nietolerancję w Polsce ukazała się książka “Wojenne tajemnice Dolnego Śląska” wydana przez Wydawnictwo Technol z Krakowa. Tytuł książki nie sugeruje, że może ona mieć coś wspólnego z wytykaną przez Parlament Europejski ksenofobią i nietolerancją w Polsce – a jednak.
Warto wspomnianą książkę dokładnie przeanalizować.
Wydawca nic nie mówi o autorach, Czytelnik jeśli nie zna autorów nic się o nich nie dowie, a jedyne co może zachęcić do kupienia książki to tajemnica i wojna gdzieś na Dolnym Śląsku. Cena 26,- zł jest chyba ona zbyt wygórowana. Za 9 arkuszy wydawniczych (132 str.) na papierze offsetowym i marną jakość ilustracji nie można płacić tak drogo. Wydawca wie swoje – przyjdzie głupi i kupi. Militarne sekrety muszą kosztować – ale to zupełnie inny temat.
Na ostatniej stronie okładki możemy przeczytać:
“ Istotnym atrybutem publikacji, jest pełnienie przez nią roli swego rodzaju przewodnika po miejscach, do których koniecznie powinien trafić każdy poszukiwacz militariów i skarbów.” Autor tego tekstu zupełnie nie rozumie słowa atrybut – wg słownika języków obcych atrybut to cecha rozpoznawcza obiektu. Kibel łatwo rozpoznać po tym, że stoi w nim muszla klozetowa (lub coś podobnego). Konia z rzędem temu kto trafi wg tego przewodnika do opisywanych miejsc. To zwykły dezinformator. Jedyne co pewne to to, że opisywane miejsca znajdują się na Dolnym Śląsku – a reszta to szukaj wiatru w polu.
Autorzy książki są nauczycielami historii we Lwówku Śląskim. Może warto by było, żeby przed drukiem ich tekst przeczytał polonista. Nie będę dzisiaj omawiał całej książki, może jeszcze ktoś nabierze się na jej zakup. Zajmę się tylko pierwszym rozdziałem, w którym omawiane są wojny husyckie.
Kupując książkę pisaną przez nauczycieli historii liczyłem na obiektywne nakreślenie podłoża wojen i przyczyn, które sprawiły, że zwolennicy Jana Husa sięgnęli po broń i z Czech trafili aż na Dolny Śląsk i dalej do Polski.
Możemy przeczytać, że: ”Głoszony przez niego (J.Husa) program odrodzenia Kościoła poprzez powrót do zasad pierwotnego chrześcijaństwa, krytyka bogactwa i niemoralności kleru, działania w obronie języka czeskiego zjednały mu popularność wśród szerokich warstw społeczeństwa czeskiego. Jego śmierć przyczyniła się do wzrostu napięcia w Czechach.”
I tyle o przyczynach wybuchu wojen husyckich.
O prawdziwych przyczynach walki zbrojnej podjętej przez husytów obaj autorzy – historycy (no nauczyciele historii) – nabierają wody w usta.
Bidok Jaś Hus bawił się widocznie zapałkami i przez nieuwagę podpalił sobie stosik. Mając żelazny list cesarza Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego – Zygmunta Luksemburskiego wybrał się na wycieczkę do Konstancji, gdzie przez przypadek obradował Sobór. Włócząc się bez celu wpadł do jakiejś dziury pod kościołem i przesiedział tam ponad pół roku. Lekko schudł więc i ognisko na stosie nie było takie wielkie.
W jego obronie wystąpił Paweł Włodkowic – co się z nim stało to zupełnie nie interesuje nauczycieli historii – zachęcam uczniów do zadawania trudnych pytań.
Ale Zawisza Czarny – ten na którym można polegać i śpiewamy o nim piosenki – z przyjemnością oglądał płonący stos. Pilnował chyba by Jasiowi Husowi płonącemu na stosie 6 lipca 1415 roku nie przyszło do głowy iść do domu. Chyba dlatego śpiewamy o nim piosenki.
Obaj autorzy nie wspominają ani słowem z jakimi represjami spotykali się Czesi – zwolennicy Jana Husa. Jakie działania przeciwko husytom – przyzwoitym rodzinom czeskim chcącym żyć normalnie we własnym kraju – prowadziły zdziczałe najemne wojska katolickiego cesarza Zygmunta Luksemburczyka. Jakie działania podjął katolicki sejm rzeszy przeciwko husytom? Autorzy zapomnieli też o bulli papieskiej z 1420 roku, odczytanej przez tego samego obłudnika Zygmunta Luksemburskiego, wzywającej wszystkich katolików do walki, a nawet krucjaty przeciwko husytom.
A co widzą i podkreślają autorzy – dyplomowani historycy.
“Przez kolejne 10 lat husyci straszliwie pustoszyli tę krainę (Śląsk).”
“… husytom udało się zdobyć klasztor. Obrońcy i szukająca tu schronienia ludność została wymordowana.”
“Husyci wdarli się do miasta (Lubania) i dokonali straszliwej rzezi jego mieszkańców. Kościoły, w których schronienia szukały głównie kobiety i dzieci, zalały się krwią pomordowanych”.
“Swoje sukcesy zawdzięczali … świetnie zorganizowanej armii. … (armia) liczyła 18-20 tys. żołnierzy.”
A może wielcy szanowni autorzy, nauczyciele historii we Lwówku Śląskim, zastanowią się po jaką cholerę Ci wredni husyci wkroczyli na Dolny Śląsk, co więcej – “wkroczyli” nawet do Polski i mieszkają tutaj do dzisiaj. Nie podaję miejsca zamieszkania bo Ci wspaniali nauczyciele historii mogą jeszcze coś wymyślić – może jakąś nową krucjatę, bo bulli papieskiej nikt nie anulował.
A może autorzy zastanowią się nad składem armii husyckiej – były w niej całe rodziny, nawet kobiety z małymi dziećmi na ręku. To oni byli poszkodowanymi w tym całym bałaganie (delikatnie mówiąc) to oni musieli uciekać z własnej ojczyzny, to oni musieli siłą zdobywać środki do życia i utrzymywania rodziny. To oni musieli walczyć o przetrwanie. To oni byli zaszczuci przez bandytów cesarskich, którzy zbrukani krwią zamordowanych innowierców chronili się po klasztorach i kościołach katolickich. To ludność cywilna Czech musiała się bronić przed uzbrojoną po zęby najemną armią arcykatolickiego cesarza.
Czy słyszeli o tym lwóweccy historycy?
A czego chcieli husyci i o co walczyli – piszą to wyraźnie autorzy: ”… powrotu do zasad pierwotnego chrześcijaństwa, krytykowali bogactwa i niemoralności kleru, działali w obronie języka czeskiego …”. Czy dla realizacji tych celów musieli mordować ludność Dolnego Śląska, do niedawna należącego do Piastów – takie bzdury mogą wymyślić tylko nauczyciele ze Lwówka Śląskiego.
Autorzy publikują zdjęcia z czeskich czasopism, a szkoda, że nie spróbowali przedstawić punktu widzenia Czechów na wojny husyckie i ich ocenę postępowania Luksemburczyków. To może zrobić bezstronny historyk, a nie posiadacz papierka ukończenia studiów. Czy to Uniwersytet we Wrocławiu wydaje takie bezwartościowe papierki. Za moich czasów była to solidna uczelnia!
Takie jednostronne przedstawienie tragicznych losów ludności Czech i przedstawianie ich jako barbarzyńców jest sprzeczne z obiektywnym patrzeniem na zdarzenia historyczne i prowadzą w prostej linii do nietolerancji i ksenofobii.
Publicznie protestuję przeciwko popularyzacji tych krzywdzących stereotypów.
Problem wojen husyckich we Lwówku Śląskim zasygnalizowałem w swojej książce “Dzieje Lwówka Śląskiego”. Nie została ona ujęta w bibliografii, a to pozwala sądzić, że oczernianie husytów jest przemyślanym i zamierzonym celem autorów “Wojennych tajemnic …”, a te szkodliwe treści przemycane są pod płaszczykiem tajemnic wojennych.
Mam nadzieję, że gospodarze miasta Lwówek Śląski przeczytają Rezolucję Parlamentu Europejskiego (ze zrozumieniem) i tam na dole zaczną eliminować te szkodliwe działania.
To takie publikacje powodują, że w Polsce utrwalane są zjawiska nietolerancji i to te działania dają powody do tworzenia Rezolucji Parlamentu Europejskiego o nietolerancji w Polsce. Szkoła we Lwówku Śląskim jest jak widać wzorcem pielęgnowania nietolerancji i ksenofobii. Kto tym ócunym autorom dał dyplomy ukończenia studiów i kto im pozwala uczyć w szkole dzieci? Może rodzice zainteresują się tym kto i czego uczy ich dzieci?
Do tekstów w tej książce wrócę jeszcze kilka razy. Daje ona wspaniały materiał do dyskusji. A co na to krakowski wydawca – czy wie co wydaje? No chyba, że popiera takie stanowisko – a to znacznie rozszerza poruszany w Rezolucji problem szerzenia nietolerancji w Polsce.
27-11-2006 o godz. 02:42
Cóż pogratulować idealistycznego oglądu husyckich rejz na Dolny Śląsk. Nie odbierając hystom szlachetnego idealizmu dla Dolnego Śląska rejzy były tragedią… Stwierdzenia , ze huscyci wymordowali ludnośc takiego czy takiego miasta, spalili kościół czy coś w tym stylu nie ma nic współnego z ksenofobią Szanowny Panie. To właśnie coś co nazywamy faktem historycznym. Dodam, że mniej więcej taka sama był rzeczywistość tzw. antyhusyckich krucjat. Stwierdzenie, ze husycka rejza (zdaje sie złożona głownie z radykalnych Sierotek, Taborytów) wymordowała ludność Lubania nie ma nic wspólnego z ksenofobią. To po prostu FAKT HISTORYCZNY. Chyba nie powinniśmy iśc w kierunku politycznie poprawnej policji myśli prawda ? Żeby była jasność celem tego komentarza nie była ksenofobia. Autor tegoż komentarza Czechów lubi a także jak najbardziej interesuje się historią wojen husyckich. Szanowny Panie rejzy husyckie nie miały nic wspólnego z eksodusem Czechów. Z prostej przyczyny tzw. bandyci cesarscy jak to pan malowniczo określa ponoslil klęske za klęską w tych wojnach Dopiero wewnętrzny rozłam w ruchu huscykim na radykalny tabor i umiarkownych Kalikstynów, oraz przyjęcie częsci postulatów Kalikstynów na soborze bodaj w Bazylei, a potem klęska Taborytów w wojnie z Klakikstynami zakończył wojny husyckie . Pan wybaczy twierdzenia że REJZA = To oni byli poszkodowanymi w tym całym bałaganie (delikatnie mówiąc) to oni musieli uciekać z własnej ojczyzny, to oni musieli siłą zdobywać środki do życia i utrzymywania rodziny. To oni musieli walczyć o przetrwanie. To oni byli zaszczuci przez bandytów cesarskich, którzy zbrukani krwią zamordowanych innowierców chronili się po klasztorach i kościołach katolickich. Może to będzie dla Pana szokiem podczas takiej rejzy (nie tylko na Dolny Śląsk, również na Węgry na przykład) faktycznie husyci zazwyczaj puszczali z dymem miasta i tzw. wyżynka ludności jak najbardziej miała miejsce. Jeśli pan twierdzi spalonych klaszotrach skrywali się siepacze Zygmunta to cóż właśnie Pan niestety uprawia “sztukę propagandy”. Taka była smutna i tragiczna prawda czasu wojny. Cierpienia ludności Dolnego Śląska po rejźie husyckiej nie różniły sie zapewne specjalnie od cierpień ludnosci czeskiej w trakcie antyhusyckiej krucjaty. Simple. I jeszcze jedno w czasach wojen husyckich Dolny Śląs cały czas w większości należał do Piastów, że Piastowie Śląscy sie w tzw. międzyczasie zniemczyli to już insza inszość
Życzę nieco dystansu w oglądzie historii wojen huscykich. I nie popadajmy w parnoję z ta ksenofobią
Pozdrawiam.
PS. nie ma nic wspólnego z autorami wzmiankowanej w tekście książki
27-11-2006 o godz. 04:13
Szanowny Panie Zamorano,
Za parę dni jadę na inscenizację bitwy pod Austerlitz i przepytam raz jeszcze jak widzą te sprawy historycy z Czech. Jak uczą o tym w szkole. Podzielę się wieściami. We wspólnej Europie powinniśmy lepiej poznać sąsiadów. Unia przeznacza dość duże środki na ten cel, nie wszystko musi iść na piwo, może część przeznaczyć na ostateczne wyjaśnienie np. takich spraw i jednakowo o nich mówić na lekcjach historii.
Czy chce Pan powiedzieć, że to husyci sprowokowali te wszystkie okrutności wojenne?
Czy nie sądzi Pan, że może warto po tylu latach popatrzeć na tamte czasy bardziej spokojnie i z pewną dozą obiektywizmu?
Nie ma potrzeby przeginać sprawy ani w jedną, ani w drugą, stronę. Temat okrutny więc trzeba się pochylić nad losem zwykłych ludzi, których problem dotykał.
To nie licytacja kto więcej utoczył krwi, to poszukiwanie przyczyn, które pozwolą na przyszłość ustrzec się od takich krwawych działań. To muszą zrobić historycy.
Pozdrawiam i dziękuję za uwagi
Andrzej Bossowski
03-03-2009 o godz. 16:49
Witam Panie Jozefie!
Widze, ze i Pan natknal sie na “tworczosc” Pana Primke & Co. Tylko Pan mial jak widac okolicznosc z jednym “dzielem” podczas gdy autorzy sa nadzwyczaj plodni.
Po tej ksiazce wydawnictwo “TECHNOL” opublikowalo im jeszcze dwie pozycje. Ostatnia to rzecz o zlym czarowniku dolnoslaskiej mitologii eksploracyjnej czyli prof. Grundmannie. Poniewaz temat jest w pewnym sensie bliski zakupilem to to w nadziei uzyskania cokolwiek nowszych czy nieznanych informacji. Czynu tego dokonalem bez wzgledu na wczesniejsza znajomosc tresci publikowanych przez autorow.
No i nie zawiodlem sie. Nadal Grundmann to zlo wszelakie i sprawca niemalze kradziezy i grabiezy dolnoslaskich skarbow, a osoba dla Pana Primke wiarygodna jest mjr SB J. Siorek.
Oczywscie wiem, ze mam do czynienia z zawodowymi (?) historykami(?). Lecz szczeka mi opadla gdy np. dowiedzialem sie, ze Mozart i Bach wg. Primkego to kompozytorzy epoki romantyzmu.
Tytul tez jest niesamowity “Tropem skarbow III Rzeszy”. Oczywiscie tresc dotyczy zabytkow materialnych powstalych znacznie wczesniej… ale co tam! Skarby, Trzecia Rzesza, Grundmann! Sprzeda sie i kaska wplynie.
Nie za bardzo chce mi sie poddawac szczegolowej analizie bzdury jakie Panowie wypisuja ale zgadzam sie z Panska ocena tej tworczosci. Nawet jesli myli sie Pan w kwestiach idei i motywacji wojen husyckich to co to ma za znaczenie?
Taki ma Pan poglad i wolno to Panu. W kwestii faktografii pomylek juz nie ma.
A o to chodzi w dyskusji historycznej.
Natomiast Primke i koledzy skrobia na kolanie stek bzdur i publikuja to. Reklamuja gdzie sie da i jak sie da. Nawet w lokalnej telewizji przy wspoludziale wladz samorzadowych. Tak wlasnie zrobili z ostatniaswoja ksiazka “Wojna w Dolinie Bobru”.
Nie bardzo wiem jak taki tytul rozumiec. O jaka wojne moze im chodzic? Oczywiscie pisza o tej ostatniej. Tylko, ze w tym rejonie wojny nie bylo. Po prostu.
Niezwyciezona Armia Czerwona sobie weszla i rozpoczela okupacje. Ale to juz bylo po wojnie. Nie przeszkadza to autorom pisac wlasnie o tym co sie dzialo wlasnie w tym czasie. Tylko dlaczego nadaja mylacy tytul?
Tresc nie odbiega od wczesniejszych dokonan. Nawiasem mowiac to dreszcze mi po plecach przechodza jesli zastanowie sie nad tym jaki poziom edukacji serwuja szkoly we Lwowku Slaskim. Bo to przeciez nie tylko Primke tam tworzy. Tam jest cala kolonia bajkopisarzy.
Pozdrawiam
PS. Poznalismy sie u p. Agaty…
04-03-2009 o godz. 17:11
Panie “krecio”
tam we Lwówku Śląskim to nie tylko “kolonia bajkopisarzy“, to raczej historycy bzduropisarze. Warto dokładniej prześledzić losy tych publikacji i poszukać ich źródeł.
O procesach sądowych w sprawie naruszenia praw autorskich jeszcze będzie pan słyszał nie raz.
Wielokrotnie pisałem na swojej stronie o katastrofie edukacyjnej we Lwówku Śląskim. Czy wie pan, że autor, którego pan cytuje Robert Primke to dyrektor gimnazjum im. JP II we Lwówku Śląskim.
Nie mam już siły pisać, że to wszystko wina burmistrza, którym jest Ludwik Kaziów. To on toleruje takie działania, wspiera je finansowo i promuje “Nawet w lokalnej telewizji przy wspoludziale wladz samorzadowych.”
Tak się dzieje i aż dziwne, że mieszkańcy Lwówka Śląskiego nie reagują na te fakty. Jak zwracam uwagę, to ubliżają mi, że jestem rudy i mam krzywe nogi, a nikogo nie interesują fakty.
Ostatnio pojawiła się książka, no broszura, wydana przez Urząd Gminy i Miasta Lwówek Śląski na temat lwóweckiego piwowarstwa i sam burmistrz pisze w niej, że browar został sprzedany w grudniu 2008 r.
Prawie do końca lutego 2009 kiedy byłem we Lwówku Śląskim, ani browar jako nieruchomość, ani browar jako przedsiębiorstwo nie został sprzedany. Dobrze by było, żeby o takich sprawach wiedział burmistrz miasta.
Każdą książkę “sprzeda sie i kaska wplynie” - nawet ta wydana za pieniądze budżetowe jest sprzedawana w punkcie IT. A jak tamtej się nie sprzeda, to kupi ją miasto i powiat - to taki sprawdzony sposób wyprowadzania pieniędzy.
Może po “trzęsieniu ziemi” jakie czeka lwóweckich historyków opamiętają się ale wówczas będzie już za późno.
Zamiast teczki trzeba będzie nosić woreczki.
“dreszcze mi po plecach przechodza jesli zastanowie sie nad tym jaki poziom edukacji serwuja szkoly we Lwowku Slaskim.” - i rodzicom przechodzą dreszcze, ale nie mają wyjścia. Dzieci do gimnazjum muszą chodzić we Lwówku Śląskim, starsze już jeżdżą do Bolesławca.
Mam nadzieję, że wreszcie kuratorium zainteresuje się sprawą i przewietrzy lekko środowisko “bajkopisarzy”, a resztę załatwi sąd. Po wyroku nie będą mogli pracować w szkole.
Pisze pan, że “Reklamuja gdzie sie da i jak sie da.” - i co więcej pod różnymi nikami głosują sami na siebie. To już nie naruszenie norm moralnych czy dobrego smaku, to już zdziczenie, które powinno zostać ukarane.
Niestety, żadne argumenty nie docierają do burmistrza. Na szczęście już niedługo wybory. Ciężko mu będzie rozstać się ze stołkiem choć tyle pieniędzy z kasy miasta wydał na swoją reklamę.
Nogi od jego stołka podcina dyrektor LOK - nadużywający i wulgarny,
kierowniczka biblioteki, która nie wie jak wygląda książka,
i do tego nauczyciele historii - “kolonia bajkopisarzy” pisząca z błędami ortograficznymi.
Nic tak trwale nie plami honoru jak atrament - może to dotrze do tej “kolonii bajkopisarzy” i ich protektorów.
04-03-2009 o godz. 21:33
Panie Jozefie,
To czym sie Pan tak oburza to jest standard w tej okolicy. Blizszej i dalszej. Ja juz od kilkunastu lat przemieszczam sie po tym Dolnym Slasku i z racji tego co mnie w nim interesuje bywam wlasnie w takich malych albo i jeszcze mniejszych miasteczkach i wsiach. Jako, ze slepy nie jestem to i patrze. I niestety ten standard sie utrwala i umacnia. Samo to sie nie dzieje. Jest na to przyzwolenie miejscowego ludu. I na nic sa Panskie emocje w pietnowaniu tego co Pan widzi. Tu jest potrzeba masowej edukacji od podstaw. Pana pokolenie, moje juz niczego nie nauczy sie i nie zmieni. To mlodzi ludzi moga to zrobic. No, ale maja genialnych nauczycieli. Co do tych afer z prawami autorskimi to dokladnie wiem kogo ma Pan na mysli. Czytalem… Znamienna sprawa - ten osobnik to tez praktykujacy nauczyciel lwowecki… niestety.
Ja osobiscie panu “P” kilka razy zwracalem uwage, ze forum historyczne, w ktorym jestem moderatorem, to nie jest miejsce sluzace do darmowej reklamy wlasnej tworczosci. Oczywiscie zwrocilem tez uwage, iz nauczyciel nie ma prawa publikowac bzdur bo to czytac moze mlodziez. Przeciez to wtedy jest zbrodnia. I co? Pan Primke stwierdzil, ze dziwi go taka reakcja, ze gdzie indziej nikt mu krzywdy nie czyni, ze rzadza mna emocje etc. etc. A mnie sie wydawalo, ze zwrocilem tylko uwage na malo kulturalne zachowanie.
Tak, wiem, ze to dyrektor. No, coz… Kiedys uczestniczylem w spolecznym projekcie we wlasnej miescinie pt. szkola. Nigdy wiecej! To dzis jest jakas chora i wynaturzona grupa ludzi. Oczywiscie generalizuje i z pewnoscia porzadni i uczciwi nauczyciele takze sa ale srednia krajowa niestety jest taka jak widac.
Wczesniej wspomnial Pan wydwanictwo Technol z Krakowa. Oni wydaja rozne ksiazki. Lepsze, gorsze. W tym sa tez dwie pozycje Primke & Co. Wiecej juz nie bedzie.
Bardzo sie Pan denerwuje tym, ze Panski Lwowek jest tak niewykorzystany turystycznie. Panie Jozefie! Nie tylko Lwowek. Przeciez cala ta okolica to jedno zaglebie turystyczne. Niewykorzystane. Zasyfione. I wiem jedno - nie przez nieboszczke komune. Ta degradacja w wiekszosci to poklosie ostatnich 20 lat. Oczywiscie pamietam opowiedziana przez Pana historie wyburzenia kamieniczek w rynku lwoweckim. Nie zmienia to jednak mojego zdania, ze proces niszczenia ma sie w najlepsze. A odpowiada za to samorzad. A samorzad wybieraja ludzie. I tu dochodzimy do sedna sprawy. Widac tym ludziom takie a nie inne wladze odpowiadaja. Co z tego, ze jakis notabl lubi wypic. Toz to tylko pozytywna cecha! Szczery i porzadny chlop. Z pewnoscia wiele rozumie i wiec jak sie zachowac. A Pan by chcial zaraz jakiegos wyedukowanego, takiego co umie krawat zawiazac, ma czyste buty i jeszcze pewnie wiedzialby jak sciagnac kase chocby z UE. Taki co docenilby fakt, iz w jego miescie jest produkowane doskonale piwo (szkoda, ze to juz przeszlosc….). Fantasta z Pana. Taki naruszylby odwieczny tryb zycia ustalony przez pokolenia. A przeciez nic tak u nas nie jest wazne jak tradycja. Telewizor chyba Pan posiada i gazety tez pewnie jakies Pan czyta.
Zapoznalem sie troche z polemikami jakie Pan toczy z mieszkancami i wychodzi na to, ze Pana nie bardzo lubia. Pewnie inaczej byc nie moze. Pewnie jakies prawdy Pan obwieszcza. Tylko nikt tego nie chce wiedziec bo sam w tym uczestniczy. Chocby idac lub nie na wybory.
Pozdrawiam serdecznie i zycze powodzenia. Naprawde!
Krecio
04-03-2009 o godz. 22:20
Dzięki,
bo cóż mogę więcej.
Jestem pewien, że nie zbawię całego Dolnego (Zdolnego) Śląska ale to co się da, w tym moje rodzinne podwórko, postaram się lekko “posprzątać”.
W przyszłym roku przeniosę się nieco bliżej “macierzy” i będę przygotowywał się do kreacji kandydatów w wyborach.
Oddam do dyspozycji kandydata, którego zaakceptuję, całą swoją wiedzę i umiejętności.
Jeśli stwierdzę, że “ludziom takie a nie inne władze odpowiadają” odpuszczę sprawę. Jeśli okaże się, że jest im tak dobrze, to dobrze im tak.
W tym roku lekko odpuściłem sprawę Lwówka Śląskiego, dałem czas na opamiętanie się. Robię kilka dużych spraw na swoim podwórku w Częstochowie.
Po kilku działaniach oszołomy lwóweckie odpuściły. Jeden nierozważny ruch i znów spadnie lawina.
Grupa uczciwych nauczycieli obraziła się na mnie, bo podobnie jak Pan generalizowałem pewne sprawy. Mówiąc o problemie trudno ustrzec się generalizowania. Uczciwi, solidni robią swoje i nie zwracają uwagi na takie uwagi. Może wreszcie zobaczą co się wokół nich dzieje.
Piwo we Lwówku Śląskim wraca do łask.
Burmistrz już koleguje się z nowym Prezesem. Już pisał, że browar kupiony w grudniu 2008, tak mu spieszno.
Ale to pozory do pierwszej wspólnej imprezy - 9 godzin na scenie musi być zarezerwowane tylko dla burmistrza, a rachunek dla Prezesa.
Po imprezie (jak z Bauerem) rozwód.
To prawda - “denerwuje tym, ze Panski Lwowek jest tak niewykorzystany turystycznie” - i postaram się to zmienić.
Zacznę od przekonania mieszkańców, że obecne władze widzą tylko siebie. Pokażę wszystkie minusy, a jak nie pojmą tego, to znaczy, że tak tam musi być.
To niewykorzystane, zasyfione zagłębie turystyczne jakim jest mój ukochany Lwówek Śląski postaram się zmienić w perłę, a raczej diament.
Tu w Częstochowie kończę działania we wrześniu i biorę się za “stołki”.
Liczę na pomoc prokuratury, sądu (szybkie procesy), kuratorium (wizytacja frontalna), Głównego Geologa, Regionalnej Izby Obrachunkowej i jeszcze kilku instytucji, a najbardziej na rozsądek mieszkańców podczas wyborów.
I znów muszę się z Panem zgodzić - fantasta ze mnie. To prawda, ale jestem też konsekwentny, choć niektórzy nazywają to uporem.
Przy okazji będzie kilka wolnych miejsc pracy dla młodych wykształconych ludzi.
Kilku kandydatów na kustosza “muzeum” już się zgłosiło.
Niestety Gienek B. nie załapał się, cosik mu tam brakło. Może wystartuje na burmistrza, tam mu papierów starczy.
05-03-2009 o godz. 00:22
Mlodszy troche jestem i moze nie wypada mi pouczac czy radzic ale mysle, ze sto razy lepsza robote wykna Pan piszac swoje ksiazeczki niz wojowanie z durnota. Aborygenow sam w pojedynke Pan nie zmieni a i po gebie dostac Pan moze. Nie warto. Natomiast slowo do kogos trafi. Moze gdzies z daleka i z pieniedzmi. A jak z duzymi to wowczas jak Pan wie zedn burmistrz nic nie zdola zrobic poza napsuciem krwi. Tyle, ze jesli ktos zacznie poslugiwac sie chamstwem, spiskami czy kolesiostwem a dostanie w zamian prawo, przepis i etyka to jesli takiemu wystarczy sily i motywacji to w efekcie koncowym burak skonczy w cukrowni albo w chlewiku. Oczywiscie teraz przemawiam sam jak fantasta ale przeciez trzeba miec troche optymizmu. Ja ostatnio poznalem jednego Ksiecia Pana co wymyslil sobie zrobienie z palacu hotel. Ma kase, ma zasady moralne (w koncu Ksiaze Pan) i nie jest z burakowa. I jak widze jak sobie radzi w swoim projekcie to wiem, ze wygra. Bo ma w d…e uklady i proszenie sie. Urzednik w miescinie jest dopoty mocny dopoki nie pokarze mu sie, ze tak naprawde jest cienki wobec rzeczywistosci prawa. On najczesciej go nie zna i bazuje na tym, ze jego “poddani” tez go nie znaja. Do tego dochodzi asekuranctwo tzw. “organow” i wszystko sie kreci. Oczywiscie mozna to naruszyc. To jest mozliwe. Tylko nie wiem czy ma to sens. Jak czytam wpisy u Pana to mysle, ze nie warto. Tylko z powodu tych ludzi. Bo miasto i jego historia to inna sprawa. Ale kto o tym wie? Kilku szurnietych?
Mysle tez, ze proba aktywizacji samego Lwowka Slaskiego mija sie z celem. To po prosrtu bez sensu. Bo to powinno dotyczyc jednoczesnie Wlenia, Lubomierza, Gryfowa, Jawora, Zlotoryi. To powinien byc szlak. Inaczej malo komu sie bedzie chcialo wlec do Lwowka majac swiadomosc, ze to jest tylko jedno miejsce i wiecej nic. Za blisko jest Jelenia Gora.
Ja kilka lat temu z pasja czytalem monografie miasteczek Dolnoslaskich jakie wydawaly poszczegolne wladze miejskie. Jak sie poczytalo, ze taki Gryfow, Jawor przed 45′ posiadal przy bardzo mpodobnej liczbie mieszkancow wlasna gazete (nie periodyk ulotny ale gazete), byly Bractwa Strzeleckie, Towarzystwa Spiewacze, powazne i z tradycjami festyny, rozne kluby, zwiazki sportowe i turystyczne to az serce sie sciska, ze poprzedni mieszkancy umieli sie tak zorganizowac. Ale widac oni mieli taka potrzebe. Widac wiedzieli, ze musza sami cos dla siebie zrobic. I z pewnoscia nie brali za to pieniedzy. Moim zdaniem to jest wlasnie problem z ktorym tacy jak Pan nie poradza sobie. Bo jak zmienic mentalnosc, ktorej podstawowym przejawem jest kombinowanie jak cos “zakombinowac”? To straszne, ale tak chyba jest.
05-03-2009 o godz. 11:27
Panie “krecio”
dzięki za uwagi, ale proszę mnie nie dołować. Jestem uparty i będę konsekwentnie realizował swoje cele.
Trochę wstrzymałem działania lwóweckie i myślę, że trochę tam przemyśleli sprawy. Piwo już może promować miasto, Urząd Marszałkowski nadal pokazuje miraże jakiegoś wirtualnego - takie ma być - muzeum piwowarstwa.
Nie wiem po co im browar jeśli ma to być muzeum wirtualne - jeśli chcą zrobić to niech robią. To nie ma nic wspólnego z warzeniem piwa. Lepiej tylko gadać, to nic nie kosztuje, a reklama jest.
Może zauważył Pan, że nie tylko Lwówek Śląski mam “na widelcu”. Wiem, że “powinno dotyczyc jednoczesnie Wlenia, Lubomierza, Gryfowa, Jawora, Zlotoryi.”
I tak czynię:
- włączyłem do tego Świeradów Zdrój - należał kiedyś do powiatu lwóweckiego. Mieli dość mizerii lwóweckiej. Popełniłem dwie pozycje o Świeradowie, w których zwróciłem uwagę na źródła radonowe i historię kolei do Świeradowa Zdroju.
Kuracjusze to potencjalni turyści do Lwówka Śląskiego - tylko tam ich nie chcą, a biura podróży wolą zawieźć kuracjuszy do Czech.
Głupota powoduje niepowetowane straty mieszkańcom Lwówka Śląskiego, ale czy komuś na tym zależy. Ważne żeby burmistrz się promował, a nie miasto.
- włączyłem też Lubomierz - napisałem “Zabytki Lubomierza”, cykl widokówek, znaczki festiwalowe, bita moneta (Kargul i Pawlak), i kiedy odszedł w posły tamtejszy burmistrz, zakazano sprzedaży moich wydawnictw.
Prace nad podobnymi wydawnictwami o klasztorze leżą na półce.
- włączyłem i Wleń. “Kolej w dolinie Bobru“, “Spacerkiem po Wleniu“, “Zapora wodna w Pilchowicach“, postawiłem pomnik, w “Napoleon we Lwówku Śląskim” opisana jest bitwa o Wleń, wybiłem medal pamiątkowy - nawet burmistrz go nie ma - nie chce się ze mną spotkać więc jak mam mu dać.
- w Gryfowie Śląskim na 12 czerwca 2009 szykuję pokaz napoleoński. Tam Blucher oświadczył, że Śląsk jest wolny.
Jeśli Lwówek Śląski nie pozwala mi działać nad pokazaniem Napoleona we Lwówku Śląskim, jedynej bitwy jaką osobiście dowodził. Opiera się nad uhonorowaniem Aleksandra hrabiego Fredry, który we Lwówku Śląskim wstąpił do Wielkiej Armii.
Trzeba spuścić obecne władze w kanał i ruszyć do roboty.
- w Złotoryi też są moje wydawnictwa, będzie o kopalni złota i jeszcze coś. Tam też jest grupa nawiedzonych. Władze miasta wspaniałe i otwarte. Biłem tam monetę i chętnie mnie widzą.
- Jawor, Legnica i Krotoszyce - to kolejne miejsca do promocji (”Bitwa nad Kaczawą 26.08.1813 .“, “Rowerem wokół pola bitwy nad Kaczawą” - również po niemiecku), a zrobimy jeszcze coś w Jaworze.
Każdego roku na Dzień Turystyki pokazuję się w różnych strojach i spotykam się z właścicielami biur podróży, działaczami PTTK i przewodnikami. To też potencjalni turyści, którzy powinni przyjechać do Lwówka Śląskiego.
- teraz ukaże się “Historia tramwajów w Jeleniej Górze“, będzie też informator o Parku miniatur w Kowarach.
- spotykam się i koresponduję z dawnymi mieszkańcami tych ziem i wiem, że to potencjalne “pieniądze”, które przyjadą do Lwówka Śląskiego.
Na otwarcie wystawy w Muzeum w Dreźnie nikt ze Lwówka Śląskiego nie przyjechał. Tak wygląda zainteresowanie władz. Mogli jechać ze mną samochodem - jechało tylko powietrze.
Pisze pan: “Bo jak zmienic mentalnosc, ktorej podstawowym przejawem jest kombinowanie jak cos “zakombinowac”? To straszne, ale tak chyba jest.” - myślę, że da się to zmienić.
Może bujam w obłokach, ale nie tracę nadziei i liczę, że spotkam MYŚLĄCYCH mieszkańców Lwówka Śląskiego.
05-03-2009 o godz. 12:04
Panie Jozefie,
Ja wcale nie mam intencji dolowac Pana. W koncu sam tez jestem tym Slaskiem mocno doswiadczony. Boli mnie niesamowice krzywda jaka sie dzieje jego zabytkom, historii i potencjalowi. Lubie podrozowac po Europie i jak widze piekne, czyste i zadbane malutkie miasteczka w Austrii, Niemczech, Francji nie mowiac juz o Italii to falki mi sie skrecaja. Bo na starych zdjeciach te obecnie nasze miasteczka wygladaj jeszcze ladniej niz to co mozna zobaczyc poza Polska. A to swiadczy tylko o tym, ze mozliwosci i baza sa.
Ja wiem o czym Pan pisal. Mam to ksiazki. Zreszta od Pana… Tylko Pan dotyka historii, a ja mam na mysli terazniejszosc. Oczywiscie jesli jest historia to sa podstawy. Bez tego sie nie da. Ale jednego problemu nikt nie bedzie w stanie przeskoczyc. Mam na mysli lenistwo. Lepiej i wygodniej jest dyskutowac, tworzyc wirtualne programy i na koncu stwierdzic, ze wszystko jest gotowe tylko ktos powinien to sfinansowac czyli dac pieniadze. Nikt np. nie pomysli, ze sa rozne zrodla finansowania. Kredyty, dotacje unijne itp. Tylko to jest ryzyko. Bo jak cos nie wyjdzie to odpowiedzialnosc spadnie na tych co podejmowali decyzje. Nikt nie zaryzykuje. Przeciez latwiej jest niczego nie ruszac i biadolic, jeczec, narzekac.
Wspomnial Pan o Lubomierzu i jego bylym burmistrzu. Ja nie potrafie go ocenic jako dzialacza samorzadowego ale jego pomysl na festiwal to bylo genialne posuniecie. Bylo to wszedzie widac. Lubomierz byl znany. I co? Szeryf polazl do polityki i praktycznie sie skonczylo. Dla mnie to dowod na jedno - ze mozna oraz niestety, ze jesli nie robi tego duza grupa to najgenialniejszy projekt w koncu padnie.
To, ze Pan buja w oblokach to chyba dobrze. Tak latwiej zyc. Napewno ciekawiej.
Co do mentalnosci to zmieniac ja mozna i trzeba ale wsrod tych co niedluga zaczna rzadzic. To oni musza zrozumiec, gdzie mieszkaja, jaki bagaz historyczny dostali za darmo. I tu wroce do naszego pana dyrektora-bajkopisarza. Jesli na wychowanie mlodych maja wplyw tacy ludzie, ktorzy chyba nadal maja gleboko zakorzenione myslenie o prastarych ziemiach piastowskich, slupach Chrobrego, sprawiedliwosci dziejowej, glebokiej ksenofobii itd. , to chyba ciezko z tym bedzie. Ja widze, ze te jego ksiazki jakos trafiaja do czytelnikow. Praktycznie nikt nie zauwaza bzdur. Czyli ziarno jest zasiane. Zgodnie z prawami natury powinno zakielkowac. W konfrontacji z tym co Pan tworzy tacy jak “P” maja przewage bo sa na miejscu. No i maja urzedowo potwierdzony autorytet. Ale ja trzymam za Pana kciuki. Bo ja wiem o co Panu chodzi.
A przy okazji. Jakies dwa lata temu blakajac sie w okolicach Krajowa, Warmatowic czyli terenach bitwy bliskiej Panu, zauwazylem nowiutkie tablice dotyczace roznych zdazen zwiazanych z bitwa. Musze przyznac, ze mocno mnie to zdziwilo gdy np. jadac polna droga nagle wyrasta przy niej duza, marmurowa tablica z informacja, ze akurat tedy w dniu …. przechodzil pulk …. do walki tu i tu. Pozniej takich miejsc znalazlem wiecej. Czyli ktos pomyslal. Ale brakuje mi do tego szerszej informacji. Bo to chyba w Polsce pierwszy przypadek aby na taka skale upamietnic tego typu wydarzenie.
Pozdrawiam,
krecio
05-03-2009 o godz. 22:11
Dzięki,
ale rozgadaliśmy się, więc Lwówek Śląski lekko odpuszczę. U mnie nic się nie zmieniło, działam konsekwentnie z uporem maniaka.
Miło mi, że ktoś rozumie moje intencje.
Uzupełnię tylko Warmątowice Sienkiewiczowskie.
Tam w Krotoszycach wójtem był mój Przyjaciel. Wówczas grupa aktywnych osób uznała, że jedyną ich nadzieją jest szczere pole, na którym prawie 200 lat temu rozegrała się bitwa, będąca zwrotem w dziejach armii francuskiej.
Stworzyli grupę historyczną, kupili armaty i karabiny, i na czele z wójtem uczestniczyli w różnych działaniach pokazujących historię epoki napoleońskiej.
Zorganizowali też inscenizację bitwy nad Kaczawą, odnaleźli stare obeliski, które na 100 rocznicę postawili ówcześni mieszkańcy. Tak zaczęła się promocja szczerego pola.
Odtworzono pozostałe zniszczone obeliski, a stare fragmenty znalazły swoje miejsce przy dawnym muzeum bitwy nad Kaczawą, które na szczęście przetrwało.
Zbudowane przystanki autobusowe podobne w stylu do budynku muzeum, powtórzono jeszcze kilka razy inscenizację bitwy i do dzisiaj grupa historyczna uczestniczy 25-30 razy w roku w innych inscenizacjach i promuje to szczere pole.
Dla uzupełnienia ich działań włączyłem się do działań tej grupy. Przyjechaliśmy nawet kilka razy do Lwówka Śląskiego. Ale dyr. LOK Tadeusz Dzieżyc nie wywiązał się z ustaleń finansowych. Obawiał się konkurencji tej bardzo głośnej i widowiskowej grupy, i w bardzo delikatny sposób, czystą polszczyzną oświadczył, że “jak się nie schowamy w krzakach to wypierdoli nas z miasta”.
Część grupy posłuchała, zrozumiała i wyjechała. Kilkoro nas jednak zostało. Do dzisiaj nie chcą nas tam widzieć i ataki na mnie czuję do dzisiaj.
Na potrzeby promocji tego pola napisałem “Bitwa nad Kaczawą 26.08.1813 r.”. Sprzedała się jak świeże bułeczki i chyba zrobię drugie poprawione wydanie.
Wytyczono dwie ścieżki rowerowe wokół pola bitwy, a ja je opisałem po polsku i po niemiecku w “Rowerem wokół pola bitwy nad Kaczawą” i są one dostępne w biurach podróży i PTTK w Legnicy.
Każdego roku jestem na rynku w Legnicy i mam okazję rozmawiać z potencjalnymi użytkownikami tych ścieżek.
Na imprezę przyjechał raz burmistrz Ludwik Kaziów i sekretarz Jan Serafin ze Lwówka Śląskiego, ale moje stoisko ominęli szerokim łukiem.
Na kolejnej inscenizacji bitwy nad Kaczawą nowy wójt zaprosił dowódców grup historycznych do uroczystego otwarcia Świetlicy Wiejskiej. Jakim zaskoczeniem dla mnie było, kiedy nowy wójt mówił, że w tej świetlicy odsłonimy obraz przedstawiający bitwę nad Kaczawą, który powstał z inspiracji lektury mojej publikacji. Mówił o mnie i nigdy wcześniej mnie nie widział i chyba nie wiedział, że właśnie stoję przed nim.
Miałem okazję uczestniczyć w odsłonięciu tego obrazu, a odsłonięcia dokonał sam Jerzy Szmajdziński.
Widzi pan, jak te same moje działania przyjmowane są w dwóch tak blisko leżących miejscowościach.
I widać podejście ludzi promujących szczere pole i mieszkańców Lwówka Śląskiego z 800 letnią historią deprecjonujących wszelkie poczynania promocyjne.
13-03-2009 o godz. 10:46
Witam Panie Jozefie,
Gratuluje Panu wiernych czytelnikow strony. Nasza wymiana pogladow jak sie okazuje byla pilnie obserwowana i nawet przyniosla efekt. Dostalem otoz taka “emalie”:
Szanowny Panie Krecio!
Nie wiem i nie rozumiem, dlaczego stałem się obiektem Pańskich niwybrednych ataków. Informuję,że pańskie wypowiedzi, dotyczące również współautorów, wyczerpują znamiona art. 212 par. 1 i 2 k.k. oraz w pewnej warstwie art. 226 par 1. Jeśli nadal będa się powtarzały w takiej formie i dotyczyły moich spraw zawodowych , a nie uzasadnionej krytyki działalności publicystycznej - rozważę kwestię wystapienia do sądu. Sądzę równiez,że wydawcy naszych książek także będą mogli udowodnić wpływ Pańskich wypowiedzi i nieuzasadnionej krytyki na wysokośc sprzedaży. O sprawie zostali już poinformowani.
Robert Primke
Jak widac, we Lwowku Slaskim mozna tylko dobre slowo glosic. Moze jest w tym jakas metoda….? Szkoda tylko, ze Szanowny Pan “P” przeoczyl kwestie wlasnych bledow do ktorych nadal nie raczy sie odniesc. Za to w innej wiadomosci od Niego dostalem ostrzezenie, ze jesli ja sie nie zamkne to bede mial sprawe z powodztwa cywilnego o ochrone dobr funkcjonariusza publicznego. Zaskakujacy ten pomysl. Oznacza nie mniej nie wiecej, a tylko to, ze w interpretacji Pana “P” pelnienie roli spolecznej zwalnia automatycznie od mozliwosci bladzenia i daje absolutna nieomylnosc.
Panie Jozefie, niech mnie Pan usiwadomi bo moze jestem jakis niedoinformowany: czy Lwowek Slaski stal sie moze terenem gdzie rozciaga sie jurysdykcja prawa watykanskiego? Bodajze tylko tam sankcjonowana jest taka konstrukcja prawna. A swoja droga to polecam lekture najnowszej pozycji Autora. Rzecz nieodzowna przy lekturze to slownik oraz zasady gramatyczne. Nie napisze wiecej i konkretniej bo jak sam Pan widzi we Lwowku bakalarze bledow nie czynia z mocy prawa, a nawet jesli im sie zdazy to publiczne ich wytkniecie jest karane.
Pozdrawiam,
13-03-2009 o godz. 19:32
I ja “krecio” witam,
i jednocześnie wyjaśniam, że moja strona jest dla władz i mieszkańców Lwówka Śląskiego istotnym elementem opiniotwórczym. Każdy tekst dokładnie kopiowany i analizowany, no i oczywiście archiwizowany.
Jak pan widzi dyskusje na mojej stronie przynoszą efekty - same pozytywne efekty.
Władze i mieszkańcy polubili piwo, już im nazwa miasta nie przeszkadza w nazwie browaru, zaczynają dbać o prawa autorskie - na razie swoje, a mniej o cudze, ale i to szybko się zmieni, i wiele innych …
Mam nadzieję, że pan dyrektor zainteresował się dokładnie publikacjami nauczycieli historii. Czytałem recenzję tekstu o uranie, chyba ją tutaj wstawię, pouczający materiał i ciekaw jestem czy i jak zareagował na to pan dyrektor.
“polecam lekture najnowszej pozycji Autora. Rzecz nieodzowna przy lekturze to slownik oraz zasady gramatyczne.” - pisze pan.
Myślałem, że mam w Panu przyjaciela, a tu zachęca pan mnie na tak fatalne wydatki.
Myślę, że śledził pan moje korepetycje z ortografii dla lwóweckich nauczycieli historii. Są chyba teraz zajęci nauką ortografii, więc zasady gramatyczne będą tematem kolejnych korepetycji.
We Lwówku Śląskim nie ma mylących się, dyrektor LOK wie i potrafi najlepiej, kierowniczka biblioteki nie wie jak wygląda książka ale jest najlepsza, potrafi prowadzić powiatową i miejską bibliotekę i wie, że moich publikacji nie można pokazywać, burmistrz też wie co najlepsze (dla niego) - zamiast miasta promuje siebie (oczywiście za pieniądze gminy).
W broszurce Gienka Braniewskiego browar już sprzedał w grudniu 2008 - to przecież najmniej ważne, ważne jest słowo burmistrza, przecież sfinansował publikację to i musi mieć swoją promocję.
Szkoda tylko, że jest sprzedawana po 5,- zł, gmina zamienia się w firmę o działalności gospodarczej. Czy sama sobie odprowadza podatki?
Jeśli chce pan wydobywać agaty, na wielką skalę koparką, to burmistrz daje przykład - trzeba się dogadać z chłopem i już, a prawo zostaje za miedzą.
Myślę, że te obietnice Ministra Finansów trafią na lwówecki rynek i zostaną skontrolowani wszyscy “kolekcjonerzy” pieniędzy. Przypomnę Panu Ministrowi o terminie Lata Agatowego.
Nawet Starosta (choć z Prawa i Sprawiedliwości) dołączył to tego kręgu nieomylnych.
Zachęcam do lektury na mojej stronie.
Na skargę o naruszenie moich osobistych praw autorskich wyjaśnił Radzie Powiatu, że są to dane ogólnodostępne, a Wojewodzie, że dokonano pomiarów empirycznych. Ciekaw jestem co wymyśli na potrzeby sądu.
Wojewoda też nieźle główkuje, wyjaśnił mi na piśmie, że jeśli Starosta uznał, że nie naruszył moich praw autorskich to Rada Powiatu nie mogła tego zbadać.
Poczekamy - na drodze administracyjnej pozostał mi NSA, a do tego prokuratura - w sprawie karnej i droga sądowa o odszkodowanie.
Mam czas, a do wyborów coraz bliżej.
Spoko, wydawca książek lwóweckich historyków chyba będzie sobie rwał włosy (no chyba, że jest łysy) jak się dowie o przygotowywanych procesach o naruszenie praw autorskich.
W czasopismach już zaczną się pojawiać informacje i sprostowania o naruszenie praw autorskich, oj poczytamy, będzie fajna lektura, to bardzo pouczająca i wychowawcza lektura. Dzieci będą miały dobre wzorce do naśladowania.
Czy facet, który narusza prawa autorskie (mówiąc wprost - kradnie), popełnia plagiat, narusza etyczne zasady internetu, może uczyć i wychowywać dzieci? Chyba tylko we Lwówku Śląskim. O tym, że jest tam we Lwówku Śląskim katastrofa edukacyjna pisałem wielokrotnie.
Zobaczymy jak zareaguje pan dyrektor - sam zrezygnuje czy poda się do dymisji.
Jeśli chodzi o dobra funkcjonariusza publicznego to chyba dobrze będzie jak zbada to Kuratorium. Jakoś nie widzę w tych działaniach nauczycieli dobra dziecka - słyszę o kk i paragrafach, o wydawnictwach, o prawach autorskich, a jakieś nie widzę godności nauczyciela i doba dziecka.
Może nie czytali Karty Nauczyciela. Nawet jak czytali to tam są duże problemy ze zrozumieniem tekstu.
To tylko Lwówek Śląski:
- dyrektor LOK - nadużywa … i dobrze bo większy wpływ z akcyzy, a jest kryzys,
- kierowniczka biblioteki - nie wie jak wygląda książka, więc nie kupi, zaoszczędzi - też dobra na kryzys,
- nauczyciel “kopista” - też dobry na kryzys, nie wydaje bezmyślnie pieniędzy na badania,
- nauczyciel piszący koślawą polszczyzną też dobry - ócuny bo ma papier, a tylko tego wymaga óżont,
- Starosta … z PiS - więc prawo ma w … nazwie,
a burmistrz - ma się dobrze, też dokłada wszędzie swoje 5 groszy, promuje się, a jak brakuje w kasie pieniędzy to sprzedaje wydawnictwa finansowane z budżetu i płaci podatki(?), a problemy niech się rozwiązują same.
14-03-2009 o godz. 19:13
14-03-2009 o godz. 19:16
To nie koniec. Uwag na temat tekstu o uranie jest więcej niż w tekście.
15-03-2009 o godz. 16:09
Panie Jozefie,
A kto jest autorem artykulu? To wiele wyjasni. Ja sam Odkrywcy nie czytam juz od kilku lat. Tak mniej wiecej w rok po objeciu pisma przez obecnego (obecna) Naczelna. Wlasnie z powodow takich jakie przedstawiono w artykule. Kiedys, jeszcze w czasach kiepskiego papieru i slabej grafiki byly tam fantastyczne teksty. Teraz jest lakier, kolorowe obrazki i….. nic poza tym. Przynajmniej dla mnie. Wielokrotnie zwracalem redkacji uwagi o razacych bledach jakie popelniaja ich autorzy. Moj blad byl taki, ze robilem to na ich forum. Efektu nie bylo. Tak wiec fakt zamieszczenia (zgodnie z prawem prasowym) sprostowania jest na ich standardy duza sprawa. Tylko co z tego? Artykul poszedl “w lud” i krzewi nieprawdy. Sprostowan malo kto czyta, a i tak nie zwraca na nie uwagi.
Osobiscie nie mam pretensji za to, ze ktos cytuje dorobek innych. Jesli poda zrodlo to przeciez prawu i obyczajom staje sie zadosc. Wypada jednakze czasem sprawdzic to co sie powiela. I to tu jest problem. Lenistwo, glupota i pragnienie lansu w ogolnopolskim pismie blokuja rzetelnosc. Pozostaje jeszcze redakcja ale oni tam znaja sie bardziej na dachowkach i pokryciach dachowych (nowych) niz na metodologii badan historycznych.
15-03-2009 o godz. 19:42
Witam,
i spieszę donieść, że to redakcja wykasowała nazwisko autora, a jest nim p. Szymon Wrzesiński nauczyciel historii lwóweckiego gimnazjum, którym dyrektoruje p. Robert Primke.
Tak się złożyło, że w tej szkole zebrała się grupa “pisarczyków”. Sami nie prowadzą badań naukowych, a potrafią wydać po kilka książek i trochę art. prasowych.
Zdolne “bestie”, ale czy mają czas zająć się dziećmi?
“Odkrywca” został postawiony pod ścianą będzie musiał opublikować kilka tekstów wyjaśniających. Może odpowie też przed sądem za brak reakcji. Wszystko po kolei.
“Kopiści” też muszą ponieść konsekwencje. Będziemy śledzili (i pan i ja) jak zachowa się dyrektor w stosunku do swojego kolegi historyka i podwładnego.
Czy potrafi wznieść się i ocenić właściwie sytuację?
Może też krytycznie spojrzy na swoje “dzieła”.
Zobaczymy.
Chwilowo za naruszenie moich autorskich praw osobistych bujam się z lwóweckim starostą. Wyjaśnił w piśmie do Wojewody, że nie odpowiedział mi na piśmie na moje uwagi, bo zdecydował, że woli mieć proces sądowy.
Nie mogę więc zawieść pana starosty. Tak jak chciał, będzie miał. Czekam tylko na listę świadków.
“Lenistwo, glupota i pragnienie lansu w ogolnopolskim pismie blokuja rzetelnosc” - pisze pan i ja się z tym zgadzam.
Drobne trzęsienie w tym grajdołku może coś na chwilę zmieni, a czkawką odbije się w “Odkrywcy”. Proszę się nie łudzić, nie robią tego z dobra woli, a z przymusu.
Może zmienią nazwę na “Pokrywca” (dachów, kosztów sądowych, odszkodowań itp.)?
Pisałem na swojej stronie wielokrotnie o katastrofie edukacyjnej we Lwówku Śląskim. Niestety nie dociera to do świadomości burmistrza. Może wreszcie się opamięta. Takie mocne uderzenie przed wyborami może być bolesne dla pracowników sezonowych.
Jeśli chodzi o metodologię badań, to lwóweccy historycy zawsze twierdzili, że są w czołówce, a tu taki pasztet.
19-03-2009 o godz. 10:34
Nowosc absolutna!!!!
Post o takiej tresci pojawil sie na forum Odkrywcy w temacie dotyczacym promocji ksiazki o wojnie w Dolinie Bobru.
“Ja jestem ze Lwowka Slaskiego i w tutejszym gimnazjum tez zrealizowno pokaz tej ksiazki. Autorami tej ksiazki jest: dyrektor gimnazjum i zarazem nauczyciel historii-Pan Robert Primke oraz inny nauczyciel historii ale z tej samej szkoly- Pan Maciej Szczerepa i Pan Wojciech Szczerepa. Sam niedawno kupilem te ksiazke i polecam innym.
Ja mam 14 lat i uczy mnie pan Primke historii.”
link do calosci http://www.odkrywca-online.com/spotkanie-z-autorami-wojna-w-dolinie-bobru-jelenia-gora,649277.html#649277
A to mozna tak sobie organizowac w szkole gdzie sie jest urzednikiem i funkcjonariuszem publicznym promocje wlasnych przedsiewziec gospodarczych?
19-03-2009 o godz. 11:59
Szanowny Panie “krecio”
“Sowieci niszczyli i gwałcili, ludność niemiecka cierpiała” - to ogólna teza lwóweckich historyków we wszystkich ich pracach. Wychwalanie i wielkie współczucie dla wysiedlonych Niemców przekracza wszelkie granice.
Wszystko co złe to Rosjanie - nie widzą działań szabrowników z “centrali”, nie widzą działań osadników, nie widzą działania lokalnych mieszkańców Lwówka Śląskiego (okradzione i zniszczone muzeum, “rozstrzelana” kula na wieży ratusza), dla tych autorów to fakty, które trzeba zapomnieć.
Jeśli chodzi o temat, który tak Pana wzburzył, to norma we Lwówku Śląskim. Z całym szacunkiem, ale takim drobiazgami nie zaskoczy mnie Pan.
Dyrektor pokazuje jaki jest obrotny, jak ekonomicznie działać, a małolaty to łykają jak małe kaczory. Nie widzą w tym nic złego. Chwalą za to dyrektora i polecają jego “dzieło”.
Tam nikt niczego nie widzi, a jak Jasia nauczą, tak będzie postępował w życiu dorosłym.
Burmistrz z budżetu gminy finansuje wydanie książki jakiegoś autora np. E. Braniewski “Piwowarstwo …”, promuje się w niej na pierwszej stronie, i żeby było “ekonomicznie” puszcza książkę do sprzedaży. Jaki jest obrót finansowy z tym związany, tego nie wiem, nie wiem kto płaci podatki ze sprzedaży i komu?
Może wyjaśni mi to ktoś? RIO? poczekamy.
Dyrektor historyk powinien przemianować się na ekonomistę i uczyć w szkole przedsiębiorczości. Nauczyciele mają doświadczenie ze sprzedażą podręczników, a teraz dyrektor wprowadza sprzedaż swoich wydawnictw na terenie szkoły.
Zaradny facet.
Ale to chyba przez Pana “niewybredne wypowiedzi“, które miały wpływ “na wysokość sprzedaży” dyrektor szkoły musiał posunąć się do takich niezgodnych z prawem działań. O godności funkcjonariusza państwowego nie wspomnę.
Zacytuję pewien fragment opisujący spotkanie w Jeleniej Górze.
“Ale i tu duch walki wśród gorliwych hitlerowców nie gasł. Robert Primke dotarł do listu Dietera Kosmala, członka najmłodszych oddziałów Hitlerjugend, który opisywał swoje zaangażowanie w sprawę i gotowość do poniesienia najwyższej ofiary za Fuehrera. Na szczęście jego i jemu podobnych bojowników wywieziono do Saksonii. Sam Dieter trafił do Drezna, prosto na naloty dywanowe. On miał szczęście, bo przeżył, ale jego matka i dwoje rodzeństwa zaginęło bez wieści – usłyszeliśmy.”
Bidula Diterek trafił na naloty, a może zastanowi się ilu Polaków zginęło w nalotach niemieckich na otwarte miasta jak Wieluń, Warszawa i dziesiątki innych. Może to jego tatuś czy wujek z napisem “Got mit uns” mordował naszych Rodaków.
Gratuluję panie Primke postawy PATRIOTYCZNEJ godnej polskiego nauczyciela historii i dyrektora szkoły.
Czy już jest pan członkiem “kółka” wypędzonej z polskiej ziemi Eriki?
“On miał szczęście, bo przeżył“, więc teraz może przekabacić pana Primke na swoją stronę i razem z “gotowym do poniesienia najwyższej ofiary za Fuehrera” członkiem Hitlerjugend mogą “polerować” Niemców, barbarzyńców hitlerowskich.
Jeszcze trochę, a okaże się, że to Rosjanie napadli tu na Dolnym Śląsku na Bogu ducha winnych Niemców.
Wielu Polaków i Rosjan w 1945 r. nie miało takiego szczęścia.
Zachęcam pana dyrektora do odwiedzenia kilku cmentarzy np. we Wrocławiu, Warszawie, Zgorzelcu czy Cybince. Może aż tak bardzo przestanie pan współczuć “gotowemu do poniesienia najwyższej ofiary za Fuehrera członkowi Hitlerjugend“.
Może powie pan dyrektor swoim czytelnikom coś więcej o obozach koncentracyjnych, o pracy przymusowej, o utracie całego dobytku przez Polaków - czy dla pana dyrektora to bardzo niewygodna sprawa?
Czy pan dyrektor naprawdę uczy polskie dzieci polskiej historii i patriotyzmu? - zaczynam w to wątpić.
“Najbardziej dostało się wtedy Bogu duch winnym Niemcom Sudeckim, którzy po czeskiej stronie granicy żyli niemal w symbiozie od stuleci. Fatalny splot dziejów spowodował, że cywilna ludność doznała wielkich prześladowań wtedy, kiedy nie było już się na kim zemścić. Największy mord na Niemcach dokonał się w 1945 roku w Usti nad Łabą: zginęło wówczas kilka tysięcy uchodźców i mieszkańców o niemieckim pochodzeniu“.
W tym wszystkim to tylko my POLACY czyści jak kryształ, potrafimy u wszystkich znaleźć brudy, tylko nie u siebie.
Pełny cytowany tekst znajduje się:
http://jelonka.com/news,single,init,article,20012
“W przygotowaniu mamy następne pozycje – zapowiedzieli autorzy.” - będę miał o czym pisać.
19-03-2009 o godz. 17:12
Panie Jozefie,
W koncu moge sie z Panem w czyms niezgodzic. A moja niezgoda dotyczy Panskiego stosunku do tego co sie dzialo na D.Sl. oraz innych terenach niemieckich w 45′ i latach zaraz po nim. Daleko mi do myslenia Eriki Steinbach a i nie mam takiej motywacji. No, bo niby skad? Ale przenigdy nie odmowie prawa innym ludziom do posiadania wlasnej ojczyzny praz tego, iz pozbawianie kogokolwiek tego jest zbrodnia. Ja mysle, ze dzis, ponad 60 lat po wojnie mozna juz bez emocji, ksenofobii i tych calych bajdurzen o “prasatarych piasatowskich ziemiach” rozmawiac o i z ludzmi, ktorzy tu wowczas mieszkali od pokolen. Dokonywanie dzisiaj ocen sposobu w jaki rozwiazano kwestie narodowosciowa jest bez sensu. Tak sie stalo i tyle. Natomiast nie wolno tym ludziom odmawiac tego, ze mieli swoje emocje, uczucia itp. Bez wzgledu na ich stosunek do owczesnych realiow. Oczywiscie moja niezgoda rozciaga sie rowniez i na zwalanie calej winy za straty i krzywdy na niezwyciezona Armie Czerwona. Bo to po prostu jest klamstwo. Co ta armia zrobilo to jest jedno, lecz my mamy rownie “tworczy” udzial w dziele zniszczenia i grabiezy. Zreszta proceder taki trwa w zasadzie do dzis. To tyle jesli chodzi o kwestie ideowe.
Setnie sie ubawilem cytatem u Pana jak i na “Jelonce” o tym rzekomym liscie jaki nasz Pan Dyrektor odnalazl byl. Ciekaw jestem gdzie go zanioslo? Bo ja z cytowana relacja spotkalem sie w ksiazce Ulricha Voelkleina “Nikt juz nie oczekiwal litosci”. Pozycja wydana przez wydawnictwo REPLIKA w 2008 roku. Mityczny list niestety nim nie jest. To zwykla relacja z rozmow z Dieterem jaka przeprowadzil autor. I rzecz najwazniejsza. Nazywa sie ten Dieter KOSMALLA. Przez dwa “L”. Gwoli prawdy, pozycja ta figuruje w bibliografii ksiazki. Lecz jesli ktos w swoich publicznych wypowiedziach zwyczajnie klamie to ja mam do tego stosunek jednoznaczny. Z cala swiadomoscia uzywam slowa “klamie” bo jak inaczej nazwac tworzenie swego wizerunku badacza, ktory dociera do dokumentow archiwalnych podczas gdy takich niema? Sa za to inne ksiazki z ktorych dokonuje sie ineterpretacji tekstu. Bo nasz bohater czyli Dieter nie zostawial wywieziony “sluzbowo” do Drezna jak sugeruje autor wypowiedzi tylko wywiozla go tam matka czujac, ze ta wojna od wschodu moze byc nieciekawa. Caly problem polega na tym, ze Kosmalla szczerze opisujac swoj stosunek wowczas do nazimzu i wodza musial to zrobic aby czytelnik mogl zrozumiec dalsze jego losy. Facet pod koniec zycia przyznal sie do oportunizmu, uleganiu silnym ideom, do checi latwego i nieskomplikowanego zycia. Tak czynil bo byl tym co mial niefart i zostal w NRD. Ten czlowiek sie rozlicza ze soba i nie skamle o litosc. Ale zeby go zrozumiec musial opisac swoje emocje w poszczegolnych latach. W kazdym razie jest to bardzo szczera i uczciwa opowiesc. Ale nie jest to zaden list. No chyba, ze Pan Primke nawiazal korespondencje z Kosmalla? W to nie wierze….
19-03-2009 o godz. 22:43
Szanowny Panie “krecio”
chyba nie zrozumiał pan moich intencji. “przenigdy nie odmowie prawa innym ludziom do posiadania wlasnej ojczyzny” - pisze pan.
I żeby nie błądzić, chciałbym dowiedzieć się czy Niemcy, którzy osiedlili się np. na Zamojszczyźnie i zostali “wypędzeni” w roku 1945 - to też wypędzeni pani Eriki. A coś mi się wydaje, że pani Erika też była w takiej podobnej sytuacji.
Czy Zamojszczyzna jest ICH ojczyzną? - mam wątpliwości.
Nie mam “piastowskiej” fobii, “ksenofobii i tych calych bajdurzen o “prasatarych piasatowskich ziemiach”. Piszę o tym wielokrotnie na swojej stronie.
Mam też wątpliwości, czy jak mam papiery na majątek zaburzański to moja Ojczyzna jest za Bugiem, czy tutaj na Dolnym Śląsku?
Czy Pan rozstrzygnie ten dylemat?
Tak się składa, że to ja pierwszy zacząłem pokazywać w swoich publikacjach, że historia Lwówka Śląskiego należy do wielu narodowości. Podoba mi się F.B.Wernher, który zawsze twierdził, że jet Ślązakiem. Nie utożsamiał się z Austriakami, ani z Prusakami. Twierdził, że za austriackich czasów było inaczej (lepiej w domyśle, więcej autonomii).
“Dokonywanie dzisiaj ocen sposobu w jaki rozwiazano kwestie narodowosciowa jest bez sensu.” - pisze Pan i zupełnie się zgadzam. To nie ma sensu, mleko się rozlało.
Wielokrotnie piszę, że trzeba patrzeć do przodu, a przeszłość zostawić do zbadania historykom. No nie takim ze Lwówka Śląskiego, solidnym.
Reaguję tak emocjonalnie - przyznaję - kiedy nie ma równowagi w ocenie zdarzeń. Ruski, Czech są BE, a hitlerowcom i ich potomkom bardzo współczujemy.
Oczywiście, można tak zwykle po ludzku współczuć, ale trzeba pamiętać i przypominać dlaczego tak się stało.
Przyczyna i skutek.
“Natomiast nie wolno tym ludziom odmawiac tego, ze mieli swoje emocje, uczucia itp. Bez wzgledu na ich stosunek do owczesnych realiow.” - a z tym to bym polemizował.
Zafascynowany Diterek działaniami Adolfa, jego wielkiej miłości, nagle się zmienił. Teraz to już pokorna owieczka? To właśnie p. Erika zbiera te pokorne owieczki z HJ i na ich przykładzie pokazuje jaką to zrobiliśmy im krzywdę.
Pan na Dolnym Śląsku bywa, a ja się tam wychowałem w tych powojennych trudnych czasach. Do dzisiaj spotykam dawnych mieszkańców. Wielu z nich patrzy na miniony czas z pokorą. Uświadamiają sobie co się stało i dlaczego.
Ale są wśród tych owieczek i wilki.
Nie wiem czy widział pan przygotowywane niemal (niemal można śmiało opuścić) z każdej wioski i miasta dokładne opracowania kto gdzie mieszkał przed wojną, jak to wyglądało i kto mieszka tam dzisiaj i jak to wygląda. To takie domowe dzieła owieczek p. Eriki.
Te pierwsze strony o historii tej “naszej wspólnej wilokulturowej” ziemi jeszcze może pan zobaczyć spokojnie. Ta dalsza część z gloryfikowaniem Adolfa i wszystkimi “elementami” tamtych czasów jest już mniej chętnie pokazywana.
Nie znam p. Dietera i jego wewnętrznej przemiany. To nie o nim piszę.
Piszę o problemie i potrzebie poważnego traktowania problemu.
Te uczucia i emocje mieli i Polacy wywiezieni i poniżani na robotach w Rzeszy, i “pensjonariusze” KL (Konzentration Lager - to dla przypomnienia młodym co to KL) jak mój Ojciec, i wysiedleni z Kresów, i “emigranci” z miast zrównanych z ziemią, i inni których dotknęły losy wojny.
Trzeba o tym wszystkim pamiętać, dlatego nawet tytuł “Sowieci niszczyli i gwałcili, ludność niemiecka cierpiała” pokazuje brak tej równowagi w ocenie i wskazania przyczyn tych zdarzeń.
Znam wielu dawnych mieszkańców Lwówka Śląskiego, a raczej Loewenberg, którzy realnie ocenili zdarzenia jakie miały miejsce, spotykamy się, wymieniamy informacje, spotykamy się we Lwówku Śląskim.
I niech mi pan podpowie, co mam powiedzieć takiemu dawnemu mieszkańcowi Loewenberg, który na własne oczy widział, jak milicjant Jędrasiak z dzielnymi krasnoarmiejcami zestrzelili sygnaturkę z kulą z wieży ratuszowej, a władze miasta finansują wydawnictwo, w którym autor pisze, że to dzielni milicjanci zestrzelili hitlerowską gapę.
Czy wie pan teraz przeciwko czemu tak emocjonalnie reaguję.
Powiem Panu więcej. Bardzo żałuję, że tak rozwiązano problemy narodowościowe.
Dziwi to Pana?
Już spieszę wyjaśnić.
Teren Lwówka Śląskiego wchodził w skład Księstwa Świdnicko-Jaworskiego i niech Pan sobie wyobrazi, że na tym terenie wytworzył się swoisty dialekt, w którym wiele słów sięgało swoimi korzeniami czasów piastowskich.
Żeby znów nie posądzał Pan mnie o fobię piastowską informuję, że to są badanie niemieckie.
Starałem się zainteresować tymi sprawami studentów germanistyki, wyszukałem wiele publikacji na ten temat, wreszcie sam zabrałem się za opracowywanie tego tematu. To naprawdę bardzo interesujący temat pomijający sprawy trudne związany z wojną i jej skutkami.
Kiedy władze miasta i mieszkańcy … dajmy spokój, zostawiłem wszystko i leżą papiery gdzieś na półce, a w końcu wylądują na śmietniku. Tak skończą się moje badania tej wielokulturowości ziemi lwóweckiej.
A lwóweccy historycy, chorzy na nienawiść do Rosjan, przekazują i kultywują w dzieciakach te zaszłości. Niemcy cacy, tam można zrobić kasę, a Rosjanie BE i taki to obraz kształtują lwóweccy nauczyciele historii u lwóweckich dzieci.
Widać to w braku tolerancji, braku obiektywnego patrzenia i do tego nawiązuję na początku informacji o książce “Równocześnie z Rezolucją Parlamentu Europejskiego potępiającą nietolerancję w Polsce” ukazała się książka, o której tyle rozmawiamy.
Opisywane spotkanie, ta książka i jej autorzy uczą (może nawet nieświadomie) nienawiści, nietolerancji i jak by ktoś nie wiedział to między innymi jest to do nich i o nich w Rezolucji Parlamentu Europejskiego potępiającej nietolerancję w Polsce.
20-03-2009 o godz. 09:23
Panie Jozefie,
My tu z pewnoscia nie rozwiazemy problemu wypedzen po 45′, a juz napewno nie ustalimy jak bylo wowczas naprawde. Choc pewnie, gdzies tak pdswiadomie prawde znamy. Mysle, ze kazdy z owczesnych uczestnikow tych wydarzen mia swoj “udzial” w “niesieniu dobra” ludziom jakich tam zastali. Nie Niemcom, Slazakom, autochtonom tylko ludziom. Niech Pan nie miesza do tego Zamojszczyzny bo to przeciez jest naduzycie i malo celny przyklad. Przeciez tereny Slaska nie byly kolonizowane w sposob taki jak zamojszczyzna. Tu nikt nikogo przed zasiedleniem nie wypedzal z domu, nie mordowal i dzieci nie odbieral. Przeciez Pan doskonale wie, ze czasy niemieckojezycznej kolonizacji Slaska to sredniowiecze. I to takie gdy ziemie te jeszcze byly zwiazane z owczesna Polska, a raczej wladzami centralnymi w Krakowie. Zreszta w analogicznym okresie jakby Pan znalazl sie w tymze Krakowie to raczej przydalaby sie Panu znajomosc niemieckiego niz naszej ojczystej mowy.
Ja Pana o zadne fobie piastowskie nie posadzam. Tylko nie mge sie zgodzic z tym, ze tak latwo odbiera sie komus prawo do jego ojczyny. BEZ wzgledu na okolicznosci. Bo nawet jesli ktos dzielnie co chwila zamawial piec piw to wcale nie oznacza, ze to wystarczy do tego aby powiedzic mu “paszol won. to nie jest i nie byl twoj kraj”. Toz to bzdura. Z tego powodu ja moze teraz wyglosze herezje ale i Steinbach ma swoje prawo do Heimat. Tylko oczywiscie nie w Gdyni ale tu, na Slasku bo przeciez jej rodzice sa wlasnie stad.
Znam te sprawy z dialektami na Slasku. Wcale mnie to nie dziwi. Przeciez taki tygiel kulturowy jaki tu byl nie mogl pozostac bez wplywu na jego emanacje zewnetrzna w postaci jezyka. Zreszta przeciez Pan doskonale wie, ze tuz przed wojna zmieniane byly nazwy miejscowosci za zbyt slownianskie brzmienie.
Pyta Pan co odpowiedziec dawnemu mieszkancowi, swiadkowi naszego bohaterstwa w walce z przejawami germanizacyjnymi? A co mozna powiedziec? Przeciez w jezyku niemieckim takie cos ma identyczne okreslenie i takie samo znaczenie. Koltunstwo, barbarzynstwo itd. W koncu moze tez Pan zwalic to na sowietow. Zawsze mozna stwierdzic, ze to byli ci jakich Stalin tu naslal aby pilnowali nowo zainstalowanej wladzy. Bedzie zgodnie z obecnym trendem i poprawnie politycznie. Nie wazne, ze malo zgodne prawda historyczna. Wazne sa przeciez nasze interesy. Prawda? No i lwoweccy bakalarze nie beda mieli pozniej problemow… A jak bedzie trzeba to i zawsze jakis list odnajda.
20-03-2009 o godz. 10:55
Cieszę się, że kilka problemów (sobie) wyjaśniliśmy, choć nie rozwiązaliśmy. Inni też muszą mieć coś do zrobienia.
Zamojszczyzna to bardzo klarowny przykład dlatego go użyłem.
Zadziałał.
Gdybym mówił o p. Erice w Gdyni to obraz byłby mniej czytelny.
Nie znam jej korzeni, jest wiele innych kobiet, którymi bardziej się interesuję.
Ojczyzna - trudny temat Pan porusza. “Każdy ma prawo …” - oj tak, tylko gdzież ona.
Jak w 4 pancernych - tam gdzie my tam nasza Ojczyzna?
W jakich granicach?
Od morza do morza? Czy tylko do Tatr?
Chyba to nie miejsce na takie rozważania.
“to nie jest i nie byl twoj kraj” - to chyba tylko w połowie prawda, to nie jest, choć był kiedyś twój kraj. Musisz się z tym pogodzić.
Kto sieje wiatr zbiera burzę. Takie są konsekwencje.
Tu są twoje - “kolego od pięciu piw” - korzenie, ale i moje korzenie.
Moja rodzina już od 5 pokoleń związana jest z Dolnym Śląskiem. Kiedy będziemy uznani za autochtonów? Ślązaków?
Ile pokoleń na to potrzeba? - nie wiem.
Chyba tego nie rozstrzygniemy - nieprawdaż, choć każdy ma prawo do swojej Ojczyzny.
Pani E. zostało tylko wzdychanie do przeszłości, tak jak nam do Lwowa i Wilna, czy mnie do Wielkiego Lasu na Polesiu.
I na westchnieniach musi się skończyć.
Zawsze i wszystko “możemy zwalić na Sowietów i będzie poprawnie i politycznie“.
Martwi mnie również to, że oprócz tych “jakich Stalin tu naslal“, osiedlili się tu “nasi” niszczyciele.
Z kołtuństwa, barbarzyństwa, głupoty, czasami niewiedzy niszczyli (i niszczą) wszystko jak leci.
Jestem w stanie zrozumieć te pierwsze powojenne lata, czas odreagowania, czas żądzy natychmiastowego odwetu, ale to co się działo później i to co się dzieje do dzisiaj tego już nie da się wytłumaczyć.
A problem w tym, że zamiast pielęgnować tę wielokulturową krainę, uczyć wzajemnego zrozumienia i poszanowania pielęgnuje się i podsyca nienawiść.
Może warto popatrzeć jak na ruch husytów patrzą dawni mieszkańcy tej ziemi Czesi?
Jakie podejście do przeszłości Śląska przekazywane jest w szkołach w Austrii?
Jak zorganizować życie społeczne, żeby zachęcać turystów do odwiedzin Dolnego Śląska? Mamy wspaniały przykład w Krotoszycach (choć i tam są kłody).
Jaki jest efekt edukacji w lwóweckich szkołach widać w komentarzach wpisywanych z własnej woli na mojej stronie.
Obcy - nie,
turysta - nie,
Niemiec właściciel firmy - nie,
… - nie, nie, nie …
Pisał Pan kiedyś o organizacjach społecznych dawnych mieszkańców ziemi lwóweckiej.
Dzisiaj też jest ich od licha.
PTTK, Przyjaciół Ziemi … tyle, że jest to wszystko na pokaz lub służy do wyrwania grosza z kasy miasta, albo na chwalenie się papierem, … a najczęściej cudzą pracą.
Więcej energii zużywa się, żeby komuś dowalić, coś rozwalić, niż zbudować. Bardziej mieszkańcom zależy, żeby sąsiadowi krowa zdechła niż u siebie w oborze postawić dwie.
Zgadzam się z Panem. Tego tak szybko się nie wykorzeni, a z edukacją też nie najlepiej. Uczy się nienawiści i nietolerancji zamiast pozytywnych działań.
No chyba, że uznamy za praktyczną naukę ekonomii przez dyrektora-autora.
20-03-2009 o godz. 23:36
Zachęcam do poczytania sprostowania w “Odkrywcy”. To tekst Szymona Wrzesińskiego, który występuje pod nazwiskiem Klawecki.
“W nawiązaniu do artykułów p.t. “Szubienica w Lubaniu -historia obiektu oraz efekt prac archeologów” opublikowanego w miesięczniku “Odkrywca” 6(113) czerwiec 2008r., s. 22-25 oraz “Dziesięć lat minęło… skutki wykopalisk przy dolnośląskich szubienicach”, opublikowanego w tymże miesięczniku nr 7(114)lipiec 2008r., s.7-10, zgodnie z art.31 Ustawy z dnia 26.01/1984 r. Prawo prasowe, domagamy się wydrukowania w terminie ustawowym sprostowania następującej treści:
Jesteśmy oburzeni tekstem Adama Klaweckiego p. t. “Szubienica w Lubaniu -historia obiektu oraz efekt prac archeologów” (”Odkrywca”, 06.06.2008 r.), kontynuowanym w lipcowym numerze “Odkrywcy” pt. “Dziesięć lat minęło… skutki wykopalisk przy dolnośląskich szubienicach”, który to tekst zawiera szereg nieprawdziwych informacji. …”
Całość do przeczytania tutaj:
http://www.odkrywca.pl/
Skoda, że burmistrz opłacający takiego nauczyciela musi doprowadzać do ostateczności, aż zajmie się nim prokurator.
I Kuratorium i Dyscyplinarka “nauczycielska”, i dyrektor szkoły ślepi i głusi na wszystko.
Sz. Wrzsiński nadal szaleje w internecie i dyskutuje sam z sobą.
Zobaczymy jak się będą tłumaczyli jak sąd “posadzi” autora na bocznicy.
21-03-2009 o godz. 00:32
No, widzi Pan… Jak publicznie napisalem, ze osoba bedaca jednoczesnie nauczycielem wydaje drukiem swoje wynurzenia opierajac sie na bajkach chorego na glowe oficera SB, stwierdzilem, ze jest dla mnie nienormalny fakt bycia historykiem nauczajacym i jednoczesnie calkowicie lekcewazacym sprawdzanie zrodel, to w efekcie dostalem pogrozki i insynuacje.
Tego autora takze znam z jego dokonan. To zdaje sie jest Naczelny Lwowecki Kopista. Przynajmniej wpadly mi w oczy artykuly w sprawie jakichs plagiatow. Nie znam do konca sprawy bo akurat ta epoka o ktorej sa te teksty niezbyt mnie interesuje ale widac, ze we Lwowku jest silna i skuteczna grupa “benedyktynow”.
A, ze “O” takie cos drukuje… Nie po raz pierwszy i nie po raz ostatni. Juz Panu pisalem, ze kierownictwu blizsze sa dachowki niz metodologia badan naukowych. Co tam prawda….
21-03-2009 o godz. 00:51
Myślę, że nauczyciele kopiści zasiądą wraz ze swoim Starostą na ławie … i nie będzie to ośla ława, choć chyba by w tym wszystkim woleli ją.
Ciekaw jestem czy dyrektor i burmistrz uprzedzą jakieś działania. W innym przypadku to i im może się coś dostać rykoszetem.
Chyba znów będzie kilka wolnych miejsc pracy, a mówią, że tam takie bezrobocie.
21-03-2009 o godz. 09:58
Ja jednak mysle, ze nic innego poza pisaniem sprostowan nie bedzie sie dzialo.
21-03-2009 o godz. 11:08
Jeśli chodzi o “O” to zaczynam przychylać się do Pana zdania. Myślę, jednak, że to nie “dachówki”, a raczej młotki są w zainteresowaniu.
Autorzy piszą o podanie prawdziwego nazwiska autora, a oni milczą i publikują następny tekst.
“Przypuszczamy, iż pod personaliami Adam Klawecki kryje się całkiem inna osoba. W związku z tym zwracamy się z uprzejmą prośbą do Redakcji miesięcznika “Odkrywca” o wyjaśnienie tej kwestii.” - uprzejmie proszą.
Sprawa autora jest ogólnie znana, ale nie oficjalnie i jeśli autorzy wniosą oskarżenie autora o inne naruszenia praw autorskich to i za ten tekst też autor beknie. Mam sygnały, że już się coś dzieje.
Jeśli poszkodowani autorzy będą konsekwentni to zmiękczą i autora “kradzieja” i “pasera” - wydawcę sprzedającego kradziony towar.
Bez mocnego tupnięcia i praktycznego przypomnienia prawa prasowego “O” nadal będzie “sprzedawać” bełkot.
23-01-2010 o godz. 18:30
“To oni byli poszkodowanymi w tym całym bałaganie (delikatnie mówiąc) to oni musieli uciekać z własnej ojczyzny, to oni musieli siłą zdobywać środki do życia i utrzymywania rodziny. To oni musieli walczyć o przetrwanie. To oni byli zaszczuci przez bandytów cesarskich, którzy zbrukani krwią zamordowanych innowierców chronili się po klasztorach i kościołach katolickich. To ludność cywilna Czech musiała się bronić przed uzbrojoną po zęby najemną armią arcykatolickiego cesarza.” - jak można pisać takie bzdury? W latach 1378-1433 nie była na tronie rzymskim cesarza! To tak na początek. Polecam relację Marcina z Bolkowa o spaleniu proboszcza przez husytów. Poza tym warto przejrzeć Stare letopisy czeskie i kronikę Wawrzyńca z Brzezowej. Husyci nie byli święci. Nikt nie był. Taka jednostronność ocen jest nie do przyjęcia, że o tonie nie wspomnę.
24-01-2010 o godz. 20:44
“Husyci nie byli święci. Nikt nie był.”
No i właśnie w tym jest rzecz. Na działania siłą, odpowiada się siłą, i tak powstaje spirala przemocy.
Husyci, to byli przecież zwykli ludzie, Czesi, którzy mieli i akceptowali poglądy głoszone przez Jana Husa. Chcieli poprawić, a może naprawić, nieprawidłowości w łonie kościoła, nie będę ich wymieniał, szkoda czasu.
”Głoszony przez niego (J.Husa) program odrodzenia Kościoła poprzez powrót do zasad pierwotnego chrześcijaństwa, krytyka bogactwa i niemoralności kleru, działania w obronie języka czeskiego zjednały mu popularność wśród szerokich warstw społeczeństwa czeskiego. Jego śmierć przyczyniła się do wzrostu napięcia w Czechach.” - piszą autorzy książki.
Za te poglądy, ufny słowu dostojników kościelnych i ochronie “żelaznego listu”, mimo to został spalony na stosie.
Część wyznawców, bo przecież nie wszyscy husyci chwycili za broń, na przemoć odpowiedziała przemocą. Czasy były okrutne, więc z obu stron krew się lała strumieniami.
“Husyci nie byli święci. Nikt nie był.” - tyle, że “Jego - Jana Husa - śmierć przyczyniła się do wzrostu napięcia w Czechach.”
A może autorzy omawianej książki i Pan, zastanowią się nad składem armii husyckiej – były w niej całe rodziny, nawet kobiety z małymi dziećmi na ręku.
Problem w tym, że prześladowania dotknęły również wyznawców, którzy nie sięgnęli po broń. Cierpieli tylko za to, że inaczej pojmowali swoją wiarę i pokazywali chciwość dostojników kościelnych i niesprawiedliwość.
“Taka jednostronność ocen jest nie do przyjęcia” - mam nadzieję, że ten Pana apel przeczytają lwóweccy nauczyciele historii i cieszę się, że Pan to właściwie rozumie.
A czego chcieli husyci i o co walczyli – piszą to wyraźnie autorzy:
”… powrotu do zasad pierwotnego chrześcijaństwa, krytykowali bogactwa i niemoralności kleru, działali w obronie języka czeskiego …”.
Czy dla realizacji tych celów musieli mordować ludność Dolnego Śląska, do niedawna należącego do Piastów – takie bzdury mogą wymyślić tylko nauczyciele ze Lwówka Śląskiego.
Czy husyci domagając się “powrotu do zasad pierwotnego chrześcijaństwa, krytykowali bogactwa i niemoralności kleru, działali w obronie języka czeskiego …” musieli sięgać po broń.
Widocznie innego wyjścia nie było. Przykład Jana Husa, pokazał, że każdy kto dąży do tego, odpowie za swoje poglądy gardłem.
Widzę, że dla Pana zamordowanie Jana Husa za jego poglądy to mało znaczący szczegół. Spalenie przez husytów proboszcza - to jest przestępstwo nie do wybaczenia.
Oba szanowny Panie przestępstwa są naganne.
Tylko powinien Pan potrafić odróżnić działanie w afekcie prostych zaszczutych ludzi (wyznawców), od morderstwa z premedytacją, przestępstwa dokonanego przez dostojników kościoła na osobie chronionej żelaznym listem, która sama chce na temat nieprawidłowości w czeskim kościele rozmawiać i dyskutować, a nie walczyć.
Sprawa jest bardzo poważna, więc i ton mojej reakcji też jest poważny.
13-10-2010 o godz. 15:30
Hehe - pogadali sobie jak czekista z czekistą. Frustraci i tyle.