„Co warto zobaczyć w Gminie Lwówek Śląski”
Pocztą elektroniczną otrzymałem zaproszenie na promocję nowej książki o Lwówku Śląskim. Jak ktoś zaprasza to nie można zrobić mu zawodu więc oczywiście mimo tak późnego zaproszenia i licznych obowiązków udałem się do Lwówka Śląskiego (to tylko 300 km) na promocję książki.
Poniżej pełny tekst zaproszenia:
Serdecznie zparaszam na promocję długo oczekiwanej książki - “Co warto
zobaczyć w gminie Lwówek Śląski“. Sala Mieszczańska lwóweckiego ratusza, 23.06.2006 r., godz. 17.00 Każdy uczestnik promocji otrzyma gratisowy egz.
Polecam to wydawnictwo.
Brakowało mi informacji co to za tajemnicza książka więc poprosiłem o szczegóły i “ktokolwiek” był tak uprzejmy, że poinformował mnie takim tekstem:
“Szanowny panie Józefie - autorów tekstów bylo czterech: Michał M., Janusz S., Tomasz P. i Zbigniew R.
Pomysłodawcą projektu była Biblioteka na czele z panią Stanisławą S.
Zdjęcia - niemal wszystkie, wykonał Zbigniew R.
Kwestie wydawnicze (zdjęcia, marginesy itp) wynikają z pracy TOP-BIURA
Osoby wymienione w zespole redakcyjnym, zespole konsultacyjnym, fotograf i korektor nie pobrali za to nawet złotówki. Broszura jest efektem pracy społecznej (darmowej) tych ludzi.
Na s.50 wymienionych zostało pańskich 11 książeczek
Osobiście życzę doskonałej sprzedaży własnych publikacji.
Pozdrawiam”
Oba teksty w wersji oryginalnej.
I co ?
Byłem, zobaczyłem, dostałem “gratisa” i ręce mi opadły.
W pierwszej chwili pomyślałem, że pomyliłem sale w lwóweckim ratuszu. Zamiast promocji książki odbywała się dziecięca impreza z okazji Dnia Ojca. Na występy dzieci przyjdą rodzice i dziadkowie, a na promocję książki mógłby (mimo gratisa) nie przyjść nikt. Głupio by wyglądała pusta sala w centrum miasta.
Chociaż zespół przygotowujący książkę mógłby wypełnić pół sali to efekt ich społecznej czyli darmowej pracy jest żałosny. Na sprawie zarobił tylko facet drukujący książkę (choć przypuszczam, że jest tylko pośrednikiem - ale sprawdzę to).
W stopce redakcyjnej widnieje 9 nazwisk, a niektóre powtarzają się 2, a nawet 3 razy. Pomysłodawca wydawnictwa - Stanisława S. - dyrektorka biblioteki, znalazła sie w zespole konsultacyjnym.
Niestety nie mogę wyczytać ze stopki czy wydawcą jest Powiatowa i Miejska Biblioteka Publiczna w Lwówku Śląskim czy znów to nieudolne Top-Biuro. Nie dziwię się, że takie informacje nie są umieszczone w sposób czytelny bo dyrektorka biblioteki nawet sama z sobą to chyba musiała konsultować.
Wydawało się, że w nowej rzeczywistości zlikwidowano zawód dyrektor (przynoszony w teczce). Taka zmiana jeszcze nie dotarła do Lwówka Śląskiego - tam wszystko po staremu. Dyrektor biblioteki nie wie jak wygląda książka - chyba zajmuje sie tylko finansami, bo znów lokuje zamówienie w zakolegowanej firmie.
Wydawca - pani dyrektor - jest najważniejszą informacją w stopce książki. Takie wiadomości powinien mieć dyrektor biblioteki. Zachęcam pania do czytania książek i dokładnego prześledzenia toku wydawniczego. To wydawca ponosi wszelkie zasługi i kary za pojawienie się książki. Dobrze by to uświadomił sobie dyrektor (nawet ten przyniesiony w teczce?) lwóweckiej biblioteki.
Książka - jeśli chodzi o skład - woła o pomstę do nieba. Czy płatnik - dyrektor biblioteki - miał w ręku jakąś książkę? Przecież marginesy skaczą w niej jak Żyd w pustym sklepie (zauważa to nawet “ktokolwiek”). To zupełny brak szacunku dla Czytelnika, to zupełny brak wyobraźni, to złamanie wszelkich norm i zasad wydawnictw książkowych.
Już słyszę jak klną księgarze i bibliotekarze, którym przyjdzie wypełniać karty biblioteczne i zamówienia.
Swoboda gospodarcza i wolny rynek wymaga jeszcze nieco oleju w głowie i elementarnej wiedzy. Książka do dobro kultury i świadczy o kulturze autorów. To, że oddali pani swoje teksty bezpłatnie to nie może pani kpić z ich pracy - pani dyrektor - proszę zobaczyć w swojej bibliotece jak wygląda książka.
To skandal, że za taki koszmarny skład zapłaci pani. Znów zastanawia mnie dlaczego ponownie wybiera pani takiego niemotę do składu książki. Może wreszcie zainteresuje się tym burmistrz i starosta.
Ukazała się, jak pisze do mnie „ktokolwiek”, długo oczekiwana książka „Co warto zobaczyć w Gminie Lwówek Śląski” - ten arcybubel sztuki wydawniczej.
Dzieło „spreparowała” Miejska i Powiatowa Biblioteka Publiczna we Lwówku Śląskim, a w zasadzie jej dyrektorka Stanisława Sikorska.
Pisałem już o kłopotach z ustaleniem wydawcy. Sprawdzę to jak problem rozwiąże Biblioteka Narodowa dysponująca numerami ISBN. Szczytem niekompetencji jest, że dyrektor biblioteki nie wie, że ktoś musi książkę napisać (taka postać to AUTOR) i ktoś musi ją wydać – przenieść na papier, i taki facet czy firma jest WYDAWCĄ.
Jak takich podstawowych rzeczy może nie wiedzieć Dyrektor Biblioteki? Jak zamawia książki, jak je kataloguje, jak wyszukuje – taka sytuacja przechodzi ludzkie pojęcie i wszelkie granice przyzwoitości. Chciałbym wiedzieć co o tym sądzą księgarze i bibliotekarze?
Spróbuję teraz ustalić kto jest autorem książki. To też nie jest takie proste. Ciekaw jestem co autorka bubla wpisała w swoich papierach do BN?
Najprościej jest ustalić jednego autora podpisanego imieniem i nazwiskiem, i do tego dużymi, czytelnymi literami. Podana jest nawet jego funkcja – Burmistrz Gminy i Miasta Lwówek Śląski Ludwik Kaziów!
Mówiłem, że idzie w moje ślady i zaczyna pisać książki. W tej publikacji wprawdzie ograniczył się do wstępu, ale musi zostać wpisany do metryczki książki jako autor – przypominam to pani dyrektor aby nie pominęła tego nazwiska bo BN (Biblioteka Narodowa) będzie musiała to korygować. Jak pani zapomni to sam się upomnę w BN o dobre imię burmistrza!
Czto napisano pierom nie wyrubiesz toporom.
(Co napiasano piórem, tego i toporem nie usuniesz)
Początek marny panie burmistrzu – tylko parę słów wstępu, ale pierwsze koty za płoty. Od czegoś trzeba zacząć. Może to i dobrze, bo jak mówią – mniej słów mniej głupstw. A teraz ma pan na głowie tych alkoholików od agatów.
Kto obok burmistrza dostąpi tego zaszczytu bycia autorem jeszcze nie wiem. To tajemnica dyrektorki biblioteki.
Czy autorami są ci co napisali tekst (Zespół redakcyjny), czy pojawiający się Nadredaktor Szymon W. (czy coś i on gmerał przy książce), a może to będzie tylko sama dyrektorka. Szara masa nie ma tu nic do powiedzenia i jest bez szans aby znaleźć się w rubryce AUTOR.
Czy to takie trudne aby każdy podpisał swój tekst tak jak to zrobił burmistrz. Praca na komunę nie wyszła nam dobrze – a może dyrektorka biblioteki tęskni za takimi rozwiązaniami i pielęgnuje je w swojej firmie. Czy boi się, że sama nie miałaby się pod czym podpisać?
Pytajcie burmistrza (sekretarz@lwowekslaski.pl), kto finansował ten bubel i ile on kosztował. Sam chciałbym to wiedzieć – będę więc pytał do skutku! Wspaniała łamigłówka na sezon ogórkowy.
Proporcje muszą być zachowane – w bibliografii jest 11 moich pozycji bez złotówki z kasy miasta – a we Lwówku Śląskim 11 osób, z burmistrzem, sekretarzem i dyrektorem biblioteki pisze jedną publikację (a kasę z miasta wyprowadzono). Idą wybory więc pieniądze muszą czekać na decydujący moment. Czy ulotki dla burmistrza też będzie przygotowywało Top-Biuro (to też swój człowiek)? Poczekamy, zobaczymy.
Wówczas będzie jasne dlaczego do tego partacza trafiają zlecenia na wydawanie „gminnych” książek.
Nie wiem kto płacił za książkę ani kto jest wydawcą, więc nie wiem gdzie mogę zobaczyć fakturę za książkę i reklamy w niej umieszczone, a to może być bardzo ciekawa lektura nawet w okresie ogórkowym.
Wiele razy mówiłem panu, panie burmistrzu, że ma pan mało atrakcyjne otoczenie, a kto z kim przystaje takim się staje. A może pan wie czy to brak kompetencji czy celowe działanie na pana szkodę? Chętnie bym poznał pana zdanie w tej sprawie. Ot problem! Szkoda, że składa pan moje teksty tylko do segregatora.
Kolejny temat jakim się zajmę w związku z tą książką to PRAWA AUTORSKIE przywłaszczone przez bibliotekę. Dobrze by było, gdyby osoba na dyrektorskim stołku coś wiedziała na ten temat. Może lepiej zająć się sprawami merytorycznymi zamiast pilnować kasy. Postaram się choć jedną nogę tego kolesiowego stołka lekko podpiłować.
Kto pomyślał, że napisanie „strony technicznej” książki jest takie trudne! Ale tylko we Lwówku Śląskim.
No i już wiadomo, jest redaktor pod kierunkiem redaktora. Nadredaktorem wydawnictwa jest nauczyciel gimnazjum Szymon Wrzesiński. To prawa ręka pani Stanisławy Sikorskiej.
Burmistrza pominięto choć czarno na białym jest autorem tekstu - jedyny podpisany pod swoim tekstem.
14-10-2006 o godz. 22:23
Pull shit!