Deprecated: Assigning the return value of new by reference is deprecated in /home/bossowski_pl/current/wp-content/plugins/falbum/FAlbum.class.php on line 1512
Józef Andrzej Bossowski » Kilka słów o autorze

Kilka słów o autorze

Nazywam się Józef Andrzej Bossowski. Urodziłem się we Lwówku Śląskim w roku 1947. Cała rodzina od pierwszych powojennych chwil związana jest z tym miastem. Dziadek, również Józef, kwaterował zdemobilizowanych żołnierzy, ojciec, oczywiście Józef, po powrocie z obozu koncentracyjnego Muathausen, przez wiele lat zajmował się lwówecką gastronomią, pierwotnie na swoim (Klubowa), a później w PSS-ie. Między innymi prowadził kawiarnię „Rycerska” w czasach jej świetności. Z okresu szkolnego w czasie nauki w Liceum Ogólnokształcącym znany jestem jako Andrzej Bossowski. Jak mówią moi profesorowie, w szkole robiłem tylko dobre wrażenie i zdjęcia. Mimo to bez najmniejszych problemów ukończyłem studia (fizyka doświadczalna) na Uniwersytecie Wrocławskim i przez wiele lat, już poza Lwówkiem Śląskim, zajmowałem się pracą naukową w dziedzinie fizyki ciała stałego.

Zawsze interesowałem się turystyką i historią rodzinnej ziemi lwóweckiej. Wiele podróżowałem po kraju i za granicę. Pasja krajoznawcza zaowocowała ukończeniem kursów przewodnickich, informatora turystyki oraz kilku podyplomowych studiów w tym: organizacji turystyki na Akademii Ekonomicznej w Krakowie oraz podyplomowych studiów religioznawczych na WSP.

Kierowałem jednym z oddziałów PTTK w Częstochowie, a następnie założyłem własne biuro podróży, obejmujące swym zasięgiem działania obszar od Atlantyku po Syberię.
Od najwcześniejszych lat fotografuję. Kilkudziesięcioletni zbiór fotografii stanowi nieprzebraną składnicę informacji o przemijaniu. Miałem indywidualne wystawy fotograficzne. Bardziej interesuje mnie dokument niż sztuka.

Swoją wiedzę i naukową dociekliwość od kilku lat przelewam na papier. Wiele moich prac zostało już wydanych, a reszta oczekuje w kolejce.

Na wszystkie pytania odpowiem
pod adresami e-mail:

W ostatnim czasie o mnie napisali:
- w Kurierze PKP “Wieczny szperacz” .

Warszawski Kurier PKP - w numerze 44 (2873) z 30 października 2005 roku umieścił na stronie 14 artykuł pt.: “Wieczny szperacz”, który napisała p. Teresa Masłowska. Artykuł poświęcony jest mojej skromnej osobie i moim zainteresowaniom koleją.
Pani Redaktor wyłowiła z naszej rozmowy przy kawie podstawowe problemy, które pojawiają się u wszystkich, których interesuje historia kolei na Dolnym Śląsku. Zachowało się w archiwach wiele dokumentów, ale te najciekawsze, najstarsze, pisane są ręcznie, a to powoduje, że dla większości osób w tym i dla mnie są one nieczytelne.
Na spotkaniu autorskim, podczas promocji jednej z kolejowych książek obiecałem PT Czytelnikom, że napiszę książkę o historii najstarszejwe Lwówku Śląskim, nadzwyczaj malowniczej – niestety dzisiaj zlikwidowanej – linii kolejowej: Lwówek Śląski - Pławna - Gryfów Śląski i dalej do Świeradowa Zdroju. Miło mi, że Czytelnicy, którzy “wymusili” na mnie opisanie historii tej linii sami pomagają w zbieraniu dokumentacji fotograficznej. Mam teraz okazję publicznie podziękować za to.


Niżej przedstawiam wywiad jaki przeprowadziła ze mną częstochowska gimnazjalistka:

Zdecydowałam się przeprowadzić wywiad z Panem Józefem Andrzejem Bossowskim. Fizyk z wykształcenia jest autorem wielu niezwykłych przewodników po okolicach Lwówka Śląskiego oraz okolicach Częstochowy.
1. Jak się zaczęła Pańska przygoda z pisaniem książek?
Wszystko zaczęło się przez przypadek, a całą winę ponosi mój komputer. Przez lata gromadziłem materiały informacyjne, mapy i przewodniki z miejsc, które odwiedziłem i o tych, które chciałem zobaczyć. Ucząc się obsługi jednego z programów komputerowych, stworzyłem bazę danych dotyczącą historii Częstochowy, a po zilustrowaniu jej powstała pierwsza wydrukowana książka “Częstochowa przez wieki”, potem zrodziła się seria poświęcona Napoleonowi, okolicom Lwówka Śląskiego i Częstochowie.
2. Skąd pomysł na serie przewodników?
Następne opracowania powstały po kłopotach zdrowotnych. Kiedy poznałem na własnej skórze, jaka jest cienka granica między życiem i śmiercią, postanowiłem zwolnić tempo życia i uporządkować swoje dość spore domowe archiwum. Posortowałem posiadane dokumenty i okazało się, że dotyczą one mojego rodzinnego miasta Lwówka Śląskiego i okolic, Częstochowy, kolei i epoki napoleońskiej. Oceniłem, że opracowanie całego zbioru może zbyt długo trwać, więc wymyśliłem format książek, objętość i tematykę, która może zainteresować każdego. Każda publikacja zawiera niezbędną ilość tekstu i liczne ilustracje. Książki pisane prostym i zrozumiałym językiem mówią o jakimś interesującym obiekcie lub opisują wycieczkę po mieście czy mówią o historii interesujących zdarzeń. Wytypowałem ponad 150 tematów. Większość opracowuję sam, ale niektóre tematy zaproponowałem znajomym do wspólnego lub samodzielnego redagowania. Tematy są tak dobrane, że po połączeniu kilku może powstać mini monografia jakiegoś obiektu, a po wydaniu wszystkich dotyczących miasta, może w łatwy sposób zostać przekształcona w popularną monografię miasta.
3. Jak zbiera Pan materiały do swoich książek?
Podstawy do wszystkich publikacji leżą na moich półkach w domu. Gromadzone od lat dokumenty stanowią nieprzebrane źródło wiedzy. Szkielet publikacji przygotowanej w oparciu o własne zasoby uzupełniam rozmowami ze świadkami zdarzeń, materiałami wyszukiwanymi w archiwach i na targach staroci. Wiele informacji przekazują mi internauci. Często jednak zdarza się, że jakaś nowa informacja czy poszukiwana fotografia dociera do mnie już po wydrukowaniu książki. Mimo to gromadzę wszystkie nowe wiadomości i wykorzystuję je w drugim wydaniu.
4. Czy w dzisiejszych czasach ludzie chętnie dzielą się wiedzą, dokumentami, udostępniają swoje zbiory? Od czego to zależy?
wróżkaGeneralnie biorąc, robią to bardzo niechętnie, a nawet ukrywają je. Osoby majętne, dobrze sytuowane, posiadające ustabilizowaną pozycję zawodową sami zapraszają, aby korzystać z ich zbiorów bez żadnych warunków. Historycy tylko w wyjątkowych wypadkach udostępniają wybiórczo wiadomości i ilustracje, a w większości po opublikowaniu książki chwalą się swoimi wiadomościami na ten temat, ale ich nie publikują. To jak pies ogrodnika – sam nie zje i drugiemu nie da. Najtrudniejszy jest dostęp do materiałów będących w rękach osób mało majętnych. Najmniejsze zainteresowanie materiałami, które są w ich posiadaniu, zamienia ich oczy w kalkulator. Wydaje się im, że jakaś fotografia czy dokument może odwrócić ich sytuację życiową na trwałe. Po czasie nieskopiowany dokument znika z pola widzenia, najczęściej na stałe. Również państwowe archiwa i biblioteki zazdrośnie strzegą swoich zbiorów zaporowymi cenami kopii. W Archiwum Państwowym strona ksero A4 kosztuje 2 zł, a za publikację fotografii trzeba zapłacić nawet 100 zł, Biblioteka Śląska żąda 6 zł za stronę ksero i kilkadziesiąt zł za fotografię. Nie będę tego komentował. Wszędzie są jednak wyjątki.
5. Czy wie Pan, jak bardzo są popularne Pana książki?
Powiem trochę przekornie. Nie rozumiem pytania, czy chodzi o to, że są popularne, czy chodzi o to, że są aż tak popularne. Ale poważnie to na bieżąco śledzę, jak się sprzedają moje książki. To tylko PT Czytelnicy są moimi recenzentami, więc muszę wiedzieć, czy trafiam w ich zainteresowania. Nakład jednego z tytułów, choć nie najlepiej opracowany, wydany w nakładzie 2 tys. egz. został sprzedany niemal w całości w ciągu trzech miesięcy. Niektóre mają już drugie wydanie, a nawet trzecie. W czasie komputerów i Internetu uważam to za wielki sukces. Jeden z ojców, który kupił wszystkie moje książki o tematyce kolejowej, gratulował mi, bo jego 14-letni syn po raz pierwszy samodzielnie sięgnął po książkę i przeczytał wszystkie od początku do końca. To przynosi mi wielką satysfakcję. Mam już wielu stałych i wiernych Czytelników, którzy zamawiają książki jeszcze przed wydrukowaniem. To cieszy i zobowiązuje. Poza tym prowadzę bloga na swojej stronie internetowej www.bossowski.pl i przy użyciu programów statystycznych śledzę wejścia i zainteresowania internautów i staram się je zaspokajać.
6. Co jest Pana największą pasją?
Epoka napoleońska, a właściwie zdarzenia z roku 1813 na Dolnym Śląsku. W moim rodzinnym mieście Cesarz Francuzów był przez trzy dni i ten jego pobyt zainspirował moje zainteresowania wszystkimi zdarzeniami, które poprzedzały jego wizytę i to, co zdarzyło się później. Popularyzuję te wiadomości w przygotowywanych wydawnictwach, opracowuję wystawy pamiątek i dokumentów, ale też inicjuję i biorę udział w imprezach plenerowych w strojach z epoki, a nawet ufundowałem we Wleniu pomnik upamiętniający walki o to miasto w roku 1813 i wybiłem pamiątkowy medal. Nie oceniam epoki, a tylko dokumentuję to, co zachowało się do naszych czasów i to, co może pozostać dla potomnych. Dbam o zachowanie dobrego imienia i pamięci o Polakach uczestniczących w wojnach napoleońskich. Najnowszym sukcesem upamiętniającym ten okres będzie otwarcie ścieżki rowerowej wokół pola bitwy nad Kaczawą w Duninie koło Legnicy w dniu 10.09.2006 r. Zapraszam na pokaz i biwak napoleoński.
7. Z wykształcenia jest Pan fizykiem, czy pracował Pan w zawodzie?
Tak, swoje najlepsze, najpiękniejsze lata młodości poświęciłem fizyce, mojej największej miłości. W badaniach stosowałem wiele nowoczesnych technik od dyfraktometru rentgenowskiego po mikroskopię polową w ultra wysokiej próżni. Prowadziłem ćwiczenia z fizyki na Politechnice Częstochowskiej i dzisiejszej Akademii im. J. Długosza. Niestety, satysfakcja z prowadzonych badań nie pokrywała się z satysfakcją finansową. Mimo, że od dłuższego czasu nie pracuję w swoim pierwszym zawodzie, często wracam do tego zawodu, a ostatnio przygotowuję nawet własny podręcznik dla uczniów gimnazjum. Chciałbym, aby wszyscy uczniowie tak fascynowali się fizyką jak ja.
8. Jak Pan ocenia pracę ze studentami?
To bardzo ciekawa i odpowiedzialna praca. Dzisiaj wykładam informatykę, z którą mam do czynienia od 40 lat. Moi studenci z niedowierzaniem słuchają na przerwach moich informacji o początkach informatyki. Na szczęście nie oglądają się oni wstecz, a patrzą tylko, jak można jeszcze lepiej wykorzystać dzisiejszy stan wiedzy. Sprawia mi satysfakcję fakt, że jeszcze mam coś do powiedzenia młodszym kolegom.
9. Pochodzi Pan ze Lwówka Śląskiego. Jak Pan trafił do Częstochowy? Co Pana tu zatrzymało?
Po studiach na Uniwersytecie Wrocławskim przez przypadek przyjechałem tutaj do pracy na uczelni 35 lat temu i tak zostałem do dzisiaj. Tutaj urodziły się moje dzieci i moje wnuki i już czuję się związany z miastem, mówię nawet moim miastem.
10. Jakie są Pana najbliższe plany zawodowe?
I znów pojawia się problem: w którym zawodzie? Żartuję. Będę nadal wykładał informatykę, publikował równomiernie we wspomnianych wcześniej grupach tematycznych, ale Częstochowa będzie w tym roku tuż za Napoleonem. Będzie więc historia częstochowskiego ratusza, cerkwi Cyryla i Metodego, opracowuję historię Osinobusa, historię koszar przy ul. Dąbrowskiego i jeszcze kilka tematów. A dla sprawdzenia się postanowiłem do wakacji nauczyć się kolejnego języka obcego.
Byle do setki……. wydawniczej.

Dziękuje za wywiad.
“Dziękuję i ja, a na pamiątkę naszego spotkania dla Ciebie najnowszy przewodnik z dedykacją.”

bossowski

Podczas buszowania po internecie trafiłem na stronę blogfrog.pl

    BLOGFROG

śledzi i ocenia wpisy z blogów. Tu dowiedz się o czym się mówi … poznaj opinie najlepszych blogerów … Wszystkie najlepsze blogi znajdują się w jednym miejscu.

Adres: http://www.bossowski.pl
Kategoria: Biznes
Tematy: Lwówek Śląski Częstochowa
Frogrank: 4
Pozycja na liście TOP: 728 / 2520

Proszę zauważyć, że występuję w kategorii BIZNES i konkuruję z rekinami biznesu. Stawiam czoła samodzielnie wielkim tego świata i wielkim pieniądzom.
Jest mi niezmiernie miło, że na 2500 firm moja skromna strona sklasyfikowana jest na 728 pozycji. Teraz kiedy wiem, że jest to obserwowane postaram się poprawić swoją pozycję. Widzę jakie informacje zyskują uznanie czytelników i admina.

Wpis:
Browar we Lwówku Śląskim
Browar Śląski 1209 we Lwówku Śląskim w programie Puls Raport …
Napisane 2007:10:31, 18:09 | frogrank: 6 | Ocena użytkowników: genialne!
To zobowiązuje.

Nie można już dodawać komentarzy.