Zlate Hory
Ten biwak dotyczy właściwie Wojen Śląskich, ale uczestniczyły w nim regimenty epoki napoleońskiej, w tym my. Dlatego znalazł się w tym miejscu.
Bardziej szczegółowy opis biwaku nieco później.
Dzisiaj umieszczam tekst (z lekką korektą) jaki otrzymałem od kolegów ze Zlatych Hor, którzy zaprosili nas na inscenizcję.
BITWA NA ŚWIĘTYM ROCHUSIE (ZLATE HORY)
Aby zawrzeć pokój Maria Teresa odstąpiła Fryderykowi II królowi Prus część Śląska (11 czerwca 1742 r.). Granica Prus przybliżyła się tym sposobem do granic dzisiejszego miasta Zlate Hory. Pruskie wojska w usiłowaniu poszerzenia swojego terytorium urządzają często wypady na terytorium Austrii.
W czasach wojen prusko-austriackich w XVIII wieku wierzchołek Góry św. Rocha stał się miejscem wielu wojennych wydarzeń. Wojsko wykorzystywało to strategiczne położenie nad miastem do ochrony drogi wiodącej do Vrbna.
Strategiczną pozycję przy kościółku wykorzystało też austriackie wojsko w roku 1759.
Dnia 30 kwietnia 1759 r. austriacki generał de Ville odparł pierwszy atak Prusaków ale później, 17 listopada, następnemu atakowi nie dał rady.
Przy pospiesznym odwrocie z pozycji koło kościółka zapalił się namiot. Ogień szybko przeniósł się na kaplicę, która wypaliła się do fundamentów.
Za pomocą zbiórek pieniędzy wśród ludności i poparcia finansowego Marii Teresy(700 złotych) kaplicę odbudowano, poszerzono i w dniu 13 lipca 1777 została poświęcona przez biskupa Gottharda Schaffgosta.
Następnej wojny “doświadczył” Rochus kiedy toczyła się tzw. Kartoflana wojna 1778-1779. Wówczs został z powrotem obsadzony przez austriackie oddziały.
Około godziny siódmej rano 14 stycznia 1779 roku przyciągnęło od Nysy pruskie wojsko w sile 14 batalionów (batalion to około 400 żołnierzy) i dwóch eskadronów (eskadron – 150 zbrojnych) z wieloma działami pod dowództwem generała Wunsche. Wierzchołek św.Rochusa był broniony jedynie przez pułk nr 59 LANGLOIS (wcześniej Leopold Joseph Maria von Daun) w sile kilkuset żołnierzy z ośmioma działami.
Od Ovcicho Vrchu nad Ondrzejovicami aż po Kobę biskupią zajął pozycję korpus ochotniczy Vanacha z dwoma haubicami i oddziałem Chorwatów, aby zapobiec oskrzydleniu z tej strony. Na lewo od miasta stał batalion pieszego pułku Deutschmeister, którego lewe skrzydło chronił ochotniczy korpus Baumgarta.
Całą formacją dowodził pułkownik Langlois, pułkownik Schildner i pułkownik dragonów Löweneier.
Pruski generał zamiast natychmiast uderzyć na miasto, rozłączył oba skrzydła, zajął pozycję koło cegielni i zaczął ostrzeliwać pozycje na Rochusie. Ogień dział nie był jednak skuteczny, a atak piechoty po oblodzonym stoku skończył się tragicznie. Prusacy wołali: Góra jest ze szkła!.
Ostrzał pruski nie wyrządził Austriakom żadnych strat. Poległo bardzo mało żołnierzy.
Natomiast austriackie działa groźnie dosięgły pozycji Prusaków, przede wszystkim jednostki położone koło Rożmitalu. Najbardziej ucierpiały bataliony atakujące przełęcz między Rochusem, a Kopą Biskupią. Ulica Stromowa (Baumgasse) i pole na stoku Rochusa były usiane setkami martwych Prusaków.
Kiedy generał Wunsch spostrzegł, że atak z tej strony nie powiódł się, uderzył na lewe skrzydło austriackie obok rzeźnickiego dworu. O mało mu się ten zamiar nie powiódł, ale cztery kompanie pułkownika Schlidnera pospieszyły z Rochusa z pomocą i zmusiły pruskie jednostki do ucieczki. Straty Prusaków były znaczne. Wąwóz i droga w kierunku Rożmitalu były usiane setkami trupów, a mnóstwo pruskich żołnierzy zdezerterowała. Podaje się około tysiąca poległych.
Austriacy w swoich umocnieniach naliczyli tylko sześciu zabitych, a i rannych było także mało. Po bitwie zebrano około 2.000 karabinów.
Tam gdzie pruskie oddziały wtargnęły do miasta i zaczęły rabować, szybko zostały wypędzone. Atak był odparty i Prusacy wycofali się w kierunku Nysy.
Legenda o bitwie opowiada, że austriaccy żołnierze, aby zataić swoją liczebność, maszerowali dookoła kościółka i stworzyli u Prusaków wrażenie, że przychodzą stale nowe posiłki.