Biwak napoleoński w Mojeszu koło Lwówka Śląskiego 21 sierpnia 2010 r.

Cała impreza nosi nazwę
Niecodzienne Jarmarki Dziedzicowe - Mojesz 2010 r.
Organizatorem jest Stowarzyszenie Srebrna Dolina i Rada Sołecka wsi Mojsz, a duszą imprezy Pani Sołtys wsi Mojesz Mariola (Jola) Szczęsna.
Napoleon we Lwówku Śląskim Impreza ma na celu promocję wsi w ramach projektu Odnowa Wsi Dolnośląskiej, a hasłem całego działania:
Nie ma to jak Mojesz -
Tu wypijesz, pośpisz i pojesz
.
I tego będziemy się trzymali.

To tyle skomplikowanego wstępu i zawiłego nazewnictwa imprezy, a w jej ramach będą dwa wydarzenia;
1. Obóz napoleoński - nawiązujący do wydarzeń 1813 r. kiedy to właśnie w tej okolicy stacjonowały wojska francuskie okupujące Dolny Śląsk od czerwca do sierpnia 1813 r. po zawartym rozejmie z koalicją prusko-rosyjską.

Na zaopatrzenie Korpusu Macdonalda trzeba było organizować jarmarki, więc i …

2. … jarmarki będą towarzyszyły imprezie. Będą stoiska rękodzielnictwa artystycznego i użytkowego, sztuki ludowej i regionalnej oraz produkty regionlne.

No i wreszcie nasz program “napoleoński”:

Piątek 20 sierpnia 2010 r.
- przyjazd wojsk i rozwijanie obozowiska
- kolacja, a na niej degustacja lokalnych wyrobów (specjalnie przygotowanych na imprezę) i piwa z pierwszej warki lwóweckiego browaru.

Sobota 21 sierpnia 2010 r.

godz. 10.00 - po śniadaniu musztra poranna - a grupy artylerii i strzelców pojadą do Płakowic, Wlenia i okolice obudzić mieszkańców i poinformować o imprezie w Mojeszu.
godz. 11.00 - przygotowanie do wymarszu - przejazd całego oddziału autobusem do Lwówka Śląskiego

godz. 11.30 - Wymarsz oddziału z werblami i sztandarami z ul. Sienkiewicza do rynku pod pomnik Napoleona.

godz. 12.00 - złożenie kwiatów i zmiana warty pod pomnikiem Napoleona, salwa karabinowa i artyleryjska. Krótka informacja o imprezie.

godz. 13.00 - szykowanie obiadu polowego

godz. 15.00 - MOJESZ - pokazy wojskowe, BITWA, pokazy musztry, ataku, obrony, wydawanie komend, działoczyny. A ja opowiem o pobycie wojsk napoleońskich na Ziemi Lwóweckiej i w Mojeszu i zachęcę do kupowania moich książek (będą na stoisku).

godz. 17.00 - 17.30 - zwiedzanie obozu wojskowego i w tym czasie będzie rozstrzygnięcie konkursu na najsmaczniejszą napoleonkę.
W tym czasie będą funkcjonowały jarmarki rękodzielnicze.

godz. 19.00 - zamiast kolacji … biesiada przy muzyce pod gwiazdami

Niedziela 22 sierpnia 2010 r.
- śniadanie
- zwijanie obozowiska
- pożegnania ze łzami w oczach … i do następnego biwaku w Mojeszu w roku 2011 na imieninach Napoleona.

A jak tam dojechać?
Ze Lwówka Śląskiego drogą 297 w kierunku Jeleniej Góry (ok. 2 km od stacji paliw Orlen) i na takim ostrym zakręcie (stoi tam krzyż) skręcamy w prawo - 200 m jest po prawej stroni mostek na Srebrnej, przejazd przez mostek i w lewo (po lewej płynie Srebrna) w górę rzeki i trafimy na miejsce biwaku.

Do nawigacji można wpisać 59-600 Mojesz, lub 59-600 Mojesz 24, to adres pani sołtys, jej gospodarstwo zostawimy po prawej stronie, nieco dalej świetlica wiejska (dawna szkoła) i tuż tuż miejsce biwaku.
Ostatecznie koniec języka za przewodnika …

No i było i minęło. Wspaniała pogoda dodała inscenizacji uroku. Zaczynają się pojawiać galerie zdjęć z imprezy i działań towarzyszących we Lwówku Śląskim, we Wleniu i pałacu książęcym we Wleniu.
Niżej przedstawiam fotkę z biwaku zrobiną przez p. Michała Strzygockiego. Sam kadr jest interesujący, ale kierunek fotki bardzo zły i nie w czasie.
Właśnie dostarczono nam szaszłyki i skrzynka jeszcze leży w obozowisku, no i w tle widać plastikowe namioty kramów.
Takie fotki są dla nas najgorsze. Staramy się maskować wszystkie “nieepokowe” widoki. Były więc ustawione dwa wielkie obrazy, żeby widzowie nie widzieli samochodów za obozowiskiem.

Teraz widać wyraźnie dlaczego obozowisko udostępniamy do zwiedzania i fotografowania w określonym czasie.

 przygotowanie posiłku w epoce napoleońskiej

Na tym zdjęciu już skrzynka została wycięta, ale tło z plastikami jeszcze widać.

Mam nadzieję, że na następnej imprezie w Mojeszu “Imieniny Napoleona 2011″ w dniach 19-21 sierpnia 2011 r. wszyscy reporterzy będą robili zdjęcia we właściwym kierunku, a my jeszcze lepiej zamaskujemy “plastikowe” tła.

24 razy skomentowano wpis “Biwak napoleoński w Mojeszu koło Lwówka Śląskiego 21 sierpnia 2010 r.”

  1. Józef Andrzej Bossowski napisał(a):

    Informacja o imprezie ukazała się w bezpłatnym dwutygodniku “istotne informacje” - tak z błędami ortograficznymi nazywa się ta gazeta - w wydaniu 26 z 5 sierpnia 2010 r.

  2. gazeciarze napisał(a):

    a gdzie tam błędy są? gazeta była w lwówku i już jej nie będzie;-) dobrze, ze chociaż ktoś napisał bo tak cisza o tej imprezce

  3. Józef Andrzej Bossowski napisał(a):

    Może nie tak do końca cisza coć wielu mieszkańców i władze miasta torpedowały przygotowania do tej imprezy.
    Był program we wrocławskiej TVP-3, jest program na oficjalnej stronie miasta www.lwowekslaski.pl, wydrukowano kilkaset ulotek i zaproszeń i jak ktoś chce to się dowie.
    Władze miasta i gminy na wszelki wypadek wyjechały do drugiego Lwówka.

    “a gdzie tam błędy są?” - a w dużych literach np. w lwówku, tym bardziej, że on jeszcze do tego Śląski.
    Nazwę miast pisze się z dużej litery i tytuł gazety też powinien być napisany dużą literą - tak mówi słownik ortograficzny.
    Po cholerę zatem uczyć w szkole gramatyki.
    Można zamiast urząd napisać óżont i też będzi dobrze.

  4. Marcin Kaszuba napisał(a):

    Jarmark zapowiada się nie lada atrakcją dla turystów i mieszkańców. Tym bardziej, że dawno nie było żadnej inscenizacji bitwy tym bardziej napoleońskiej. Gwozdziem programu będą właśnie wspomniane inscenizacje w Mojeszu. Ciekawie zapowiada się przemarsz przez rynek pod pomnik Napoleona. Myślę, że dzieci będą miały frajdę i dobrą lekcję historii.
    Osobiscie ciekawi mnie obozowisko, szykowanie obiadu polowego itp. Nigdy tego nie widziałem dlatego będę miał okazję.
    Szkoda tylko, że jarmark “koliduje” z bolesławieckim świętem ceramiki, ale myślę, że frekwencja dopisze.

  5. Józef Andrzej Bossowski napisał(a):

    Panie Marcinie,
    po pierwsze bardzo mi sie podoba, że dokonuje pan wpisu pod własnym nazwiskiem - dobrze by było, żeby dało się to wprowadzić we Lwówku Śląskim na stałe i dla wszystkich.
    Są tam gnidy, które jątrzą pod różnymi nikami. Systematycznie je kasuję, może im się znudzi ta syzyfowa praca. W ostateczności zablokuję im wejście na moją stronę i tak się to skończy.

    To moje kolejne podejście do okresu napoleońskiego we Lwówku Śląskim i chyba wielka szansa na zaistnienie miasta.
    Jest tak wiele w tej sprawie do zrobienia i szkoda, że władze miasta, a głównie burmistrz torpeduje wszelkie poczynania i już przymierza się do zmiany Lata Agatowego w roku 2013 na imprezę napoleońską.

    Niestety obudził się z ręką w nocniku. Już zaplanowano na rok przyszły 2011 uroczyste imieniny cesarza Napoleona w Mojeszu, rok później 2012 uroczyste wstąpienie Aleksandra hrabiego Fredry do Wielkiej Armii, a w roku 2013 “Bitwa nad Bobrem” dowodzona osobiście przez cesarza Napoleona.

    Role są już rozpisane i w roku 2013 będzie cały cykl imprez od Wrocławia do Lipska i od wiosny do jesieni. We Lwówku Śląskim, a właściwie w Mojeszu imprezy będą się odbywały każdego roku i to niech Bolesławiec zmieni termin swojej imprezy i niech tam się o to martwią.

    Widać po twierdzach: Nysa, Kłodzko, Srebrna Góra, Koźle ilu widzów przyciągają te inscenizacje i jaką cieszą się popularnością. Wiele miast wykorzystuje najmniejszy epizod do promocji, a we Lwówku Śląskim władze i niektórzy mieszkańcy tak mocno wzbraniają się przed imprezami epoki napoleońskiej.

    Takich atutów nie ma żadne miasto - tutaj we Lwówku Śląskim przez trzy dni przebywał cesarz Napoleon ze swoim sztabem, i sam osobiście dowodził bitwą nad Bobrem, tutaj był Wielki książę Konstanty - drugi syn Piotra I, naczelny wódz wojsk Królestwa Warszawskiego, którego żoną była Księżna Łowicka Joanna Grudzińska, tutaj był car Rosji Aleksander I, tutaj był król Prus Fryderyk Wilhelm III i tak bez liku można wymieniać koronowane głowy.

    W Europie funkcjonuje Stowarzyszenie miast napoleońskich - oczywiście Lwówek Śląski nie jest jego członkiem, bo cesarz Napoleon nie podoba się burmistrzowi, a może zbyt mało wie o historii tego miasta. A jak sam tego nie wymyślił to pomysł jest zły - oczywiście.

    Restaurator knajpy “Pod czarnym krukiem” też chyba niezbyt wiele wie skąd taka nazwa. To nie czarne wstrętne ptaszysko tylko królewski herb króla Węgier Macieja Korwina, a restauracja jest ważna bo biesiadował w niej cesarz Napoleon i właśnie w tej restauracji dowiedział się, że cesarz Austrii, jego teść (a wszyscy narzekają na teściową) zbrojnie wystąpił przeciwko zięciowi.
    Dla równowagi obok jest apteka “Pod białym krukiem” - paranoja w tym mieście jest nieograniczona. Lokalni historycy za ten stan rzeczy powinni być zesłani na ciężkie roboty.

    I tak można opowiadać i walić grochem o ścianę.
    Cieszę się i dziękuję inicjatywie Stowarzyszenia Srebrna Dolina (przez Mojesz płynie Srebrna), sołectwa Mojesz i mieszkańcom wsi Mojesz za determinację i zaangażowanie w sprawę idei napoleońskiej. Ta karczma pod pociskiem, której dzisiaj już nie ma w Mojeszu (ale będzie), może stać się symbolem zapoczątkowania wielkich imprez napoleońskich w okolicy.
    Może w tym roku zaczniemy od samego pocisku jaki był wmurowany w tej karczmie, bo pieniądze na wiatę rozeszły się jakoś.

    W tym roku przypomnimy się też we Wleniu, tam zdjęto pomnik napoleoński ufundowany przeze mnie ze strony internetowej miasta - mam nadzieję, że wróci - i w przyszłym roku również we Wleniu zrobimy większą zawiruchę napoleońską.

    Na przyszły rok wojska napoleońskie wybierają się też do Złotoryi, a za tydzień jest inscenizacja bitwy nad Kaczawą - Dunino 27-29 sierpnia 2010 r. Liczę też, że teatr w Legnicy jeszcze raz wystawi w zamku epizod porwania Napoleona - może 2013 r.? - zobaczymy, rozmowy uruchomione.

    Swoje zainteresowanie epoką napoleońską wykazuje również Mirsk - z chęcią pomożemy wystartować, przymiarka Gryfowa Śląskiego nie wypaliła - póki co wygrał pstrąg, ale do spraw napoleońskich wrócimy, jest grupa zapaleńców i to oni muszą być przekonani, że chcą tej imprezy.

    Ciekawie zapowiada się przemarsz przez rynek pod pomnik Napoleona” - będzie nas tylko ok. 50 osób ale postaramy się pokazać mieszkańcom z jak najlepszej strony.

    Lwówecki Ośrodek Kultury nie udostępnił nagłośnienia bo w mieście już okres urlopowy i wszystko pozamykane. Tylko burmistrz jakoś nie widzi, że przez cały okres letni do miasta mogą przyjechać turyści i właśnie w tym okresie wszystko powinno działać na pełnych obrotach. Chyba trzeba pomyśleć o zmianie tych pracowników sezonowych, którzy chcą urlopować zamiast zabiegać o turystów.

    Zrobimy w mieście tyle hałasu, że wszyscy usłyszą, że coś się dzieje … na wsi, w Mojeszu, bo miasto, a w zasadzie jego władze, odwracają się plecami do tych inicjatyw.
    No może nie tak do końca bo zapłaci za dwie Toy-Toyki (jedna dla wojska, a druga dla widzów) i coś tam jeszcze na otarcie łez, bo na wsi można się wysikać do rzeki, a rzeką wszystko przypłynie … do miasta, tak jest ten świat urządzony.

    Mimo wszystkich trudności impreza zapowiada się okazale i dzięki kłodom rzucanym pod nogi organizatorom jarmarku nastąpiła mobilizacja lokalnej społeczności, która zaowocuje w najbliższych wyborach.
    Piękna pogoda gwarantowana.

    Zapraszam w sobotę w południe do Lwówka Śląskiego, a po południu do Mojesza - wygodne dojście ścieżką rowerową po dawnej linii kolejowej do Gryfowa Śląskiego - bo tej informacji na oficjalnej stronie miasta nie ma. Warto przejść się te 2 km, bo spokojnie można będzie się napić piwa … niestety jeszcze nie lwóweckiego.

    Inscenizacja, a w zasadzie pokaz działania wojsk, odbędzie się w Mojeszu.
    I mam nadzieję, że i pan, zamiast rozdrapywać stare sprawy pokaże tych WIELKICH ludzi z małego Mojesza, bo to dzięki nim “dzieci będą miały frajdę i dobrą lekcję historii“, a pan okazję zobaczenia “obozowiska i szykowanie obiadu polowego“.

    Zapraszam wszystkich do Mojesza, bo:
    Nie ma to jak Mojesz -
    Tu wypijesz, pośpisz i pojesz.

    Chciało by sie jeszcze coś dopisć, ale dzieci też to czytają.

  6. Marcin Kaszuba napisał(a):

    Nie mam nic do ukrycia dlatego zawsze podpisuję się z imienia i nazwiska. Nawet jeśli na pewne sprawy patrzę sceptycznie, nawet jeśli pisze do mojego wroga lub przyjaciela podpisuję się z imienia i nazwiska.
    Program jarmarku jest bardzo ciekawy mam nadzieję, że zrobię dobrą galerię zdjęć. Pani Mariola Szczęsna już zamówiła cztery pieczone prosiaki, które będą przysmakiem w czasie uczty. Osobiście interesują mnie najbardziej wojska napoleońskie, obozowisko, pokaz musztry itp. Tak naprawdę wojska napoleońskie będą największą atrakcją jarmarku.
    50 żołnierzy ilość nie miała i nie duża, ale liczę, że będzie chociaż jedna armata i głośne salwy! Liczę też na to, że przyjdzie dużo dzieci z rodzicami.
    Przyjedzie nowa jeleniogórska telewizja karkonosze play być może dziennikarze Gazety Wrocławskiej - rozmowy trwają.

  7. Józef Andrzej Bossowski napisał(a):

    To miło, że jest zainteresowanie tematem.
    Zrobimy dużo hałasu, będzie 6-może 7 armat i proszę pamiętać, że kilogram prochu kosztuje 165,- zł, a to starcza na 4 wytrzały armatnie. Zapewniam, że mimo braku pieniędzy postrzelamy trochę nawet specjalnie pod nową TV Karkonosze. Sami też weźmiemy 2 kamery dla udokumentowania imprezy i swój serwis fotograficzny.
    Mam nadzieję, że i pan udostępni nam swoje zdjęcia na nasze potrzeby promocyjne.

    Z prosiakami to lekkie przekłamanie. Jeden będzie pieczony w całości, a z dwóch zrobiono już wyroby - wojsko musi coś jeść od piątku do niedzieli.
    Dla widzów będą stragany i możliwość kupienia wyrobów ze smakami bałkańskimi, piwa, z jakimś jedzeniem, napewno miód i wyroby, ciasta domowe, lokalne wyroby pamiątkarskie … a najlepiej przyjechać i zobaczyć czym chata bogata. Zapomniałbym o moich publikacjach, też wszytkie będzie można kupić na straganie, a w przerwie walk mogę nawet gratis złożyć autograf lub wpisać dedykację.
    W gospodarstwach agroturystycznych na miejscu można nawet tanio przenocować.

    50 żołnierzy i 6 armat jak na pustą kasę to wielka liczba. Gdyby za wszystko trzeba było zapłacić to budżet tej imprezy musiałby zamknąć się kwotą ok. 100.000,- zł., dobrze by widzowie mieli tego świadomość.

    W inscenizacji w Nysie uczestniczyło ponad 600 żołnierzy wszystkich formacji - kawaleria, artyleria, piechota, strzelcy wyborowi i wszystkich walczących stron.

    My będziemy mieli artylerią pieszą Legii Polsko-Włoskiej, 2 pułk piechoty Księstwa Warszawskiego, I Pułk Strzelców Konnych i Artyleria Księstwa Warszawskiego, do tego sztandary pułkowe, werble itp. - to strona francuska, a za przeciwników będziemy mieli zaledwie kilku strzelców formacji pruskich.
    Na więcej nie starczyło pieniędzy nawet na samo pokrycie kosztów dojazdu, nie mówiąc już o kosztach prochu czy kosztach prania mundurów - tego nie da się uprać w pralce.

    Jak widać, pieniądze nie są najważniejszą sprawą. Wielką rzeczą jest zaangażowanie lokalnej społeczności i chęć pokazania, że można wiele jak się tylko chce. A jak się chce, to i rzucane kłody nie przeszkodzą.

  8. Michał Strzygocki napisał(a):

    Trochę fotografii z Biwaku Napoleońskiego w Mojeszu:
    http://picasaweb.google.pl/strzygocki.mistrzy/Mojesz2010BiwakHistoryczny

  9. Józef Andrzej Bossowski napisał(a):

    Panie Michale,
    Dziękuję za wspaniałą galerię, ale może fotkę ze skrzynką plastikową Pan wykasuje lub wyretuszuje.
    W tym czasie przyniesiono nam posiłki do obozowiska w czerwonej skrzynce a postronni widzowie w tym czasie nie mieli wstępu do obozowiska, dlatego proszę takie “nieepokowe” zdjęcie usunąć, psuje nasz wizerunek, o który tak solidnie dbamy.

  10. Marcin Kaszuba napisał(a):

    Galeria bardzo ciekawa link do mojej: http://picasaweb.google.pl/113784173075564488960/InscenizacjaBitwyNapoleonskiej# uprzedzam, że fotografem nie jestem.

    jarmarki okazały się bardzo ciekawym przedsięwzięciem to coś nowego dla mieszkańców i gości, którzy licznie przyjechali do Mojesza. Tego typu imprezy są dobrym magnesem promocji regionu i miasta. Mogę się przyznać, że nigdy nie widziałem podobnej inscenizacji, ta na długo utkwi mi w pamięci. Niesamowity huk z armat i karabinów. Ciekawym pomysłem okazał się przemarsz żołnierzy ulicami miasta. Szkoda tylko, że takie i podobne przedsięwzięcia odbywają się tak rzadko. Jestem laikiem w tym temacie, ale po gronie zadowolonych ludzi i aplauzie dla wojsk można śmiało powiedzieć, że Lwówek Śląski ma potencjał przy czym jest spore zapotrzebowanie na takie inscenizacje.

    Spore wrażenie wywarł na mnie obóz wojsk na jego zwiedzanie i fotografowanie poświęciłem sporo czasu. Wcześniej nie widziałem podobnego obozowiska. Cieszy mnie fakt, że ludzie, którzy przyjeżdżają staraja się w pełni odzwierciedlić warunki jakie panowały prawie 200 lat temu. Nie ma elektryczności, kuchenek gazowych itp. Żołnierze śpią na sianie i słomie w dodatku obiady szykowane są w typowo polowych warunkach: palenisko kocił z wodą, jedzeniem itp. Światło uzyskuje się ze świeczek. Efekt i warunki robią wrażenie. Dla mnie laika to coś nowego dlatego jestem pozytywnie zaskoczony.

    Jarmark okazał się prawdziwym “strzałem w dziesiątkę” atmosfera była naprawdę bardzo rodzinna co potwierdzały tańce żołnierzy z “publicznością” do białego rana. Jednocześnie po inscenizacjach pozwoliłem sobie obejrzeć sporo zdjęć z podobnych wydarzeń (Kłodzko, Nysa itp.) Po kilku godzinach oglądania zdjęć czuje się pewien niesmak. Inaczej ogląda się inscenizacje kiedy na polu pojawia się kilkuset żołnierzy, wielu z nich jeździ konną a na polu bitewnym płoną specjalnie przygotowane budowle.

    Mimo tego dochodzę do wniosku, że Mojesz ma ogromny potencjał, a jeśli wydarzenie zyska miano cyklicznego (na to się zanosi) to sukces jest murowany. Trzeba tylko pomyśleć nad wcześniejszą promocją między innymi w mediach chociaż frekwencja bardzo dopisała.

    Co o samych żołnierzy bardzo gościnni i uprzejmi ludzi sami zachęcali do robienia zdjęć, każdy mógł z bliska obejrzeć armatę a nawet strzelić z karabinu!

  11. Józef Andrzej Bossowski napisał(a):

    Panie Marcinie,
    nie od razu Kraków zbudowali. Pierwsze inscenizacje w Nysie czy Kłodzku też tak wyglądały. Niewielu inscenizatorów napaleńców i niewielu widzów. Dzisiaj kiedy opracowano wielkie projekty ożywienia twierdz pogranicza po polskiej (Nysa, Kłodzko, Srebrna Góra, Koźle) i po czeskiej stronie są pieniądze na konnicę, dużo wojska i możliwość spalenia postawionych budowli.

    I w Mojeszu przyjdzie na to czas. Wszystkie wspomniane inscenizacje na pograniczu i w twierdzach organizują władze miasta. Sztab ludzi na etatach przez cały rok przygotowuje i łączy inscenizację ze strategią promocji miasta. Wszystkim zależy aby ściągnąć do miasta i do twierdz jak największą ilość turystów.

    A niech Pan zobaczy co się dzieje we Lwówku Śląskim. Władze miasta z burmistrzem robią wszystko, żeby do miasta nie przyjechał obcy, czytaj turysta. Nic się nie robi, żeby ułatwić i zachęcić turystów do przyjazdu do Lwówka Śląskiego. W rynku nie ma parkingu dla autokaru, nie ma opracowanej trasy zwiedzania miasta, wszystkie ciekawe obiekty zamknięte, LOK na urlopie, burmistrz na urlopie lub podczas tego biwaku poza miastem …
    I tak to wygląda.

    Mojesz był robiony społecznie, podczas żniw, i z pustą kasą, a do tego kłody rzucane pod nogi. Brakowało garnków, nagłośnienia - LOK ma, ale pracownicy poszli na urlop. Przed imprezą burmistrz Kaziów przyjechał do Mojesza zobaczyć czy udało się storpedować imprezę i z żalem zobaczył, że niestety NIE. Impreza nie została odwołana.

    Mieszkańcy Mojesza chcą widzieć u siebie turystów, przygotowują miejsca noclegowe w gospodarstwach agroturystycznych, przygotowują pamiątki, przygotowują produkty regionalne … i czekają na turystów. Ale turyści muszą mieć szansę zobaczenia coś więcej niż tylko wiejskie widoki. Taką szansę daje bliskość Lwówka Śląskiego, Bolesławca, Wlenia, Jeleniej Góry, Lubomierza - szansa jest, tylko w najbliższym Lwówku Śląskim trzeba jeszcze znaleźć ludzi, którzy będą myśleli podobnie.

    Szansa jest - wybory tuż tuż.
    Ci pracownicy sezonowi gminy, którym tak zależy na wolnym czasie będą mieli szansę na dłuższy wypoczynek. Mam nadzieję, że mieszkańcy sołectwa Mojesz już wiedzą na kogo nie można stawiać.

    Pisze Pan: “Po kilku godzinach oglądania zdjęć czuje się pewien niesmak.” - a ja wręcz przeciwnie. Jestem pełen uznania dla mieszkańców Mojesza za ich zaangażowanie i ciężką pracę. Serdecznie i smakowicie przyjęli nas inscenizatorów i sponsorów, a to, że władze gminy olały wiejskie działania to ich problem. Powiadają - przyjdzie koza do woza.
    Przyjdzie czas zapłaty i czas wyborów.

    W przygotowywanych inscenizacjach na twierdzach uczestniczyłem wilokrotnie. Dzisiaj to po prawie 10 latach doświadczeń imprezy zoganizowane profesjonalnie, ale nie zawsze tak było. Wszędzie początki były trudne. Mojesz jak na pierwszą imprezę z pustą kasą wypadł bardzo okazale. Jestem pewien, że impreza taka będzie organizowana w Mojeszu już każdego roku. Już mamy plany i pomysły na rok przyszły i aż do bitwy nad Bobrem w roku 2013, dowodzonej przez samego Napoleona.

    Już wiemy, że w roku 2011 w Mojeszu w dniach 19-21 sierpnia 2011 r. będziemy organizowali (przy tych Jarmarkach Dziedzicowych i bitwie) “Imieniny Napoleona 2011“. Już teraz zapraszam inscenizatorów i widzów do Mojesza.

    I dalej pisze Pan: “Trzeba tylko pomyśleć nad wcześniejszą promocją” - oczywiście trzeba i organizatorzy pomyśleli, proszę sprawdzić w gminie. To gmina jako swój wkład w imprezę miała wydrukować i rozkolportować plakaty. I co? Plakatów nie było, bo imprezę trzeba było uwalić.
    Impreza w Mojeszu była i będzie w roku przyszłym, nawet gdyby cała gmina przez cały rok działała przeciw mieszkańcom Mojesza.

    Ta impreza w Mojeszu to szansa na ożywienie wsi i zachęcenie turystów do przyjazdu do gospodarstw agroturystycznych. Zapewniam Pana, że w przyszłym roku promocja wsi będzie jeszcze bardziej okazała i rozpocznie działania “Karczma pod pociskiem”.

    Co o samych żołnierzy bardzo gościnni i uprzejmi ludzi sami zachęcali do robienia zdjęć” - oczywiście Panie Marcinie, bo wiemy, że taka impreza wymaga promocji. Sami widzowie na swoich fotografiach rozniosą wieści o tej imprezie i zapewne już w przyszłym roku przyjdą ją oglądać w większej grupie. Jak nie ma pieniędzy na plakaty to informacja pójdzie od ust … do ust.

    Jeśli chodzi o konie, to mam nadzieję, że będą. Na miejscu w Mojesu są konie i jeśli będą nadal to chyba wezmą udział w inscenizacji. Jak nie, przywieziemy “swoje” konie. Miejsca w Mojeszu jest dostatek.

    Musi Pan jednak pamiętać, że te płonące budowle to pic na wodę, to zwykła podpucha pod publikę. Leszy efekt i trochę adrenaliny. W Mojeszu pokazujemy żywą i prawdziwą historię. Tam na tych polach były 200 lat temu właśnie takie namioty (ale i drewniane baraki), tak wojsko żyło przy ogniskach i oświetlało świeczkami, tak wyglądały kuchnie i pralnie - mało kto zwrócił uwagę na suszące się majtki. Były w obozie Markietanki i dzieci.
    No i obchodzono imieniny Napoleona w dniu 10 sierpnia 1813 r. - a my będziemy obchodzili je nieco później, ale równie wesoło.

    I jeszcze jedna, ostatnia sprawa, zapewniam. Na tę inscenizację miało przyjechać kilka osób z Francji, z miasta będącego partnerem Lwówka Śląskiego. NIE PRZYJECHALI. I do końca nie wiem, czy ktoś im pomógł podjąć taką decyzję, czy zmieniono im plany. Czas pokaże, a miejscowych proszę o dopytywanie na każdym kroku DLACZEGO.

  12. Michał Strzygocki napisał(a):

    Andrzeju! Słuszna uwaga dotycząca zdjęć, skrzynkę już “oddałem” organizatorom. Na innych fotkach niestety też pojawiają się elementy niepożądane - w przyszłości zadbam bardziej o szczegóły. Najbliższa okazja w Duninie. Do zobaczenia w sobotę na polu Bitwy nad Kaczawą.
    Pozdrawiam serdecznie
    Michał vel Macdonald
    P.S. Od Mojesza jesteśmy po imieniu, co jest dla mnie niewątpliwym zaszczytem.

  13. Józef Andrzej Bossowski napisał(a):

    Cudownie,
    o te szczegóły najbardziej nam chodzi. Dbamy o każdy guzik, o nitkę jaką są przyszyte, a tu na zdjęciu taka plastikowa skrzynka. Twoje zdjęcie jednej z armat chcę umieścić na naszym - niestety plastikowym - banerze. Będzie on jednak zawsze jako element informacyjny, a jednostkę określa sztandar. Na haftowany nas nie stać, a malowany kosztuje 1200,- zł.
    I ja serdecznie pozdrawiam i do zobaczenia w Duninie.
    Andrzej

    PS.
    Nie wszyscy chcą sie przyznawać publicznie, że są zaprzyjaźnieni ze mną, to przecież tylko Lwówek Śląski - centrum edukacji wrogości i nienawiści.

  14. Zbigniew Kwiatkowski napisał(a):

    Szanowny Panie.Czy już nie czas szkalowania władz miasta i mieszkańców?Ponoć pan stąd się wywodzi.A co z plagiatorami?Nagle się urwał temat.Dlaczego.Chyba pan wdepnął.

  15. Józef Andrzej Bossowski napisał(a):

    Panie Zbigniewie,
    chyba myli Pan pojęcia albo nie rozumie słów.
    Jeśli stwierdzam fakty, że gmina nie dotrzymała słowa i nie wydrukowała plakatów, czy to Pan uważa za szkalowanie?
    A czy to, że nie działa w okresie turystycznym pół miasta, to to jest szkalowanie?
    A to, że LOK nie jest w stanie udostępnić sołectwu garnków i aparatury nagłaśniającej, to może to jest szkalowanie?
    A to, że nikogo z władz gminy nie było na takiej imprezie wiejskiej, to to jest szkalowanie?

    Tak urodziłem się we Lwówku Śląskim i chciałbym żeby to było normalne miasto otwarte na turystów, a nie zasklepiona w skorupie kumpli dziura zabita deskami. Społeczność wsi Mojesz pokazała, że chce i może coś więcej zrobić dla siebie i dla miasta, i to skandal, że nie otrzymuje w gminie najmniejszej pomocy w swoich poczynaniach.
    Czy to Pana nie oburza?

    Pisze Pan: “Czy już nie czas szkalowania władz miasta” - nie, nie ma potrzeby szkalowania, niech mnie Pan do tego nie namawia. Już jest pora na zmianę tych władz. Przyjdą wybory i każdy będzie miał sposobność osobistego wyrażenia swojego poglądu na te sprawy.

    Demokracja to najgorszy z wyborów, bolesna, ale trzeba ją uszanować. Mam jednak nadzieję, że mieszkańcy w swojej roztropności wreszcie przejrzą na oczy i właściwie wybiorą.
    To przecież Mieszkańców dotyczą te wszystkie sprawy.

    A w sprawie plagiatorów to nie do mnie należą decyzje. Gdybym miał na to wpływ to dzisiaj w lwóweckim gimnazjum byłby vacat na stołku dyrektora i kilka miejsc pracy dla historyków.
    Czego więcej Pan oczekuje ode mnie?
    Poinformowałem Pana i innych internautów, że taki fakt ma miejsce i tyle co mogę zrobić.
    Reszta należy do burmistrza i kuratorium.

    Kuratorium nie odpowiada na moje pisma, więc chyba doniosę do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa urzędniczego. Dam im jeszcze kilka dni na załatwienie sprawy. Może i oni są na wakacjach.

    Jak pojawi się jeszcze jakiś plagiat lwóweckich plagiatorów to oczywiście Pana poinformuję z wielką przyjemnością.

  16. Józef Andrzej Bossowski napisał(a):

    Tutaj mamy wiadomości TV Karkonosze z 24 sierpnia 2010 r. i tutaj mówią o tej inscenizacji:

    http://karkonoszeplay.pl/index.php?option=com_hwdvideoshare&task=viewvideo&Itemid=86&video_id=157

    ale jakoś nie mogę doczekać tej 4:46 min, kiedy to jest mowa o bitwie ale może ktoś ma więcej szczęścia.

  17. Zbigniew Kwiatkowski napisał(a):

    Witam.Czekam na informacje o złożenia zawiadomienia o przestępstwie w lwóweckiej Prokuraturze.Widzę, czytając komentarze na Pańskiej stronie jak również lwóweckiej,że nie jest Pan lubiany.Czym Pan sobie zasłużył.?Podziwiam Pana zainteresowania.Niestety mogę to tylko obserwować przez internet.Nie znam już tutejszych realiów.Pozdrawiam.Zbigniew Kwiatkowski Mssissauga (Canada).

  18. Józef Andrzej Bossowski napisał(a):

    I ja witm Panie Zbigniewie.
    Filia Kuratorium jest w Jeleniej Górze, więc tam jest właściwa prokuratura regionalna i jak nie będzie wyjścia to uczynię to.

    Pan podziwia moje zainteresowania, a inni reagują zupełnie odwrotnie. Z pierwszego zawodu jestem fizykiem a piszę informatory na bazie historii - to już wystarczający powód dla miejscowych, lwóweckich historyków, żeby tworzyli wokół mnie taką atmosferę.
    Robi to niewielka grupa zawistników - znam ich wszystkich z imienia i nazwiska.

    Poza tym, mieszkam w Częstochowie, ponad 300 km od Lwówka Śląskiego, a tam nie lubią obcych - turystów, gości zagranicznych, ludzi innej rasy i koloru skóry, więc jak można tolerować faceta, który na odległość chce zarabiać na historii miasta i do tego zaprasza do tego miasta OBCYCH.

    Ludzie w mieście ustawili się w kolejce do biedy i już niczego innego nie potrafią. Gmina o największym chyba w Polsce bezrobociu gnije we własnym sosie, a ja uważam, że to można i trzeba jak najszybciej zmienić.
    Jest szansa, są fundusze unijne, jest potencjał historyczny, piękne okolice, wspaniałe minerały, są ludzie, którzy chcą to zmienić i żyć normalnie - ale leniwi goście od władzy pilnują tylko swoich stołków i kolesi ze swojego kręgu.

    Gmina płaci za wykupione strony w gazecie, żeby dobrze o władzy pisali, kupuje za grube pieniądze fotografie od redaktora gazety, żeby popierał burmistrza i dobrze pisał. Pieniądze na promocję gminy idą na … ja burmistrz to wszystko zrobiłem.
    Albo wydają za pieniądze gminy przeznaczone na promocję różne publikacje i sprzedają je. Co się dzieje z tymi pieniędzmi nikt nie wie. Pytałem Izbę Obrachunkową, ale to ich nie interesuje.

    Jak Pan widzi, ludzie w okolicznych wsiach już przestają się godzić na taką sytuację, więc są karani w różny sposób - nie dostaną pieniędzy na drogę (bo drogę trzeba wybudować do kolesi), nie dostaną świetlicy, nie dostaną wsparcia dla projektów unijnych, itp.
    I tak to wygląda w Polsce gminnej.

    Sami mieszkańcy nie potrafią zaprotestować, boją się, a mnie, obcemu i niezależnemu wypada o tym wszystkim mówić.
    Też dostaję po łapach - jak Pan widzi. Piszą o mnie różne rzeczy. Nie pozwalają kupować moich książek, rozpowiadają niestworzone plotki …
    Na szczęście jestem już na tyle stary, że nie zależy mi na tym i robię swoje.
    Jęzor mam ostry, więc oddaję pięknym za nadobne.

    Czy uważa Pan, że mogą inaczej o mnie mówić?
    Nie liczę na to.
    Problem w tym, że te utarczki internetowe odrywają mnie od pracy przy komputerze i w archiwach, i powodują opóźnienia w wydawaniu kolejnych publikacji - z własnej woli, za własne pieniądze i na własne ryzyko, promujących miasto.
    To mieszkańcy na tym tracą, choć i ja mniej zarabiam.

    Dzieki za duchowe wsparcie. Zapewniam Pana, że jestem konsekwentny i będę tak działał nadal.

    Moje dzieci tak jak Pan też w takim dzikim kraju nie chcą mieszkać. Córka ma już obywatelstwo USA …

    Po zmianie systemu miało być inaczej … i chyba to nie o system chodzi, a o ludzi. W wielu miejscach w Polsce potrzebna jest ta sama operacja odcięcia ryja od koryta … jak kiedyś.
    Kiedyś trzeba było wychodzić na ulicę, a dzisiaj można to załatwić przy urnie.

    Pozdrawiam
    Józef Andrzej Bossowski, Częstochowa

  19. Marcin Kaszuba napisał(a):

    Tak dla rozładowania emocji ponieważ ciągle pojawia się tylko jeden temat a to już zrobiło się nudne. Więc dla rozładowania emocji polecam: http://www.youtube.com/watch?v=tLtydIlzSmg

  20. max paine napisał(a):

    Racja trzeba zawiadomić prokuraturę, że ktoś złamał prawo. Zobaczmy kto…

    “Wleń i okolice”, pod red. prof dr hab Krzysztofa R. Mazurskiego, Wrocław 1995, s. 40

    „Od 12 VI zatrzymał się w pałacyku gen. Meunier, dowódca 2 brygady dywizji Charpentiera.
    Następnego dnia po wygaśnięciu rozejmu, 16 VIII o godz. 4.00 do mostu na Bobrze dotarły czujki Kozaków gen. Kajzarowa, nawiązując kontakt ogniowy z Francuzami. Całodniowe walki nie przyniosły rozstrzygnięcia, toteż po południu zawarto zawieszenie broni. Przez noc dotarły jednak od Kotliny Jeleniogórskiej główne siły Kajzarowa, wraz z piechotą i artylerią.
    Natomiast powiadomiony o sytuacji marszałek Aleksander Macdonald, kwaterujący w Płakowicach, skierował spod Lwówka Śląskiego posiłki w postaci włoskiej brygady gen. Zucchiego.
    W rejon mostu rzucono batalion mjr. Le Guillermie i walki znów rozgorzały od rana. Trwały one jeszcze następnego dnia…”

    Józef Andrzej Bossowski i Eugeniusz Braniewski “Napoleon we Lwówku Śląskim”, Częstochowa 2003, s. 52.

    „Od 12 czerwca 1813 roku stacjonował w pałacyku we Wleniu gen. Meunier, dowódca 2 brygady 36 dywizji Charpentiera.
    Następnego dnia po wygaśnięciu rozejmu, 16 sierpnia 1813 roku, już godz. 4.00 do mostu na Bobrze dotarły pierwsze czujki Kozaków Kaszarowa. Nawiązały one kontakt ogniowy z Francuzami broniącymi miasta. Całodniowe walki nie przyniosły rozstrzygnięcia, więc po południu wstrzymano działania wojenne. Przez noc od Kotliny Jeleniogórskiej dotarły pod Wleń główne siły I Korpusu z piechotą i artylerią.
    Sytuacja obrońców stawała się coraz groźniejsza. Powiadomiony marszałek Aleksander Macdonald, kwaterujący ze swoim sztabem w Płakowicach, skierował natychmiast posiłki w postaci włoskiej brygady gen. Zucchiego, kwaterującej w Pławnej pod Lwówkiem Śląskiem.
    W rejon mostu rzucono batalion Le Guillermiego i walki znów rozgorzały od rana 17 sierpnia…

    To się nazywa plagiat. Oczywiście w bibliografii JA Bossowskiego nie informacji o skopiowanej książce prof Mazurskiego

  21. Zbigniew Kwiatkowski napisał(a):

    Witam.Miałem napisać o czymś innym.Ale ciekawi mnie teks niejakiego max paine.Jak się do niego Pan ustosunkuje?Pozdrawiam.

  22. Kazio napisał(a):

    Panie Józku, a kiedy będą kolejne pana publikacje? Cyba ostatni informator ukazał się kilka lat temu? A może się mylę?

  23. Macdonald napisał(a):

    Czy to z jarmarkami nie jest trochę naciągane - przecież Francuzi konfiskowali wszystko, co było im potrzebne. Miała to dostarczyć ludność i tyle. Oczywiście za darmo.

  24. Józef Andrzej Bossowski napisał(a):

    Panie Zbigniewie,
    ci moi lwóweccy wrogowie w swojej zapalczywości walą we własne gniazdo. Jak Pan widzi, książka jest napisana przez dwóch autorów - tym drugim jest Gienek Braniewski ze Lwówka Śląskiego. Część materiału przygotował on, a część ja. Na szczęście jestem takim chomikiem, że te wszystkie materiały przechowuję u siebie. Z wielką przyjemnością opublikuję to jak będzie taka potrzeba.

    Gdyby chciało się Panu pogrzebać na mojej stronie, to znajdzie Pan wpis, że to Gienek Braniewski napisał książkę, a ja się podpisałem, teraz w innym miejscu piszą, że to ja popełniam “kopiowanie”.
    Faceci swojemu lwóweckiemu koledze robią niedźwiedzią przysługę - nie poradzę nic na to.

    Mam na szczęście również teksty pana Wrzesińskiego, z którym popełniłem kilka tematów - to dopiero cymes.

    Z gośćmi, którzy są chorzy na nienawiść nie da się rozmawiać.
    Jak wydawałem książki w Częstochowie to pisali durnie, że zarabiam na biednym mieście i podatki zostają w Częstochowie, teraz źle, że wydawca jest we Lwówku Śląskim.

    Na głupotę nie ma lekarstwa, a z koniem i tak się nie nakopiesz.

    Sam Pan widzi, co by tam nie zrobić jest źle - bo wymyślił to i robi to ktoś inny. Np. Jarmarki - naciągane. Zrobiłem w Lwówku Śląskim wystawę i pokazywałem archiwlne kwity potwierdzające rekwizycje i sposób zapłaty za towar. To i tak nie dociera to do mieszkańców - źle, bo źle. Oni wiedzą swoje i wiedzą zawsze lepiej, a im głupszy tym więcejgłupot pisze.

    Cieszy mnie to, że tak często wchodzą na moją stronę bo jak jest więcej komentarzy, to rośnie oglądalność mojej strony, a tym samym jej wartość. Teraz będę mógł już zarabiać na reklamach umiesczanych na mojej stronie. To dopiero żółć im się wyleje.
    Może Pan sam sprawdzić jak wysoko oceniana jest moja strona.

    Podawłem oglądalność i wejścia - 2500 dziennie - na moją stronę. Jak na prywatny blog zwykłego faceta to wielki sukces, tyle, że ci malutcy nie są tego w stanie docenić. Docenią jak zobaczą ile dzięki nim zarabiam.

    “Kazio” pyta kiedy będą następne publikacje. Będą, zapewniam, ale moje mieszkanie ma ograniczoną pojemność. Te wydrukowane już pozycje mają swoje archiwum i rękopisy, i DIApozytywy, i całą archiwalną otoczkę. Muszę je trzymać właśnie ze względu na tych zawistników.
    Same materiały ikonograficzne to tylko wg szacunku ok. 2 miliony pozycji. Część w oryginale a część już tylko na CD, a tego jest już też trochę. Uporządkować to wszystko to zabiera trochę czasu. Do tego kopanie się z końmi lwóweckimi - a robota leży.
    Mam trochę wyjazdów na konferncje naukowe i realizację bardzo ciekawego projeku unijnego z bardzo wielu dyscyplin, którymi się interesuję. Już mniej mnie motywuje promocja takiego kołtuńskiego miasta.
    Wstyd mi zapraszać turystów do miasta, gdzie mogą spotkać tych durni piszących na mojej stronie.

    Sprzedawano kiedyś moje książki na dworcu kolejowym w Warszawie, inters szedł, spotykałem wielu ludzi, którzy dzieki temu przyjechali do Lwówka Śląskiego i czasami mi wstyd, że ich tam zaprosiłem w swoich publikacjach.

    Na szczęście inne sprawy idą nadal do przodu, a najważniejsza to przygotowania do roku 2013 bo wówczas będzie 200 rocznica walk na Dolnym Śląsku i będą wszędzie imprezy od wiosy do jesieni i od Wrocławia do Lipska.
    Mała ciekawostka związana z Lipskiem. Biwakujemy tam na posesji rodziny, która przed wojną była właścicielem jednego z pałaców koło Lwówka Śląskiego. Mają wspaniałe materiały.

    Niechętny Lwówek Śląski wziąłem z flanki i miasto będzie z ręką w nocniku. Imprezę będzie organizowała wieś!
    Nie jedna, a kilka.
    Agaty też powoli przejmie wieś, w której one występują, a miasto zostanie z pustym i zamkniętym ratuszem - i burmistrzm, jam ci to uczynił.

    Rusza do boju też Złotoryja, Legnica, Zgorzlec (za dwa tygodnie) i wiele innych miast, a we Lwówku niech kiszą się z własną głupotą. Niech podbijają mi bębenek, a ja zamienię to na pieniądze. A to, że strzelą sobie kiedyś sami w kolano to już ich sprawa.